Monday, March 3, 2014

Teoria zmian naturalnych

   W filozofii przyrody istnieja w zasadzie dwa przeciwstawne punkty widzenia na swiat. Wedlug jednego swiat pozostaje w swojej istocie niezmienny i wszystkie zmiany czy procesy jakie obserwujemy sa trwalym elementem gry zycia organizow czy wszechswiata. Wedlug drugiego mamy do czynienia przez caly czas z dialektyka rozwoju , w procesie ktorej tworzone sa nowe jakosci , ktorych uprzednio nie bylo nawet w formie potencjalej.

  Poglad pierwszy dominowal w starozytnosci i sredniowieczu az do czasow nowozytnych a scislej do poczatkow wieku XIX. Byl on wspierany filozofia przyrody oparta na doktrynie Naszego Swietego Kosciola (ale nie tylko ), ktora glosila, ze swiat liczy sobie wszystkiego okolo 6 000 lat od momentu kreacji, w trakcie ktorej powstaly wszystkie istniejace obecnie i kopalne gatunki zwierzat i roslin. Z uplywem czasu ich liczba ulegala zmniejszeniu glownie w wyniku wytepienia przez ludzi, katastrofom o naturze interwencyjnej w postaci bibilijnego potopu oraz wymieraniu. Istotnie z istniejacych w przeszlosci gatukow zwierzat i roslin zginelo dotad z grubsza 99%.

    Jak pisze o tym Richard Ellis (Harper.Publ 2004 - "No turning back-the life and death of animal species"): "Wiecej niz 99.9% wszystkich gatunkow jakie kiedykolwiek zyly na Ziemi ulegly wymarciu, wlaczajac w to wszystkich naszych homoidalnych przodkow. A 100%  biologow specjalizujacych sie w teorii ewolucji nie ma zielonego pojecia o przyczynach owych wymarc - z wyjatkem sytuacji gdy to czlowiek wymordowal wszystkie znane egzemplarze danego gatunku" (op.cit.str18).

Jak swego czasu pisalem zjawisko wymierania gatunkow rozmnazajacych sie droga plciowa jest wbudowane w kinetyke rozwoju tych populacji. W bilansie globalnym opisuje taka kinetyke rownanie :

 dN(t)/dt = -k N(t) + r N(t)^2

w ktorym k jest prawdopodobienstwem smierci osobnika w jednostce czasu zas r prawdopodobienstwem powstania potomka w jednostce czasu, liczonym na pare osobnikow  danej populacji. Rownanie to ma  scisle rozwiazanie w postaci:

 N(t)/N(0) = [ a  + exp(kt) (1-a)]^-1

gdzie stala a= N(0)/ W a W jest stacjonarnym rozwiazaniem rownania  W= k/r. W zaleznosci od wartosci stalej mamy trzy dodatnio okreslone rozwiazania. Dla N(0) = W czyli dla a=1 wielkosc populacji jest stala gdyz ubytki spowodowane smiercia sa kompensowane droga narodzin. Dla a >1 czyl wtedy gdy populacja poczatkowa jest wieksza od populacji stacjonarnej czas zycia populacji jest skonczony i wynosi

 t* = ln[ a/(a-1)]

Przed osiagnieciem "kresu swoich dni" populacja doswiadcza eksplozji liczebnosci dazac do nieskonczonosci.  Wreszcie dla a <1 czyli dla poczatkowej populacji mniejszej niz populacja stanu stacjonarnego  mamy do czynienia ze stopniowym spadkiem liczebnosci  do zera, czyli z wymieraniem populacji.  Stan stacjonarny jest niestabilny i wobec tego mamy zagwarantowane przez Najwyzszego wymieranie populacji. Nie ulega wiec watpliwosci, ze taka kinetyka rozmnazania zostala wprowadzona celowo dla okresowej wymiany gatunkow. Obecnie przychodzi kolej na wymieranie homoidow, ktore takze sa wlasnie  w trakcie eksplozji  liczebnosciowej (jak poprzednio gady i trylobity).
 Zalaczony rysunek pokazuje przebieg rozwiazan rownania kinetyki populacji dla roznych wartosci parametru  a.

 Podane wyzej wyjasnienie jest najwyrazniej nieznane srodowisku biologow ewolucyjnych i poddaje zreszta w watpliwosc idee podstawowa teorii neodarwinizmu a mianowicie zalozenie o wspolnym pochodzeniu wszystkich organizmow zywych i powolnej sekwencji zmian genetycznych prowadzacych do powstawania nowych gatunkow. Jak wynika z powyzszych rozwazan male populacje "mutantow" sa skazane na zanik o ile nie sa one od razu wystarczajaco liczebne by osiagnac prog stabilnosci badz go przekroczyc.

    Stacjonarnosc sytuacji biologicznej, geologiczej i kosmicznej byla i jest zreszta nadal popierana przez wielu wybitnych naukowcow. Nie oznacza to, ze zwolennicy "klasycznych" teorii nie zauwazaja tego, ze "swiat sie zmienia". Ale wskazuja oni na alternatywne mozliwosci interpretacji danych z obserwacji - interpretacje ktore pozwalaja utrzymac klasyczny model stacjonarnego Kosmosu , stacjonarnej Ziemi czy stacjonarnej biosfery. Dla przykladu przytocze tu moje wlasne obliczenia (http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/legendy-astrofizykow.html ) wskazujace na to, ze slynny Wielki Wybuch nie musial wcale nastapic tylko dlatego, ze obserwujemy tlo promieniowania ciala czarnego (o temperaturze okolo 4 stop. K) oraz przesuniecie czestosci kwantow swiatla emitowanych z odleglych obiektow astronomicznych. Wielka zaleta stacjonarnosci wszelkich procesow jest to, ze w zasadzie nie musimy sie troszczyc o to co bylo stanem poczatkowym a takze o to do jakiego koncowego stanu zmierzamy i czy taki stan koncowy wogole istnieje. Swiat stacjonarny ma tez ta wielka zalete, ze zawsze wystarcza w nim czasu na wszystko.
   W kwestii biosfery pozwala on istotnie na potencjalny rozwoj "drzewa gatunkow" droga selekcji naturalnej  i zmian losowych, ktore to narzedzia oczywiscie nie mogly by byc uzyte  jako mechanizm ewolucji naturalnej  gdyby czas istnienia Ziemi wynosil istotnie tylko 6000 lat (a nawet 50 000 lat). Znane obliczenia czasu istnienia Ziemi dokonane przez lorda Kelwina mialy zreszta na celu podwazenie darwinowskiej tezy o ewolucji naturalnej przez wskazanie, ze Ziemia istnieje przez czas zbyt krotki aby mechanizmy naturalnej selekcji mogly doprowadzic do powstania gatunkow.

   Warto tez pamietac, ze chronologia zdarzen jakie zachodzily w przeszlosci na Ziemi (nie wspominajac o Kosmosie) nie jest zbyt precyzyjna. Okres istnienia rzedu 6000 lat moze sie wydac zabawny (chociaz przyjmuje go aktualny kalendarz zydowski oraz muzulmanski) ale pamietajmy, ze wszystko co nam on mowi to to, ze jakie 6 000 lat temu nastapilo wydarzenie, ktore wspolczesni uznali za tak wazne, ze zaczeli liczyc czas od niego. Co bylo uprzednio tego nikt juz nie pamieta a amnezja rozciaga sie takze na lata pozniejsze. Najstarsze pisane zrodla cywilizacji ludzkiej siegaja bowiem gdzies roku 3000 BC i sa dosyc skromne jesli chodzi o informacje. My obecnie poslugujemy sie kalendarzem, ktory stosuje date (bardzo przyblizona) narodzenia Chrystusa jako rok zerowy (stad okreslenia BC i AD). Jesli dac wiare badaniom Dr teologii Barbary Thiering  "Jesus of the Apocalypse " ( Doubleday 1995) to Zbawiciel narodzil sie faktycznie w roku 8 BC w czerwcu a zmarl w wieku lat 78 w Rzymie w roku 70 AD.  Jesli mamy trudnosci z weryfikacja tych danych  to co dopiero mowic o datowaniu wydarzen jeszcze odleglejszych!
   Obywatele Imperium rzymskiego brali date (bardzo przyblizona) zalozenia Miasta Rzym za rok poczatkowy, czasy zas Wielkiej Rewolucji Francuskiej wprowadzily date wybuchu rewolucji (http://en.wikipedia.org/wiki/French_Republican_Calendar ) za poczatek liczenia czasu wzmacniajac nowy, rewolucyjny kalendarz takze calkiem nowymi nazwami miesiecy. Sowieci byli bardzo blisko wprowadzenia wlasnego kalendarza w ktorym 17 pazdziernika 1917 roku mial pelnic role poczatkowego dnia Nowej Ery Socjalistycznej a Lenin mial grac role nowego zbawiciela  ludu (sam ma jeszcze gdzies znaczek do klapy marynarki z Dzieciatkiem Lenin jakim mnie obdarzyli radziedzcy towarzysze w latach 60-tych).

   O tym co sie dzialo na Ziemi w czasach gdy nie istnialy zrodla pisane dowiadujemy sie bardzo posrednio - przez nieliczne wykopaliska szkieletow badz odciski w skalach zawierajace fragmenty zwierzat obecnie juz nie wystepujacych. Kiedy owe depozyty zostaly zlozone na spoczynek wieczny takze dokladnie nie wiemy.
Geologia moze byc tu pomocna tylko w niewielkim stopniu gdyz to w jakim czasie powstala dana formacja geologiczna takze nie jest bezsporne. Zauwazmy, ze zwierzeta, ludzie i rosliny umieraja niemal bezustannie ale znalezienie zwlok czy szkieletow "w terenie" jest rzadkie. Zwloki i kosci sa bowiem jedzone przez pozostalych przy zyciu czlonkow biosfery i w efekcie gina dla potomnosci dosc szybko. Jesli mamy do czynienia z wzglednie dobrze zachowanym szkieletem czy odciskiem to z reguly nastepuje to wtedy gdy smierc byla nastepstwem jakiegos kataklizmu, ktory zwloki szybko izolowal od dostepu powietrza i amatorow zywnosci. Mieszkancy Pompeii sa tu dobrym przykladem tak jak i sytuacje gdy zwloki znajdowane sa w lodowcu alpejskim czy zakopane w torfowisku. Z reguly szkielety zwierzat przehistorycznych jakie sie zachowaly znajdujemy utrwalone w skamienialym blocie, ktorego rozlewisko samo w sobie wskazuje na zajscie jakiegos kataklizmu. Takie kataklizmy powoduja jednak takze naruszenie chronologicznej struktury skal osadowych co utrudnia albo i uniemozliwia datowanie znaleziska.

   Pare dni temu przeczytalem w "Kopalni wiedzy " http://kopalniawiedzy.pl/Happisburgh-Homo-antecessor-stopy-odciski,19684 krotka notatke, ze nad brzegami Tamizy zaleziono odcisniete w skamienialym teraz blocie odciski stop ludzkich. Wiek odcisniecia oszacowano a 780 000 do 1 000 000 lat przed chwila obecna. Zwraca uwage to, ze istnieje duza rozbieznosc (ok. 200 000 lat) w ocenie czasu zdarzenia a takze to, ze odciski te powstaly w czasie gdy Homo Sapiens Sapiens jeszcze podobno  nie wyewoluowal . Czy spacerowicze to Neandertalczycy  czy tez inne homoidy tego oczywiscie nie wiem.  Ale w okolicach Glen Rose w Texasie znaleziono odcisniete w skamienialym teraz blocie przybrzeznym Paluxy River slad dinosaura z odcisnietym w nim  i obok sladem czlowieka.
Zalaczam stosowne zdjecie sladow tych spacerowiczow. Wedlug biologow ewolucyjnych dinosaury dawno wyginely (65 000 000 lat tem) zanim pojawil sie pierwszy czlowiek.  Na zdjeciu, pochodzacym z ksiazki Rene Noorbergen'a "Secrets of the Lost Races" (Barnes Noble Books 1977) widzimy Dr geologii Clifforda L. Burdica (odkrywcy) obok wycietych z podloza Paluxy River skamienialych sladow dinozaura i czlowieka. Rozmiar stopy ludzkiej jest imponujacy bo wnosi az 15" czyli 38 cm. No ale dinozaury takze nie byly ulomkami! Podobne fotografie sa tez zamieszczone w ksiazce Dr Inz. Hansa J. Zillmera "Darwin's Mistake" ,( Langen -Muller 2002). Tak na przyklad znajdujemy tam fotografie odcisnietych w skamienialym (teraz) blocie sladow stop dinozaura i idacego obok niego czlowieka. Paleobiolodzy oceniaja , ze dinozaury zyly w okresie od 250x10^6 lat do jakis 150 x10^6 lat przed terazniejszoscia, w okresie trzeciorzedu i jury. Wiek skamienialego blota z Glen Rose oceniono na 100x 10^6 lat czyli na 100 mln lat przed terazniejszoscia a w ktorym to czasie czlowiek wogole nie powinien jeszcze istniec nawet w postaci pierwotnego homoida. Nie mniej mamy tez inny odcisk skalny stopy, w piecie ktorej znajdujemy rozdeptanego trylobita - stworzenie z okresu paleozoicznego (570x 10^ 6 do 245x10^6 lat przed terazniejszoscia). Albo wiec czlowiek pierwotny istnial na naszej planecie znacznie wczesniej i rownolegle z innymi zwierzetami prehistorycznymi albo tez chronologia geologiczna - oparta na analizie rozpadu pierwiastkow radioaktywnych- pozostawia duzo do zyczenia.

   Zauwazmy tez, ze mowimy tu o "skamienialym blocie ". Oczywiscie kazdy z nas niegdys chodzil nad miekimi obrzezami rzeki czy morza i zostawial slady na mokrym piasku czy blocie. Slady te mialy z reguly bardzo krotki czas istnienia.  Rzeka rozlewala sie szerzej , przychodzil deszcz i zacieral slady albo pojawil sie nastepny spacerowicz, ktory nasze slady zadeptal. Jesli wiec obserwujemy obecnie takie utrwalone slady to sa one  skutekiem tego, ze "bloto" nie bylo czyms standartowym ale  stanowilo,  na przyklad, cement pochodzenia wulkanicznego (jak w Pompei) , ktory szybko sie zwiazal po przejsciu slado-tworcow. To zas sugeruje, ze miala w tym czasie miejsce jakas katastrofa: wybuch wulkanu czy olbrzymi pozar terenu nadrzecznego. Podobnie jest zreszta takze z innym "skamienielinami" - sladami biosfery przeszlosci. Sa one zawsze zwiazane z katastrofa biosfery antycznej w wyniku ktorej pewne elementy tego swiata zostaly  permanentnie utrwalone w ceramiczym "grobowcu".

    Zanim przejdziemy do problemu powstawania gatunkow, ktory to problem i jego metodyka stanowi esencje teorii ewolucji znanej takze pod nazwa neo-darwinizmu,  pozbierajmy fakty dotyczace powstania Ukladu Slonecznego oraz zycia na Ziemi. Oficjalna wersja wydarzen mowi, ze jakies 5 miliardow lat temu (czyli 5 x10^9 lat) powstal nasz uklad planetarny wokol Slonca jako gwiazdy cetralnej. Skad to wiemy?
    Jak wykazaly pomiary wieku najstarszch skal metoda radiometryczna owe skaly istnialy na Ziemi jakies 4.7 x10^9 lat. Czy sa to dane wiarygodne? Niekoniecznie ! Ocena wieku skal metoda radiometryczna wymaga stwierdzenia zawartosci w skale pierwiastkow pochodych do dlugozyciowych pierwiastkow rodzimych. Stezenia tych indykatorow wieku w skale sa bardzo male (rzedu kilku gramow w tonie). W dodatku wiemy (o czym dalej napisze), ze wiekszosc materii ziemskiej jest pochodzenia pozaslonecznego. Nasz uklad planetary powstal w wyniku nie-elastyczego zderzenia asteroidu pochodzacego z rozpadu gwiazdy supernowej z naszym Sloncem. Dzieki temu planety Ukladu leza niemal dokladnie w plaszczyznie zderzenia, ktora jest ekliptyka.

  Schematyczny obraz tego bardzo rzadkiego w skali kosmicznej zdarzenia przedstawiony jest na rysunku.

 W pewnym odleglym momencie przeszlosci Slonce padlo ofiara zderzenia z podrozujacym przez Kosmos fragmentem materii powstalym w wyniku wybuchu gwiazdy supernowej. Fragment ten niosl w sobie wszystkie pierwiastki ciezkie (ciezsze od zelaza), ktore w Sloncu nie mogly byc zsyntetyzowane. Byla to potezna bryla o masie okolo 3x10^29 kg, gestosci rzedu 5.5 Mg/m^3  i predkosci wzgledem Slonca wynoszacej okolo 320 km/sec. Parametr zderzenia wynosil okolo 350x10^6 m. Podczas zderzenia pocisk ow ulegl powierzchniowemu stopieniu (podczas przejscia przez wnetrze materii sloneczej) oraz fragmentacji. Opuszczajac atmosfere sloneczna fragmenty stopionej supernowej utworzly, wraz z materia zabrana ze Slonca, trzy planety "ciezkie" : Merkurego, Wenus i Ziemie i byc moze takze zalazek Marsa. Wychodzac ze Slonca ow pocisk wypchnal takze materie gazowa pochodzenia slonecznego (sklad glownie H, He, i lod), ktora utworzyla serie planet gazowych (tzw. zewnetrznych) takich jak Jowisz , Saturn, ran, Neptun i Pluton.

 Ow asteroid podrozowal przez dluzszy czas przez kosmiczna proznie i w tym czasie jadace na nim ciezkie pierwiastki promieniotworcze  wytwarzaly lzejsze pierwiastki pochodne, ktore oczywiscie po kolizji ze Sloncem, stopieniu i wymieszaniu z materia pobrana ze Slonca  staly sie materialem ziemskim. Ziemia byla w tym czasie stopiona kula zlozona z roznych pierwiastkow.  Skad to wiemy? Wskazuje na to stratyfikacja warstw o roznej gestosci (struktura cebulowa) wzdluz promienia Ziemi  oraz jej kulisty ksztalt wskazujacy na plyn, ktory formowal sie pod wplywem napiecia powierzchiowego warstwy zewnetrznej, ktora stygla najszybciej. Asteroidy stale moga miec ksztalty dowolne ( i takie maja). Na to aby powstal obiekt  astronomiczny o symetrii sferycznej jego materia musi byc chwili formowania w stanie plynnym. Co wiecej wystrzelona ze Slonca materia posiadala wysoka temperature - rzedu 7000 K co powodowalo, ze byla ona raczej mieszanina gazowa pierwiastkow a nie plynem stopionych zwiazkow chemicznych takich jak na przyklad tlenki. W wysokich temperaturach wiazania chemiczne ulegaja bowiem rozerwaniu (znanemu jako dysocjacja termiczna) zwlaszcza wtedy gdy, tak jak we wnetrzu Slonca, znajduja sie one pod dzialaniem wysokoenergetycznego promieniowania elektromagnetycznego. Synteza zwiazkow chemicznych a zwlaszcza tlenkow metali, krzemu,wegla i wodoru, a takze siarczkow, weglikow, krzemkow i  azotkow, nastapila dopiero po opuszczeniu atmosfery slonecznej i schlodzeniu przyszlych planet przez promieniowanie. W tym czasie nastapilo tez rozdzielenie atmosfery od powierzchni planety. Nasza Ziemia byla jak sie wydaje ze stanu obecego, planeta wyrozniona, na ktorej pozostaly olbrzymie ilosci wody pochodzace zapewne z syntezy wodoru i tlenu zabranych z materii slonecznej. Obfitosc pary wodnej naswietlonej wysokoenergetyczym promieniowaniem sloneczym byla tez glowna przyczyna powstania tlenu (czyli utleniajacej pra-atmosfery). Wodor bowiem jako gaz najlzejszy byl w stanie uciec z atmosfery ziemskiej w Kosmos. Tlen , azot i gazy szlachetne nie mogly tak latwo pokonac przyciagania formujacego sie juz ciezkiego jadra Ziemi mimo tego, ze temperatura naszej planety byla jeszcze bardzo wysoka- rzedu temperatur wnetrza pieca hutniczego. W miare uplywu czasu plynna materia ziemska ulegla stratyfikacji: wiekszosc pierwiastkow ciezkich o duzej gestosci utworzyla jadro (wewnetrzne) kuli ziemskiej wokol, ktorego uplasowaly sie kolejne warstwy o stopniowo malejacej gestosci i coraz nizszej liczbie atomowej wchodzacych w ich sklad pierwiastkow. My obecnie znajdujemy sie na tak zwanej skorupie ziemskiej, ktora wlasciwie jest analogiem "szlaki" wystepujacej w piecu hutniczym. Dokladniejszy obraz budowy kuli ziemskiej przedstawiam na rysunku.
Wszysko co faktycznie i bezposrednio wiemy o budowie i skladzie Ziemi ogranicza sie do  bardzo waskiej (glebokosc ok. 30km) warstwy wierzchniej zwanej skorupa. I tu zreszta nasza wiedza jest niepelna gdyz najglebsze kopalnie nie maja wiecej niz pare kilometrow glebokosci. To co jest i dzieje sie glebiej jest wynikiem spekulacji teoretycznych oraz pomiarow posrednich - takich jak rozchodzenie sie fal sejsmicznych.
Jak sie wydaje Wielki Konstruktor odgrodzil nas od jadra Ziemi warstwa szkliwa zwanego oliwinem (MgSiO3 x MgO). Glebiej lezy jadro zewnetrzne, ktore jest plynem zlozonym zapewne z mieszaniny stopionych metali o nieznanych proporcjach.Sa nimi zapewne metale ciezkie takie jak uranowce :
   Uran (temp.topnienia 1408 K , gestosc 19.1 g/cm^3), Pluton (temp.topn. 913K, gestosc 19.8 g/cm^3) oraz metale szlachetne: Zloto  (temp. topn. 1337K, gestosc 19.3 g/cm^3), Srebro (temp.topn. 1225K, gestosc 10.5 g/cm^3),  a  takze bardziej pospolite metale takie jak  Zelazo (temp.topn. 1811K, gestosc 7.81 g/cm^3) czy Nikel (tepm.topn. 1728K, gestosc 8.9 g/cm^3) .
   W rdzeniu Ziemi znajduje sie jadro wewnetrzne, o ktorym wiemy tylko tyle, ze jest cialem stalym. Mozna sadzic, ze sklada sie ono z platynowcow takich jak:
    Osm (temp.topn. 3306K, gestosc 22.5 g/cm^3), Iryd (temp.topn. 2720K, gestosc 22.5 g/cm^3), Ren (temp.topn.  3495K, gestosc 15.4 g/cm^3), Platyna (temp.topn. 2045K, gestosc 21.45 g/cm^3), Tor (temp.topn. 2118K, gestosc 11.2 g/cm^3), i zapewne metale ziem rzadkich.

  Wszystkie podane wyzej dane dotycza wlasnosc pierwiastkow pod cisnieniem atmosferycznym. Wiemy jednak, ze metale zarowno w stanie stalym jak i stopionym sa malo scisliwe. Jak wygladaja ich temperatury topnienia we wnetrzu Ziemi to trudno powiedziec gdyz mimo powszechnie panujacej opinii mowiacej, ze cisnienia wewnatrz jadra sa wysokie nie mamy na to przekonywujacych dowodow. Jadro otoczone jest bowiem gruba warstwa szklistego plaszcza co powoduje, ze jadro jest "samonosne" - jego cisnienie wewnetrzne nie jest zwiazane z naciskiem materii znajdujacej sie nad nim. Jadro znajduje sie w czyms w rodzaju batyskafu czy jaskini i warunki w nim panujace zaleza wylacznie od materii znajdujacej sie wewnatrz.

  
    Jak swego czasu pisalem (http://bobolowisko.blogspot.com/2010/12/bijace-serce-gei.html ), w mojej (i nie tylko mojej) opinii jadro zewnetrzne dziala jako periodyczny, powielajacy reaktor jadrowy, ktory dostarcza dodatkowej, procz Slonca, energii cieplnej ogrzewajacej nasza planete. Wskazuje na to periodycznosc okresow zlodowacenie obserwowanych przez glacjologow wciagu ostatnich 700 000 lat.
Jak widac na rysunku cykl energetyczny wykazuje okres ogrzewania i wzrostu temperatury trwajacy z grubsza 20 000 lat poprzedzony 130 000 letnim okresem oziembiania. Reaktor w czasie pracy ulega "zatruciu" produktami rozpadu o duzym przekroju czynnym na wychwyt neutronow. To powoduje zatrzymanie reakcji na jakies 130 000 lat, w ktorym to czasie produkty rozpadu sa usuwane droga dyfuzji do plaszcza i reakcja zostaje wznowiona. Jest to bardzo skuteczny sposob na odnowienie powierzchni Ziemi oraz likwidacje znacznej czesci biosfery. W tej chwili znajdujemy sie wlasnie w poczatkach okresu zlodowaceniowego co jest zreszta zaznaczone na rysunku.
 
Zycie na Ziemi jest  likwidowane takze droga okresowych (co 26x 10^6 lat, patrz D.M. Raup "The Nemesis Affair", 1986 ) bombardowan asteroidami. Na zalaczonym wykresie pochodzacym z dziela wyzej wspomianego pokazane sa  wielkie wymarcia pojawiajace sie wedlug Raupa co 26x10^6 lat  a wywolane okresowa wizytacja gwiazdy Nemesis albo planety X. Na wykresie brak jest wymarc o numerze cyklu 5 i 7 co moze oznaczac, ze albo jeszcze ich nie odkryto albo tez zblizenie niszczacych cial niebieskich nie spowodowalo wyjatkowo wiekszych zniszczen na Ziemi. Skala czasu wynosi 300 mln lat  przed chwila obecna a dokladnosc okreslenia czasu katastrof zaznaczona jest horyzontalna granica bledu.
   Jedno z takich zderzen zaowocowalo takze spekaniem plaszcza czyli oliwinowej powloki jak otacza jadro. Przez pekniecia wydostalo sie sporo materialu rozszczepialnego, ktory powedrowal az na powierzchnie Ziemi tworzac tam "kaluze reaktorowa", ktora dzialala przez pare milionow lat. Taki naturalny i samorzutnie niegdys pracujacy reaktor jadrowy znaleziono w Gabonie, w roku 1972, w kopalni w Oklo. Czas jego pracy oceniono na jakies 2 mld (2x10^9) lat przed chwila obecna. Jest calkiem mozliwe, ze istnieje na skorupie Ziemi wiecej tego rodzaju pozostalosci badz nawet ciagle dzialajacych "kaluz" reaktorowych. Za istnieniem reakcji jadrowej w jadrze zewnetrznym przemawia takze duza procentowo zawartosc izotopu He-3 w stosunku do He-4  jaka obserwujemy w gazie ziemnym. Isotop He-3 jest produktem rozpadu beta trytu (H-3) , ktory jest izotopem krotko-zyjacym a powstajacym w reakcji neutronu z wodorem z wody (za posrednictwem deuteru).

   Te okresowe katastrofy mowia nam jednak takze o tym, ze rozwoj zycia na ziemi i generacja nowych gatunkow nie jest prawdopodobna droga powolnych zmian genotypu kontrolowanych przydatnoscia w walce o byt.  Okresy zmian cieplo-zimno sa bowiem zbyt krotkie aby mechanizm darwinowski mogl skutecznie tworzyc nowe rodzaje metoda kumulacji mutacyjnych modyfikacji. Jesli wezmiemy pod uwage wspomniane wyzej liczne katastrofy, jakie trapily nasza Ziemie i jej biosfere to wynika z tego, ze to raczej tworca teorii katastrof, baron Jerzy  Cuvier mial racje gdy pisal:" Swiat zwierzecy we wczesniejszych epokach Ziemi byl zbudowany wedlug tych samych zasad jak dziesiejszy. Wsrod rozmaitych teorii o pochodzeniu organizmow nie ma bardziej nieprawdopodobnej niz ta,  wedlug ktorej poszczegolne formy zwierzat powstaly w wyniku stopniowego rozwoju... Jesli ta hipoteza mialaby byc sluszna to wowczas powinno by sie rowniez znajdowac slady takiego stopniowego przeksztalcania. Tymczasem jak dotad ani jedna poszlaka na to nie wskazuje. Dlaczego we wnetrzu  Ziemi nie zachowaly sie zadne swiadectwa takiej genealogii? Poniewaz nie istnialy, a gatunki w dawnych epokach byly tak samo niezmienne jak dzis...".

  Odmienny punkt widzenia  prezentuje obecna forma teorii ewolucji naturalnej znana pod nazwa neo-darwinizmu. Jej zaleta jest koncepcyjna prostota. Niestety jest to tez jej jedyna zaleta. Zgodnie z teoria ewolucji biosfera wylonila sie i uksztaltowala  na Ziemi w ciagu miliardow lat poczynajac od stworzen jednokomorkowych, ktore powstaly w wyniku przypadkowych syntez zwiazkow chemicznych zachodzacych w zbiornikach wodnych pra-Ziemi. Motorem rozwoju byly przypadkowe mutacje zachodzace w DNA organizmow zywych. Jesli mutacje te powodowaly to, ze potomstwo zmutowanego organizmu mialo pewna przewage w utrzymaniu sie przy zyciu i wytworzeniu liczniejeszego potomstwa to ta wersja organizmu z biegiem czasu opanowywala caly habitat jej dostepny. Tak wiec srodowisko i walka o byt stanowily naturalne sito selekcjonujace organizmy jakie obserwowano w kolejnych epokach biosfery ziemskiej. Wedlug teorii ewolucji wszystkie organizmy zywe - czy sa nimi zwierzeta czy rosliny- pochodza od wspolnego przodka. Na tej koncepcji oparte jest "drzewo" biosfery, ktorego galezie odpowiadaja roznym gatunka zwierzat i roslin jakie obserwujemy obecnie (i jakie istnialy w przeszlosci).
 Zalaczony rysunek , pochodzacy z ksiazki noblisty (bio-medycznego), prof. Christiana de Duve "Singularities" (Cambridge University 2005) pokazje jedna galaz tego drzewa dotyczaca rozwoj homoidow.Zdaniem dostojnego noblisty wszystkie znane paleo-homoidy a takze homo sapiens sapiens (czyli my) wyewoluowaly z pra-szympansa przez okolo 8 milionami (8x10^6) lat. Na osi pionowej podana jest pojemnosc mozgu poszczegolych homoidow. Jak widac neadertalczyk (zapewne jasowlosy i niebiesko-oki slodki brutal) byl gatunkiem najinteligetniejszym, na co zreszta wskazuja budowle neolityczne, nie do zrobienia nawet obecnie dla homo sapiens sapiens bez skomplikowaych maszyn budowlanych. Nie mniej to nie on jest obecnie "korona stworzenia" gdyz wymarl z nieznanych powodow jakies 50 000 lat temu. Autor nie wyjasnia  czy i jakie konkretnie homoidy wywodza sie np. od pra-goryla czy pra- orangutanga. Obserwujac tlum wielorasowy jaki wystepuje w USA moge sie jednak domyslac tych odleglych pokrewienstw sadzac po danych taksometrycznych.Galaz rodzaju homoidow przedstawiona na rysunku jest tez interesujaca z tego powodu, ze wypisane po prawej stronie nazwy gatunkow kopalnych (i jednego istniejacego wspolczesnie -homo sapiens sapiens) reprezentuja wg. ewolucjonistow kolejne mutacje "podstawowego homoida" reprezentowanego przez wznoszaca sie linie przerywana drzewa genealogicznego homoidow. Jesli chodzi o gatunki wspomniane to istnieja ich bardzo nieliczne szczatki szkieletow. Nie ma natomiast zadnych sladow paleobiologicznych przedstawicieli owego rdzenia homoida. Jest to zreszta typowe dla spekulacji jakie uprawia neo-darwinizm i znane pod nazwa "brakujacych ogniw" lancucha ewolucji.
   Podstawowa wada teorii ewolucji jest to, ze jej zwolennicy nie sa w stanie podac mechanizmu proponowanych przez siebie procesow. Owszem, mutacje wystepuja - i sa najczesciej szkodliwe dla gatunku (patrz choroby genetyczne) oraz niszczone przez organizm rodzicielski (uklad odpornosciowy czy mordowanie "nieudanego potomstwa" przez rodzicow). Srodowisko stanowi tez sito populacji eliminujace osobniki o mniejszej zdolnosci przetrwania. Ale sito to dziala w kierunku zmniejszenia puli dostepnych dla gatunku genow a nie w kierunku wprowadzenia nowych i radykalnych zmian genotypu. W przypadku slynnej angielskiej cmy o ciemnym i jasnym odcieniu ubarwienia, srodowisko w formie zasmolenia kory drzew moglo istotnie wplynac na liczebnosc poszczegolnych odmian. Ale w dalszym ciagu "podobne rodzilo podobne" . Ptaki mogly usunac z populacji wersje jasniejsza cmy i tym samym zubozyc dostepna pule genow dla tego owada - ale to wszystko. Jak dotad nieznany jest fakt zmiany rodzaju zwierzecia wynikajacy z mutacji wyjsciowego genotypu. Z cmy nie powstaje osa ani z psa kot ani tez z kolorowych rodzicow ludzkich nie rodzi sie dziecko rasy bialej. I tak jest nie tylko w naturze ale takze w warunkach laboratoryjnych gdzie mozemy przyspieszac i inicjowac bieg zdarzen.

  Podobny brak komfortu teoretycznego przejawia ide powstania materii zywej z mieszaniny zwiazkow chemicznych istniejacych w skorupie pra-Ziemi. Wiemy, ze pewne ilosci (chyba osiem z dwudziestu) aminokwasow bioracych udzial w istotnych dla zycia biopolimerach udalo sie zsynteteyzowac ze zwiazkow prostszych operujac zmianami cisnienia i wyladowaniami elektrycznymi. Ale aby ten wynik uzyskac konieczne bylo bardzo staranne dobranie warunkow takiej "losowej" syntezy. W chwili obecnej chemicy-organicy sa w stanie zsynteteyzowac wiekszosc biologicznie waznych makromolekul ale syntezy takie nigdy nie sa jednostopniowe i wymagaja wielu krokow posrednich a przede wszystkim znajomosci budowy zwiazku, ktory zamierzamy uzyskac. Nie ma mowy o tym aby tak skomplikowane zwiazki powstaly droga losowych zderzen nieelastycznych w roztworach!


   Jak wiemy obecnie rozwoj organizmu i jego cechy sa zdeterminowane przez kod genetyczny. Jest to zapis wlasnosci oraz instrukcja budowy jednoczesnie a z punktu widzenia czlowieka wspolczesnego jest to przekaz informatyczny o  komplikacji daleko przekraczajacej wszystkie kody komputerowe jakie dotad napisano na Ziemi. Nie ma najmniejszej szansy na to, aby kod o takiej zlozonosci powstal samorzutnie droga stopniowych zmian losowych jakiegos kodu wyjsciowego. Tak zreszta jak nie ma nadzieji na to aby moj kot napisal powyzszy tekst chodzac losowo po klawiatutrze komputera.
  Nie chce tutaj przedluzac wywodu, ktory i tak przekroczyl ramy felietonu. Ale moim zdaniem rozwoj zycia na Ziemi nie mogl powstac droga zwana przez teoretykow ewolucja jako "naturalna". Wszystko wskazuje na to, ze konieczna byla interwencja jakiejs inteligencji wyzszej.

12 comments:

Inspektor Lesny said...

eoretykow ewolucja jako "naturalna". Wszystko wskazuje na to, ze konieczna byla interwencja jakiejs inteligencji wyzszej.
----------------------------------
Proponuje, by Gospodarz ta mysl rozwinal. Bo zapowiada sie ciekawie. Taki dreszczowiec na temat Genesis.
I nie jest to ironia z mej strony. Istotnie, wiecej nie wiemy, niz wiemy, a naukowcy bronia swych pogladow, jak by wiedzieli wszystko na pewno. Wszystkie zas teorie maja slabe punkty. Jesli Swiat istnial od zawsze, to czy zawsze byl w nim taki porzadek jak dzis? Zawsze sie rozszerzal?

Bobola said...

@Inspektor

Pisze o ewolucji biosfery ziemskiej a nie o kosmologii. Jesli chodzi o Kosmos to nawet obecnie istnieja zwolennicy teorii stanu stacjonarnego (ja do nich naleze ale to znaczy niewiele bo nie jestem astrofizykiem). Powazniejsze osoby to Hoyle i Narlikar. Moim zdaniem to, co bierzemy za rozszerzanie sie Kosmosu jest iluzja spowodowana powstaniem Ziemi w okreslonycm czasie historii wszechswiata. To powoduje, ze swiatlo jakie do nas dociera obecnie pochodzi z "przeszlosci" kiedy stala Plancka miala wartosc wieksza od tej niz ma obecnie. Nawet ta zalezosc wyprowadzilem w http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/legendy-astrofizykow.html.
Stala Plancka jest bowiem dosc osobliwa stala fizyczna - nie jest zwiazana bezposrednio z jakims zjawiskiem mierzalnym a tylko stanowi wygodna "jednostke" przestrzeni fazowej. Oczywiscie nie mam pojecia jaka jest przyczyna jej zaleznosci od czasu ale tez nikt nie wie co spowodowalo nagromadzenie energii w pewnym punkcie przestrzeni i co zainicjowalo "Wielki Wybuch".

Krzysztof Galos said...

Powiela Pan Profesor mity i argumenty kreacjonistów. Wszystkie zostały obalone przez takich współczesnych piewców darwinizmu jak Dawkins i to językiem tak prostym, że może go zrozumieć nastolatek.

Rozumiem, że jest Pan doskonałym fizykiem teoretycznym i prawdopodobnie przestudiował Pan ogromny fragment literatury z tej dziedziny, a nawet miał swój własny, spory wkład w tę dziedzinę nauki. Ile czasu poświęcił Pan na studiowanie problemów biologii, choćby darwinizmu, który próbuje Pan tutaj podważyć?

Założę się, że wyśmiałby Pan próby podważenia niektórych teorii fizycznych, których jest Pan zwolennikiem, jeśli czyniłby je ktoś niekompetentny, kto zapoznał się z kilkoma tendencyjnymi publikacjami w temacie. Tym bardziej, jeśli wychodziłby z naiwnych założeń sprzecznych ze współczesną metodyką badawczą obalania hipotez.

Sporo wybitnych naukowców i noblistów mężczyzn ulegało i ulega pokusie wypowiadania się w tematach, o których mają tylko niewielkie pojęcie, jako autorytety i eksperci. Psychologia dość dobrze opisała podłoże podobnych zachowań.

Proszę wybaczyć, że wytykam drzazgę w pańskim oku. O ile jednak zaproponowana przez Pana hipoteza o sercu gai jest intrygująca i jestem w stanie zaufać Pana obliczeniom, nawet jeśli ich nie rozumiem (nawet pozwoliłem sobie zacytować kiedyś pańskie wpisy w polskojęzycznej Wikipedii), o tyle pańskie rozważania na temat ewolucjonizmu biologicznego mają dla mnie podobną wartość, jak rozważania tego typu katechetów czy kapłanów.

Proszę nie odbierać tego osobiście, ale zaufam w tej kwestii raczej Dawkinsowi.

Bobola said...

@Galos

Jak i przy inych okazjach tak i tutaj pisze dlaczego stawiam takie a nie inne tezy. To ze Dawkins czy Darwin uwazaja inaczej nie zmienia mojej opinii. Darwin jest klasykiem i jego teoria ewolucji nie wyjasnia tego co twierdzi, ze wyjasnia. Owszem, srodowisko wplywa na biosfere ale selekcja dziala w kierunku zmniejszania zbioru genow dostepnego danemu gatunkowi. Inaczej mowiac wyostrza rozklad genow czy alleli dostepnych dla danego gatunku czy rasy. Nie moze natomiast wprowadzic nowego rodzaju zwierzecego gdyz to wymaga wzbogacenia dostepnego dla gatunku zbioru genow czyli jego DNA o nowe geny i instrukcje budowy nowego typu organizmu. Nowe rodzaje maja bowiem odmienna strukture , ktora musi byc wprowadzona do genotypu gatunku wyjsciowego.
Nie pisze Pan, z ktora z moich tez Pan sie nie zgadza wiec nie moge odpowiedziec na pytania nie zadane konkretnie. W zyciu zajmowalem sie analiza ukladow roznego rodzaju. Neodarwinizm jest hipoteza bardzo slabo uzasadniona pod wzgledem merytorcznym i w gruncie rzeczy jest tylko propaganda naukowego ateizmu. Bardzo wielu biologow ma do tego pogladu powazne zastrzezenia. Wymienie tu tylko Francisa Crick'a (autora "Istota i pochodzenie zycia",PIW 1992), Michael'a Behe ("Darwin's Black Box" Simon &Schuster,1996, "The edge of ewolution- the search for the limits of darwinism", Free Press 2007), Walter J ReMine "The biotic message" St.Paul Science Publ. 1993 ). Ogolny wniosek tych prac jest taki, ze biosfera i rodzaje zwierzat i roslin jakie ja populuja nie mogla powstac droga bezplanowa z przyrody nieozywionej.

Krzysztof Galos said...

Żałuję, że moja wiedza w tym temacie jest jeszcze mniejsza niż Pańska. Mimo to nie omieszkam użyć kilku kontrargumentów.

"Nie moze natomiast wprowadzic nowego rodzaju zwierzecego gdyz to wymaga wzbogacenia dostepnego dla gatunku zbioru genow czyli jego DNA o nowe geny i instrukcje budowy nowego typu organizmu."

Otóż nie. Wspomnę choćby o zjawisku poziomego transferu genów (horizontal gen transfer). Geny mogą przemieszczać się między różnymi gatunkami, np. za sprawą prokariontów. Nie wiem, czy słyszał Pan o chwastach, jakie ponoć pojawiły się na polach, gdzie stosuje się pewne odmiany kukurydzy GMO odpornej na glifosat. Niektóre chwasty przejęły geny odpowiedzialne za odporność roślin GMO. Do transferu doszło w ciągu niespełna kilku dekad.

No i losowe mutacje, które pojawiają się w wyniku różnorodnych czynników. Ciekawym przykładem wspominanym m. in. przez Dawkinsa są latimerie, współcześnie żyjące ryby, które prawdopodobnie nie uległy zmianom genetycznym przez dziesiątki milionów lat. Ich główne środowisko znajduje się głęboko w abisalu, gdzie nie dociera promieniowanie kosmiczne. Promieniowanie to stanowi ważny czynnik mutagenny dla DNA.

Wspominał Pan w wielu wcześniejszych wpisach o słabnących ziemskim polu magnetycznym, które stanowi naturalną barierę dla promieniowania kosmicznego. Zjawisko to miałoby mieć charakter cykliczny w ziemskiej chronologii. Napędzałoby ono ewolucję biologiczną.

" male populacje "mutantow" sa skazane na zanik o ile nie sa one od razu wystarczajaco liczebne by osiagnac prog stabilnosci badz go przekroczyc. "

Dawkins mówi o kumulacyjnym charakterze drobnych zmian ewolucyjnych. Wystarczy, że w populacji pojawi się drobna, korzystna cech genetyczna, która daje osobnikom statystyczną przewagę rzędu powiedzmy 1%. W odpowiednio długim czasie liczba "mutantów" posiadających tę cechę będzie wzrastać stopniowo. U ludzi przykładem są geny umożliwiające trawienie laktozy, mukowiscydoza, która być może była dziedziczona częściej, bo dawała większą odporność na czarną ospę, skłonność do reumatyzmu, powiązana w jakiś sposób z odpornością na gruźlicę, wreszcie geny regulujące u ludzi rozmiar mózgu, mikrocefalina i ASPM, których mutacja prowadzi do małogłowia. Ostatni wariant genu mikrocefaliny pojawił się 37 tys. lat temu - co według antropologii zbiegło się z pojawieniem ludzi kulturowo już nam podobnych, a najnowszy wariant ASPM zmutował 5800 lat temu, gdy pojawiło się m. in. piśmiennictwo.

Większa inteligencja wydaje się być ważnym czynnikiem warunkującym przetrwanie. Wymienię choćby przykład Żydów Aszkezyjskich, u których średnie IQ jest wyższe bodajże o całe odchylenie standardowe, co niektórzy badacze wiążą z pewnymi mutacjami w obrębie genów warunkujących wielkość mózgu. Mimo całego wysiłku nazistów i całego współczesnego antysemityzmu, "mutanci" wciąż istnieją zajmując najważniejsze stanowiska naukowe, polityczne a nawet sportowe.

Krzysztof Galos said...

Wracając do mutacji:

"Przez pekniecia wydostalo sie sporo materialu rozszczepialnego, ktory powedrowal az na powierzchnie Ziemi tworzac tam "kaluze reaktorowa", ktora dzialala przez pare milionow lat."

promieniowanie radioaktywne to silny czynnik mutagenny. Jeśli bombardowanie asteroidami zabijało w przeszłości większą część gatunków, uwalniały się nisze ekologiczne, a wspomniane przez Pana kaluzy były źródłem przyspieszonych mutacji. Osobniki nieprzystosowane szybko ginęły w takich warunkach, pozostawiając miejsce "mutantom".

" Te okresowe katastrofy mowia nam jednak takze o tym, ze rozwoj zycia na ziemi i generacja nowych gatunkow nie jest prawdopodobna droga powolnych zmian genotypu kontrolowanych przydatnoscia w walce o byt. "

Wielu darwinistów używa tego samego argumentu do potwierdzenia teorii ewolucji. To właśnie okresowe katastrofy, gdy pojawiały się czynniki mutagenne i uwalniały kolejne nisze ekologiczne, napędzały ewolucję biologiczną. Krótkie okresy glacjałów miały też być ważnym czynnikiem, faworyzującym inteligencję u wczesnych przedstawicieli homo. Proszę zauważyć, że np. szympansy nie posunęły się zbytnio w ewolucji prawdopodobnie od paru milionów lat, gdy ich linia rozwojowa miała oddzielić się od naszej. Żyją one w okolicach równikowych, które wydają się być mniej wrażliwe na okresowy zmiany temperatur.

"Z cmy nie powstaje osa ani z psa kot ani tez z kolorowych rodzicow ludzkich nie rodzi sie dziecko rasy bialej."

Pomijając skrajne przypadki, gdy rzeczywiście w wyniku mutacji rodzą się albinosi, wystarczyłaby tylko delikatna zmiana fenotypu skóry u ludzi czarnych, powiedzmy o 5%, która byłaby niezauważalna dla większości osobników w populacji. Już ta drobna zmiana nieco poprawia syntezę witaminy D w skórze, a hormon ten odpowiada m. in. za płodność. Osobnik tylko o odrobinę jaśniejszej skórze mógłby zyskać przewagę statystyczną, która w perspektywie wielu pokoleń upowszechniłaby jego geny. I tak dalej. Na tym właśnie polega charakter zmian kumulacyjnych.

Bobola said...

@Galos
Ciesze sie, ze zechcial Pan podjac dyskusje merytoryczna. Na przyszlosc proponuje aby punkty odniesienia zaznaczac cyfrowo (np 1). Dla zaznaczenia do jakiego punktu odniose moja odpowiedz obecnie po prostu ja zacytuje . A wiec 1)"Otóż nie. Wspomnę choćby o zjawisku poziomego transferu genów (horizontal gen transfer). Geny mogą przemieszczać się między różnymi gatunkami, np. za sprawą prokariontów. Nie wiem, czy słyszał Pan o chwastach, jakie ponoć pojawiły się na polach, gdzie stosuje się pewne odmiany kukurydzy GMO odpornej na glifosat. Niektóre chwasty przejęły geny odpowiedzialne za odporność roślin GMO. Do transferu doszło w ciągu niespełna kilku dekad. "
Podany przyklad odnosi sie do wynikow wspolczesnej inzynierii genetycznej. Jest to wiec ewolucja sterowana a nie naturalna. Aby wyjasnic powstawnie nowych rodzajow zwierzat z jakiegos pra-przodka musimy zauwazyc, ze kazde stworzenie posiada w swoich komorkach informacje zawarta w kodzie genetycznym. Kod ten zawiera nie tylko wszystkie cechy fizyczne organizmu ale takze instrukcje jego konstruowania. Jest to jakby polaczenie oprogramowania z instrukcja budowy platformy komputera. Kod ten jest dla nas nieczytelny ale jest on czytelny dla czytnikow wewnatrz komorki. Jesli komorka jest w stanie dostarczyc materialy budowlane to rozwoj organizmu moze postepowac. Kazdy organizm posiada pewien zespol cech oraz pewna instrukcje rozwoju przestrzennego. Jesli chcemy zmienic rodzaj (np psa na kota) to musimy nie tylko przeniesc pewne cechy ale takze zmodyfikowac instrukcje budowy tak aby wytworzyc organizm nowy, rozniacy sie od wyjsciowego i cechami i budowa. Mutacje punktowe wywolane np radiacja moga zmodyfikowac organizm ale cechy te najczesciej sa szkodliwe i aby mogly byc przeniesione musza wystapic w komorkach plciowych podczas zaplodnienia. To moze sie zdarzyc ale szansa nie jest duza gdyz wymaga zlozonej sekwencji wydarzen. Dlatego widzimy dlugie okresy kiedy "nic sie nie dzieje".
Dlatego uwazam, ze ewolucja istot zywych wymaga raczej katastrof biosfery niz kumulacji zmian.

Bobola said...

2)Mam wrazenie, ze pod tym wzgledem sie zgadzamy bo pisze Pan "No i losowe mutacje, które pojawiają się w wyniku różnorodnych czynników. Ciekawym przykładem wspominanym m. in. przez Dawkinsa są latimerie, współcześnie żyjące ryby, które prawdopodobnie nie uległy zmianom genetycznym przez dziesiątki milionów lat. Ich główne środowisko znajduje się głęboko w abisalu, gdzie nie dociera promieniowanie kosmiczne. Promieniowanie to stanowi ważny czynnik mutagenny dla DNA "

Jesli chodzi o zyjace skamienieliny (jak latimeria) to jak wspomnialem wyzej rownanie bilansu dla gatunkow rozmnazajacych sie droga plciowa mowi nam, ze wymieranie jest podstawowym trybem postepowania w ewolucji. Mamy albo nie ograniczone w czasie wymieranie stopniowe malych populacji albo wzrost eksplozyjny i "smierc gwaltowna" po zdefiniownycm czasie. Jedynym mozliwym trybem pozostawania wiecznego jest sytuacja gdy populacja jest w stanie wyjsciowym identycznym ze stanem stacjonarnym. To zapewne przytrafilo sie latimeri i innym zywym zabytkom.
Moje rownanie mozemy ulepszyc piszac oddzielnie bilans dla samcow i samic ale nie wydaje mi sie aby to zmienilo wiele poza wzrostem komplikacji problemu.

3) Kazda populacja danego rodzaju zwierzat ma pewien osobniczy rozrzut cech (alleli). Dzieki temu rozrozniamy np ludzi czy psy danej rasy. Na to aby powstal nowy rodzaj zwierzecia zmiana cech i budowy musi byc znaczna . No i musi tez wystapic brak mozliwosci hybrydyzacji "odmienca" z populacja wyjsciowa. W przeciwnym wypadku odmiency wymra badz ich nowe cechy rozplyna sie w populacji.

Pisze Pan , ze trudniejsze warunki zycia sa motorem selekcji populacji inteligentniejszych. Jest to watpliwy argument bo po pierwsze wieksze jest prawdopodobienstwo ,ze organizm nie zdazy zareagowac na nieznany mu czynnik katastroficzny niz to ze znajdzie sposob aby go zneutralizowac. W obecnosci zagrazajacych zmian klimatycznych szympansy wykazaly wiekszy rozsadek pozostajac w strefie gdzie bylo cieplo i byla potrzebna im zywnosc niz organizmy emigracyjne.

Trzeba tez zapytac w jaki sposob korzystne dla biosfery bylo powstanie rozmnazania dwuplciowego i skad sie wzial w komorce jednokomorkowca DNA dopuszczajacy tego typu rozwoj w dalszych stopniach ewolucji biosfery. Jest to istotnie bardzo dobr sposob na mieszanie genow ale w jaki sposob srodowisko moglo go wyselekcjonowac jako tryb dominujacy tego nie moge sobie wyobrazic. Zwlaszcza gdyby mialo to nastepowac droga stopniowych zmian genotypu.

Krzysztof Galos said...

1. Proszę zauważyć, że nie mówię tutaj o samej modyfikacji kukurydzy, która rzeczywiście zaszła w warunkach laboratoryjnych. Mówię o przypadkowych wymieszaniu się genów odporności na glifosat organizmu GMO z chwastami, które zaszło w sposób naturalny (choć przyznaję, że informację tę posiadam z niezbyt pewnego źródła, więc nie ręczę za nią). Możliwe, że zaszło na drodze zapylenia lub z udziałem prostszych organizmów, grzybów, bakterii czy wirusów. Gdyby zechciał Pan zerknąć do dobrze uźródłowionego artykułu w Wikipedii na ten temat:

Horizontal_gene_transfer

jest tam znacznie więcej przykładów transferu naturalnego.

Rozumiem, że samorzutne mutacje zazwyczaj mają charakter negatywny i są niekorzystne dla organizmu. Proszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że statystycznie rzecz biorąc pewien drobny odsetek losowych mutacji mógłby mieć działanie korzystne. Pewne przykłady wymieniłem we wcześniejszych postach. Nie może Pan zaprzeczyć, że takie mutacje się pojawiają.

Zakładając, że datowanie chronologii Ziemi jest z grubsza prawidłowe, biosfera miała aż nadto czasu na "eksperymenty" i testowanie losowych mutacji. Dodatkowo, gdy w środowisku pojawiają się czynniki mutagenne - ogólna liczba losowych mutacji zwiększa się. Jeśli liczba mutacji pozytywnych i negatywnych wzrośnie proporcjonalnie, to będzie to oznaczać większą liczbę mutacji korzystnych i szybszy dobór naturalny.

Tak, jak Pan pisze - szansa nie jest duża, ale może się zdarzyć. Szansa trafienia w totolotka szóstki to 1:14 000 000, a zdarza się prawie codziennie. Dobór naturalny miał bardzo dużo czasu i możliwości w postaci różnorodnych środowisk, by nawet znacznie mniejsze prawdopodobieństwo dało widoczny efekt.

Dodatkowo częste katastrofy biosfery mogą być filtrem, który szybko pozbywa się słabszych jednostek, pozostawiając jedynie mały odsetek przystosowanych mutantów.

3. Budowa genetyczna musi różnić się znacznie. Jeżeli jednak przyjmie Pan tę możliwość, że drobne zmiany kumulują się w czasie, to po odpowiednio długim okresie okaże się, że te różnice właśnie są znaczne. Problem polega na tym, że potrzebny na to okres liczony jest w milionach lat. Piśmiennictwo w historii ludzkości, co sam Pan pisze, ma jakieś 6000 tysięcy lat. Życie pojedynczego człowieka około 80. Zgodnie z obowiązującą wiedzą rodzaj homo oddzielił się od wspólnego przodka z szympansami 5 milionów lat temu, a DNA różni się w mniej niż 6%. A należy podkreślić, że ewolucja człowieka była prawdopodobnie przyspieszona właśnie przez cykliczność glacjałów i kilka innych katastrof, jak wybuch superwulkanu Toby.

"No i musi tez wystapic brak mozliwosci hybrydyzacji "odmienca" z populacja wyjsciowa." - jest kilka mechanizmów ewolucyjnych, które to umożliwiają, np. efekt wąskiego gardła.

Krzysztof Galos said...

Natomiast ewolucjoniści rzeczywiście nie podali zadowalającego wyjaśnienia dla rozmnażania dwupłciowego jako preferowanego. Nie podali też konkretnych przyczyn występowania starzenia się u większości organizmów. No i nie wyjaśnili samego powstania życia z materii nieożywionej, co jest zdaje się świętym Graalem ewolucjonizmu biologicznego. Wciąż jednak te luki nie przeczą samej idei darwinizmu jako ciągu kumulacyjnych, losowych zmian.

Proszę też zauważyć, że o ile się nie mylę, to w ciągu ostatniego wieku nie powstała żadna poważna praca naukowa, podważająca idę ewolucji biologicznej jako takiej, co najwyżej pewne jej elementy.

Pozwoliłem też sobie sprawdzić prace autorów, których Pan wcześniej przytoczył. ReMine jest zdaje się elektronikiem, więc ma znacznie mniejsze kwalifikacje, by podważać teorię ewolucji niż Pan, jaki fizyk teoretyczny. Michael Behe to biochemik, co tylko luźno wiąże się z ewolucjonizmem.

Natomiast Crick, który z nich wszystkich posiada największe kwalifikacje, szeroką wiedzę z zakresu genetyki potwierdzoną zresztą Noblem, nie podważa samej idei doboru naturalnego i rozwoju życia. Z tego co się dowiedziałem, podważył on jedynie możliwość samorzutnego powstania życia z materii nieożywionej. Jednakże tak jak powiedziałem, oficjalny darwinizm także nie ma tutaj wiele do powiedzenia.

Krzysztof Galos said...

I jeszcze jedna kwestia, ponieważ kilkukrotnie stwierdził Pan, że pewne zjawiska związane z ewolucją biologiczną nie są niemożliwe, ale bardzo mało prawdopodobne:

Rare Earth hypothesis

Bobola said...

@Galos

Istotnie tak sie zdarza, ze wiekszosc ludzi, ktorzy maja watpliwosci co do sluszosci neodarwinizmu to przedstawiciele nauk scislych lub technicznych. Czasem takze sa to lekarze.Wiaze to z tm, ze jak mi mowi wlasne doswiadczenie z nauczania biologow, wiekszosc materialu ludzkiego, ktory studiuje ten kierunek nie posiada analityczego umyslu ani wystarczajacej wiedzy w dziedzinie nauk scislych aby byc w stanie odroznic ziarna od plew.
Jesli chodzi o prace podwazajace darwinizm to , sadzac po tym co napisal Behe - w koncu profesor na wydziale biologii , artykul krytyczny nie ma najmniejszch szans przejscia przez bariere referentow, korzy ze spokojem olimpiskim stwierdza, ze to co jest napisane przez dysydenta stoi w razacej sprzecznosci z teoria podawana w podrecznikach. Fakt, ze ktos chce podwazyc poglad przyjety powszechnie jest nie do przyjecia dla srodowiska.