Tuesday, February 17, 2015

Dlaczego?

    Zyjemy w czasach katastrofy demograficznej. Ten stan, przez wiekszosc ludnosci niedostrzegany, powoduje podswiadome reakcje agresywne i emocjonalne w stosunku do naszego otoczenia. Mamy losowe egzekucje-strzelaniny wywolane blachymi bodzcami  badz nawet niczym nie sprowokowana  agresje w stosunku do przypadkowych wspolobywateli. Mamy tez w gruncie rzeczy irracjonalne ale krwawe ataki calych grup narodowosciowych na ich sasiadow, z ktorymi zyli w pozornej zgodzie przez cale lata: Tutsi versus Hutu , Szia versus Suni, Ukraincy versus Rosjanie czy Polacy. W Polsce klasycznym objawem  jest wszechobecna i niestarannie ukrywana nienawisc pomiedzy Polakami-Slowianami a Zydami badz Cyganami a ogolniej przedstawicielami ludnosci kolorowej.  U podstawy tych zachowan lezy brak stabilizacji umyslowej i zamoznosciowej ludosci, ktory mozna by nazwac, za profesorem Hansem Selye, stresem zycia wspolczesnego.

     Nie tak dawno pisalem (http://bobolowisko.blogspot.com/2015/01/kara-boska.html )o mozliwej nadprzyrodzonej interpretacji zdarzenia we Francji, w wyniku ktorego likwidacji ulegla redakcja satyrycznego tygodnika. Czym byla powodowana wyrazna w koncu agresja publikowanych rysunkow w stosunku do wyznawcow tej czy innej religii? I czym innym  niz niewspolmierna do obrazy reakcja byl zbrojny napad mahometan na chamskich dziennikarzy?  Swiat wspolczesny cechuje nie skrepowana niczym inwazja prostactwa. Przejawia sie to miedzy innymi nadmierna bezposrednioscia w obcowaniu a takze nie uznawaniem zadnych autorytetow.  Jeszcze nie tak dawno zwracano sie do nieznajomego acz godnego szacunku wspolobywatela uzywajac tytulu : Pan , Pani, Panna ( w angielskim Mr, Mrs, Miss , w hiszpanskim Usted,  Senior, Seniora, Seniorita  itp). Przez  Ty zwracano sie do osoby stojacej nizej socjalnie jak np Pan do chlopa, bialy do murzyna czy starszy obywatel do dziecka. Teraz wszyscy chca zwracac sie do kazdego uzywajac imienia czyli w pierwszej formie niegdys uzywanej rzadko bo tylko w odniesieniu do osob bardzo blisko zaprzyjaznionych . Pozornie ma to usunac stresy wywolane interakcja z osobami obcymi. Skutek tego powszechnego spoufalenia jest jednak wrecz odwrotny.

   Stabilny system spoleczny wymaga bowiem istnienia pewnej hierarchii socjalnej-pewnej klasowosci dzielacej obywateli. Powszechna rownosc jest rownie niebezpieczna dla systemu spolecznego jak niebezpieczne dla materii byloby usuniecie wszystkich sil odpychajacych dzialajacych pomiedzy czasteczkami czy atomami. Jak dlugo "stezenie" ludnosci na jednostke powierzchni bylo niewielkie do starc pomiedzy osobnikami nalezacymi do tego czy innego stada narodowosciowego czy religijnego dochodzilo  z rzadka.  Moi Szanowni Czytelnicy zapewne nie wiedza, ze na terenie Polski Centralnej zaludnienie wynosilo pomiedzy 20 a 40 osobnikami na km^2 okolo roku 1790 (H. Samsonowich i inni "Polska -Losy panstwa i Narodu")  podczas gdy obecnie wynosi okolo 125 osobnikow na km^2. Na terenie obecnej Ukrainy czy Bialorusi mielismy gestosc powierzchniowa zaludnienia wynoszaca ponizej 20 osobnikow  na km^2 w roku 1790 podczas gdy obecnie wynosi ona 75 osobnikow na km^2. Tak wiec przecietna separacja miedzy Polakami w rdzenej Polsce wynosila w wieku XVIII -stym 182 m podczas gdy obecnie wynosi  ona tylko 89 m czyli niemal o polowe mniej.
    
    Im mniejsza jest srednia odleglosc pomiedzy osobnikami zamieszkujacymi ten sam habitat tym wieksze jest wspolzawodnictwo o skonczona ilosc zasobow istniejacych na tym obszarze i tym wieksze jest rozdraznienie wywolane koniecznoscia interakcji z wspolobywatelami. W te prosty sposob tradycyjne polskie powiedzenie :"Gosc w dom- Bog w dom" ustapilo pod naporem "zapor izolacyjnych" w postaci roznych kontrolowanych dostepow (domofonow, bram stale zamknietych czy osiedli strzezonych) realizujacych angielskie powiedzenie "Moj dom jest moja twierdza" ("My home is my castle").

   Jak juz pisalem uprzednio (http://bobolowisko.blogspot.com/2011/07/o-niedocenianych-zaletach-ksenofobii-i.html ) kazdy z nas najbardziej lubi ludzi do niego samego podobnych- rasa, jezykiem, wiara, pochodzeniem czy wyksztalceniem. Odrebnych od preferowanego wzorca obywateli staramy sie unikac. Oni tez najczesciej padaja ofiara "czystek" gdy tylko pojawi sie taka okazja. Tak na przyklad intesywna walka klasowa w ciagu pierwszych lat "Polski Ludowej" , w wyniku ktorej praktycznie wyniszczono fizycznie polskich obywateli nalezacych do elity  II Rzeczpospolitej a takze polskiech ziemian i przemyslowcow (oraz Polakow broniacych jeszcze starego rezimu i faktycznie wolnej Polski)  miala dosyc powszechne poparcie w warstwach podobno polskiego chlopstwa (przekupionego ziemia ukradziona poprzednim wlascicielom) oraz polskiego proletariatu miejskiego, ktory juz sie widzial w roli nowch wlascicieli polskiego przemyslu. Idea tolerancji wyznaniowej, rasowej czy narodowosciowej brzmi na pozor ladnie ale jest faktycznie czynnikiem destrukcyjnym dla panstwa i narodu. Panstwo niejednorodne narodowosciowo moze byc stabilne tylko wtedy gdy istnieje wyrazna dominacja jednego z jego skladnikow narodowosciowych nad pozostalymi, ktorzy sa czyms w rodzaju tolerowaych pariasow systemu.
W czasach II Rzeczpospolitej role elity wladzy pelnily "sfery legionowe" , warstwa uprzywilejowana  bylo polskie ziemianstwo i sfery przemyslowe, "szara mase" stanowilo chlopstwo, zreszta coraz bardziej bezczelne, a rola pariasow przypadla mniejszosci zydowskiej i rusinskiej. Cierniem w boku Rzeczpospolitej byla spolecznosc zydowska - niechciana ale trudna do niezauwazenia ze wzgledu na liczebnosc (w Warszawie czy Lodzi getta zydowskie zajmowaly znaczna powierzchniowo bo wynoszaca okolo  30% powierzchnie miasta) oraz znaczenie w handlu, hotelarstwie i wolnych zawodach. Mimo licznych prob zmniejszenia wagi owej niechcianej mniejszosci ("Swoj do swego po swoje" -haslo powrotu do handlu rodzimego czy numerus clausus- limit przyjec w szkolnictwie wyzszym) problem wrogich mniejszosci pozostal do konce II RP. Problem mniejszosci nie byl zreszta wylacznie cecha II RP bowiem podobna niechec miedzy polska wiekszoscia a zydostwem istniala takze za czasow Cesarstwa Rosyjskiego i wczesniej- za czasow Rzeczpospolitej Szlacheckiej . Dobry obraz tych stosunkow daje "Ziemia Obiecana " W. Reymonta. Tu polecam  ksiazke gdyz film Wajdy pod tym samym tytulem znieksztalcil celowo autorska wymowe dziela. Sytuacja ludnosciowa ulegla pewnej poprawie za czasow okupacji gdyz Niemcy z zasady nie kieruja sie sentymentami i mieli zreszta podobny problem na wlasnym terytorium.

  System polityczno gospodarczy o roznorodej narodowo populacji jest stabilny tylko tak dlugo jak dlugo nie powstaje w nim problem braku zatrudnienia. Ludzie pracujacy sa zwiazani w miejscu pracy przez znaczna czesc dnia i widza takze przed soba pewna perspektywej zamoznosci. Jesli gospodarka kraju sie zachwieje czy to ze wzgledu na wahania koniunktury swiatowej czy tez w wyniku wojen gospodarczych czy militarnych populacje nieuchronie popadaja w stan konfliktu. W przypadku wojny z silami zewnetrznymi - glownie z sasiadami- mniejszosci sa sklonne do wejscia w porozmienie z panstwami wrogimi, ktorzy czesto moga im obiecac lepsza pozycje socjalna w wypadku swojego zwciestwa. Tak bylo z mniejszoscia niemiecka, ukrainska czy bialoruska mieszkajaca na terenie Panstwa Polskiego w czasie II Wojny Swiatowej czy z mniejszoscia zydowska po roku 1945 , ktora poszla na szeroka wspolprace z rezimem sowieckim po "wyzwoleniu". Podobnie jest obecnie gdy kolaboranci wywodzacy sie w znacznej mierze z narodowych mniejszosci wepchneli  Polske w rece jednego z naszych dwoch najwiekszych wrogow i poswiecili suwerennosc gospodarcza i polityczna w koncu powaznego panstwa europejskiego na oltarzu wlasnych interesow.

    Podobna sytuacje mamy obecnie na Ukrainie o skolonizowanie ktorej walcza  dwa lokalne europejskie mocarstwa: Unia Europejska i Rosja. Ta ostatnia jest w trakcie odbudowy swoich posiadlosci kolonialnych straconych po upadku Imperium Sowieckiego. Problem ten moglby byc rozwiazany latwo  przez dokonanie plebiscytu wsrod ludnosci Ukrainy  pod nadzorem miedzynarodowych sil rozjemczych ONZ. Podobny plebiscyt  mial miejsce na terenie Polski po II Wojnie Swiatowej kiedy nie bylo oczywiste  ktore z czesci bylych zaborow maja nalezec do nowo powstalej II Rzeczpospolitej a ktore pozostana w granicach Niemiec (czy Czechoslowacji). Jak dotad jednak zadna z zainteresowanych stron nie wysunela takiej propozycji co oznacza, ze oczekuja one az oczywista wygrana na polu walki zadecyduje o wielkosci terenow jakie Rosja zagarnie. Byc moze zreszta plany Rosji nie ograniczaja sie tylko do korekty granic Ukrainy ale maja perspektywy zarysowane w szerszej skali. Jesli spojrzymy bowiem na mape przedstawiajaca rywalizujace o dominacje Europy potegi to latwo zauwazymy, ze Estonia, Lotwa , Litwa , Polska , Czechy, Slowacja, Wegry i Rumunia stanowia aktualne "Dzikie Pola", na ktorych scieraja sie interesy Rosji i Niemiec. Granice "nienaruszalne" znacza linie "fortow" , ktorymi sa bazy wojsk USA i Rosji. Zauwazmy, ze na terenie "Dzikich Pol Wschodniej Europy"  nie ma baz amerykanskich co oznacza, ze panstwa tam lezace nie maja scisle okreslonej przynaleznosci do tej czy innej potegi a wiec nie znajduja sie takze pod "parasolem" obronnym USA. W chwili obecnej Rosja zrobila ruch w kierunku zahamowania wplywow UE  na Ukrainie po tym jak Niemcy  usilowali dokonac tam drugiej "pomaranczowej " rewolucji i wyrwac ten kraj spod wplywow rosyjskich. Jesli USA i UE nie odpowiedza zdecydowanie na tym teatrze wojny to zapewne agresja Rosji przesunie sie na zachod. Zyjemy znowu w ciekawych czasach!

Monday, February 2, 2015

Po nas chocby potop?

    Poczatek nowego roku (w tym wypadku 2015) to okazja do podsumowania roku ubieglego a takze do prorokowania tego czego mozemy sie spodziewac w najblizszej przyszlosci. Jesli chodzi o moje prognozy to sa one oparte na danych z przeszlosci bez elementow jasnowidzenia. Inaczej mowiac posluguje sie analiza techniczna danych ekonomiczno-demograficznych pozostawiajac analize fundamentalna specjalistom z odpowiednich dziedzin. Tak wiec essej obecny jest nastepca analizy ubieglorocznej , (http://bobolowisko.blogspot.com/2014/01/przed-nami-dwadziescia-lat-tlustych.html ) do ktorej  to odsylam czytelnikow zmierzajacych do  sprawdzenia tego jak dobrze badz zle przewidywalem wydarzenia roku przeszlego.  Takie analizy zbiorcze prowadza tez do smutnej refleksji dotyczacej niepokojaco wolnego przebiegu procesow gospodarczo-politycznych. Jako staruszek doslownie stojacy nad grobem chcialbym jeszcze zaobserwowac przed smiercia znamiona powrotu do racjonalnego myslenia i gospodarowania . Zwlaszcza, ze powrot ow nie jest ani specjalnie trudny do wykonania ani tez niemozliwy. Oczywiscie jesli sami go takim nie uczynimy "ze wzgledu na idee i przekonania".

   W poczatkach stycznia prezydent USA wyglasza tez przemowienie w Kongresie przedstawiajace "Stan Unii" a glownie takie aspekty polityki i gospodarki Stanow Zjednoczonych, ktore Najjasniejszy Pan uwaza za swoje szczegolne osiagniecia.  Czy sa one takimi faktycznie - o tym zdania sa rozne.

    Prezydent Obama uwaza za swoje glowne osiagniecie w dziele "czynienia dobrze " swoim poddanym  wprowadzenie praktycznie powszechnego ubezpieczenia medycznego dla obywateli USA. Reforma amerykanskiej sluzby zdrowia otworzyla mozliwosc korzystania z niej dla tych obywateli, ktorzy uprzednio nie mogli z niej korzystac albo ze wzgledu na brak funduszy na zakupienie ubezpieczenia albo tez ze wzgledu na zastany stan zdrowia, ktory powodowal, ze ubezpieczenie tracilo swoj aspekt losowy a stawalo sie pewna strata dla firmy ubezpieczeniowej. W sytuacji gdy tego typu wykluczenia przestaly istniec na mocy prawa bylo jasne od poczatku, ze koszty calej operacji spadna na cale spoleczenstwo w postaci podwyzszonych skladek ubezpieczeniowych. Firmy ubezpieczeniowe, jako przedsiebiorstwa prywatne, nie zamierzaja bowiem ponosic kosztow o charakterze filantropijnym. Zwiekszona liczba pacjentow zaowocowala natomiast pogorszeniem dostepu do lekarzy. Fakt ten jest znany nam zreszta z dzialalnosci sluzby zdrowia w Polsce.  Prawidlowym wyjsciem dla powszechnego ubezpieczenia medyczego w USA byloby powolanie szpitali i przychodni panstwowych. Wowczas koszty bylyby kontrolowane a cale przedsiewziecie byloby usluga jaka panstwo dostarcza swoim obywatelom w ramach podatkow. No ale takie posuniecie byloby wyzwaniem rzuconym poteznym instytucjom dzialajacym dla zysku, takim jak amerykanskie towarzystwo medyczne (zrzeszajace lekarzy)  czy chemia farmacyjna. W efekcie zyskaly firmy ubezpieczeniowe i farmaceutyczne. Nie stracili lekarze ani nizszy personel medyczny a wszystkie koszty zostana wydrenowane z zasobow calego spoleczenstwa, ktore zubozeje jeszcze bardziej. To zas, rzecz jasna, wplynie na ogolny popyt na rynku a tym samym moze zaowocowac recesja gospodarcza. Ze wzgledu na wymagany wklad pracodawcy do oplaty ubezpieczeniowej bezposrednim skutkiem reformy byl wzrost liczby stanowisk pracy "na ulamek etatu"  co zwalnia pracodawce z owego obciazenia finansowego. Tu i owdzie mamy z tego powodu protesty ale jak dotad przepisy nie zostaly zmodyfikowane.

   Oczywiscie nie mozna poprzestac na malym. Robieniu dobrze nie moze byc konca. Dlatego Szanowny Prezydent wyszedl z nowa inicjatywa. Polega ona na ubezplatnieniu studiow przez pierwsze pare lat. Czesne zaplaci koledzom i uniwersytetom panstwo zapewne wedlug wlasnych ustalonych stawek. Ma to ulatwic dostep do lepiej platnych zawodow tym studentom, ktorych nie stac na samodzielne oplacanie czesnego a ktorych osiagniecia w liceum nie daja nadzieji na otrzymanie istniejacych juz  edukacyjnych dotacji filantropijnych. Mamy wiec do czynienia z kolejna proba inzynierii socjalnej. Jak zwykle finansowy aspekt problemu spada na barki podatnikow - czy tego chca czy nie. Mozna sie jednak zapytac czy istotnie kraj potrzebuje takiego zastrzyku kadr. W te chwili istnieje juz znaczne bezrobocie wsrod absolwentow wyzszych uczelni. Niektorzy  z nich szukaja pracy w zawodach zupelnie roznych od wyuczonych  i oczywiscie znacznie gorzej platnych. Owszem, moglbym zrozumiec gdyby rzad federaly przyznawal granty na pokrycie czesnego w dyscyplinach uniwersyteckich, ktorch absolwenci byliby zobowiazani do podjecia pracy w okreslonych dziedzinach gospodarki czy tez w przedsiewzieciach finansowanych przez panstwo (np lekarze czy pielegniarze zobowiazani do sluzby w wojsku) . Ale otwarty "czek" na pokrycie kosztow dowolnego wyksztalcenia wydaje sie szczodrobliwoscia niczym nie uzasadniona a nawet kolejnym ruchem zwiekszajacym podaz pracy ponad istniejacy na nia popyt.

   Inna proba uzyskania "szerokiego poparcia" dla DFL-u jest problem modfikacji polityki imigracyjnej. W tym amnestii dla okolo 15 mln obcokrajowcow nielegalnie mieszkajacych i zapewne pracujacych w USA.
Zalegalizowanie pobytu tych nielegalnych imigrantow to zastrzyk poparcia, z ktorego zwolennicy partii demokratycznej nie zamierzaja rezygnowac. Czy zlagodzenie praw imigracyjych jest jednak istotnie potrzebne Ameryce?  Amerykanie (legalni) sa narodem plodnym : 13 urodzen na 1000 mieszkancow na rok  przy tylko 8.1 zgonow w tym samym czasie daje im drugie (po Indiach) miejsce na swiecie jesli chodzi o szybkosc wzrostu populacji. USA wyprzedza, jesli chodzi o szybkosc wzrostu populacji, takie kraje jak Francja, Rosja, Chiny i Japonia.

Przypomne tutaj fundamentalne prawo Altenbergera opisujace ewolucje populacji organizmow rozmnazajacych sie droga plciowa:

  dN/dt = - k N + r N^2

Dla USA wspolczynnik kinetyczny zgonu wynosi  k= 8.3x10^-3 1/rok  a narodzin r= 4.4x10^-11  1/rok.
To daje nam wartosc stacjonarna populacji wyoszaca : k/r= 190 mln obywateli. Obecna populacja wynosi 313.1 mln a wiec jest 1.65 razy wieksza. Stan stacjonarny jest niestabilny a wiec ogolnie rzecz biorac USA znajduja sie juz w stanie katastrofalnej eksplozji demograficznej. Panstwo nie potrzebuje i nie moze zutylizowac gospodarczo dodatkowej emigracji zarobkowej.  Nie ma nawet dostatecznej liczby stanowisk pracy dla aktualnych obywateli. Wzrost podazy pracy, bez zmiany w obecnej  strukturze wytwarzania, moze tylko jeszcze bardziej pogorszyc warunki placowe i swiadczeniowe obywateli. Czy te prawdy jakos nie docieraja do prezydenta i wodzirejow amerykanskiej polityki ?

  Aby przywrocic stabilnosc systemu demograficznego konieczna jest modyfikacja  podanych wyzej wspolcznikow kinetycznych. Konieczne jest wiec zwiekszenie umieralnosci oraz zmniejszenie dzietnosci populacji. Byc moze nalezaloby wprowadzic kontrole populacji podoba do tej jaka stosuja Towarzystwa  "Opieki" na Zwierzetami (Animal Humane Society) w formie sterylizacji noworodkow- w tym wypadku szczeniakow i kociat. Takie eugeniczne podejscie pozwoliloby uregulowac wielkosc i byc moze takze jakosc populacji ludzkiej w sposob bardziej humanitarny niz proste mordowanie stosowane uprzednio przez Rosjan i Niemcow w stosunku do wrogow klasowych i rasowych.

  Faktycznym osiagieciem prezydenta ( a moze Fed. Rez. i MFW) jest proba , jak dotad udana, stabilizacji wartosci nabywczej dolara. Wykres 1 pokazuje historyczny przebieg wartosci nabywczej dolara (w uncjach zlota per USD) . Jak widzimy od roku 1900 mielismy tylko trzy powazne kryzysy gospodarcze wywolane dewaluacja amerykanskiej waluty. Ostatni wielki kryzys lat 2000-2010 wlasnie sie konczy i jesli nic nie stanie na przeszkodzie to wartosc nabywcza USD pozostanie stala (w pewnych granicach ) przez najblizsze pare lat . Ustabilizowanie wartosci nabywczej waluty jest warunkiem koniecznym ale nie wystarczajacym do stabilizacji  calej ekonomii panstwa.


 Rysunek 2 pokazuje jak ten aspekt wyglada od strony ceny zlota. Ogolnie rzecz  biorac amerykanska ekonomia jest ewenementem. Jest to przyklad systemu gospodarczego sterowanego nie tyle wlasna sila produkcyjna co bodzcami pienieznymi. Nagle naplywy "pustego" pieniadza generowanego albo spekulacjami gieldowymi albo polityka rzadu federalnego powoduja  "bable dobrobytu", ktore zanikajac owocuja kryzysami poteznych rozmiarow. Ze wzgledu na rosnace znaczenie amerykanskiego wkladu do gospodarki swiatowej, wahania te przenosza sie na caly swiat. Panstwa, ktore  w ten czy inny sposob polegaja na interakcji gospodarczej z USA uczestnicza zarowno w czasach amerykanskiej hossy jak i w czasach bessy. Jest to "wariacka gospodarka" , ktora jest szkodliwa zarowno dla samych obywateli USA jak i dla gospodarczych partnerow owego molocha. Alternatywa jest gospodarka samowystarczalna z minimalna interakcja handlowa pomiedzy panstwami. Polityka taka (doktryna Monroe) miala bardzo dobre skutki dla Ameryki i wlasciwie polozyla podwaliny zamoznosci USA w XIX i XX wieku. Drugim powaznym zrodlem kryzysow w USA jest jego "ekonomia hazardu" w postaci dominacji spekulacji gieldowych nad faktycznymi inwestcjami i produkcja przemyslowa. Zlikwidowanie gield i spekulacyjnego rynku wtornego instrumentow finansowych zrobiloby wiele dla stabilizacji systemu ekonomicznego i polepszenia bytu ogolu obywateli.

   Spojrzmy teraz na wykres 3 przedstawiajacy Gross Domestic Product (PKB) dla USA w latach 1930-2015 wyrazony w uncjach zlota na rok. Okresy wzrostu, czyli ozywienia gospodarczego przypadaja na okresy wyscigu zbrojen . Okresy "detente" koincyduja zas z  czasami kryzysu gospodarczego i recesji. Kazdy punkt odpowiada stanowi GDP na koniec danego roku. Jesli punkty te leza blisko to oznacza to oslabienie tempa wzrostu gospodarczego spowodowane wyczerpaniem sie skutecznosci bodzca. Jak widac wzrost emisji pieniadza (Quantitative Easing) spowodowal zahamowanie spadku GDP a nastepnie stosunkowo niewielki wzrost. Efekt ten jednak wlasnie ustal wraz z ustabilizowaniem sie wartosci nabywczej dolara. Jest to zrozumiale. Rosnaca podaz pieniadza dostarczanego bankom wlasciwie "za darmo" powodowala dewaluacje waluty. W momencie kiedy zadecydowano o wyhamowaniu tego procesu i stabilizacji wartosci nabywczej dolara pojawila sie mozliwosc deflacji. Co nam wiec mowi wykres 3 ? Koniec krzwej sugeruje powrot do recesji i spadek GDP z obecnego poziomu (15x10^9 uncji ) do poziomu linii oporu wnoszacej 5 x10^9 uncji. Powtorzylyby sie wiec  bieg zdarzen z lat 1972-1980. Jest to perspektywa niepokojaca. Mozliwe jest jednak takze powstrzymanie spadku GDP na poziomie zblizonym do obecnego i ewolucja "horzontalna". Wreszcie z pomoca amerykanskiej gospodarce moze przyjsc wojna swiatowa i towarzyszacy jej z reguly wzrost gospodarczy (tak jak w latach 1935-1970 i 1980-2000). Niestety musimy znowu poczekac co najmniej rok aby zobaczyc jak sie sytuacja rozwinie.

     Chwilowo mamy do czynienia z nadmiarem sily roboczej czyli podaza pracy przy malejacym na nia popycie.  Odbija sie to na stabilosci plac  (Rys.4) na niezbyt wysokim poziomie, porownywalnym z poziomem plac w roku 1980 (czyli w maksimum uprzedniego krzysu.). Wtedy sytuacje uratowala agresywna polityka prezydenta Reagana, ktora rozbila Oboz Socjalistyczny i zniszczyla Imperium Sowieckie. Reaganie wroc!
    Dzieki eksportowi wytwarzania do krajow nierozwinietych dobrze platna praca stala sie rzadkoscia i dobrem reglamentowanym. W efekcie tego rosnie kryzys pojemosci rynku amerykanskiego (i nie tylko). Brak dostatecznych wplywow finansowych i niepewnosc przyszlosci zatrudnieniowej powoduje tez to, ze wiekszosc potencjalnych nabywcow dobr powszechnego uzytku nie ma rowniez i zdolnosci kredytowej. Banki po ostatniej zapasci (z ktorej jeszcze nie wyszly) sa ostrozne w przyznawaniu kredytow. Stad brak popytu nawet na najbardziej podstawowe dobra dlugotrwale.

Widzimy to po anemiczej naprawie rynku nieruchomosci (Rys. 5) oraz po tym, ze trudno jest sprzedac nowe samochody. Wlasciciele salonow samochodowych oferuja finansowanie na 0%  aby tylko sprzedac nowe modele.
    Zwolnil sie tez znacznie wzrost GDP/capita (rys.6). Dwa ostatnie punkty (za rok 2013 i 2014) leza bardzo blisko siebie co znowu sugeruje mozliwosc recesji  byc moze nawet w roku biezacym.






   Jesli cos mozna uwazac za znak pomyslny to jest nim wzrost indeksow gieldowych (rys. 7 i 8) wskazujacy na to, ze banki w dalszym ciagu pracuja na "babel" gieldowy.

    Wreszcie z zakonczeniem QE przyszedl takze wzrost realego zadluzenia narodowego USA,  ktore ustabilizowalo sie w latach 2010-2013 ale obecnie znowu gwaltownie rosnie . Jest to zapewne skutek "dobroczynnosci Obamy" a takze koszty wojen prowadzonych bez przekonania i trwalych a pozytywnych zakonczen.

   Podsumowujac uwazam, ze nie jest mozliwe wyjscie z obecnego i pogarszajacego sie stanu ekonomii USA (i swiata) bez pozegnania sie z ideami globalizacji i bez powrotu do gospodarki protekcjonistycznej. Oczywiscie wszystko w miare rozsadku - handel miedzynarodowy nie staal w miejscu nawet w okresie "zimnej wojny" . Ale idea, ze artykuly powszechnego uzytku bedziemy sprowadzac z krajow o duzej podazy pracy jest nierealna wtedy  gdy same kraje uprzemyslowione maja nadmiar potecjalnych pracobiorcow a niskie wynagrodzenia obnizaja popyt na sprowadzane towary.

 To co nalezy zrobic aby sytuacje uratowac napisalem juz dawno: http://bobolowisko.blogspot.com/2010/03/uniwersalna-proteza-powszechnego.html .
 Odsylam wiec zainteresowaych do owych artykulow a takze innych rozwazan dotyczacych roznych "protez". Nie obejdzie sie oczywiscie bez zlamania kilku powaznych umow globalistycznych ale te nie sa prawemi natury a tylko wskazaniem szkodliwej drogi ekonomii swiatowej, ktora doprowadzila nas wlasnie na krawedz finansowej zapasci w skali narodowej.