Saturday, August 16, 2014

O jednej z przyczyn obecnego swiatowego kryzysu


  Jak wspomnialem uprzednio ostatnio wpadla mi w rece ksiazka "Money- How the Destruction of the Dollar Threatens the Global Economy and What We Can Do About It" (Pieniadz- czyli jak destrukcja dolara zagraza swiatowej gospodarce -  i co mozemy z tym zrobic) piora znanego wydawcy czasopisma "Forbes" - Steve Forbesa we wspolpracy z Elezbieta  Ames , McGrow Hill , 2014. Steve Forbes jest biznesmenem i multimilonerem a takze kilkukrotnym kandydatem na stanowisko prezydenta USA. Jest to wiec czlowiek, ktory pieniadz i ekonomie zna nie tylko teoretycznie. Dlatego jego opinie i obserwacje traktuje powaznie chociaz nie ze wszystkimi sie zgadzam.

   Glowna teza ksiazki jest to, ze pieniadz jest nie tylko miara wartosci rynkowej danego towaru i facilitatorem wymiany handlowej ale takze instrumentem zaufania pomiedzy kontrahentami. Aby mogl o spelniac to zadanie pieniadz musi byc stabilny. Przez stabilnosc pieniadza rozumiemy to, ze jego wartosc  pozostaje niezmienna w czasie. Wartosc nabywcza pieniadza okreslamy zas przez odniesienie jego nominalu w stosunku do zlota. Jest tak dlatego, ze zloto jest metalem latwo rozpoznawalnym, wzglednie rzadkim -co zapewnia ze nawet jego niewielkie wagowo ilosci posiadaja spora wartosc i wobec tego sa dogodne w przenoszeniu-a takze towarem trwalym i nie podlegajacym w znacznym stopniu wahaniom podazy i popytu.
To co czesto interpretujemy jako fluktuacje rynkowe ceny zlota jako towaru jest faktycznie odzwierciedleniem fluktuacji wartosci danej waluty papierowej wywolany mniejszym lub wiekszym na nia zapotrzebowaniem na rynku walutowym .

    Wielka zaleta zlota jako miary wartosci pieniadza jest takze jego uniwersalosc. Wszelkie wskazniki ekonomiczne obliczane w roznych krajach, na ogol w walutach lokalnych, po wyrazeniu ich w zlocie staja sie porownywalne. Tej cechy nie maja np "koszyki" dobr powszechnie uzywanych w roznych czesciach swiata (gdyz te sa rozne) ani tez roznego rodzaju indeksy  (np Commodity Price Index). Co wiecej zloto bylo miara wartosci pieniadza od poczatku jego wynalezienia co oznacza takze mozliwosc porownywania danych w aspekcie historycznym. Tej cechy nie maja indeksy i koszyki dobr gdyz sa one wynalazkiem stosunkowo nowym. Trudno jest miarodajnie przewidywac cokolwiek w gospodarce jesli nie wiemy czy wartosc jednostki pienieznej nie zmieni sie w czasie. Podobnie trudne byloby budowanie np budynku gdyby metr posiadal raz 100 a raz 90 cm (przyklad Forbes'a). Stalosc wartosci pieniadza odczuwamy takze wszyscy otrzymujacy wynagrodzenie za jakas prace. Pracownik sprzedaje bowiem znaczna czesc swojego czasu zycia na wykonanie zadan zleconych mu przez przelozonego. Celowosc calej pracy jako srodka na zdobycie utrzymania bylaby podwazona gdyby wynagrodzenie otrzymane nie utrzymywalo swojej wartosci w czasie. Taka sytuacja juz sie zdarzyla po  pierwszej (ale tez i drugiej) wojnie swiatowej kiedy pieniadz tracil wartosc nabywcza  doslownie z godziny na godzine.
   Stabilnosc waluty nie oznacza wyzwolenia rynku z fluktuacji wywolanych  popytem i podaza ale ten rynek uniezaleznia od manipulacji wladz politycznych czy bankow centralnych. Starzy czytelnicy moich essejow rozumieja doskonale, ze argumentacja Forbesa jest mi szczegolnie bliska gdyz te same idee glosilem znacznie wczesniej w http://bobolowisko.blogspot.com/2008/11/twarde-czy-miekie-czyli-kryzys.htmlczesniej http://bobolowisko.blogspot.com/2008/03/skad-sie-biora-dziury-w-serze-czyli.html
http://bobolowisko.blogspot.com/2009/03/slychac-dobrze-tylko-widac-coraz-gorzej.html
 http://bobolowisko.blogspot.com/2010/01/zloto-dlaczego-wlasnie-zloto.html
http://bobolowisko.blogspot.com/2010/01/czy-zlota-zlotowka-jest-istotnie.html
http://bobolowisko.blogspot.com/2010/02/uniwersalna-proteza-zlotego-standardu.html.

      Ciezko doswiadczeni inflacja i niestabilnoscia waluty za czasow kolonialnch Amerykanie uwazali posiadanie pieniadza opartego o kruszce metali szlachetnych czy raczej monetarnych (zlota , srebra i miedzi) za tak istotna ceche dobrze rzadzonego panstwa, ze umiescili ten wymog w sekcji 10  Artykulu I Konstytucji USA, ktory mowi:

"Zaden Stan nie moze ....,bic (wlasnej) monety, emitowac listy kredytowe (czyli banknoty) , uzywac czegokolwiek innego niz zlote lub srebrne monety w transakcjach dluznych... ".

Jesli sie chwile zastanowimy, to staje sie jasne, ze Ojcowie Zalozyciele Stanow Zjednoczonych byli jedynymi w swoim rodzaju politykami na swiecie, ktorzy usilowali ochronic wlasnych obywateli przez potega bankow i wlasnych politykow. Zauwazmy tez, ze cala Konstytcja USA liczy sobie wszystkiego siedem artykulow i jest dokumentem pokrywajacym zaledwie kilka stron druku.

     Nie bede tu streszczal propozycji jakie Forbes wysuwa co do formy w jakiej standard zlota moglby byc przywrocony. Kazda z nich jest rozsadna a autor polemizuje tez z argumentami przeciwnikow przywrocenia "zdrowej waluty".  Ja zas przypomne tylko, moja wlasna propozycje "uniwersalnej protezy zlotego standartu waluty", ktora opiera sie na indeksowaniu wszystkich transakcji w relacji do aktualnej ceny zlota. Propozycja ta automatycznie modyfikuje wyplaty/wplaty w walucie papierowej tak aby uwzglednic dewaluacje czy rewaloryzacje waluty. Tak na przyklad podpisujemy umowe o prace mowiaca, ze pracownik dostanie wynagrodzenie rownowazne powiedzmy 24 uncjom zlota na rok w ratach miesiecznych i wyplacamy mu pensje  wynoszaca rownowartosc 2 uncji zlota na miesiac w aktualnej walucie papierowej. Raz bedzie ona wieksza raz mniejsza ale w koncu kazdego miesiaca pracownik bedzie mogl udac sie do banku i, jesli tak sobie zyczy, kupic owe dwie uncje zlota po cenie ustalonej na miedzynarodowym rynku metali kolorowych. Rzecz jasna, tak jak to bylo zreszta wtedy gdy waluty byly bezposrednio oparte o standard zlota, wiekszosc ludzi bedzie wolala wygode pieniadza papierowego czy karty debitowej od noszenia sakiewki z monetami. Ale to juz bedzie wybor wlasny a nie narzucony. Podobnie wszelkie transakcje, wlaczajac rachunki oszczednosciowe  beda wtedy rozliczane w odniesieniu do zlota. Na przyklad, wplacamy do banku okreslona kwote, ktora w momencie wplaty jest zaksiegowana jako okreslona ilosc zlota (tyle ile mozna byloby kupic w danym momencie po cenie rynkowej). Procenty obliczamy okresowo dodajac do depozytu stosowne ilosci zlota. Przy wyplacie zas dostajemy tyle waluty papierowej ile wynosi rownowaznik jej w zlocie badz odbieramy cala sume w monetach zlotych lub srebrnych.

   Jest rzecza jasna, ze obecny niestabilny system walutowy istnieje dlatego, ze odpowiada on elicie wladzy i finansow pozwalajac praktycznie bezkarnie ograbiac obywateli z owocow ich pracy bez uciekania sie do takich widocznych posuniec jak podnoszenie podatkow czy sprzedaz obligacji oprocentowaych ponizej stopnia dewalacji. Czy zmiana tego wygodnego dla elity system sposobem parlamentarnym jest mozliwa - w to watpie. Ale predzej czy pozniej  musi nastapic powrot do racjonalnej polityki pienieznej gdyz alternatywa jest tylko lawinowa dewaluacja i zwiazana z tym calkowita destabilizacja porzadku spolecznego. Takie wydarzenia jak obecna rewolta czarnych w St. Louis, Missouri  wkrotce stana sie zjawiskiem powszechnym  gdyz "proletariat nie ma nic do stracenia procz swoich kajdan".

   Forbes jest oczywiscie zamoznym przedsiebiorca, ktory jest zwolenikiem wolnego handlu znanego obecnie pod nazwa globalizmu. Z tej pozycji krytkuje on postulat zrownowazonego bilansu handlowego z zagranica mowiac, ze sam fakt jego istnienia jest rowowazony inwestycjami jakie czynia zagraniczni posiadacze nadwyzki handlowej w USA. Istotnie, sama informacja o bilansie handlu zagraniczego nie daje nam pelnego obrazu tego kto na takiej wymianie traci a kto zyskuje (chociaz jest to calkiem dobra miara). Rzecz w tym, ze dana jednostka ekonomiczna ma oprocz wymiany towarowej takze inne przychody i rozchody. Sa nimi np dywidendy z inwestycji zagranicznych (jesli sa odprowadzane do kraju macierzystego), dochody z pozyczek splacanych przez zagranicznych pozyczkobiorcow, dochody z licencji itp. Sa tez oczywiscie rowiez nie zwiazane z wmiana towarowa  uplywy kapitalu.  Polska np traci corocznie czesc dochodu narodowego przekazywana jako haracz dla Unii a USA w zasadzie finansuje wiekszosc organizacji miedzynarodowych (np ONZ) i dotuje rozne przedsiewziecia humanitarne w krajach trzeciego swiata. Byloby dobrze gdyby urzedy statystyczne panstw podawaly w swoich rocznikach calkowity bilans wymiany towarow, uslug i kapitalu ale jak dotad nie jest tak latwo zebrac te wszystkie dane zwlaszcza w aspekcie historycznym. Przy tych wszystkich subtelnosciach moim zdaniem poziom bezrobocia oraz srednie wynagrodzenie w aspekcie historycznym (czyli jako funkcje czasu) daja nam calkiem dobry obraz tego jak racjonalnie prowadzona jest gospodarka kraju.

    Zyjemy obecnie w czasie  bez precedensu w rozwoju ludzkosci. Z jednej strony mamy rosnaca nadmiernie populacje o coraz wyzszych wymaganiach bytowych a z drugiej mamy do czynienia z coraz mniejszym zapotrzebowaniem na sile robocza. Wypiera ja bowiem automatyzacja produkcji oraz nacisk na zwiekszanie indywidualnej wydajnosci pracy. Temu wszystkiemu towarzyszy staly spadek wynagrodzen realnych wywolany zbyt duza w stosunku do mozliwosci gospodarek podaza pracy. W krajach rozwinietych towarzyszy temu eksport stanowisk pracy do krajow azjatyckich oraz niepotrzebna i nadmierna imigracja sily roboczej z krajow Azji, Afryki i Amerki Lacinskiej na przeludnione juz co najmiej dwukrotnie terytoria krajow ery post-przemyslowej. Ta destrukcja rynku pracy rozpoczela sie juz w latach 60-tych dzieki wkroczeniu kobiet do zawodow uprzednio wylacznie  meskich. Mowa byla oczywiscie o rownouprawieniu itp tematach zastepczych ale w efekcie liczba rak do pracy wzrosla dwukrotnie i stosownie do tego dwukrotnie zmalalo tez wynagrodzenie. W efekcie tej lekkomyslnej akcji rodzina zaczela potrzebowac dwoch dochodow aby zyc na poziomie jaki przed rewolucja feministyczna zapewial jeden tylko zywiciel.
Dalsza konsekwencja bylo zaniedbanie dzieci, pozbawionych nadzoru przez realizujaca sie w pracy zawodowej matke oraz naruszenie trwalosci wiezow rodzinnych. Doprawdy sluszne jest powiedzenie, ze pieklo jest wybrukowane dobrymi checiami!

   W tej chwili nastapila pewna przerwa w przewidywanym przezemnie dalszym spadku gospodarki swiatowej. Nie ma jednak widocznych objawow ozywienia gospodarczego w skali swiatowej i dlatego nie wydaje mi sie bysmy mogli liczyc na trwala poprawe stopy zyciowej ludnosci. Oczywiscie polepszenie sytuacji moze dac nam nowa wojna swiatowa, na ktora sie moim zdaniem zanosi .
   Innym rozwiazaniem bylby powrot do gospodarki protekcjonistycznej, ktory wymusilby odbudowe lokalnego wytwarzania dobr powszechnego uzytku. Wymagaloby to takze rozbudowy polityki celnej oraz lepszej izolacji granic przed naplywem niepozadanych ludzi i przemycanych towarow.




  




Monday, August 11, 2014

Francuska degrengolada ekonomiczna

    Powracam obecnie do mojej analizy ekonomii politycznej krajow, ktore maja pewne znaczenie dla Naszej Umeczonej Ojczyzny. Krajem tu rozwazanym bedzie Francja, niegdys mocarstwo kolonialne, obecnie zas cien dawnej swietnosci i to cien zapaskudzony coraz liczniejsza imigracja zupelnie obcej europejskiej kulturze ludnosci z dawnych francuskich terytoriow zamorskich oraz niemal rownie jej obcych osadnikow cyganskich, polskich, rumunskich i tureckich.  

   Francja jest krajem o powierzchni 543 965 km ^2,  z ktorych  az  33% nadaje sie do uprawy. Jej aktualna populacja wynosi okolo 63.1 mln obywateli. Do tego dochodzi spory procent nielegalnej imigracji, ktory z natury rzeczy trudny jest do oceny. W tak zwanym wieku produkcyjnym (czyli w przedziale wiekowym od 15 do 60 lat)  jest 58% obywateli to znaczy okolo 37 mln. Zarejestrowane oficjalnie bezrobocie (czyli obywatele, ktorzy utracili prace i aktualnie staraja sie ja znalezc) wynosi 9.3% . To zas oznacza, ze brakuje co najmniej 3.4 mln miejsc pracy, ktorych obecna ekonomia nie dostarcza. Pisze co najmniej bo statystyce wymykaja  sie ludzie dopiero wchodzacy na rynek pracy a takze ci, ktorzy pozostaja bez pracy juz tak dlugo, ze sa uwazani za unikajacych zatrudnienia dobrowolnie. W tej sytuacji jest nonsensem dopuszczanie do imigracji zarobkowej z innych krajow UE a takze imigracji kryminogennej populacji afrykanskiej. Nie mniej  Francja nie robi wiele aby ten problem opanowac.  Wspolczynniki rozplodu i smiertelnosci wynosza obecnie odpowiednio r= 1.962x10^(-10) 1/rok oraz r = 8.9x 10^(-3) 1/rok. To zas oznacza, ze stacjonarna populacja o tych parametrach demograficznych powinna wyniesc okolo 45 mln obywateli. Aktualna populacja jest znacznie wieksza (63 mln) a wiec Francja znajduje sie na najlepszej drodze do katastrofy demograficznej. Odcisk stopy ekologicznej dla Francji wynosi okolo 5 podczas gdy jej pojemnosc biologiczna rowna jest 2.5 (http://www.footprintnetwork.org/en/index.php/GFN/page/trends/france/ ) . To zas mowi nam, ze kraj ten jest juz dwukrotnie przeludniony i ze w najblizszej przyszlosci nastapi tam (tak jak i w Polsce) katastrofa ekologiczna.

    Zdaje sobie sprawe, ze moi Szanowni Czytelnicy przyjmuja moje slowa podobnie jak mieszkancy Troi przepowiednie Kasandry ale niestety sa to przepowiednie prawdziwe. Co mnie zas dziwi najbardziej to to, ze krytycznie wypowiadaja sie ludzie, ktorzy z racji swojego zawodu czy aktualnego zajecia znaja doskonale fakt, ze okreslony teren moze utrzymac bez nieodwracalnego jego zniszczenia tylko skonczona liczbe zwierzat . Jestem przekonany, ze znany polski ranczer i hodowca koni z majatku Boskawola zdaje sobie sprawe z tego, ze jego pastwisko czy wybieg, na ktory wypuszcza swoje stadko moze zaakomodowac tylko okreslona wielkosc stada. Jesli sie ta granice przekroczy to pastwisko zostanie wyjedzona , zadeptane i zakakane w taki sposob, ze bedzie to przyslowiowa stajnia Augiasza. Konie zas beda zmuszone do emigracji na pastwiska sasiadow. Podobnie pronatalny lesnik , z zawodu znajacy doskonale fakt, ze pojemnosc habitatu lesnego jest ograniczona i zbyt wiele dzikow czy jeleni zacznie czynic nieodwracalne szkody lesne, co rzecz jasna bedzie wolac o odstrzal "sanitarny", nie potrafi przeniesc tej obserwacji na populacje ludzka w koncu czyniaca znacznie powazniejsze szkody w srodowisku naturalnym niz nieswiadome tego wszystkiego zwierzeta.

   Ekolodzy oszacowali, ze na jednego czlowieka  musi przypadac 1.8 do 2 ha powierzchni zdatnej do zasiedlenia (czyli odliczamy z powierzchni kraju pustynie , gory skaliste czy powierzchnie wodne). Jest to minimalna powierzchnia jaka czlowiek moze zajmowac nie niszczac jej nieodwracalnie. Malo osob zdaje sobie sprawe, ze udogodnienia cywilizacyjne  maja swoja cene jesli chodzi o dewastacje srodowiska. Drogi szybkiego ruchu, jakie budujemy obecnie, dziela zwierzece habitaty na parcele, ktore wlasciwie nie maja ze soba polaczen. Nawet jesli teoretycznie pozostawimy tunele czy mosty dla zwierzat pozwalajace im przekroczyc linie drogi to nie mamy skutecznej metody aby samych zainteresowanych o tym powiadomic. Taka separacja moze powodowac powstawanie nowych odmian badz tez degeneracje wywolana ograniczona pula genetyczna dla zwierzat zamknietych w skonczonym obszarze. Obserwujemy to np w USA na Florydzie gdzie domestykacji i degeneracji ulegaja mieszkajace tam jaguary, ktorych habitat podzielily autostrady. Takie wyrasowienie przejawia sie u jaguarow zakreceniem ogona i opadaniem uszu.  Podobna degeneracje genetyczna w postaci powstania regionalnych odmian chlopstwa z ich specyficzymi cechami antropologicznymi powodowal obowiazujacy niemal wszedzie do polowy 19 wieku system panszczyzniany. Jako osoba w pewnym wieku pamietam jeszcze jak ladnie wygladala Warszawa jeszcze w latach 60-tych. Bylo to miasto zwarte, otoczone polami uprawnymi i lasami. Miejscowosci podmiejskie zaczynaly sie na Mokotowie od ulicy Woronicza. Dalej byly tylko Wyscigi na Sluzewcu.  Piaseczno bylo przyjemna osada polozona wsrod lasow, Ochota konczyla sie wlasciwie na Polu Mokotowskim w okolicach ulicy Wawelskiej. Dalej byly tylko Domki finskie (pozostalosc po robotnikach, ktorzy budowali Palac Kultury) oraz Stadion Skry i dzialki. Dalej, na Okeciu bylo tylko lotnisko.

   Na miejscu obecnego Natolina i dalszych osiedli byly tylko laki i lasy Kabackie. Od polnocy zas swiat cywilizowny  konczyl sie na Placu Komuny Paryskiej i Akademii Wychowania Fizycznego. Obecna Warszawa stala sie mega-metropolia a tereny, ktore pochlonela zabudowa, zostaly zniszczone permanentnie.
Izabelin i Lomianki byly wlasciwie rezerwamtem podmiejskiego "elementu", ktory tuz po wyzwoleniu w 1945 roku najechal ruiny i nieliczne ocalale domy w Warszawie dokonujac masowej kradzierzy (tzw szabru) mienia wysiedlonych przez Niemcow mieszkancow Stolicy. Obecnie sa to praktycznie dzielnice Warszawy.

  Nowe opakowania zywnosci sa co prawda wygodne dla handlu (mysle tu np. o sokach sprzedawanych w kartonach impregnowanych - nie do zniszczenia przez normalne procesy gnilne ) i ulatwiaja zycie matkom (np suche pieluchy- takze odporne na rozklad w wysypiskach smieci) ale maja ta ogromna wade, ze nie ulegaja naturalnym procesom biodegradacji i tym samym ulegaja akumulacji na wysypiskach. Podaje tu tylko kilka przykladow ale podobnych moge przytoczyc wiecej. Przez sama nasza obecnosc niszczymy nasz wlasny kraj w sposob nieodwracalny i niepotrzebny.
   Zaznaczam, ze moje obiekcje nie sa tesknotami staruszka  do lat mlodosci. Te bowiem nie byly ani specjalnie latwe ani tez mile. Zwracam po prostu uwage, ze dostosowujac srodowisko naturalne do naszych potrzeb jedoczesnie niszczymy je nieodwracalnie dla pozostalych mieszkancow biosfery. Wieksza liczba ludosci powoduje proporcjonalna do liczebosci eksploatacje kraju tak samo jak zbyt duza liczba saren czy jeleni  zdewastuje las.

   Wrocmy jedak do Pieknej Francji. Ilustracja pierwsza pokazuje historyczne zmiany liczebnosci populacji w latach 1960-2013. Dane pochodza z witryny countryeconomy.com. Nie jest dla mnie jasne dlaczego w latach 1973 i 1979 pojawily sie tajemnicze skoki liczebosci francuskich obywateli ale takimi danymi dysponuje ta witryna. Inne strony internetowe daja wykresy ciagle albo uciaglone byc moze dzieki doborowi skali. W kazdym razie widac, ze populacja Francji  od roku 1960 w zasadzie rosnie i nie widac aby miala sie ustabilizowac na jakims poziomie.

   Na rys. 2 pokazany jest Gross National Product (GNP) Francji przy czym podane sa wykresy na ktorych GNP jest mierzony w USD oraz w zlocie. Podaje obie reprezentacje aby pokazac jak falszywy obraz stanu francuskiej ekonomii mozna uzyskac poslugujac sie tylko wkresem, w ktorym GNP jest denominowany wylacznie w USD. Powodem oczywiscie jest postepujaca w tym czasie (1960-2013) nieliniowa dewaluacja amerykanskiego dolara. Ta  dewaluacja powoduje, ze patrzac na wykres GNP(USD)  mamy zupelnie bledny obraz tego, ze francuska ekonomi w zasadzie rosla przez caly ten okres. Kazdy kto odwiedzil Francje ostatnio wie doskonale, ze jest to dalekie od prawdy. Jako generalny wskaznik ekonomii francuskiej realny GNP(Au)  mowi nam, ze gospodarka tego kraju znajduje sie w glebokim regresie i obecnie powrocila do stanu z pozych lat 70-tych.
    GNP jest zbiorczym wskaznikiem ekonomicznym, ktory jest w zasadzie jednorodna funkcja liczebosci populacji N, powierzchni kraju A oraz entropii gospodarczej  S. Inaczej mowiac, jesli oznaczymy GNP jedna litera U  to U=U[S,N, A]  to warunek jednorodnosci mowi nam, ze U[kS,kN,kA]= k U[S,N,A]. Tu k jest  czynnikiem numeryczym.  Inaczej mowiac, jesli wszystkie zmienne powiekszymy k-razy to i cala funkcja powiekszy sie tyle samo.  Jest to relacja przyblizona dla aktualnego GNP, ktora jest scisle prawdziwa dla ekonomii kraju zlozonego z regionow samowystarczalnych gospodarczo. Wowczas GNP jest addytwna funkcja GRP (gross regional products). Dalszy ciag termodynamiki gospodarczej nastapi.

    Teraz zas zajmiemy sie kwestia zamozosci obywateli Francji przyjmujac za jej miare GNP przypadajacy na glowe obywatela. Wykres stosownej funkcji gnp= GNP/N przedstawiony jest na rys.3 przy czym podaje gnp wyrazone w USD i w ucjach zlota/rok. I znowu widzim jak falszywy obraz daje nam przedstawienie gnp jako funkcji nierownomiernie w czasie dewaluujacego sie dolara. Realna zaoznosc obywateli jest jak widac funkcja oscylujaca w granicach od jakis 15 uncji zlota na glowe rocznie do maksyalnej wartosci 90 uncji. W tej chwili jestesmy blisko wartosci minimalnej, z tym, ze pojawilo sie cos w rodzaju lokalnego minimum w okolicach 24 uncji. Czy czeka nas dalszy spadek czy tez jest to zapowiedz konca depresji tego jeszcze nie wiadomo. Jak juz pisalem uprzednio wszelkie poprzedie wyjscia z depresji swiatowej spowodowanej nadmierna podaza pieniadza konczyly sie wtedy gdy wybuchala powazna wojna o zasiegu swiatowym. Obecnie mamy dobrze zapowiadajace sie ogniska konfliktu na Ukrainie (wywolane agresywna polityka anschlussu w wykonaniu UE) oraz w Azji Mniejszej i Afryce Polnocnej (wywolane agresywna polityka amerykanska rozpowszechniania demokracji). Sa to typowe "grzmoty" zapowiadajace nadciagajaca burze wojny swiatowej. Takie zapowiedzi burzy pojawily sie takze przed pierwsza i druga wojna swiatowa a takze w latach 1960-1970. W polityce i ekonomii politycznej drobne wstrzasy pojawiaja sie zawsze i zapowiadaja nadchodzace katastrofalne trzesienie ziemi.

   Warto przy okazji zauwazyc, ze przebieg kryzysu w wielkich panstwach UE przebiegal z nieznacznym tylko przesunieciem w czasie w stosunku do kryzysow amerykanskich. Nie zapobiegla temu ani ekonomiczna konsolidacja panstw czlonkowskich- UE w koncu jest tylko rozwinieciem EWG i kontynuatorem polityki Wielkich Niemiec z lat 1940-45 - ani tez wprowadzenie euro jako wspolnej waluty (analogu Reichsmark). Jest to konsekwencja globalizmu handlowego i uzywania USD jako waluty rezerwowej mimo tego, ze nie jest on stabilizoway stala relacja z okreslona iloscia zlota. Jak bezsensowne jest opieranie polittki ekonomiczej kraju na wolnym rynku towarow i kapitalu pokazuje juz obecna wojna handlowa z Rosja. Owszem przeplyw towarow urozmaica oferte handlowa a niekiedy dostarcza towarow, ktorych sama jednostka ekonomiczna nie jest w stanie wyprodukowac (np pomarancze czy banany w Polsce) ale podstawa zawsze powinna byc gospodarka samowystarczalna. Eksport i import nie powinny  dotyczyc towarow niezbedych do funkcjonowania gospodarki krajowej. Na przyklad, import gaz z Rosji jest tak wazny dla UE, ze nie jest ona w stanie wykonac swoich zobowiazan w stosunku do Ukrainy. Tymczasem zaleznosc od rosyjskiego gazu ziemnego rozpoczela sie w zasadzie za czasow gierkowszczyzny, kiedy to miala za zadanie uzaleznic energetycznie od ZSRR kraje RWPG. Gaz opalowy i oswietlajacy byl znany w Polsce jeszcze w okresie zaborow i byl produktem ubocznym podczas wytwarzania koksu z wegla kamiennego. Powrot do tej syntezy jest mozliwy bo Polska weglem stoi ale jakos nikt o tym nie wspomina mimo tego, ze rosyjski gaz ziemny nie jest wcale taki tani.  W tej chwili mysle, ze ofensywa rosyjska zmierzajaca do oderwania Ukrainy zadnieprzaskiej zatrzymala sie w oczekiwaniu na zime. Ta bowiem jest dobry okresem aby UE nie zrobila nic w obronie Ukrainy obawiajac sie odciecia gazu i ogrzewania.

Ostatnio mialem okazje przeczytac dobry artykul opisujacy sytuacje spoleczna w United Kingdom :http://marucha.wordpress.com/2014/08/11/brytyjczycy-narod-wielkich-udawaczy-cz-1-i-2/  .
Sa to ciekawe obserwacje, ktorych co prawda osobiscie nie bylem w stanie zweryfikowac  bo w Anglii nie bylem dawno.
Podobnie wpadla do moich rak ksiazka Steve Forbes'a oraz Elizabeth Ames pt "Money- How the Destruction of the Dollar Threaten the Global Economy - and what we can do about it" (Mc Grow Hill 2014). Co mnie ucieszylo to fakt, ze znakomity autor i miliarder podziela moj poglad na role zlota jako miary wartosci nabywczej waluty.  Jesli mi pozwola na to obowiazki domowe to powroce do obu tematow wkrotce. Chwilowo zas namawiam Szanownych Czytelnikow do zapoznania sie z wymienionymi wyzej punktami widzenia.

   

Tuesday, August 5, 2014

Niewiasta z ptaszkiem w reku

    Oderwalem sie ostatnio od dzialanosci literackiej z powodu nieoczekiwanego powiekszenia sie mojej najblizszej  rodziny.  Mniej wiecej miesiac temu udalem sie na spacer wokol jeziorka Kornelia,  ktory to spacer wykonywalem zazwyczaj w towarzystwie mojego pieska. Tym razem, a bylo to po burzy, ktorej towarzyszyl sily wiatr, znalazlem na sciezce gniazdo o ksztalcie skarpetki, wykonane z szargo wlokna wraz z odlamana galezia lipy, do ktore bylo zapewne uprzednio umocowane. W gniezdzie byly trzy piskleta  opierzone tylko czesciowo. Dwa z nich zmarly na miejscu zapewne od uderzenia lub z zimna ale jedno z nich, zreszta najmniejsze, rokowalo nadzieje a przezycie. Zabralismy go wiec do domu gdzie znajdek zostal zidentyfikoway jako samiczka ptaszka oriolka (Icterus galbula). Ptaszki te przebywaja zazwyczaj w gornej strefie drzew i tam buduja swoje charaktrystyczne gniazda. Ich pozywienie to owady i owoce. Jak sie z biegiem czasu okazalo nasz ptaszek lubi owoce miekie i slodkie (np mango czy gruszke) oraz gasiennice jakiegos zuczka, ktore szczesliwie mozna nabyc pod nazwa milkworm. Jesli nam sie uda zlowic jakiegos innego owada to ptaszek jest otwarty na eksperymenty kulinarne. Niestety nie jest tak latwo zdobyc takie pozywienie i zaczynam innym okiem patrzec na mysliwych.



    Ptaszek rozwija sie pomyslnie i jest  juz z nami ponad poltora miesiaca. Opierzyl sie a wczoraj dokonal pierwszego samodzielnego lotu startujac z trawnika. Byl z tego niezmiernie zadowolony i dumny ale wlasciwym promotorem jego umiejetnosci latania byl nasz kotek Molly, ktory sfingowal szarze drapieznika na ptaka i tym umotywowal pierwszy dlugodystansowy i samodzielny lot oriolka na trasie jakis trzech metrow. Od tego czas ptak wkonal juz pare innych samodzielnych lotow wykazujac sie umiejetnoscia sterowania w powietrzu oraz ladowania na trawniku, galeziach a takze na parapecie okna.

   Ze wzgledu na to, ze to ja najczesciej karmie ptaszka i spedzam z nim czas na swiezym powietrzu uczac latania i znajdowania pokarmu wsrod trawy Oriolka uwaza mnie najwyrazniej za swojego ojca i stara sie podazac za mna gdziekolwiek sie udaje. Jest to nieco klopotliwe gdyz ptaszek potrafi sie pojawic nieoczekiwanie w najblizszej odleglosci od mojego buta i boje sie, ze przez nieuwage na niego nadepne. Mamy dla niego klatke ale osobiscie nie lubie go zamykac bo jest to w koncu dziki ptak, ktory mam nadzieje poczuje jeszcze "zew krwi" i powroci do swego naturalego srodowiska. Zreszta ptaszek zawsze bardzo sie cieszy gdy podchodze do klatki. Terkocze wtedy najwyrazniej dajac znak, ze tu jest (to samo zreszta jest gdy podchodzi sie do niej wtedy gdy spaceruje na trawniku). Wyjmuje ja z klatki i sadzam na galezi, na ktorej ona siedzi do czasu gdy jej sie to znudzi i sfrunie a trawniki.

   Nigdy uprzedio nie mialem hodowanego ptaka i bylem wobec tego uderzony jego inteligecja przejawiana w rozwiazywaiu problemow. Na przyklad Oriolka potrafi sobie ustawic, poslugujac sie  dziobem, najdogodniejsza odleglosc od pojemnika , w ktorym serwuje jej robaczki. Pojemnik jest plastikowy i lekki wiec moze go popchnac , sama siedzac na poprzeczce, tak aby mogla wygodnie wybierac z niego pokarm.
Nie wiem jak dlugo jeszcze bedzie mogla byc z nami bo umiejetnosc latania powoduje, ze bedzie pozostawiac dowody swojej bytnosci nie tylko na podlodze jak to czynila dotychczas ale i wyzej. Jesli ktorys z moich czytelnikow ma jakies doswiadczenie w


rehabilitacji dzikich ptakow to prosze o sugestie.