Monday, June 21, 2010

Opowiem wam jak bylo...

    Wpadly mi w rece ostatnio dwutomowe wspomnienia gen. Mariana Zacharskiego "Wbrew regulom" i "Rosyjska ruletka" (Zysk i s-ka 2009, 2010). Zawieraja one wspomnienia z jego szpiegowskiej dzialalnosci w USA oraz pozniejszej kontrwywiadowczej aktywnosci po powrocie juz jako oficera UOP w III RP. Pod wzgledem literackim pierwszy tom jest napisany lepiej. Drugi, byc moze pisany zbyt szybko, jest przeladowany dokumentacja oraz monotonny w lekturze dzieki nadmiernej liczbie nic nie wnoszacych dialogow. Najwyrazniej Nasz Czlowiek w USA zdecydowal sie na eksperymentowanie w formie powiesciowej co nie wyszlo mu najlepiej. Ja osobiscie wole gdy opowiesci sugerujace dokument sa formulowane w krotkich, zolnierskich slowach i nie zawieraja nadmiaru nic nie wnoszacej dokumentacji. Powiedzmy sobie od razu, ze nasz bohater nie jest z nami calkiem szczery co zreszta jest zrozumiale biorac pod uwage jego profesje. Moja uwage zwrocily pewne niejasnosci dotyczace poczatkow jego kariery zarowno jako prawnika jak i oficera wywiadu. Jak sam utrzymuje, Zacharski nigdy nie byl czlonkiem partii a prace w wywiadzie MSW zaproponowanu mu po tym gdy po odrzuceniu dwoch propozycji pozostania na uczelni, z pomoca znajomosci ojca, uzyskal etat w centrali handlu zagranicznego Metaleksport. Czcigodny przodek byl zas patriota, bylym czlonkiem AK, lekko przesladowanym za dzialanosc reakcyjna, co jednak nie przeszkodzilo mu ukonczyc studia politechniczne ( w okresie bierutowskim czyli bledow i wypaczen!) po czym zajac kierownicze stanowisko w Sopockich Zakladach Przemyslu Maszynowego. Sam zas bohater juz w liceum (mowimy o latach 1966-68) mogl wyjechac do Anglii aby szlifowac znajomosc jezyka angielskiego. Tym, ktorzy sa zbyt mlodzi by pamietac te czasy przypominam, ze byly to czasy gomulkowskie, kiedy zwyczajni obywatele po pierwsze nie posiadali dewiz na prywatne wyjazdy a po drugie mieli dosyc watle szanse na dostanie paszportu. Odwilz nastapila dopiero na poczatku lat gierkowskich  (po 1970 r) kiedy wyjazdy byly mozliwe acz  w dalszym ciagu utrudniane a przydzial dewiz na wyjazd turystyczny ograniczal sie do niewielkiej sumy 50 USD ( 1USD = 100 zl w PEWEXie) na osoba, ktora to dotacje mozna bylo wykupic, o ile dobrze pamietam, raz na dwa lata.  Na to aby moc synowi pozwolic na takie ekstrawagancje ojciec Zacharski musial byc czlowiekiem bardzo dobrze widzianym w sferach opiniujacych. Jak sie wydaje jest tu cos czego autor nie dopowiada ale moim zdaniem wybor jego osoby jako kandydata na oficera MSW nie byl tak przypadkowy jak by to chcial zasugerowac. Co jednak jest interesujace, to stopien w jakim rozne centrale handlu zagranicznego a takze LOT byly traktowane jako przybudowki maskujace aparatu wywiadowczego PRL. Jak pisze autor byla pomiedzy tymi sluzbami pewna rywalizacja i podzial wplywow jesli chodzi o synekury w tych nominalnie cywilnych instytucjach. Na przyklad LOT pozostawal w gestii wywiadu wojskowego WSW i mozna podejrzewac, ze wielu jesli nie wszyscy pracownicy tej instytucji wysylani na dluzsze delegacje zagraniczne pelnili wiecej niz jedna role w kraju do ktorego byli wyslani. Podobnie bylo a moze i jest nadal z pracownikami Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zatrudnionymi w polskich ambasadach i konsulatach. Kazdy kto musial kiedykolwiek cos zalatwic w tych instytucjach wie z doswiadzczenia, ze dzialanosc nominalna nie jest najwieksza troska ich pracownikow. Kapitan Zacharski wyjechal do USA jako pracownik Metalexportu z zadaniem ozywienia eksportu produktow polskiego przemyslu obrabiarkowego. W dzialanosci tej byl istotnie niezwykle skuteczny a jako zamozny przedsiebiorca mial tez okazje poznac szereg osob, ktore posiadaly takze pewien potencjal jako zrodla informacji. W ten sposob poznal on tez Williama Bella, sfrustrowanego inzyniera z Hughes Aircraft Comp., ktory byl zrodlem  podstawowym jego informacji szpiegowskich i faktycznym tworca legendy Zacharskiego jako pracownika wywiadu.  Dzialalnosc Zacharskiego polegala na skorumpowaniu zadluzonego inzyniera, ktoremu zreszta placil niewspolmiernie malo do waznosci otrzymanych materialow. Wszyscy, ktorzy mogli by oczekiwac opisow dramatycznych ucieczek czy pogoni, wlamywania sie do sejfow czy innych atrybutow powiesci szpiegowskich beda rozczarowani. Zacharski , ten Mefistofeles SB, po prostu wcielal w zycie zasade "Kto smaruje ten jedzie". Jest tez warte uwagi, ze wszystkie te kradzione plany rakiet, radarow i innych obiektow  najwyrazniej do niczego sie nie przydaly jesli chodzi o rozwoj przemyslu obronnego badz innego w PRLu czy ZSRR. Jest to zrozumiale, bowiem istotnie ciekawe rozwiazania musza byc wynikiem projektow wlasnych a nie proba , zreszta na ogol nieudana, kopiowania rozwiazan zagranicznych. We wczesnych latach PRLu dostalismy do kopiowania rosyjska Pobiede - samochod bedacy kopia starego Forda i ten pojazd z minimalnymi zmianami produkowano przez dziesiatki lat bez najmniejszych znaczacych prob wyjscia poza czy tez rozwiniecia nowej produkcji. Wszystkie wydzialy samochodow i ciagnikow polskich politechnik jakos nie byly w stanie wyksztalcic inzynierow, ktorych byloby stac na cos wiecej niz bierne kopiowanie zachodnich pojazdow. Ulatwienia spowodowane wykradaniem zachodnich technologii faktycznie kastruja wynalazczosc rodzima i powoduja trwala obstukcje procesu myslowego w kraju. Widzimy to zreszta i teraz w Chinach Ludowych, ktore staly sie jedna wielka kopiarka produktow zaprojektowanych w krajach rozwinietych bez widocznego sladu chinskiej mysli technicznej. Dowodzi to tez niecelowosci wydawania duzych funduszy na rozwoj wywiadu, gdyz ten jak wskazuje historia rzadko tylko dostarcza informacji o jakiejkolwiek przydatnosci praktycznej. Nie jest to zreszta tylko moja opinia o czym wie kazdy, kto czytal kiedys powiesc Grahama Greena "Nasz czlowiek w Hawanie". Podobnym zreszta katastrofalnym niewypalem byla dzialalnosc Zacharskiego jako oficera kontrwywiadu UOP w III RP opisana w drugim tomie wspomnien. Nasz bohater zidentyfikowal owczesnego premiara Jozefa Oleksego jako pracownika Agentury Wywiadu Operacyjnego PRL oraz agenta KGB i FSB. Ta niedyskrecja nie spowodowala wiekszych klopotow Oleksemu (ktory stracil jednak stanowisko premiera III RP) ale uczynila Zacharskiego persona non grata w III RP i zmusila go do emigracji z kraju. Fakt, ze obecna elita polityczna jest, jak Zacharski okresla, calkowicie "przezroczysta" dla wywiadu rosyjskiego i amerykanskiego nie poniosl za soba jakichkolwiek konsekwencji. Ci sami ludzie z tymi samymi koneksjami nadal stoja u wladzy natomiast niefortunny "spycatcher" , ktory przejal sie swoja rola musial szukac innego miejsca zamieszkania.

5 comments:

MAGA said...

Nie dla nas maluczkich ,co sie "w swerach"dzieje
Historia nam pokazuje w jakiej to nieswiadomosci szaraczki sa trzymane.Choc wydawac by sie moglo ze teraz to czarne bialym,a ja widze miedzy wierszami rozne odcienie szarosci,i komu tu wierzyc-komu?

sebastian said...

Prawdy jak to było dowiedzą się nasze dzieci - jeśli się dowiedzą. Każdy wywiad na świecie woli raczej działać dyskretnie.Agent który tak paple na lewo i prawo jest jak dla mnie po prostu śmieszny i niewiarygodny w swoich wspomnieniach.

Bobola said...

Wspomnienia pracownikow sluzb wywiadu i kontwywiadu pojawiaja sie na calym swiecie. Czasem za zgoda odpowiednich sluzb a czasem i bez tej zgody. Jak jest z gen. Zacharskim tego nie wiem ale wstep napisal mu byly minister Milczanowski wiec najwyrazniej tresc ksiazki nie jest tajemnica dla osob zainteresowanych. Mysle, ze powinnismy mu byc wdzieczni za to, ze rozwiewa pracowicie tworzone mity bez pokrycia dotyczace jakosci pracy sluzb specjalnych, kwalfikacji ich pracownikow oraz "prawdziwej twarzy" polskich wodzirejow politycznych.

mariusz said...

Witam, mógłbym prosić o jakiś kontakt do Pana? Chodzi o recenzję. pozdrawiam m

mariusz.moja(małpa)wp.pl

Bobola said...

@mariusz
Kazdy z Moich Szanownych Czytelnikow moze sie ze mna skontaktowac w dowolnej kwestii
pod adresem e-mail bobola.a@gmail.com
ktory zreszta jest podany w czesci informacyjnej blogu.
Z Panem skomunikuje sie bezposrednio za chwile.