Friday, February 5, 2010

Proton i inne...


Chociaz liczba czastek elementarnych podawanych w rozmaitych zbiorach danych jest calkiem pokazna to faktycznie wiekszosc z nich cieszy sie ta nazwa nieco na wyrost. Sa to bowiem konglomeraty nietrwale, ktore po wzglednie krotkim czasie (10^-16 do 10^3 sec) rozpadaja sie na elementy bardziej podstawowe i trwale, ktorych jest tylko dziesiec (albo jedenascie jesli wlaczyny do nich foton). Polowa z tych dziesieciu to pary czastka-antyczastka a wiec w istocie istnieje tylko piec zasadniczych czastek elementarnych. Z tych pieciu tylko dwa, elektron i proton, maja wzglednie dobrze znane podstawowe wlasnosci fizyczne (masa spoczynkowa, ladunek, moment magnetyczny itp). Ponadto mamy trzy typy neutrin, o ktorych praktycznie nie wiemy nic napewno. W szczegolnosci zas nie wiemy czy maja one czy tez nie mase spoczynkowa, ladunek elektryczny i moment magnetyczny. Istnieje bowiem tylko oszcowania gornych granic tych wielkosci. W uprzednim wpisie ("There was a young lady named Bright...") opisalem klasyczny model elektronu w moim sformulowaniu. Podazajac za orginalna propozycja Thomsona przyjalem, ze cala masa spoczynkowa elektronu jest pochodzenia polowego i jego bezwladnosc wynika z tego, ze usilujac ruszyc z posad elektron musimy takze poruszyc wytworzone wokol niego pole elektro-magnetyczne. To pole posiada pewna energie rozdystrybuowana w przestrzeni i wobec tego posiada takze pewna mase (zgodnie z relacja Einsteina). Tak wiec elektron jest faktycznie ukladem dwoch pol: elektrycznego i dipolowego pola magnetycznego rotujacego wzgledem i wewnatrz niego.Jest to obiekt zajmujacy pewna objetosc ( a wiec nie bedacy punktem materialnym , jak to sie zazwyczaj przyjmuje), skladajacym sie z rdzenia o promieniu R = 2.82x 10^-15 m = 2.82x 10^-5 A = 2.82 Fm oraz z "atmosfery" materialnej pochodzenia polowego. Gestosc tej materii zmienia sie od bardzo wysokiej tuz przy powierzchni rdzenia rzedu 10^23 kg/m^3, ( Dla porownania gestosc jadra Ziemi to tylko 10^4 kg/m^3.) do wzglednie rozrzedzonej ( wysoka proznia) - rzedu 10^-8 kg/m^3, w odleglosci 10^5 promieni rdzenia czyli dla okolo 3A od centrum czastki. To oznacza, ze rdzen elektronu jest nie-penetrowalny ale bardzo maly. Natomiast atmosfera polowa rozprzestrzenia sie na odleglosci rzedu stalej sieciowej krysztalow (niklu) jakie byly uzyte w doswiadczeniach dyfrakcyjnych (Davisson i Germer , 1927). Tak wiec taki klasyczny model elektronu mowi nam, ze obiekt ten moze przejawiac wlasnosci falowe wynikajace z przeciskania sie "polowej atmosfery " przez atomy stanowiace szczeliny siatki dyfrakcyjnej. Jak wynika z obliczen dipolowe pole magnetyczne rotuje z czestotliwoscia 4.4 x 10^23 Hz. Alternatywnie mozemy tez traktowac elektron jako krople materi ujemnej (dark matter) obracajaca sie w srodowisku materii dodatniej. Tak wiec znany nam Wszechswiat wyglada nieco jak emulsja (np mleko) skladajaca sie z kropel materii ujemnej zawieszonej w srodowisku materii dodatniej. Miejmy nadzieje, ze nie powstanie w przyszlosci kosmiczne maslo w wyniku separacji tych dwoch faz. Masy ujemne i dodatnie cechuje bowiem wzajemne odpychanie (jak oleju i wody) natomiast masy jednoimienne wzajemnie sie przyciagaja. W klasycznej elektrodynamice ladunki elektryczne traktowane sa jako obdarzone masa zrodla pol. Tutaj sytuacja jest odwrocona. Ladunek jest produktem ubocznym rotacji pola magnetycznego wzgledem pola elektrycznego a masa jest wynikiem tego, ze pola: elektryczne i magnetyczne posiadaja pewna energie. Jak wynika z modelu, moga istniec tylko dwa rodzaje ladunkow elektrycznych : ujemny i dodatni bo istnieja tylko dwie mozliwosci obrotu rdzenia wokol osi momentu magnetycznego : zgodny z i przeciwny do ruchu wskazowek zegara. Innym wnioskiem z modelu jest to, ze wszystkie czastki elementarne moga posiadac tylko jednostkowy ladunek elektryczny gdyz istnieje tylko jedna powierzchnia rozdzialu pomiedzy masa dodatnia i masa ujemna ( czyli pomiedzy rdzeniem a atmosfera). Oczywiscie wydaje sie konieczne aby przyjac, ze taki sam model moze opisywac takze druga stabilna czastke naladowana czyli proton. Ze wzgledu na to, ze proton jest takze zrodlem pola sil jadrowych (oddzialywanie silne) oraz pola oddzialywan slabych (ktorych zrodlem jest zreszta tez i elektron) powinnismy uwzglednic rowniez i ich wklad do masy spoczynkowej. Chwilowo jednak te efekty pominiemy gdyz sa to oddzialywania krotko-zasiegowe, ktorych klasyczna teoria nie jest jeszcze tak dobrze znana jak bysmy to mogli oczekiwac po blisko 50ciu latach rozwazan na ten temat. Przyjmiemy zatem, ze z dobrym przyblizeniem rowniez cala masa spoczynkowa protonu jest pochodzenia elektromagnetycznego. Z teorii przedstawionej uprzednio wynikaja nastepujace relacje wiazace promien rdzenia R i czestotliwosc obrotu z masa spoczynkowa [ wzory (1) i (2) na planszy] . Jak widzimy czestostliwosc obrotu jest proporcjonalna do masy spoczynkowej podczas gdy promien rdzenia jest do tej masy odwrotrnie proporcjonalny. Jesli przyjmiemy, ze wlasnosci wnetrza rdzenia protonu sa identyczne z wlasnosciami rdzenia elektronu to latwo spostrzec , ze stosunek czestotliwosci obrotu rdzenia protonu do czestotliwosci obrotu rdzenia elektronu jest rowny stosunkowi mas obu czastek czyli wynosi okolo 1836. To wszystko przy zalozeniu, ze przenikalnosc magnetyczna obu rdzeni jest identyczna. Oznaczaloby to, ze czestotliwosc obrotu rdzenia protonu jest 1836 razy wieksza od czestotliwosci obrotu elektronu i wynosi okolo 8.2 x 10^26 Hz. Podobnie znajdziemy, ze promien rdzenia protonu jest 1836 razy mniejszy od promienia elektronu. Elektron jest wiec czastka o rdzeniu znacznie wiekszym niz rdzen protonu mimo znacznie wiekszej masy tego ostatniego. Te relacje przekladaja sie takze na stosunek dipolowych momentow magnetycznych obu czastek. Otrzymujemy relacje mowiaca, ze moment magnetyczny elektrony jest 1836 razy wiekszy niz moment magnetyczny protonu przy czym wektory momentow dipolowych tych czastek maja przeciwne zwroty . Jest to zgodne z wnioskiem wynikajacycm z teori Diraca ale niezgodne z wynikami doswiadczalnymi. Te ostatnie bowiem mowia, ze moment magnetyczny elektronu jest tylko 658 razy wiekszy od momentu magnetycznego protonu. Standartowe wyjasnienie tej sprzecznosci mowi, ze za odstepstwo odpowiedzialne jest powstawanie wirtualnych par neutron + pion dodatni = proton czyli efekty kwantowe ze swojej istoty. Z punktu widzenia obecnego modelu mozemy po prostu powiedziec, ze wlasnosci elektromagnetyczne rdzenia protonu sa inne nie rdzenia elektronu z tego wzgledu, ze rdzen ten generuje takze pole oddzialywan silnych. Inaczej mowiac wzgledne przenikalnosci magnetyczne obu czastek sa rozne. Relacje promieni rdzeni elektronu i protonu pozostaja jak poprzednio. Natomiast stosunek czestosci obrotu podany jest wzorem (3). Korzystajac z tej zaleznosci mozemy wyznaczyc wzgledna przenikalnosc magnetyczna rdzenia protonu tak aby uzyskac wynik zgodny z doswiadczeniem. Przenikalnosc magnetyczna wnetrza protonu wynosi zatem -0.45032 . Rdzen protonu jest wiec srodowiskiem anty-paramagnetycznym (tak jak rdzen elektronu) tyle ze ten antyparamagnetyzm jest znacznie silniejszy. Mozemy tez obliczyc czestotliwosc obrotu rdzenia. Jest ona okolo 5123 razy wieksza od czestotliwosci obrotu rdzenia elektronu (wzor (5)).Jak widac ze wzoru (6) spin protonu jest z grubsza o polowe mniejszy niz spin elektronu. Powszechnie przyjmowane zalozenie, ze oba fermiony maja identyczny spin (rowny h/(4 Pi) nie wydaje sie byc sluszne tak jak nie jest sluszne traktowanie tych czastek jako punktow materialnych. Wreszcie mozemy wyznaczyc tez wspolczynnik zyromagnetyczny protonu czyli stosunek magnetycznego momentu dipolowego do spinu [wzor(7)], Wynosi on -5.671 x10^8 (sec T)^-1. Jest on mniej wiecej dwa razy wiekszy od podawanego w zbiorach danych czego powodem jest to, ze zaklada sie tam, ze spin protonu wynosi h/(4 Pi) co, jak juz wspomnialem, nie uwazam za sluszne.
Jak wiec widac, ten prosty klasyczny model moze byc z powodzeniem stosowany do opisu innych niz elektron czastek naladowanych. Pytanie tylko czy mozna sie nim posluzyc w interpretacji najtrudniejszej czastki Wszechswiata jaka jest neutrino (czy neutrina). Do tego problemu wrocimy pozniej. Jest to czywiscie model pol-empiryczny gdyz nie pozwala on na przewidzenie ani mas czastek elementarnych ani tez wielkosci ich ladunkow (elektrycznych, slabych i jadrowych). Aby miec taka mozliwosc nalezy wprowadzic dodatkowe zalozenia dotyczace struktury wnetrza rdzenia czastek elementarnych przy czym przesuwa to jedynie pytanie nieco glebiej. Nie znamy bowiem odpowiedzi dlaczego takie a nie inne wlasnosci maja czastki sub-elementarne takie jak kwarki i gluony (Model Standartowy ).Osobiscie uwazam, ze musi byc jakis powod, dla ktorego tylko pewne konfiguracje pol elektrycznych i magnetycznych sa stabilne. To jednak musi wyniknac z glebszej analizy wlasnosci tych pol.

Wiecej informacji na temat wspolczesnej teorii czastek elementarnych na poziomie nie wymagalcym wielkiej ekspertyzy technicznej mozna znalezc w : John Maddox " What remains to be discovered" Chap. 2, Simon&Schuster 1998,
Paul Davies "The New Physics" Chaps 14, 15, Cambridge University Press 1989

Sunday, January 31, 2010

Czy zlota zlotowka jest istotnie mrzonka?



Jak od dawna pisze, podstawowym warunkiem zdrowej gospodarki jest pieniadz w pelni wymienialny na zloto. Wszelkie inne rozwiazania daja politykom zbyt duza szanse oszukiwania spoleczenstwa i rabowania owocow jego pracy aby mogly zaistniec w panstwie prawidlowe procesy inwestowania i oszczedzania zarobionego kapitalu. Nic tu nie zmieni przyjecie euro gdyz jest to rowniez waluta nie oparta na realnym standarcie odniesienia. Przejscie na euro zlikwiduje ostatnia mozliwosc regulacji procesow ekonomicznych w Polsce pozostawiajac cala strefe finansowa w obcych rekach. Pamietajmy jednak, ze polityczni oszusci UE nie sa niczym lepszym od oszustow rodzimych. W obu wypadkach pozwalamy osobom nieupowaznionym trzymac reke w naszej kieszeni i bezkarnie krasc owoce naszej pracy. Czesto czytam i slysze, ze nawet jesli mam racje to obecnie Naszej Umeczonej Ojczyzny nie stac na to aby wprowadzic "ciezkiego" zlotego posiadajacego pelna wymienialnosc na zloto. Warto wiec spojrzec jak ta sprawa zostala rozwiazana w II Rzeczpospolitej, panstwie ktore tylko co zakonczylo ciezka wojne z komunistyczna Rosja i musialo uporac sie z scaleniem systemow finansowych trzech panstw rozbiorowych. Operacja zastapienia silnie zinflowanej marki polskiej kierowal premier Wladyslaw Grabski (http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Wladyslaw_Grabski.jpg&filetimestamp=20080123145947 ). Operacja ta rozpoczeta zostala w roku 1924 , w czasie swiatowej depresji lat 1920-1930 a wiec w okresie wydaloby sie malo sprzyjajacym eksperymentom ekonomicznym. Grabski zadecydowal wtedy o utworzeniu Banku Polskiego - prywatnego banku emisyjnego, ktorego akcje wykupila ludznosc (Skarb panstwa mial tylko symboliczny 1% akcji). Kapital zakladowy BP wynosil 100 milionow zlotych w zlocie co odpowiadalo takiej samej liczbie frankow szwajcarskich. Ow kapital zakladowy stanowilo zatem wszystkiego 29 ton zlota (obecnie III RP posiada podobno ponad 100 ton zlota rezerw). Byla to suma olbrzymia jak na warunki polskie w tym czasie i calkiem powazna jak na panstwo europejskie. Zlotowka Grabskiego byla rownowazna 0.1687 g zlota i w momencie swego wprowadzenia byla rownowazna 1 frankowi szwajcarskiemu . Jeden dolar USA byl wart wtedy 5.18 zl. Pamietajmy bowiem, ze byl to dolar w pelni wymienialny na zloto w relacji jedna uncja trojanska zlota (31.1 g zlota) kosztowala $35.59 . Tak wiec jesli chodzi o zapasy zlota to w obecnym czasie powinnismy bez trudu byc w stanie zapewnic pelna wymienialnosc PLN. Wartosc uncji zlota wynosi obecnie okolo 3137 PLN co oznacza, ze PLN jest rownowazne okolo 0.01g. zlota. Znacznie mniej niz za Grabskiego ale moglibysmy przyjac to za standard odniesienia. Nie wiem ile obecnie mamy PLN-ow w obiegu ale wydaje mi sie, ze 100 ton zlota powinno pokryc bez trudu 40 % tej emisji co bylo regula w okresie gdy wszystkie powazne kraje miale w pelni wymienialny na zloto pieniadz papierowy. Zreszta jak podaja dane Chrystus Narodow wytwarza (zapewne przy rafinacji miedzi) okolo 1 tony zlota rocznie co powinno pokryc ewentualny wzrost liczby pieniadza w obiegu spowodowany wzrostem populacji czy innymi potrzebami. Co by oznaczalo posiadanie w pelni wymienialnego pieniadza w sytuacji gdy inne kraje nie powrocily jeszcze do standartu zlota? Po prostu waluta polska miala by stala wartosc wzgledem zlota (uncja zlota kosztowalaby ciagle tyle samo w PLN) ale relacje wymiany PLN na inne "slabe " waluty oscylowalyby zgodnie z aktualna cena sprzedazy zlota przez banki centralne tych panstw. W roku 1939 zapasy zlota w BP wynosily okolo 38 ton czyli wzrosly powaznie od chwili wprowadzenia przed 15 laty ciezkiej zlotowki. W chwili wybuchu II Wojny Swiatowej Polska miala jedna z najstabilniejszych walut na swiecie i zadnego zadluzenia (http://www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=345&id=5518&poz=2). Pamietajmy jednak takze, ze reformy Grabskiego nie ograniczyly sie do wprowadzenia pieniadza opartego o zloto. Zreformowal on tez finanse publiczne wyprowadzajac je na zdrowe tory. Nie ma jednak powodow aby przypuszcac, ze i inne elementy jego planu gospodarczego nie bylyby wprowadzalne w w obecnej Polsce. Potrzeba tylko woli i odpowiedniego czlowieka u steru. Z tym ostatnim jednak moze byc ciezko.
Na planszach: Znaczki II RP bezposrednio przed i po reformie Grabskiego. Cena listu zwyklego. Obligacje II RP z 1931 roku. Pozyczka dolarowa. Relacja 5 USD = 44.57 zl


Saturday, January 30, 2010

Zycie pedala czyli "Bruno"


Obejrzalem wczoraj nowy film rezyserii Larry Charles'a (rok produkcji 2009) pod tytulem "Bruno".
Rezyser ten jest nam juz znany jako apostol wesolego braterstwa roznych narodow z wczesniejszego dziela "Borat" opisujacego wrazenia kazachskiego dziennikarza podczas jego oficjalnej wizyty w USA. Ta pelna cieplego humanitaryzmu opowiesc konczy sie prawdziwym happy endem w stylu hollywoodskim. Nasz bohater po pokonaniu wielu kulturowych barier poslubia slusznej wagi murzynke i wraca wraz nia do rodzinnej jurty. Rowniez i "Bruno" nie zawodzi nas pod wzgledem miedzynarodowej multikulturowosci. Bohaterem jest tu znowu dziennikarz i recenzent mody pochodzenia austriackiego (grany przez Sasze barona Cohena). Jest on dobitnym przykladem wysokiej kultury i wrazliwosci austriakow a szerzej europejczykow kochajacych inaczej. Caly film jest wielka ballada propagujaca kulture utalentowanych srodowisk artystycznych. Dobra, delikatna i inteligentna twarz glownego bohatera jest najlepsza wizytowka tych srodowisk nawet jesli nie ta wlasnie czesc ciala gra najwazniejsza role w akcji. Nasz bohater szuka swego artystycznego spelnienia sie w USA gdzie, jak wiekszosc emigrantow, jest on niezrozumiany ze wzgledu na wysoki poziom swoich artystycznych produkcji. Po prostu nie przystaje on do prostackiej amerykanskiej pop-kultury, ktorej brak europejskiego wyrafinowania. Nie bede tu streszcal filmu aby nie psuc moim czytelnikom bajecznej zabawy gdy osobiscie obejrza to dzielo, ktore niewatpliwie wkrotce uzyska wszystkie mozliwe nagrody. Wspomne tylko o niezapomnianym przezyciu artystycznym jakim jest egzotyczny taniec penisa w wykonaniu anonimowego (czyzby Bruno osobiscie?) artysty czy niezwykly sposob wykonania lewatywy przy uzyciu butelki szampana. Skutki tej operacji to prawdziwa fontanna nie tylko smiechu na widowni. Miejmy nadzieje, ze wlasciciele polskich kin nie omina okazji aby udostepnic ten film naszej widowni. Jest to bowiem film bardzo aktualny w obliczu nadchodzacych Wszechpolskich obchodow kultury homoseksualnej i tak zwanego wyjscia z klozetu (parada gejow). Pora aby Nasz Zasciankowy Lud otworzyl sie szeroko na Nowa Europejska Kulture!

Thursday, January 28, 2010

Prawo i sprawiedliwosc w III RP

Czytuje od czasu do czasu "Nasz Dziennik" gdyz jest to jedyna polska gazeta, ktora dba jeszcze o narodowe interesy i rozumie istote polskiej panstwowosci. Dzisiaj jednak z pewnym zdziwieniem przeczytalem artykul (Z. Baranowski "Kasacja w sprawie Smolinskiego", ND 2010,Nr 23 (3649)) atakujacy ostatnie decyzje sadow, ktore wydaly wyroki korzystne dla bylych czy nawet i aktualnych obywateli polskich, ktorzy w latach 70-tych zdecydowali sie wyemigrowac do NRF pozostawiajac w kraju urodzenia swoje nieruchomosci. Nieruchomosci te z biegiem czasu zostaly prawem kaduka zasiedlone przez lokalnych rodakow. Teraz kiedy wszyscy jestesmy w Unii prawowici wlasciciele zadaja zwrotu pozostawionego majatku a polskie sady, na szczescie, rozumiejc istote prawa, wydaja decyzje korzystne dla powodow. Co mnie zdziwilo to fakt, ze rozwiazanie to spotyka sie z dezaprobata organu Ojca Odkupiciela. Przypominam wiec, ze podstawowa zasad prawna jest to, ze nikt nie moze przekazac nikomu wiekszych praw do przedmiotu transakcji niz te jakie mial w momencie jego uzyskania. Jesli wiec Ksiegi Wieczyste mowia, ze wlascicielem nieruchomosci jest emigrant, ktory jednak nigdy nie przekazal badz nie sprzedal swojej posiadlosci Panstwu Polskiemu to ani Skarb Panstwa ani Urzad Gminy nie mogl nikomu tej wlasnosci przekazac lub sprzedac. Sam fakt wyjazdu za granice nie powoduje automatycznej utraty prawa do nieruchomosci bedacej wlasnoscia podroznika i nie daje tez nikomu prawa do tego aby tym mieniem dysponowal. Panstwo Polskie moze zadac zaplaty zaleglych podatkow od zapominalskiego emigranta ale jego wlasnosc pozostaje jego wlasnoscia.
Te same zasady odnosza sie do mienia ziemian i przemyslowcow polskich, ktore zostaly bezprawnie zawlaszczone przez wladze komunistyczne po roku 1945. Nieruchomosci te juz dawno powinny zostac im badz ich spadkobiercom zwrocone a tam gdzie nie jest to mozliwe Skarb Panstwa powinien wyplacic odszkodowanie w pelnej wysokosci wraz z zadosc uczynieniem za straty wywolane niemoznoscia cieszenia sie ze swojej prawowitej wlasnocsi az do momentu jej zwrotu.

Wednesday, January 27, 2010

Wiele halasu i nic...

Swiat staje sie coraz osobliwszy. Jak mi sie wydaje glownym powodem tego jest dotkliwy brak rzeczowosci i logiki juz nie tylko w wypowiedziach ale takze i w glowach Moich Drogich Wspolobywateli. Dzisiaj wieczorem miale przyjemnosc wysluchania oredzia prezydenta Obamy wygloszonego w siedzibie amerykanskiego Kongresu. Obama jest czlowiekiem o duzym uroku osobistym i wielkim talencie oratorskim. Sa to jego mocne strony, byc moze jedyne. Niestety cale przemowienie bylo wlasnie popisem krasomowstwa nie okraszonego sladem rzeczowosci. Nasz Szanowny Prezydent wie bowiem jak powiedziec ale niestety nie ma wiele ciekawego do powiedzenia. Jest to prezydent "zielono-srodowiskowy" wiec wspomnial o milionie stanowisk pracy jakie wytworzy w przyszlym roku produkcja nowych baterii oraz innych przyjaznych dla srodowiska zrodel energetycznych (pamietajmy , ze ok. 750 tys/miesiecznie pracownikow traci prace obecnie). Wedlug prezydenta owe "czyste" zrodla energetyczne nie beda produkowaly zanieczyszczen i dostarcza nam wszystkim taniej (ale czy tanszej niz metody tradycyjne?) energii.
Jak wie wiekszosc ludzi, ktorzy sie zajmowali tym problemem jest to oczywiscie nieprawda. Produkcja energii bez zanieczyszczen jest zdarzeniem rzadkim. Moga ja produkowac np hydroelektrownie (chociaz nie obejdzie sie tu bez zaburzenia biegu rzek) albo wiatraki (ale te nie sa w stanie zapewnic jej na kazde zadanie - wiatr wieje nie zawsze). Wszystkie inne zrodla produkuja pewne, niekiedy znaczne zanieczyszczenia wynikajace z samej istoty procesu energetycznego. Moga to byc zanieczyszczenia inne niz CO2 ale niejednokrotnie znacznie od niego grozniejsze (np odpady promieniotworcze w wypadku energetyki jadrowej czy zuzyte baterie elektryczne zawierajace metale ciezkie). Biopaliwa , o ktorych tez wspomniano, sa rowniez zrodlem CO2 a co gorsza praktycznie odbieraja czesc produktow jadalnych aby przerobic je na surowce energetyczne. To zas podraza koszty zywnosci. W dodatku biopaliwa sa oplacalne tylko dzieki subwencji panstwowej. Jesli zas wziasc pod uwage wszystkie koszty ich wytwarzania (lacznie z cenami nawozow sztucznych jakie zostaly zuzyte do produkcji roslin) to sa to paliwa silnie deficytowe pod wzgledem i finansowym i energetycznym. Cale takie przedsiewziecie byloby oplacalne wylacznie wtedy gdyby do ich produkcji uzywano olejow jadalnych po ich zuzyciu (np w smazalni frytek). To jednak jest pracochlonne i niewygodne w produkcji przemyslowej tak jak niewygodny jest skup np butelek w celu ich umycia i ponownego uzycia. W Polsce tego problemu nie udalo sie rozwiazac od poczatku PRLu i nie nie wskazuje na to aby w USA mialo sie to cieszyc wiekszym powodzeniem. Obama obiecal takze zmniejszenie deficytu i zwiekszenie liczby nowych miejsc pracy zwiazanych z planowanym wzrostem eksportu. I znowu jest to pomysl nierealny. Jedyna metoda rozwoju przemyslowego USA jest albo powrot do ekonomii protekcyjnej albo wprowadzenie zasady, ze ilosc towarow importowanych przez dana firme z jej zakladow umieszczonych poza granicami USA musi odpowiadac dokladnie tej samej ilosci identycznych towarow wyprodukowanych przez ta firme na terenie USA. Na przyklad VW moglby sprowadzic powiedzmy milion samochodow Passat z zagranicy pod warunkiem ze drugi milion Passatow zostanie wyprodukowany w amerykanskich fabrykach. Pozwoliloby to firmie cieszyc sie obnizeniem kosztow produkcji na terenach azjatyckich przy jednoczesnym wzroscie zatrudnienia w tym samym przemysle w USA. W efekcie firma mialaby obnizke kosztow produkcji (srednio) a jednoczesnie robotnik amerykanski mialby szanse zatrudnienia. Pisze tu o produkcji bo glownym zrodlem amerykanskich ( i nie tylko amerykanskich) klopotow gospodarczych jest to, ze eksport stanowisk pracy do krajow o niskiej cenie pracy oraz niskich kryteriach ochrony srodowiska (Meksyk, Chiny itp) spowodowal, ze kraj ten zaprzestal wytwarzania kapitalu na miejscu. Caly nacisk jest obecnie polozony na spekulacje finansowe i bankowosc. Banki niewatpliwie sa koniecznym elementem rozwoju kraju ale trzeba pamietac, ze sektor finansowy jest z natury sektorem pasozytniczym. Sam kapitalu nie generuje a jedynie podwyzsza koszty jego pozyskania. I nic tu nie pomoze oblozenie bankow podatkami wyrownawczymi (mysl prezydenta) gdyz podatki te beda automatycznie przeniesione na klientow banku. Ameryka byla wielkim krajem wtedy gdy produkowala towary i zdobywala nowe tereny podporzadkowujac sobie rasy i ludy nizsze w czym mialy swoj udzial jednostki wybitne i przedsiebiorcze ale takze tak zwane "szare masy" kolonizujace interior. Teraz podboj gospodarczy zostal skierowany na terytoria zamorskie i jego beneficjentami jest tylko waska garstka finansowej elity kraju. Nie wydaje mi sie aby Nasz Uroczy Prezydent zdawal sobie z tego sprawe albo tez , sam nalezac do tej elity, zamierzal nawet niesmialo "pokiwac lodka" wielkiego kapitalu.

Monday, January 25, 2010

Zloto, dlaczego wlasnie zloto!





Spotykam sie niekiedy z pytaniem dlaczego stosuje zloto jako miare wartosci walut i przedmiotow. Moi nowoczesniejsi rozmowcy uwazaja, ze jest to relikt przeszlosci, ktory moze byc zastapiony z powodzeniem roznego rodzaju koszykami (walut, towarow czy nawet wskaznikow ekonomicznych). Oczywiscie, postepy inflacji czy deflacji moga byc mierzone w rozmaity sposob przez rozmaite gremia. Tam jednak gdzie chodzi o wydobycie prawdy pracowicie zakopywanej przez politykow i ekonomistow w stosach trudnych do rozszyfrowania papierow, wlasnie zloto jest niezastapione. Jest to zreszta glowny powod, dla ktorego ta miara wartosci znana ludziom od paru tysiecy lat jest obecnie deprecjonowana w oficjalnych wypowiedziach tak zwanych miarodajnych autorytetow. Aby nie byc goloslownym przytocze pismo jakie ostatnio dostalem z Social Security Administration (czyli amerykanskiego ZUS) mowiace, ze w zwiazku z tym, ze w roku ubieglym nie zanotowano inflacji powyzej pewnej wartosci progowej, moja i innych biedakow rencistow, renta nie ulegnie rewaloryzacji. Moglbym to traktowac powaznie, mimo licznych obserwacji zakupowych mowiacych cos innego, gdyby nie fakt, ze dewalacja dolara wedlug kryterium zlota wynosila w ubieglym roku ponad 10%. Jak widac rzadowi ekonomisci znalezli wygodny "koszyk" o nieznanej mi zawartosci, ktorego wartosc nie ulegla zmianie. Ta wlasnie wygoda dla jednych a niewygoda dla drugich powoduje, ze patrze na "nowoczesne " metody pomiaru wartosci jako na zreczny sposob nabijania spoleczenstwa w butelke. Zauwazmy bowiem, ze rencisci sa jedna z tych grup, ktora wymusila stosowanie rewaloryzacji emerytur w miare postepu dewaluacji. Ale inne grupy spoleczenstwa nie zdaja sobie sprawy z tego, ze jako na przyklad pracownicy pobierajacy ustalone wynagrodzenie sa w miare postepu dewaluacji parcownikami coraz tanszymi. Ich pracodawcy wyceniaja oczywiscie ceny swoich produktow stosownie do aktualnych cen zakupu surowcow. Natomiast wynagrodzenia pracownikow albo nie ulegaja podwyzce albo tez podwyzki sa znacznie mniejsze niz poziom dewaluacji. Moze to nie dotyczyc bankierow czy menadzerow ale "szary" pracownik moze byc zadowolony jesli w drodze specjalnej laski dostanie 4% podwyzki co pare lat. Tak wiec jesli kilka lat temu zgodzilismy sie pracowac za wynagrodzeniem, powiedzmy 80 tys dolarow rocznie co bylo rownowazne wtedy okolo 200 uncjom zlota, to obecnie ta sama pensja jest juz warta tylko okolo 80 uncji zlota rocznie czyli 2.5 raza mniej. Jesli nie dostajemy corocznie podwyzki rownej stopniowi dewaluacji to oczywiscie systematycznie biedniejemy a nasz wklad wartosci robocizny do ceny produktu systematycznie maleje. Moze to pozwolic na konkurencyjna obnizke ceny produktu sprzedawanago przez naszego pracodawce ale najczesciej taka obnizka nie nastepuje. Po prostu firma przynosi wieksze zyski (albo mniejsze straty). Dlatego tez politycy i ekonomisci odzegnuja sie obecnie od "zlotej" miary wartosci jak diabel od swieconej wody. Z koszykami o na ogol nieznanej zawartosci mozna jeszcze cos zrobic ale jak tu dyskutowac z oficjalna cena zlota sprzedazy i kupna podawana przez bank centralny. Pamietajmy bowiem, ze kazda transakcja kupna/sprzedazy jest w gruncie rzeczy wymiana barterowa (towar za towar). Papierowy pieniadz to tylko forma dlugoterminowej opcji na zakup dowolnego towaru po nieustalonej z gory cenie. W transakcji pelni on role pomocnicza ale w gruncie rzeczy jest kolosalnym oszustwem, ktore wspolczesne panstwo bezkarnie popelnia w stosunku do swoich obywateli. Jest to tez wygodny srodek do nakladania podatku liniowego (w wysokosci stopnia dewaluacji) na zasoby pieniezne wszystkich bez wyjatku obywateli. Jest to podatek, ktory nie wymaga zatwierdzenia przez parlament ani opublikowania w ustawie a wiec jest idelanym narzedziem w rekach poslow, ktorzy na ogol unikaja odpowiedzialnosci za swoje wyczyny. Oczywiscie aby pelnic role standartu wartosci metal wybrany musi miec stosowne wlasciwosci mechaniczne. Zloto jest metalem latwym do odroznienia, nie podlegajacym korozji i o stosownych wlasnosciach mechanicznych. Wzorzec taki musi byc tez towarem pozadanym powszechnie ale o malym znaczeniu przemyslowym. Prawda, ze jak podaja rozne zrodla na internecie pomiedzy 40 a 80% zlota na rynku idzie na potrzeby jubilerskie, ale ten uplyw "przemyslowy" jest praktycznie bez znaczenia. Wyroby jubilerskie maja bowiem duza narzut "artystyczny", ktory najczesciej grubo przekracza wartosc samego kruszcu oraz sa to towary nie-powszechnego uzytku czyli towary, bez ktorych mozna sie obyc (inaczej niz np cukier czy pszenica). Ponadto na rynku pojawia sie tylko czesc wydobycia, ktora nie zostala wczesniej zakontraktowana przez rzady czy banki centralne. Te zas uzywaja zloto wlasnie w celu manipulacji wartoscia papierowej waluty. Bank centralny panstwa jest bowiem najwiekszym dysponentem zlota w kraju i od tego za ile zdecyduje sie sprzedawac ( czy kupowac) zloto od obywateli zalezy jej wartosc w stosunku do innych walut na tym samym rynku. Czesto spotykana opinia, ze o relacjach wymiany pomiedzy walutami decyduje "rynek walutowy" nie ma nic wspolnego z prawda. Chyba, ze mamy do czynienia ze spekulantem, ktorego zasoby sa porownywalne z zasobami banku centralnego. Czesto tez spotykam sie z twierdzeniami, ze obecna depresja ma sie ku koncowi dzieki dziarskiej akcji Naszego Drogiego Prezydenta Noblisty oraz tej Fontanny Bankowej Wiedzy jaka jest prezes Banku Rezerwy Federalnej. Nic bardziej mylnego! Kryzys w dalszym ciagu sie poglebia i osiagnie dno zapewne w ciagu najblizszych dwoch lat. Podawalem juz uprzednio rozne wskazniki ekonomiczne wiec aby sie nie powtarzac podam tutaj tylko wykres mediany ceny przecietnego domu jednorodzinnego w USA w latach 1940-2009. Jak widzimy w tym okresie byly dwa katastrofalne "bable" nieruchomosciowe. Jeden o maksimum w roku 1970 (kiedy USA zeszla z zlotego standartu) drugi o maksimum w roku 2002. W tym ostatnim tkwimy obecnie. Jak widac mediana aktualna wynosi okolo 160 uncji/dom. Natomiast poziom odbicia (jesli taki nastapi ) od dna lezy przy wartosci okolo 80 uncji/dom. Mozemy wiec oczekiwac, ze ceny domow spadna jeszcze o polowe obecnej wartosci. To oczywiscie jest tylko mediana ale jak dotad nie widac nawet aby spadek byl wolniejszy. Jesli Obama chce zapobiec katastrofie to powinien zastosowac zasade, ze wartosc domu jest taka w danej chwili jaka jest aktualnie czyli zamrozic ceny domow na obecnym poziomie oraz zabronic bankom przejmowania nieruchomosci z rak nie placacych za swoje dlugi hipoteczne wlascicieli. To przynajmniej zatrzyma wzrost podazy na rynku nieruchomosci.
Warto tez zauwazyc (rys. 2), ze ceny nawet bardzo poszukiwanych towarow sa praktycznie stale jesli wyraza sie je w zlocie. Na rysunku przedstawilem liczbe barylek ropy jaka mozna bylo dostac za jedna uncje zlota w latach 1940-2009. Istnieja oczywiscie fluktuacje na ogol wywolane celowym dzialaniem politycznym a nie brakiem towaru (np kryzys OPEC lat 70tych). Ale przecietnie dostajemy 14.6 barylki za uncje zlota i nie ma mowy o jakims trendzie wzrostowym wywolanym wyczerpywaniem sie tego surowca. Sytuacja jest podobna jak z globalnym ociepleniem, ktorego nie ma i ktorego takze nie widac na wykresach temperatury. Te ostatnie podawalem w jednym z poprzednich wpisow.

Monday, January 18, 2010

Antyamerykanska metempsychoza

Udalem sie wczoraj na film produkcji amerykanskiej "Avatar". Film ten byl juz na ekranach od pewnego czasu ale zakwalfikowalem go do bajek dzieciecych i wobec tego chcialem go pominac. Jak sie okazalo byla to decyzja niesluszna. Jest to bowiem dzielo bardzo interesujace technicznie. Widz zostaje zaopatrzony w specjalne okulary, ktore pozwalaja mu odbierac film trojwymiarowo. Zupelnie niebywala jest dokladnosc z jaka rezyser i scenarzysta potraktowali rosliny i zwierzeta zamieszkujace nieznana nam obecnie planete "Pandora", ktora w przyszlosci podbijaja ziemskie korporacje. Doskonale sa komputerowe grafiki i bardzo drobiazgowa pod wzgledem biologicznym fantazja z jaka przedstawione sa plenery. Gorzej moze jest ze zrozumieniem fizyki ale dziarskie tempo akcji nie pozwala na zastanawianie sie nad roznymi niekonsekwencjami fabuly. Nie to jednak jest interesujace dla mnie. Jak wiemy avatar czyli metempsychoza jest hipoteza buddyjsko-hinduistyczna, w mysl ktorej zycie kazdego stworzenia sklada sie z szeregu cykli inkorporacyjnych. Niesmiertelna dusza wciele sie w stopniowo zmieniajace sie obiekty w zaleznosci od rozwojowego postepu jaki poczynila w trakcie poprzedniego wcielenia. Przypominam, ze z tego wlasnie powodu po smierci Dalej Lamy prowadzone sa poszukiwania dziecka, w ktorego wcielila sie dusza tego dostojnika. Uczynki dobre i zycie zgodne z zasadami oferuja nam szanse na lepsze wcielenie. Zle postepowanie gwarantuje dotkliwy regres w postaci wcielenia sie w zwierze badz nawet przedmiot nieozywiony. Polecam to zwlaszcza uwadze ateistow, pogan oraz heretykow i schizmatykow . Osoby, ktore doznaly laski olsnienia, zwane niekiedy buddami, moga udac sie droga skrocona do Nirwany. O tym zreszta nie ma mowy w filmie, ktory jest typowym komercyjnym kogelmoglem informacji w przypadkowym posiadaniu rezysera (James Cameron). To co jest interesujace w przeslaniu filmu to jego podstawowa anty-amerykanstwowosc ubrana w oslonke ochrony srodowiska oraz multikulturolowosci. Faktycznie taki film moglby byc z czystym sumieniem finansowany na przyklad przez Al Kaide. Coz bowiem widzimy? Przedsiebiorcy ziemianie po zdewastowaniu zasobow rodzimej planety wyruszaja a Kosmos aby wydobywac wartosciowe mineraly. Celem jest oczywiscie zysk, na ktory czekaja stesknieni inwestorzy co wyjasnia nam sprezysty menadzer tej operacji. Niestety "Pandore" zamieszkuja niebieskie malpy o ogonie posiadajacym wlasnosci wieloczynnosciowego kabla elektronicznego. Malpy te chodza na golasa ale jezdza tez na dinozaurach i lataja na pterodaktylach. Wszystko to oczywiscie za zgoda zainteresowanych i przy pelnym blogoslawienstwie poteznych drzew, ktore spelniaja role boska. Niestety swiete drzewa rosna na pokladach wartosciowej rudy i powstaje potrzeba aby dzikusow oraz niepotrzebne rosliny z tego terenu usunac. Do zadania zostaja zaangazowani naukowcy (nazywani przez dowodce eskorty calkiem trafnie "rzygowinami"), ktorzy opracowuja metode szpiegowania dzikusow poprzez transpozycje dusz stosownie dobranych szpiegow na specjalnie skonstruowane (inzynieria biologiczna) ciala przypominajace ciala dzikusow. Tak przebrani maja oni zasiegnac informacji, ktora pozwoli okpic tych ostatnich jesli chodzi o wlasnosc wartosciowej nieruchomosci. Przypominam znowu, ze w swojej orginalnej wersji wedrowka dusz nie pozwala zabierac wedrujacemu swojej pamieci jesli chodzi o zycie przeszle. To oczywiscie nie jednak nie przeszkodzilo rezyserowi. Problem pojawia sie wtedy gdy naukowe rzygowiny tubylcowieja ( gone native) i powstaje potrzeba rozwiazania silowego, ktore zreszta i tak jest preferencja brutala - dowodcy eskorty. W filmie nie oszczedzono niczego aby pokazac cala glebie podlosci amerykanskiej cywilizacji oraz wypunktowac wilcze zasady kosmicznego globalizmu. Zapomniano jednak dodac, ze cala obecna i najwyrazniej rowniez i przyszla cywilizacja jest wlasnie efektem dzialania niezlomnej woli bialego czlowieka, ktory podporzadkowal sobie przyrode i rasy nizsze co w efekcie pozwolilo mu na inwazje w skali kosmicznej. Jest znakiem czasu to, ze jeszcze paredziesiat lat temu pozytywnym bohaterem bylby wlasnie ow zmilitaryzowany twardziel czy moze przedsiebiorczy szef ekspedycji. Pamietajmy bowiem, ze postep i lepsze zycie wymaga zdecydowania i poswiecen. W tym rowniez woli przeksztalcania rzeczywistosci w taki sposob jaki uznamy za konieczny.