Tuesday, July 30, 2019

Trudno najtezszym krzesiwem iskre wykrzesac z g....

  Jedna z najwazniejszych charakterystyk gospodarczej odpowiedzialnosci panstwa jest jego polityka inwestycyjna i kredytowa. Miara tej ostatniej jest dlug zagraniczny jakie panstwo posiada oraz bilans handlu zagranicznego.  Panstwo nie moze bowiem splacic dlugu jaki zaciagnelo wobec zagranicznych inwestorow jesli nie uzyska dodatniego bilansu handlu zagranicznego ( i uslug wykonanych dla inwestorow zagranicznych). Jesli panstwo wydaje wiecej na wlasne potrzeby niz zarabia to splata zadluzenia nie jest mozliwa. Mozliwe jest co najwyzej obslugiwanie dlugu zagranicznego przez splacanie odsetek.  Jesli funduszy nie wystarczy i na to -panstwo jest bankrutem.
Przez takie bankructwo przeszla pare lat temu Grecja i Cypr. 

Na powyzszym rysunku podaje dlug zagraniczny polski wyrazony w mln USD oraz w tonach zlota. Lewa skala pionowa odnosi sie do wykresu wyrazonego w mln USD a prawa do tego wyrazonego w tonach zlota. Tak jak to bylo i w przypadku uprzednich wykresow uwzglednienie tego, ze wartosc nabywcza dolara jest od lat 70-tych zmienna w czasie pozwala nam na wykrycie prawidlowosci, ktore umykaja z nam na rysunkach "klasycznych" gdzie traktujemy USD tak jak by nadal mial stala wartosc w zlocie ( jak to bylo wczesniej). Jak widzimy obecnie dlug zagraniczny Polski "ustabilizowal "sie na poziomie okolo 9500 ton zlota (przynajmniej do roku 2018). Czego dokonaja ostatnie programy rozdawnicze - dowiemy sie za rok. Bilans handlu za ostatnie lata mozna znalezc tutaj: https://tradingeconomics.com/poland/balance-of-trade

     III RP oddziedziczyla po PRLu dlug zagraniczny (gierkowski ale nie tylko) w wysokosci okolo 5000 ton zlota . Po odzyskaniu (podobno) niepodleglosci dlug tez zaczal rosnac dosyc szybko. Glownym powodem byl negatywny bilans handlu i uslug dla zagranicy, ktory pozbawial kraj srodkow koniecznych na splacanie dlugu. Polacy wiecej wydawali za granice niz zarabiali sprzedajac zagranica wlasne produkty (jako panstwo). Przelom nastapil w latach 2008 - 2011 kiedy , zapewne w wyniku zaciagniecia jakiejs wiekszej pozyczki , udalo sie zredukowac dlug zagraniczny do poziomu z roku 1998. Ogloszono to jako wielki triumf gospodarczy polegajacy na "splaceniu" dlugu gierkowskiego (pozostal jednak nadal dlug w wysokosci okolo 6000 ton zlota). Po tej chwalebnej dacie dlug zagraniczny rosl znowu bardzo szybko osiagajac poziom obecny wynoszacy okolo 9500 ton zlota. Bilans handlu zagranicznego poprawil sie , na krotko , w latach 2014-2018. Najwyrazniej rzad sprzedal cos wartosciowego- zapewne nieruchomosci. Obecnie jednak zapowiada sie powrot negatywnego bilansu handlu zagranicznego co rokuje tez dalsze podwyzszenie dlugu zagranicznego.
Ogolnie biorac zadluzenie przeznaczone na cele, na ktore kraj nie dostarcza wlasnych srodkow, powoduje wzrost kosztu funkcjonowania panstwa. W przypadku pozyczki na cele inwestycyjne moze tez spowodowac nieoplacalnosc calego przedsiewziecia i niemoznosc splacenia dlugu. Mielismy tego przyklad za czasow Gierka. 
 Polska nie jest zreszta jednym z najbardziej zadluzonych krajow swiata (http://lepiejnizwbanku.pl/ogolna/najbardziej-zadluzone-panstwa-na-swiecie-gdzie-jest-polska/ )
 Najbardziej zadluzonym krajem jest USA  i nie przeszkadza mu to w byciu mocarstwem swiatowym.  Ogolnie dlug zagraniczny, w formie obligacji panstwowych oprocentowanych na okolo 2-3 % rocznie jest wywolany brakiem funduszy na pokrycie biezacych wydatkow panstwowych.  Wierzycielami sa oczywiscie jednostki finansowe, dysponujace nadmiarem gotowki (banki, kompanie ubezpieczeniowe itp). Traktuja one pozyczke jako inwestycje przynoszaca regularny dochod roczny oraz stanowiaca zabezpieczony kapital inwestycyjny. W przypadku Polski dlug "rolowany" co roku dostarcza inwestorom zagranicznym kapital wynoszacy okolo 180 ton zlota rocznie (wiec wiecej niz cala rezerwa zlota NBP).  Polska nie musi oczywiscie splacac odsetkow w zlocie ale tyle wynosi kapital nabywczy jaki traci rocznie w formie walut wymienialnych na korzysc swoich wierzycieli.  Rzecz jasna, gdybysmy owego dlugu nie mieli to zaoszczedzone fundusze moglyby sluzyc do podniesienia zamoznosci populacji badz rozwiniecia roznych galezi przemyslu. Porownajmy to wszystko z poziomem wyplaty jakiej domagaja sie organizacje zydowskie (i USA) w zamian za mienie "bezspadkowe". Zydzi domagaja sie splaty okolo 300x10^9 USD (skad ta suma?) co odpowiada okolo 7000 ton zlota. W jaki sposob obecny rezim mialby zaspokoic te zadania , tego nie wiem. Byc moze pokryje te zobowiazania kolejna transza pozyczki  albo kolejna wyprzedaza majatku narodowego. Pamietajmy tez, ze w ostatecznym rozrachunku pozyczki i odsetki placi nie rezim ale obywatele panstwa- przez podwyzszanie podatkow badz dewaluacje waluty. Jak to wyglada w praktyce widzielismy juz w czasie koncowki rzadow Gomulki czy Gierka. Sytuacja Polski przypomina troche oszustwo znane jako trick Ponziego. Odsetki od uprzednio zaciagnietych dlugow sa splacane przez zaciaganie dlugow nowych. Niestety drobna podwyzka stop procentowych moze spowodowac niewyplacalnosc dluznika i katastrofe finansowa panstwa.

   Patrzac na rzady i gospodarke Polski z perspektywy 77 lat mojego zycia nie moge sie oprzec wrazeniu, ze moi wspolrodacy cierpia na defekty umyslowe i moralne w stopniu niespotykanym w historii Polski przedrozbiorowej i miedzywojennej. Przyczyna tego jest negatywna rola jaka odgrywaja elementy plebejskie i zydowskie stopniowo przejmujace wladze w kraju. Parafrazujac opinie wielebnego ksiedza Staszica moim zdaniem:  "Z samych chlopow zguba Polski". To chlopi bowiem podniesli zbrodnicza reke na Krolestwo Polskie w postaci powstania Chmielenickiego, ktore w sojuszu z bandycka szajka zaporozcow oslabilo Rzeczpospolita Szlachecka do tego stopnia , ze nie mogla ona odeprzec sprowadzonego przez (niepotrzebnie tolerowanych) protestantow  "potopu" szwedzkiego  oraz kolejnych najazdow dziczy tureckiej, moskiewskiej i ukrainskiej. Nastepnym krokiem byly kolejne paralizujace element patriotyczny rzezie szlachty (np rzez galicyjska) usilujacej odzyskac niepodleglosc narodowa w czasie rozbiorow.  Chlopi takze unikali brania udzialu w powstaniach  a nawet (Szela) wspoldzialali w ich tlumieniu.  Kiedy wreszcie po 180 latach niewoli pojawila sie szansa na odbudowe suwerennego Panstwa Polskiego to wlasnie elementy chlopsko-zydowskie usilowaly wprowadzic bolszewickie rzady ( Marchlewskiego-Unszlighta) na terenach skazonych inwazja Armii czerwonej stanowiac rodzaj piatej kolumny sowietow na terytorium II RP.
Wreszcie po roku 1945 kiedy Polska stracila suwerennosc na rzecz Sovietow wlasnie polski lud , ktorego przychylnosc staral sie kupic nas nowy okupant , rzucil sie na elite II RP jak stado wilkow i ograbil ja z pozycji spolecznej, majatku a czesto tez i z zycia . Krzywdy te nie zostaly uznane i wynagrodzone do dnia dzisiejszego mimi 30-letniego trwania podobno wolnej Polski. Jaki element obecnie rzadzi polska kolonia UE opisuje najlepiej ostatni felieton red. Michalkiewicza http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4518 
Mimo wszystkich wzdychan o jednosci Narodu trzeba zdac sobie sprawe z tego, ze Polacy dziela sie na "lepszych" i "gorszych" i ze nie moze byc mowy o tym zeby te dwa nurty pogodzily sie kiedykolwiek.

13 comments:

Inspektor Lesny said...


assistant professor
------------------------

"Trudno najtezszym krzesiwem iskre wykrzesac z g...."
*****************************************************
Istotnie. Nie znam sie na stopniach naukowych, zona sie zna. Nie zawracalem jej jednak glowy glupstwami. Zerknela przypadkie na to co czytam, i wyjasnila mi, ze "assistant professor" to troche taki specjalny, jak marcowy snieg.
Tytul ponoc chwilowy, i po zakonczeniu zadan/zatrudnienia, juz nie przysluguje...
IL

Bobola said...

@inspektor
Nie wiem co to ma wspolnego z tematem artykulu. Ale wyjasniam, ze istnieja w USA trzy stopnie profesorskie : assistant professor, associate professor, i professor. Z grubsza ta hierarchia odpowiada docentowi, profesorowi nadzwyczajnemu i profesorowi w Polsce.
Ponadto istnieja trzy stopnie akademickie nie bedace profesura ale wymagajace doktoratu: instruktor, wykladowca i starszy wykladowca.

A jakie kwalfikacje akademickie ma Szanowny Inspektor?

Inspektor Lesny said...

A jakie kwalfikacje
------------------------
Nie,nie. Ja sie nie przedstawiam jako "profesor", nie majac ku temu koniecznych poswiadczen. Profesor, Tow. Bobola, to jest bezprzymiotnikowy. Pozostale sa tytulami zawodowymi, by podniesc samopoczucie zatrudnionego. Zamiast wynagrodzenia pienieznego.
I traca waznosc po zakonczeniu zatrudnienia. Ot, pan kierownik na emeryturze jest znow
Zbyszkiem z trzeciego pietra, i nikim innym.Podle to i malostkowo, dodawac sobie powagi falszywymi tytulami. Jest Gospodarz doktorem. Znacznie to nizszy stopien niz
profesor, ale za to prawdziwy.

IL.
Ps.
Taki to tytul, jak i zwyczaj tytulowania, na wyrost, lekarza per "panie doktorze".
Sa wprawdzie i lekarze bedacy doktorami medycyny, ale to jest zupelnie inna sprawa.
I przypominam, ja nie zwrcilem uwagi, bo sie nie znam. Zona powiedziala, ze moj interlokutor, to "prawie ze o maly figiel by zostal profesorem".
Tym nie mniej, gdy strzelamy do zajaca, to nie ma znaczenia czy chybimy o 5cm, czy o 5 metrow...
Naprawde radze skorygowac CV, bo i smieszno i straszno...

naiwny said...

@IL:"profesor"
To jest typowa polska "tytułomania", która dzisiaj jest śmieszna. Przypomniał mi się program TV, w którym wystąpił Gwiazdowski i Modzelewski. Pani przedstawiła ich jako Dr Gwiazdowski i prof. Modzelewski. Na to Gwiazdowski jej przerwał i powiedział:"W takim razie ja też jestem profesorem". Profesor to w Polsce przedrostek oznaczający kogoś, kto "naucza". Ja już w liceum miałem pełno profesorek i profesorów. W przedwojennej Polsce, to byli różni dożywotni "nadradcy". Zresztą dzisiaj też tak jest. Np. w mediach do wszystkich byłych premierów prowadzący jakieś spotkanie zwraca się per "premierze". W przypadku Autora bloga, to chyba maniera z czasów młodości. Dzisiaj tytuły nic nie znaczą, a wykształcenie, to tylko uzyskane na renomowanych uczelniach.

Inspektor Lesny said...

Nie jestem pewny, czy tytuly nic dzis nie znacza. Sam nie mam zadnych, zona ma. Te , co cos znacza, to te rzetelne, nie wymyslone. I zdobyte w sposob dajacy sie zweryfikowac. Zona zdobyla tytul doktora medycyny jako polski emigrant, na renomowanej uczelni szwedzkiej, (Karolinska).Z naturalnych wzgledow bez znajomosci, za to pod krytycznym spojrzeniem, raczej niechetnym. Ten tytul nie jest tylko ozdoba nazwiska, gdyz do jej pracy jest wymagany odpowiedni stopien specjalizacj, oraz udokumentowana praca badawcza.Jej doktorat nie jest tez jedynie ozdoba polki bibliotecznej, gdyz wnioski tam zawarte sa stosowane w lecznictwie.
Gospodarz zas,celowo przedstawil sie w sposob bledny,celowo mieszajac oficjalne stopnie z gminnymi pojeciami.
Wielokrotnie w dyskursie byly poruszane kwestie meritiow naukowych, domyslnie przyjmujac, ze jest profesorem. Z tytulem przynaleznym osobie-a nie chwilowej funkcji. Nigdy tego nie sprostowal-ze byl doktorem z Polski, ktory uzyskal prace w instytucji amerykanskiej, co sprawilo, ze nazwano jego funkcje (nie osobe)w/g zwyczajow tamtejszych.Czul sie wysmienicie w roli profesora zwyczajnego (innych nie ma)z Polski, ktorego meritia zostaly uznane i zweryfikowane w Ameryce.
Nie chcialby tej zenujacej sytuacji przedluzac, dodam tylko, ze rzeczy sa prawdziwe tylko gdy sa bezprzymiotnikowe, zwyczajne. Vide sprawiedliwosc, versus sprawiedliwosc spoleczna.

IL.

naiwny said...

@IL:"Te , co cos znacza, to te rzetelne, nie wymyslone."
To przypominam tylko, że tytuł profesora (w Polsce) jest NADAWANY przez polityków (organ państwowy) i nie wymaga żadnej "obrony". Najwyższym weryfikowalnym stopniem naukowy jest doktor (+ w Polsce habilitacja). Pisząc o nieznaczących tytułach naukowych miałem na myśli ich inflację. Doktorów jest i w Polsce i na Świecie jak psów. Gdzie splunąć, to doktor. Co lepsze mnóstwo magistrów i doktorów ukończyło "Wyższą szkołę gotowania na gazie" lub inną "kosmetologię". Podejrzewam, że matura sprzed 40 lat ma większą wartość (jako dowód wykształcenia) niż kupa dzisiejszych tytułów doktorskich.

Inspektor Lesny said...

W Szwecji tez tytul profesora jest nadawany.Znaczacym zadaniem profesorow jest "produkcja" doktorow. Meritiem profesora jest sukces jego doktorow, przeciez na kazdej pracy doktorskiej figuruje jako wspolautor. Jest, czy tez powinien byc sila prowadzaca.Mozna by rzec, ze opinie profesora ksztaltuja jego wypromowani doktorzy.
To zas dotyczy prawdziwych profesorow-dopero wtedy mozna w ogole dyskutowac o walorach profeorskich w odniesieniu do grupy "jego" naukowcow. Gosp. zas, byl w Ameryce nauczycielem akademickim. Ktorym moze byc i Profesor tez, ale Gosp. nie byl.
Nie chce byc zlosliwy, ale na statku, gdy kapitan i oficer wpadnie do wody, to i bosman moze objac obowiazki kapitanskie. Do czasu wejscia do portu...
IL:

Inspektor Lesny said...

Doktorów jest i w Polsce i na Świecie jak psów. Gdzie splunąć, to doktor. Co lepsze mnóstwo magistrów i
----------------------
Mysle, ze to uproszczenie.Mialem na mysli, ze Gosp. grzecznosciowy zwrot typu;
-Dzien dobry Pani profesor (w liceum)
-Znow tu jestem, Panie doktorze(do lekarza, malo ktory ma doktorat)
przekrecil na formalny tytul-jemu nie przyslugujacy.
Co zas do mnogosci doktorow, to zalezy chyba od dziedziny.Moze w temacie literatury, jezykoznawstwa, a moze i fizyki, tej, co pogardzanymi eksperymentami zweryfikowac sie nie da-to moze.Trudno jednak chyba przepchnac bezwartosciowy doktorat traktujacy o metalurgii. Toz przemysl metalurgiczny od razu chce sprawdzic, a najchetniej zastosowac te madrosci. Nie inaczej jest w medycynie. Napisac i obronic rzecz niewazna, a i byc moze bledna, a nie daj Boze czesciowo choc splagiatowana,niesie na nas duze klopoty.A koledzy lekarze sa czujni-bo to i zaszczyt, i pieniadze i swietlana przyszlosc.
Inni zas, tak jak Carl Sagan,kosmolog musza pisac bajki dla doroslych o tym, co bylo na Swiecie, jak go jeszcze nie bylo.Czyli o rzeczach i zdarzeniach otwartych na wszelkie spekulacje-niesprawdzalnych.
IL:


JayT said...
This comment has been removed by the author.
JayT said...

Proszę pamiętać, że to ci pogardzani przez Pana "commoners" "Żywią y bronią", co zresztą mieli wypisane na powstańczych sztandarach. Jako dziecko znałem kogoś, kto z chłopskiej chaty poszedł na ochotnika na wojnę bolszewicką. Rozumiem, że w Pana nowej ojczyźnie zza Wielką Wodą wszyscy są piękni, bogaci, o nienagannych manierach, a plebsu brak.

Jestem oburzony.

Dziękuję.

JayT said...

Niezmiennie bawi mnie silna niechęć Pana Profesora do stanu plebejskiego w "Najjaśniejszej". Powodów tej niechęci oczywiście domyślam się. Dlaczego jednak winą za upadek "naszej Udręczonej" obarcza się gmin?! A któż to doprowadził ten nieszczęsny kraj ponad 200 lat temu do upadku?

Bobola said...

@JayT

Ameryka jest krajem plebsu. Jak widze jednak ulegl Pan propagandzie, ktora za zniszc enie Rzeczpospolitej Szlacheckiej winila szlachte. Rzecz jasna, kto panuje ten odpowiada za katastrofe panstwa. W tym ma Pan racje. Ale wazne sa tez i przyczyny, ktore zreszta wymienilem wyzej. Kazdy organizm panstwowy ma tylko skonczona odpornosc na agresje z zewnatrz i rebelie wewnetrzna. Podobnie jak oraganizm zywy jest on atakowany przez baterie i wirusy pochodzenia z panstw osciennych oraz raka wywtworzonego przez wlasny gmin. Rzeczpospolita Szlachecka byla oslabiona przez raka rebelii chlopskich i wskutek tego nie byla w stanie oprzec sie inwazji z zewnatrz.
I tak bronila sie dlugo i co wlasciwie doprowadzila do upadku to usilowanie ulagodzenia kryzysu wewnetrznego na drodze ustepstw. Paradoksalnie podobne przyczyny spowodowaly upadek "dyktatury proletariatu" w PRLu gdzie takze roszczeniowa polityka gminu przeciazyla mozliwosci spolecznie sprawiedliwej ekonomii.

JayT said...

Ależ skąd, bynajmniej nie uległem tej propagandzie! Zwykły szlachcic, pan jednej lub kilku wiosek, był przecież największym patriotą. Wiedzieli o tym np. ... Szwedzi. Dzisiaj (10 sierpnia) przypada rocznica zatonięcia w 1628 r. ich okrętu Vasa, zbudowanego specjalnie na potrzeby planowanej wojny z Rzecząpospolitą. Pod latrynami tego okrętu umieszczono rzeźby polskich szlachciców, zakutych w dyby. Taki element antypolskiej propagandy, na miarę tamtych czasów. Można się o tym przekonać, odwiedziwszy w Sztokholmie Vasamuseet. Czy widział Pan te zbrukane podobizny braci szlachty, Panie Inspektorze Leśny?