Wednesday, April 14, 2010

Ekonomia wspolczesna czyli lot niekontrolowany


Kazdy z nas, ktory mial do czynienia z samochodem o nieprecyzyjnie dzialajacych wskaznikach wie, ze taka jazda obarczona jest pewnym ryzykiem. Niesprawny, nawet jesli dzialajacy, wskaznik ilosci paliwa moze spowodowac, ze pojazd stanie nam w najmniej dogodnym punkcie podrozy. Wadliwy szybkosciomierz narazi nas na dyskusje z nachalnymi policjantami sluzby drogowej a nie dzialajacy miernik poziomu oleju moze spowodowac przegrzanie silnika badz nawet jego zatarcie. Tak wiec zwykla przezornosc nakazuje nam dbanie o jakosc naszych instrumentow pomiarowych a ich umyslne zmanipulowanie tak aby zawsze pokazywaly poziom wskazany uznalibysmy za idiotyzm. Inaczej jest jednak we wspolczesnej ekonomii gdzie najwyrazniej cenione jest myslenie pozytywne a kazda proba urealnienia wizji przebiegu wskaznikow gospodarczych jest przyjmowana z nieufnoscia i oskarzeniami o toksyczne widzenie swiata. Jest to zapewne nastawienie wdrazane od wczesnej mlodosci zapewne jeszcze w szkole (tzw feel good crowd). Moze jest ono istotnie dobre na samopoczucie delikwenta ale jest tez raczej rujnujace jesli zastosujemy go do zarzadania przedsiebiorstwem czy panstwem. Jest tez pewna roznica, czy tego typu nastawienie jest domena mlodych ludzi, ktorych wplyw na bieg spraw istotnych jest w zasadzie znikomy, czy tez jest to rowniez nastawienie czynnikow miarodajnych. Spojrzmy dla przykladu na wykres PKB (GDP) Stanow Zjednoczonych, ktory zamieszczony jest przez Wydzial Badan Ekonomicznych Banku Rezerwy Federalnej w St. Louis (http://research.stlouisfed.org/fred2/series/GDP ). Mamy tu przebieg tego wskaznika poczynajac od roku 1945 do chwili obecnej. Szare pasy pionowe zaznaczaja okresy, ktore analitycy Banku uznali za recesje. W zasadzie jest to rosnaca monotonicznie krzywa  i tylko w latach ostatnich (2007-2009) mozna zauwazyc pewne odchylenie od ogolnie wzrostowej i krzepiacej prawidlowosci. Najwyrazniej czy deszcz czy slonce Banki Rezerwy Federalnej maja nastawienie pozytywne do swiata a przejsciowe okresy bezrobocia nie zaklocaja ich dobrego samopoczucia oraz wzrostu dochodu narodowego. Porownajmy teraz ten obraz z wykresem realnego GDP dla USA zrobionego  biorac pod uwage dewaluacje dolara po roku 1970.  Jak latwo zauwazyc tutaj przebieg krzywej jest bardziej urozmaicony. Zgodnie z oczekiwaniami, w okresach powaznych depresji, kiedy wielu ludzi jest bez pracy, GDP wyraznie spada. Jest to zrozumiale, gdyz niezarabiajacy oszczedzaja i w rynku uczestnicza w mozliwie malym stopniu  a mniejsza liczba zatrudnionych powoduje tez zmniejszenie produkcji. Podobnie jest jesli wezmiemy pod uwage wskazniki gieldowe. Spojrzmy na indeks Dow Jones Industrial pochodzacye z witryny www.finance.yahoo.com.Jest to wykres w skali liniowej co powoduje ze tzw Wielka Depresja 1929-1935 jest niemal niewidoczna. Depresja lat 1970- 1980 wogole nie istnieje a Depresja Aktualna zamieniona zostala na sekwencje pikow w formie litery W. Obecnie , zgodnie z Yahoo i jego specjalistami znajdujemy sie przy prawym piku tejze litery na wysokosci zblizonej do piku pierwszego (odpowiadajacego poziomowi 11 tys. USD). To wszystko w sytuacji gdy nadal okolo 150 tys osob  miesiecznie traci prace a mala przedsiebiorczosc bezskutecznie stara sie o finansowanie z banku! Pamietajmy, ze Banki Rezerwy Federalne praktycznie daja obecnie pieniadze bankom inwestycyjnym i ogolnym za darmo (0.25%). Dlaczego wiec dostanie kredytu nie jest mozliwe a tam gdzie go oferuja jest on dostepny przy lichwiarskim oprocentowaniu (rzedu 30% rocznie)? Cos najwyrazniej jest nie w porzadku!
I rzeczywiscie, jesli spojrzymy na wykres realnego  indeksu DJI to widzimy od razu, ze nie ma nawet mowy o tym abysmy byli u kresu depresji. Realna wartosc DJI wynosi aktualnie 9.59 co oznacza, ze faktycznie wartosc glownych przemyslowych kompanii USA nadal maleje mimo olbrzymich funduszy ukradzionych obywatelom tego panstwa przez rzad i Banki Federalnej Rezerwy , ktore zostaly zuzyte na pokrycie strat wywolanych spekulacjami. Jesli mowie "ukradzionymi" to jest to kradziez doslowna. Mamy bowiem do czynienia z danina nalozona przez rzad i sfery finansowe na cale spoleczenstwo, bez jego zgody i swiadomosci tego co robia jego wlasne autorytety polityczne. Spojrzmy bowiem na wykres przedstawiajacy potencjal nabywczy dolara. Jak widac w  aspekcie historycznym wartosc dolara spada ale przynajmniej do roku 1970 bywaly dluzsze okresy wzglednej stabilnosci wartosci pieniadza. Natomiast po odrzuceniu standartu zlota mamy do czynienia z permanentna anemia pieniadza. Zdarzaja sie male piki wzrostu (np kolo roku 1975 czy w okresie 1980-2000) ale latwo zauwazyc, ze trend jest ogolnie malejacy. Raz zdewaluowany dolar w zasadzie nie jest w stanie aby powrocic do uprzednio straconej wartosci. Na przyklad jesli w roku 2000 Mr. Jones  mial na swoim koncie bankowym powiedzmy 100 tys. USD oszczednosci ich nie wydal tylko pozostawil na rachunku rozliczeniowym to w chwili obecnej ma nadal nominalnie na swoim rachunku oszczednosciowym te same 100 tys, dolarow (oprocentowanie rachunkow a'vista jest tak male , ze mozemy pominac wzrost z tego tytulu). Nie mniej wartosc nabywcza jego oszczednosci zmalala o 74% . Inaczej mowiac moze on za swoje 100 tys USD kupic w roku 2010 tyle ile mogl kupic w roku 2000 za 26 tys. USD. 74 tys. dolarow stanowi jego niedobrowolna skladke na koszty pokrycia spekulacyjnych niepowodzen amerykanskich bankierow. Moja znajoma, kobieta wielkiego umyslu, ktorej niekiedy pokazuje moje wykresy, mowi, ze nikt z ekonomistow jej znanych tak nie liczy. I to prawda! Chcialbym tylko retorycznie zapytac czy powodem tego jest ich glupota czy tez perfidia. Rozumiem przez ta ostatnia swiadome dzialanie w celu nabijania w butelke wierzacej im "ciemnej masy". Pamietajmy bowiem, ze aby byc w stanie ocenic stan ekonomii musimy uzywac historycznie identycznej miary. Sam fakt zejscia ze zlotego standartu nie anulowal tego, ze wartosc nabywcza waluty mierzymy w zlocie. Po prostu bank centralny  USA (i banki innych krajow, ktore niegdys uzywaly standart zlota) zaprzestaly buforowania ceny swoich walut pozostawiajac ich kurs wzgledem zlota jako "plynny" . Banki centralne, jako na ogol najwiekszy wlasciciel zapasow zlota w kraju w dalszym ciagu usiluja stabilizowac wartosc waluty ale robia to droga rynkowa - sprzedajac lub kupujac znaczne ilosci zlota. Na przyklad w okresie 1990-2000 banki centralne (Francji, Anglii i inne ) zmniejszyly swoje rezerwy zlota (sprzedajac uncje zlota za 200-250 USD/oz)  co spowodowalo wzrost wartosci USD .  Obecnie Banki Rezerwy Federalnej usiluja utrzymac wartosc uncji zlota na poziomie 1100 USD. Zauwazmy jednak, ze tak jak zlodziej nigdy nie zwroci nam  dobrowolnie ukradzionej uprzednio kwoty tak i banki centralne nigdy nie odrobily calego spadku wartosci USD poczynajac od jego poczatku (rok 1970). Mijalo by sie to bowiem z ich zasadniczym celem. Rowniez i obecnie prezydent Obama moze zatrzymac spadek USD na przyklad podnoszac oprocentowanie obligacji USA. Ale odbicie sie dolara nigdy nie zwroci obywatelom kraju i innym posiadaczom USD wartosci nabywczej, ktora juz  raz stracili. Nadwyzka ta siedzi juz bowiem bezpiecznie w kieszeniach amerykanskiej ( i nie tylko) elity.

1 comment:

HansKlos said...

Złodziej rzeczywiście nigdy nic dobrowolnie nie zwraca, tym bardziej jeśli jest to złodziejstwo usankcjonowane prawem.