Thursday, December 15, 2016

Obserwacje na koniec roku 2016

    Starosc ma jedna dobra ceche. Jest nia "perspektywa czasu". Daje nam ona wystraczajaca wiedze faktograficzna i doswiadczenie osobiste aby moc odroznic dobro od zla a jednoczesnie pozwala nam dokonac poinformowanego wyboru jednej wielu z mozliwych alternatyw zycia. Cechy tej, z koniecznosci , brakuje ludziom mlodym . Ci bowiem identyfikuja dobry wybor jako ten, ktory nastepuje chronologicznie pozniej. Cokolwiek jest nowsze jest tez podswiadomie przyjmowane jako lepsze. Tak byc moze istotnie w kolejnych wcieleniach jakiegos przemyslowego produktu. Na przyklad stacjonarny telefon z nakrecana tarcza numerowa operujacy wszedzie na swiecie do lat 1970-1980 jest niewatpliwie gorszym rozwiazaniem niz obecny inteligentny telefon komorkowy. Wspolczesne samochody sa tez bardziej niezawodne niz produkty wczesnych stadiow przemyslu motoryzacyjnego. Ale kryterium chronologiczne jest zawodne. Obecne samoloty stoja na wyzszym poziomie rozwoju technologicznego ale juz jakosc podrozy lotniczej i jej komfort wydaja sie malec z czasem.  Rozwiazania sprzed deregulacji kompanii przewozu lotniczego byly przyjazniejsze pasazerowi niz system panujacy aktualnie. Wyzsza byla tez jakosc obslugi pasazera nawet wtedy gdy lecial on klasa turystyczna. Podobnie jest z watpliwymi "blogoslawienstwami" jakimi obdarza nas przemysl towarow powszechnej potrzeby. Poczynajac od towarow spozywczych  z genetycznie modyfikowanyma zywnoscia do "suchych" pieluszek, ktore sa nie do zniszczenia przez mikroorganizmy wiele udogodnien zycia codziennego jest w gruncie rzeczy regresem.

     Nie inaczej jest ze swiadomoscia spoleczna. Wiele spolecznych zachowan jakie obecnie uchodza za postepowe badz dopuszczalne jeszcze nie tak dawno byly okreslane jako grzeszne czy nawet kryminalne. Homoseksualizm przez wieki uwazany byl za grzech a w niektorych krajach (np GB czy USA) takze traktowany jako przestepstwo. Podobnie bylo ze stosunkami seksualnymi pomiedzy osobnikami nalezacymi do roznych ras (np w RPA czy w USA). Potepiane a nawet kryminalizowane bylo naduzywanie alkoholu czy zazywanie narkotykow. Za usterke charkteru uwazano partycypowanie w grach hazardowych  czy tez czerpanie z tego zrodla dochodu. Obecnie kasyna sa jednym z glownych zrodel dochodu administracji lokalnych (stanow USA czy rezerwatow indianskich). Zmienily sie tez obyczaje towarzyskie. Niegdys rozwody niesly ze soba perspektywe spolecznego i religijnego ostracyzmu. Podobnie zreszta jak malzenstwa osob nalezacych do innych religii. Teraz zwiazki seksualne  czy malzenskie zawierane sa przez chetnych powszechnie a rodzice czy otoczenie towarzyskie samych zainteresowanych udaje badz istotnie uwaza, ze wszystko jest w najlepszym porzadku.  Czyzby istotnie nasi przodkowie  w ciagu calej historii ludzkosci nie wiedzieli co czynia i dlaczego? Uczestniczac od czasu do czasu w "zyciu medialnym" widze, ze nikt jakos nie porusza tego problemu. A jest to w koncu wazny objaw degenrecji zycia wspolczesnego badz co najmniej odejscie od ustalonych od wiekow zasad zycia spolecznego. Gdy niesmialo poruszam ten temat w gronie osob zaprzyjaznionych acz mlodszych slysze w odpowiedzi, ze teraz sa inne czasy (kryterium chronologiczne) albo, ze postep wymaga liberalizacji obyczajow.

    Religia i jej rytualy sa forma myslenia magicznego, ktore cechuje kazde zachowanie laczace faktyczny skutek z irracjonalna przyczyna. Czy modlitwa o zdrowie osoby bliskiej moze w rzeczywistosci wplynac na stan chorego? Czy chrzest lub jego brak moze wplynac na to jak potoczy sie "zycie wieczne" ? I czy cos takiego faktycznie istnieje? Wielu moich znajomych jest nominalnie wyznawcami Naszej Swietej Religii Katolickiej. Nie oznacza to jednak tego, ze aktywnie wcielaja wskazania Kosciola. Mam niekiedy wrazenie, ze pojecia takie jak Sad Ostateczny , grzech czy kara boza sa im nieznane. Co wiecej mam wrazenie, ze nauczanie Kosciola, zawsze podawane w formie dosyc zagmatwanej, jest w chwili obecnej jeszcze bardziej  zamacane   z papieskim blogoslawienstwem na droge. Rozumialbym to lepiej gdyby bylo jakies nowe objawienie prawd wiecznych przez Najwyzszego ale jak mi sie zdaje nic takiego nie nastapilo. Niebiosa milcza co nasz wierny lud traktuja jako przyzwolenie "robta co chceta".

   Nauka w powszechnym mniemaniu zastapila religie czy filozofie w tworzeniu tego co nazwano niegdys swiatopogladem czyli ogolnym zasobem wiadomosci na temat tego skad wszystko powstalo i w jakim kierunku zmierza. Dawniej byla ona powolaniem czyli zajeciem bezinteresownym - w istocie swojej podobnym do kaplanstwa czy medycyny. Obecnie zas , tak jak i w obu wspomnianych wyzej  zawodach, na pierwszy plan wysunely sie wzgledy praktyczne a zwlaszcza finansowe. Wyzsze Uczelnie - te nowoczesne swiatynie laickiej wiedzy dbaja wiecej o dochody z dzialnosci naukowej swoich profesorow niz o to by ich aktywnosc wniosla istotne nowosci pojeciowe. Producja gadzetow czy nowych lekow a wiec zajecia glownie inzynieryjne wyparla projekty bardziej ambitne.
Nie ma w tym niczego zasadniczo nieprawidlowego ale zadaniem nauki jest danie odpowiedzi na pytania pojeciowe : jak i dlaczego a nie  rozwiazywanie zagadnien w istocie swojej technologicznych.   Oczywiscie nauka stosowana ma sens ekonomiczny ale czas i liczba etatow dla pracownikow naukowych jest zawsze skonczona.  Jesli wszyscy naukowcy zajma sie sprawami dobrze oplacalnymi to kto bedzie posuwal do przodu granice wiedzy? I dlaczego wlasciwie mialby to robic skoro nikt : ani wladze uczelni ani tez jego wspolobywatele nie zamierzaja tego docenic?
Nagrody za osiagniecia naukowe zdegradowaly sie tez w opinii powszechnej tym, ze przyznawane sa one raczej animatorom nauki niz jej tworcom. Podobnie jest z nagrodami Nobla dla humanistow  czy politykow. Po oczywistych kompromitacjach w rodzaju Walesy czy Obamy trudno jest brac serio to wyroznienie.

   Ekonomia jest nauka praktyczna. Wydawac by sie wiec moglo, ze  jej adepci powinni baczyc na to aby nie powtarzac bledow juz raz popelnionych i umiec laczyc przyczyny i skutki gospodarczych posuniec. Tymczasem w ciagu ostatniego stulecia moglismy doswiadczyc trzech Wielkich Kryzysow gospodarczych o zasiegu globalnym. Ich powodem byla nadmierna generacja pieniadza powodowana spekulacjami gieldowymi oraz "inflacyjnym" napedzaniem koniunktury gospodarczej. I wszystko to za blogoslawienstwem prominentnych noblistow ekonomicznych. Dlaczego tak sie dzieje? Przyczyny sa proste. Oderwanie waluty papierowej od standartu zlota oraz szalenstwa gieldowe polegajace na generowaniu pieniadza "z niczego".  Przed rokiem 1970 (z malymi wyjatkami) obywatele kupowali akcje kompanii (a wiec byli czesciowymi wlascicielami srodka produkcji) w celu uczestniczenia w ewentualnych zyskach tej jednostki gospodarczej. Oczywiscie w wypadku gdy inwestycja byla nietrafiona parcytypowali oni takze w jej stratach. Konsekwencja tego bylo uwazne ocenianie perspektyw firmy i upadki firm, ktore zysku nie przynosily. Byl to rodzaj naturalnej selekcji obiektow gospodarczych. Ten tradycyjny sposob inwestowania niemal zaniknal po 1980 roku kiedy inwestorzy zamiast wspierac firmy o stalym przychodzie wyrazonym w formie wypalacanych regularnie dewidend zaczeli zabiegac o akcje firm majacych szybki wzrost kapitalu gieldowego. Szal zakupu akcji "szybko rosnacych" zaowocowal "teoria wiekszego glupca" no i gra na to aby sprzedac akcje zanim ped ulegnie zalamaniu. Rozpoczelo sie to co nazywam "ekonomia hazardowa" - rodzajem gry losowej w swojej istocie tylko wielkoscia stawek rozniaca sie od bazarowej gry w trzy karty.  Tym szalenstwom ekonomicznym mozna latwo zapobiec likwidujac gieldy z ich rynkiem wtornym akcji. Ale czy ktos wierzy, ze zdrowy rozsadek tu zwyciezy? Kazdy inwestor gieldowy jest przekonany, ze to wlasnie on zwyciezy w biegu do bogactwa. Ale latwo sie zapomina prawde, ze   suma wszystkich wkladow jest skonczona i jesli on zyskuje to inni wspolzawodnicy musza stracic.

   W ekonomicznym obledzie uczestnicza takze cale panstwa. Niegdys zasada bylo to, ze budzet panstwa musi byc zbilansowany. Wydatki musialy byc pokrywane z wplywow a tymi byly podatki sciagniete z obywateli, oplaty celne za towary importowane z zewnatrz oraz wplywy z monopli (spirytusowy, tytoniowy, zapalczany ) czy przychody z firm bedacych wlasnoscia panstwa. W ostatecznosci sprzedawano panstwowe obligacje ale te stanowily obciazenie przyszlosci. Kiedys bowiem musialy byc wykupione - oczywiscie z oprocentowaniem.Teraz USA ale takze i inne panstwa "post-industrialne" wpadly na pomysl globalizacji produkcji towarow powszechnego uzytku.
Sa one wytwarzane w Azji czy Ameryce poludniowwej i imporowane do kraju rozwinietego najczesciej bezclowo. Podstawowy argument zwolennikow tej polityki handlowej to to, ze obywatele dostaja towary bez ktorych sie nie moga obejsc taniej bowiem koszty produkcji "na zewnatrz" sa znacznie nizsze niz w kraju odbiorcy. Istotnie jest to prawda ale pracownicy, ktorzy uprzednio mieli dobry dochod i generowali kapital narodowy ( w postaci towarow powszechnej potrzeby) teraz ten dochod stracili. Nie placa wiec podatkow, wkladu na fundusz emerytalny, staja sie obciazeniem dla funduszy socjalnych i ubezpieczen medycznych.  Co wiecej przejawiaja zdrowe niezadowolenie, ktore zreszta bylo glownym powodem zwyciestwa Trump'a w ostatnich wyborach. Przy malejacych wplywach do skarbu panstwa i powiekszajacych sie oczekiwan obywateli rozwiazanie jakie stosuje obecna elita jest masowe zapozyczanie sie. U kogo? Oczywiscie u zagranicznych producentow towarow masowej potrzeby. Mamy wiec sytuacje, w ktorej kupujemy na kredyt towary a kredytodawca jest ten sam producent (zagraniczny) , ktory uprzednio zdewastowal nasz przemysl.
W efekcie dlug  rosnie do granic niesplacalnosci a obcokrajowiec ma stopniowo coraz wiecej do powiedzenia w sprawach naszego kraju. Wykupuje wiec wszystko co mu sie wydaje przydatne, zatrudnia ( lub nie) naszych wlasnych obywateli na coraz mniej korzystnych warunkach i w zasadzie jest panem sytuacji. Taka sytuacja nie moze trwac wiecznie i z tego powodu globalizacja musi sie zalamac. Ale kiedy to nastapi- tego nie wiem.

    

  



Tuesday, December 6, 2016

Raport o stanie ekonomii USA -rok 2016



   Okres swiateczny nie sprzyja koncentracji na sprawach powaznych. Stad przerwa w moich felietonach. Zbliza sie jednak do konca kadencja prezydenta Obamy i warto jest zastanowic sie w jakim stanie pozostawia on Stany Zjednoczone a takze reszte swiata. Zwlaszcza, ze jego nastepca ma plany radykalnej modyfikacji polityki wewnetrznej i zagranicznej USA. Miejmy nadzieje, ze dotrzyma on swoich obietnic bo sytuacja jest powazna i wymaga posuniec radykalnych. Jest wielkim pytaniem czy starczy mu sil i wytrwalosci aby uzdrowic Ameryke gdyz jak zwykle wiekszosci wydaje sie , ze sprawy biegna powoli a to, ze nie mamy jeszcze noza na gardle dowodzi, ze tocza sie one w dobrym kierunku. Przypomina mi to Polske z czasow poznego Gierka kiedy wydawalo sie, ze wszystko jest do uratowania. Po czym sytuacja raptownie sie pogorszyla i raj proletariatu zapadl sie w czarna dziure historii.
   Spojrzmy jednak na podstawowe wskazniki ekonomiczne USA. Ponizej przedstawiona jest wartosc nabywcza amerykanskiego dolara czyli ilosc zlota jaka jest rownowazna banknotowi o nominale jednego dolara.
Wartosc nabywcza USD w latach 1900-2016 w uncjach zlota na dolar























Os pionowa podana jest w skali logarytmicznej ze wzgledu na duzy zakres zmian. Jak widzimy odcinki krzywej przypominaja sekwencje funkcji stopnia (albo "fale" polarograficzne) . Czesci horyzontalne w latach poprzedzajacych pamietny rok 1970 (w ktorym USA odeszly od standartu zlota), odpowiadaja ekonomii o stabilnej wartosci nabywczej dolara. Stabilnosc ta gwarantowal system bankow Rezerwy Federalnej utrzymujacy staly parytet pomiedzy nominalem 1 USD a iloscia zlota jaka banki te musialy wypalcic okazicielowi na kazde zadanie. Nie oznaczalo to, ze ekonomia USA byla zabezpieczona przed dewaluacja waluty papierowej. Nadmierne ilosci pieniadza generowane w drodze spekulacji (glownie gieldowych) wymuszaly na bankach stosowne dewaluacje. Ale amplitudy tych dewaluacji byly znacznie mniejsze niz te z jakimi USA mialy do czynienia w okresie po roku 1970, kiedy cena zlota przestala byc stabilizowana i wynikala z z umow rynkowych i rozliczen na gieldzie metali kolorowych. Po roku 1970 banki centralne nie gwarantuja juz ustalonej ilosci zlota jaka musza wyplacic okazicielowi stosownego banknotu ale wartosc nabywcza dolara w dalszym ciagu wyznacza ilosc zlota jaka mozna zakupic na rynku towarowym za jednego dolara.
Nadmierna generacja pieniadza papierowego skutkuje wzrostem popytu na zloto to zas powoduje automatyczny wzrost jego ceny na gieldzie towarowej. Tak na przyklad Wielki Kryzys lat 1930-1935 spowodowal skok ceny uncji zlota z poziomu 20.65 USD  w roku 1930 na poziom 34.84 USD w roku 1935. Wielki Kryzys lat 1970 -1980 mogl juz poszczycic skokiem ceny zlota od wartosci 35.94USD w roku 1970 do wartosci 612.56 USD w roku 1980. A ostatni Wieki Kryzys lat 2000-2012 doznal skoku od wartosci 280 USD  w roku 2000 do poziomu 1604 USD  w roku 2012.
Wykres ceny uncji trojanskiej zlota ( okolo 31.1 g)  w latach 1960-2016 podany jest nizej.




























Z reguly, gdy brakuje regulacji wartosci dolara przez bank centralny obserwujemy "przestrzelenie" rownowagowej wartosci uncji (w postaci maksimun  na wykresie) po czym nastepuje powrot do "malej stabilizacji " wartosci dolara. Jak widac z wykresow administracji Obamy udalo sie powstrzymac lawinowy spadek wartosci dolara i obecnie mamy szanse na uspokojenie sie rynku pienieznego. Czy ta stabilizacja sie utrzyma w przyszlosci - trudno wyrokowac. Osobiscie uwazam za wskazane aby przyszla administracja Trumpa powrocila do polityki "twardego" dolara czyli do przywrocenia standartu zlota. Pieniadz jest krwia systemu ekonomicznego. Latwo dewaluujaca sie waluta to rodzaj ekonomicznej "bialaczki" grozacej smiercia calej gospodarki. Pamietajmy bowiem, ze ludzie nie pracuja po to aby posiadac ladnie wydrukowane skrawki papieru (z wyjatkiem kolekcjonerow papierow wartosciowych) ale po to aby moc za swoja prace zakupic niezbedne do zycia towary powszechnego zapotrzebowania. Pieniadz jest tylko wygodnym srodkiem do tego celu ale takze miara wartosci naszej pracy czyli miara wartosci znacznej czesci naszego zycia przeznaczonej na prace zawodowa. Jesli nasze zasoby pieniezne dewaluuja sie w wyniku nadmiernie energicznej aktywnosci drukarskiej zleconej przez rzad to tym samym rzad ten okrada nas z w sposob posredni ale bezczelny z owocow naszej pracy.

     Radzilbym takze prezydentowi-elektowi aby przywrocil uchylone przepisy ograniczajace swobode spekulacji gieldowych. Pieniadz spekulacyjny - wytworzony "z niczego" droga histerycznego wzrostu kapitalu podczas gieldowej "hossy" jest glownym zrodlem wzrostu ilosci obiegowego pieniadza, za ktorym nie stoi wzrost produkcji towarow powszechnego spozycia. Panstwo jest bogate wtedy gdy wywarza towary, na ktore istnieje zapotrzebowanie wsrod jego obywateli.  Stad wynika znaczenie gospodarcze w miare pelnego zatrudnienia. Ekonomia populacji jest wtedy samowystarczalna. Jego obywatele nawzajem dostarczaja sobie produkty czy uslugi  a wartosc tej wymiany (czyli PKB) jest rownowazna emisji pieniadza w obiegu.  Nie oznacza to, ze nie nalezy niczego importowac ani eksportowac. Ale handlowa wymiana z obiektami zagranicznymi musi byc zrownowazona . W przeciwnym wypadku zagraniczni wierzyciele- posiadacze nadwyzki walutowej zaczna wykupywac wartosciowe nieruchomosci, firmy czy technologie wypracowane w kraju-dluzniku.  W chwili obecnej, dzieki aktywnosci wolno-rynkowej kilku ostatnich administracji z obu stron areny politycznej USA, kraj niemal zaprzestal produkcji towarow powszechnego uzytku zastepujac je importem z krajow trzeciego swiata. Taka polityka pozbawia nie tylko wiekszosc obywateli USA szansy na zdobycie dobrego wynagrodzenia - gdyz place w sektorze uslug sa znacznie nizsze niz wtedy gdy istotnie "robi sie pieniadze" produkujac towary, na ktore jest zapotrzebowanie powszechne- ale takze powoduje staly wyplyw kapitalu poza jego granice. Kraj ubozeje a populacja traci coraz wiecej wartosciowych nieruchomosci, technologii i firm stajacych sie wlasnoscia obcokrajowych inwestorow.

    Trzeba tez pamietac, ze na kazdym etapie rozwoju gospodarka wytwarza tylko skonczona liczbe stanowisk pracy. Powodem tego jest ustalany z pewnym wyprzedzeniem "fundusz plac" czyli ilosc zasobow pienieznych jaki kazdy kraj przeznacza na wynagrodzenie swoich pracownikow najemnych. Fundusz ten jest ustalany na podstawie przewidywanego zapotrzebowania na pracownikow oraz krotkoczasowych perspektyw rozwoju gospodarczego. Stad wynika koniecznosc kontroli imigracji ludzkiej z terytoriow pozakrajowych. Jesli przewidujemy wzrost miejsc pracy spowodowany popytem na nasze produkty to naplyw zdesperowanych imigrantow ekonomicznych jest pozadany. Pomaga bowiem wypelnic te stanowiska pracy, na ktore nie mamy pracownikow lokalnych oraz automatycznie obniza stawki platnicze. Jesli jednak stanowisk pracy brakuje nawet dla wlasnych obywateli to naplyw dodatkowych "gab do wykarmienia" jest ekonomicznym nonsensem. A w tej sytuacji jest obecnie rynek pracy w USA. Wielka zaleta i atutem Trumpa bylo to, ze zrozumial on ta istotna prawde i tym wlasnie zyskal poparcie amerykanskich "ludzi pracy" czyli proletariuszy.

     Obecnosc wielu kultur i narodow ma zreszta takze inne, nie tylko ekonomiczne wady dla kraju przyjmujacego. Ze tak jest wydawaloby sie - wiemy od wiekow. W koncu wszyscy znaja (?) biblijna   legende o wiezy Babel. A mimo to ciagle rzucamy wyzwanie Najwyzszemu starajac sie, mimo uprzedniego  ostrzezenia, tworzyc coraz to nowe struktury wielo-narodowe , wielo-religijne i wielo-rasowe. Jest to widoczny przyklad obledu czy tez triumfu nadzieji nad doswiadczeniem.  Tak czy inaczej uwazam, ze prezydent-elekt powinien byc konsekwentny w realizacji swojej obietnicy o intensywnej kontroli imigracji obcych na teren kraju.

PKB USA wyrazony w milliardach uncji zlota




















Ogolny stan ekonomii i zamoznosci Stanow Zjednoczonych obrazuje wykres podany wyzej. Przedstawia on realny PKB tego kraju od roku 1929 (kiedy rozpoczeto zbieranie danych) do chwili obecnej. Z wykresu wynika, ze wbrew temu co podaje nam (blednie)  oficjalna statystyka ekonomiczna (patrz np Index Mundi) PKB Stanow nie jest monotonicznie rosnaca funkcja czasu ale
wielkoscia silnie oscylujaca . Odcinki gwaltownie spadajacego PKB   odpowiadaja stanowi kryzysowemu, ktory konczy sie, z reguly w wyniku dramatycznej zmiany polityki gospodarczej (wojny, zmiana administracji) . W chwili obecnej obserwujemy koncowy etap dzialanosci administracji prez. Obamy . Jego dzialanosc nie byla zbyt owocna dla gospodarki USA a obecny rok zapowiada powrot kryzysu , co prawda w mniejszej skali. Osobiscie uwazam, ze stan podstawowy gospodarki USA odpowiada realnemu (czyli mierzonemu w zlocie) PKB =5 x10^9 oz Au.  jest to poziom ekonomii sprzed Wielkiego Kryzysu lat 1930-35 co swiadczy o tym, ze USA nie ma w istocie zdrowego wzrostu zamoznosci ludnosci. Gwaltowne wzrosty PKB sa wynikiem nienaturalnych bodzcow typu przygotowania wojenne czy spekulacje gieldowe na kolosalna skale. Po ich usunieciu system wraca praktycznie do stanu wyjsciowego bez widocznej poprawy sytuacji ekonomicznej obywateli tego kraju. Tak na przyklad slynny kryzys lat 1930-1935 byl wywolany spekulacja gieldowa i nadprodukacja towarow. USA wyszly z niego dzieki II Wojnie Swiatowej a nastepnie przedluzyly okres prosperity dzieki budowie kordonu sanitarnego wokol Rosji Sowieckiej i jej nowych kolonii. Okres odprezenia pomiedzy dwoma mocarstwami lansujacymi odrebny system rzadzenia i ekonomii byl (i jest)  dla gospodarki niedobry . Dlatego na wykresie widzimy raptowny wzrost PKB dla okresu zimnej wojny - lata 1945-1970 ( stymulowana przez USA przewaga poziomu zycia po zachodniej stronie zelaznej kurtyny) i 1980-2000 (wojny gwiezdne i niszczenie imperium zla za czasow Reagana) . Z reguly te okresy nieuzasadnionej pod wzgledem ekonomicznym "prosperity" sa odpokutowane w okresach "zimnego rozejmu" obu rywali - lata 1970-1980 i 2001-2010.  Koszty tych zimnowojennych  operacji  spadaja na obywateli obu obozow w postaci dewaluacji pieniadza czyli masowej kradziezy przez oba rezimy finansowych zasobow ludnosci. Taka kradziez jest oczywiscie mozliwa tylko dlatego, ze pieniadz pozbawiony zostal oparcia w parytecia zlota. Miejmy nadzieje, ze administracja Trumpa zalozy wedzidlo ambicjom Rosji i Chin w drodze zimnej a moze i goracej wojny. Tylko bowiem w tym wypadku mozemy spodziewac sie nowego okresu prosperity. Bardziej racjonalna droga bylby powrot do gospodarki komorkowej chroniacej wlasny rynek przy pomocy polityki celnej. Jak zachowa sie w przyszlosci administracja Trumpa tego nie wiem. W kazdym razie obiecuje ona pewien odwrot od rynkowej globalizacji. Problem w tym, ze konieczne sa teraz dzialania zdecydowane a nie pol-srodki ku ktorym zawsze sklaniaja sie politycy jesli tylko da im sie wolna reka.

PKB na glowe w uncjach zlota























     PKB jest wielkoscia ekstensywna (czyli proporcjonalna do wielkosci populacji) i wobec tego, ze populacja USA wzrasta alarmujaco (mamy ponad dwukrotne przeludnienie terytorium co grozi kleska ekologiczna) warto jest obliczyc PKB przypadajacy na glowe obywatela . Jest to z grubsza suma jaka wydajemy rocznie na wszystkie nasze potrzeby. Jak widzimy obecny poziom zamoznosci przecietnego obywatela USA spadl do wartosci PKB na glowe z lat piecdziesiatych. Jest to spadek dotkliwy bo ostatnie maksimum w roku 2000 wynosilo okolo 130 uncji a wiec z grubsza 2.6 razy wiecej. Nic wiec dziwnego, ze populacja poparla Trumpa w ostatnich wyborach gdyz byl to jedyny kandydat, ktory rokowal nadzieje na poprawe pogarszajacej sie nadal sytuacji ekonomicznej ludnosci.


Zadluzenie USA w 10^9 uncji zlota



















Jednym ze wskaznikow poprawnej ekonomii panstwa jest jego absolutne (czyli w zlocie) zadluzenie.  Zastosowanie zlota jako miernika dlugu sluzy uniezaleznieniu tej wielkosci od wahan wartosci nabywczej waluty papierowej.  Jak widzimy w perspektywie historycznej wraz z postepem globaizacji rosnie dlug USA . Dlug ten byl nieznaczny przed rokiem 1980 ale stopniowa likwidacja uprzemyslowienia  Stanow Zjednoczonych oraz zastepowanie wytwarzanych uprzednio na miejscu towarow powszechnej potrzeby importem z Meksyku czy Azji spowodowalo wzrastajace zadluzenie kraju. Widoczne to bylo zwlaszcza w czasie ekspansywnej polityki pienieznej lat 1980- 2001. Po kryzysowym szoku i przy postepujacej dewaluacji dolara (w ktorym dlug byl wyrazony) zadluzenie zmalalo. Niestety dalszy rozwoj panstwa opiekunczego oraz niefortunna polityka zagraniczna prez. Obamy spowodowaly ponowny wzrost zadluzenia.  Towarzyszy temu zjawisku negatywny bilans handlu zagranicznego. Zadluzenie zagraniczne moze byc splacone bowiem tylko wtedy gdy kraj-dluznik posiada dodatni bilans handlowy z zagranicznymi kontrahentami. W przeciwnym wypadku wierzyciele beda mogli przejmowac na wlasnosc wartosciowe dla nich nieruchomosci i firmy kraju zaduzonego. To zreszta obserwujemy zarowno w USA jak i w Polsce.