Friday, March 22, 2013

Biedni i bogaci

   Emocjonalne okreslenia typu kraj biedny- kraj bogaty pojawiaja sie dosyc czesto w pracach ekonomistow politycznych  na ogol zreszta w towarzystwie takich  pojec jak wyzysk, walka klasowa,  kolonizacja czy uprzemyslowienie. Podobnie zreszta czynia socjologowie spoleczni i naciagacze charytatywni, ktorzy chetnie posluguja sie terminami takimi jak nedza, biedni, empatia, obowiazek pomocy itp . Jesli jednak chcielibysmy sprecyzowac nieco odpowiednie kryteria klasyfikacji to okazuje sie, ze nie jest to takie oczywiste. Na przyklad czy za biednego mozna uznac polinezyjskiego nygusa, ktory spedza  caly dzien lezac na plazy, goly jak go Pan Bog stworzyl,  i ktory odzywia sie kokosami i plodami morza?  Czy ubogi jest australijski aborigin wloczacy sie po interiorze i zyjacy z terenu? Wsrod mistykow chrzescijanstwa ale takze buddyzmu, szintoizmu i hinduizmu idealem jest "zycie chwila". Zywienie sie tym co uda sie wyzebrac, podrozowanie piechota  i ubranie sie w miare ubogi i jednolity stroj zakonny. Dla ascetow celem jest wyrzeczenie sie  dobr doczesnych aby tym jasniej dominowaly zalety ducha. Mozna rzec nawet, ze zbytnie interesowanie sie dobrami materialnymi jest cecha kolidujaca z aspiracjami osoby duchownej. Kiedy wiec widze piekne, gigantyczne katedry Naszej Swietej Wiary Katolickiej to nie moge sie powstrzymac od mysli, ze odbiegaja one nieco od idealow Zbawiciela, ktory jak wiadomo z legendy zadowolil sie stajenka a wyklal synagoge jerozolimska, jej religie, kaplanow i handlarzy. Niewatpliwie pojecie biedy jest tworem spoleczenstwa wyrachowanego i chciwego, spoleczenstwa pozadajacego dobr materialnych. To nie o nich mowil Zawisza Czarny: "Idz zloto do zlota. My, Polacy w zelazie sie kochamy." Nie do nich zwracal sie tez Sw. Franciszek radzac" by zyli jak te ptaki niebieskie- ktore nie orza, nie sieja a Pan i tak dba o to by mogly przezyc".

   W kulturze hinduizmu na przyklad bycie biednym czy urodzenie sie w najnizszej kascie jest naturalna i zasluzona kara za wykroczenia popelnione w zyciu przeszlym. Bardziej wyrafinowani grzesznicy moga sie nawet inkarnowac jako zwierzeta czy kamienie. Ci zas, ktorzy urodzili sie w wyzszych kastach (bramini, wojownicy) znalezli sie tam dzieki zaslugom uzyskanym w poprzednim wcieleniu. W ten sposob kosmiczne kolo zycia nagradza jednych i karze drugich przy czym kazdy dostaje to co mu sie nalezy i co jest konieczne dla jego dalszego rozwoju. Podobnie zreszta dzialala do niedawna w Naszym Swietym Kosciele idea kary bozej w postaci roznych dopustow, takich jak zgony w katastrofie, choroby itp "plagi". Interweniowanie w celu zmniejszenia dokuczliwosci dopustu jest wiec jawnym wykroczeniem przeciwko intencji Najwyzszego. Mistyk widzi bieg zdarzen czy to osobistych czy tez narodowosciowych jako lancuch przyczynowy zgodny z polskim przyslowiem: "Jak sobie poscielesz tak sie wyspisz". Podobnie zreszta mowi nam Nowy Testament stwierdzajac, ze "Kto mieczem wojuje , ten od miecza ginie.". Nie ma wiec wielkiego sensu uzalac sie, na przyklad, nad losem Zydow dotknietych niemieckim przesladowaniem ( a wczesniej takze babilonskim, rzymskim, hiszpanskim, angielskim, francuskim itd)  gdyz byl to skutek ich uprzedniej aktywnosci. Nieublagana "Karma" koryguje bowiem automatycznie uprzednie wykroczenia a nagradza zaslugi.

   Pozostajac jednak w kregu kulturowym wspolczesnego, bezboznego kapitalizmu warto sie zastanowic czym wlasciwie rozni sie kraj biedny od bogatego. Ogolnie przyjeta miara zamoznosci kraju jest GDP (czyli polski PKB). Jesli otworzymy, na przyklad, "Pocket World in Figures" (2013 ed. The Economist) to zauwazymy, ze wielkosc ekonomii roznych krajow jest klasyfikowana pod wzgledem  GDP. Najwieksze GDP maja kolejno USA (14 587 mld USD),  Chiny (5 927 mld USD), Japonia (5 459 mld USD) i Niemcy (3 281 mld USD). Polska (razem z Belgia) jest na miejscu  dwudziestym z GDP= 469 mld USD. Sam rozmiar ekonomii nie jest jednak wskaznikiem zamoznosci populacji ani tez komfortu zycia w danym spoleczenstwie. Jeszcze nie tak dawno tow. Gierek chwalil sie, ze PRL jest dziesiata ekonomiczna potega swiata - zapewne takze wskutek lektury klasyfikacji "The Ekonomist". Kazdy zas kto zyl w tych czasach (i nie nalezal do nomenklatury) wie jednak dobrze z wlasnego doswiadczenia, ze nie byl to okres zbyt pomyslny dla "szarego obywatela" i takze okres, ktory nie skonczyl sie najlepiej dla wszystkich.

    Ekonomisci nie precyzuja tego funkcja jakich zmiennych jest ow GDP. Mozna sie jednak domyslac, ze jest to wielkosc ekstensywna, zalezna od liczby ludnosci, liczby stanowisk pracy i dystrybucji wynagrodzen wzgledem nich oraz od wartosci nabywczej lokalnej waluty. GDP jest takze funkcja czasu. Czesciowo w sposob uwiklany (przez zaleznosc wyzej wymienionych zmiennych od czasu) ale takze bezposrednio w postaci interwencji zewnetrznych (w postaci wojen, pozyczek, dotacji zagranicznych itp).Jest dosyc charakterystyczne, ze ekonomisci nie wspominaja o tym jaki wlasciwie przebieg powinien miec  "idealny" GDP jako funkcja czasu. Ogolnie biorac, mozna wnioskowac z komentarzy, ze preferowane sa gospodarki z rosnacym GDP podczas gdy GDP staly czy malejacy jest powodem do zaniepokojenia.  Tymczasem, z punktu widzenia teoretyka, GDP stabilnej i racjonalnej ekonomii powinien byc raczej staly gdyz stale sa potrzeby populacji jesli chodzi o dobra materialne i uslugi a sily wytworcze ( czyli sprzet i technologie)  zmieniaja sie powoli. Pewien wzrost badz malenie moze wystapic jesli rosnie badz maleje liczba ludnosci. Jesli przeliczymy GDP na jednego mieszkanca oraz bedziemy uzywac racjonalnej miary wielkosci GDP (podajac ja w zlocie  a nie w dewaluujacej sie w czasie walucie)  to zdrowa ekonomia kraju powinna byc wolno zmienna funkcja czasu. Gwaltowne skoki, takie jak widzimy na wykresie GDP  USA  sa objawem epileptycznych drgawek zamoznosci, ktore cechuja chore ekonomie poddawane nienaturalnym bodzcom rozwojowym.Takie bodzce z natury rzeczy nie trwaja wiecznie i po ich wygasnieciu ekonomia kraju powraca do stanu podstawowego,  w ktorym bedzie tkwila do czasu nastepnej niewydarzonej interwencji politykow lub "wielkich finansowych umyslow".

   Od czasu do czasu wysluchuje w na jednym z kanalow telewizji publiczej w USA dyskusji zapoznanych amerykanskich ekonomistow na temat podobno juz przemijajacej recesji  a takze przyczyn, ktore do niej doprowadzily. Mam wowczas wrazenie, ze owe tuzy umyslowe z Harvardu czy powaznych instytucji finansowych do chwili obecnej nie zdaja sobie sprawy z rzeczywistych powodow obecnej katastrofy gospodarczej.  Sprzyja temu zreszta brak realnej statystycznej analizy systemu, gdyz Szanowni Prominenci Ekonomii w dalszym ciagu traktuja dolara jako niezmienna jednostke wartosci nie biorac pod uwage tego, ze nie jest juz on oparty na standarcie zlota a wiec dewaluuje sie przy kazdym QE czyli "zrzucie pienadza" w celu skompensowania start instytucji finansowych.  Pamietajmy bowiem, ze na rynku strata jednego z uczestnikow ruletkowej transakcji gieldowej jest zyskiem drugiego. Jesli bank centralny wesprze strone przegrywajaca to w efekcie w systemie pojawia sie dwa razy wieksza kwota niz ta jaka zostala utracona przez przegrywajaca strone. Wzrost podazy pieniadza powoduje zas automatyczne zmalenie wartosci nabywczej waluty papierowej. Nie oznacza to koniecznie inflacji gdyz ta pojawi sie dopiero wtedy gdy na rynku wystapi brak towarow. Ale zauwazymy wzrost cen artykulow powszechnego uzytku (np. w roku 1980 dzinsy Levis'a kosztowaly $5 obecnie okolo  $50) oraz stopniowy zanik jednostek pienieznych o nizszych nominalach. W tej chwili w USA dotyczy to "lzejszego" centa (ktorego sklad chemiczny zostal zubozony o zawartosc miedzi) oraz wyrazna tendencje do zastepowania dolara papierowego stosowna moneta ( o dluzszej zywotnosci w obiegu). W Polsce, jak slysze, zanikna monety groszowe a nastepnym krokiem jaki mozna oczekiwac jest pojawienie sie bilonu aluminiowego. Jest on typowy dla ekonomii, ktore stoja przed lawinowym psuciem pieniadza.

   Jesli chcemy istotnie zobaczyc jak wyglada sytuacja gospodarcza kraju i jego ludnosci to musimy wyrazic walute obiegowa w zlocie oraz przeliczac GDP (czy PKB) na glowe mieszkanca. Na rysunku pokazuje wlasnie jak wyglada polska gospodarka w aspekcie historycznym poczynajac od roku 1980. Jest to wiec okres koncowy ekonomii socjalistycznej oraz caly okres kapitalizmu III Rzeczpospolitej. Jak pokazuje nam wykres polska gospodarka miala wzglednie stabilny przebieg w latach 1980-1990 a wiec  w zasadzie w okresie stanu wojennego. Przecietna wartosc PKB(Au) na glowe mieszkanca wynosila w tym okresie 5 uncji zlota na rok. Bodzce rozwojowe pojawily sie na poczatku lat 90-tych i wiazaly sie zapewne z naplywem funduszy zagranicznych zwiazanych z raptowna prywatyzacjia panstwowych jednostek produkcyjnych oraz rozwojem krajowych sil wytworczych spowodowanym stopniowym zanikiem regulacji prawnych okresu socjalistycznego.  Nowy stan stacjonarnego rozwoju zostal osiagniety w roku 2001 i utrzymywal sie do roku 2007. Wartosc PKB(Au) na glowe mieszkanca wynosila wtedy przecietnie okolo 17 uncji. W roku 2004 Polska przystapila do Unii Europejskiej co jest glownym powodem obecnego zaniku rozwoju produkcji na rynek wewnetrzny oraz likwidacji badz wykupywania przez inwestorow zagranicznych krajowych jednostek produkcyjnych i instytucji finansowych.  W efekcie polska gospodarka stala sie ponownie uzalezniona od zagranicznego mocodawcy, ktory kontroluje rodzaj, ilosc produkcji oraz poziom zatrudnienia a takze wyprowadza wypracowany w Polsce kapital. Od 2008 roku ekonomia kraju znajduje sie na etapie dosyc szybkiego spadku tracac od poziomu maksymalnego okolo 8 uncji. Jesli spadek bedzie postepowal nadal z ta sama szybkoscia to Polska powroci do poziomu ekonomii stanu wojennego w okolicach roku 2015 czyli za trzy lata. Co wiecej kraj jest niebezpiecznie zadluzony  z dlugiem zagranicznym stanowiacym 63% polskiego PKB z roku 2010.  Pod tym wzgledem znajdujemy sie 19 pozycji listy "The Economist" najbardziej zadluzonych krajow swiata (ale w gorszej sytuacji sa np. Wegry z dlugiem rzedu 139%  wegierskiego PKB oraz Qatar z dlugiem stanowiacym 84% PKB). Przez caly czas trwania III RP bilans budzetowy panstwa byl zawsze negatywny i podobnie jest z bilansem handlu zagranicznego.  Inaczej mowiac Polacy zyja permanentnie "ponad stan" i co wiecej uklad gospodarczy UE jest ustawiony w taki sposob, ze nie ma najmniejszej nadzieji by kiedykolwiek wypracowac nadwyzke eksportowa pozwalajaca na splacenie dlugu.
  Warto porownac aktualna wartosc polskiego PKB(Au)/glowe obywatela = 8.12 oz z wartosciami analogicznej wielkosci krajow sasiednich. Tak na przyklad Rosja, kraj o znacznie wiekszej populacji (140 x10^6 obywateli) posiada PKB (Au)/glowe = 6.94 oz. Lepiej od nas powodzi sie Czechom PKB(Au)= 12.15 oz (ale populacja tylko 10.6 x10^6) oraz znacznie lepiej- Belgom PKB(Au)= 28.84 oz (pop. = 10.7 x 10^6) oraz  Holendrom PKB(Au)= 30.69 oz (pop.=16.7 x 10^6). Troche gorsi od tych ostatnich sa Niemcy z PKB(Au)= 26.3 oz ( pop. = 82 x10^6) i Francuzi  z PKB(Au) = 26.9 oz. (pop. 62.6 x10^6).

Z wielkich ekonomii swiata : USA ma PKB(Au) = 30.22oz (pop.= 317.6 x10^6) , Japonia - PKB(Au)= 28.28 oz ale juz "wielcy producenci" to kraje zdecydownie ubogie : Chiny Ludowe - PKB(Au)= 2.88 oz  przy pop.= 1354 x10^6 oraz Indie - PKB(Au)= 0.94,  (pop.= 1214.5 x 10^6).  Jeszcze duzo czasu uplynie zanim ustapi niezwykla taniosc pracy tych krajow!

   Jak latwo zauwazyc liczebnosc populacji jest raczej powodem do pogarszania sie ogolnej zamoznosci spoleczenstwa niz motorem napedzajacym produkcje i rynek. Przyczyna jest prosta co widac zreszta takze na przykladzie Polski. Powodem tego jest fakt, ze kazda populacja posiada w danym okresie swojego istnienia tylko skonczona liczbe "etatow" pracy. Pisze etatow z przyzwyczajenia wynikajacego ze spedzenia znacznej czesci zycia w ekonomii socjalistycznej. Chodzi mi o to, ze kazda ekonomia generuje tylko okreslona liczbe miejsc pracy, ktore sa podtrzymywalne przez spoleczenstwo. Nadmiar lekarzy, programistow, sprzedawcow czy szewcow powoduje obnizanie ich dochodow i stopniowe "wykruszanie" sie nadmiernych kadr gdyz ich produkty badz uslugi przekraczaja zapotrzebowanie jakie na nie istnieje w spoleczenstwie.

   Jak juz pisalem uprzednio, kazda populacja posiada tez znaczna liczbe (okolo 50%) "pasozytow" czyli osob, ktorzy nie generuja kapitalu narodowego ale konsumuja dobra. Sa nimi emeryci, dzieci i mlodzi ludzie w wieku przed-produkcyjnym , kobiety niepracujace, osoby duchowne oraz bezrobotni. Jesli spojrzymy na wykres sredniego wynagrodzenia w Polsce i porownamy go z wielkoscia PKB /glowe to zauwazymy, ze wynagrodzenie jest z grubsza dwa razy wieksze niz ow PKB/glowe. Nie oznacza to, ze polowe wynagrodzenia oszczedzamy czy ze zostaje ono nam odebrane w postaci podatkow (chociaz oba czynniki takze wystepuja). Glownym powodem jest to, ze chcac nie chcac zywimy takze owa druga polowe spoleczenstwa, ktora to polowa konsumuje ale niczego do wspolnej "kuchni" nie doklada. Dlatego aby podniesc zamoznosc spoleczenstwa konieczne jest uruchomienie wszystkich rezerw z puli "pasozytow", ktore tylko da sie uruchomic.
   Wiele krajow biednych i racjonalnie myslacych kieruje do pracy nawet dzieci (dotyczy to wspolczesnych Chin, Indii czy Pakistanu oraz krajow arabskich) . Tak bylo tez za czasow gdy panowal w Naszej Umeczonej Ojczyznie system panszczyzniany gdyz gospodarka okresu rzadzila sie racjonalnymi przeslankami a nie tanim sentymentalizmem. Obecnie dzieci sa czyms w rodzaju "swietej krowy" , ktora moze tylko wymagac, ale od ktorej nic sie rodzicom ani teraz ani pozniej nie nalezy.

   Pozostaje tylko rezerwa w postaci bezrobotnych, czyli ludzi w wieku zdolnym do pracy, dla ktorych jednak nie ma miejsc pracy. Ta grupa nie tylko pasozytuje na jeszcze pracujacej czesci populacji ale takze stanowi niebezpieczny rezerwuar czyli bufor pracobiorcow. Nadmiar podazy pracy pozwala bowiem pracodawcom pogarszac finansowe i inne swiadczenia wynikajace ze stosunku pracy.  Niskie wynagrodzenia oznaczaja zas takze niskie wplywy panstwa z podatkow od wynagrodzen co powoduje nadmierna pomyslowosc w znajdowaniu nowych zrodel finansowania budzetu panstwa. Wszytko to obserwujemy obecnie w Polsce i nie tylko tu.

   Jedyna droga rozladowania bezrobocia jest otwarcie drogi do kreowania nowych miesc pracy. Najlepszym rozwiazaniem tutaj byloby wdrozenie produkcji jakis nowoczesnych i unikalnie polskich technologii, na ktore Polacy mieliby wylacznosc. To jednak najwyrazniej nie wchodzi w rachube z powodow, ktore nie tak dawno omawialem w essejach o ilorazie inteligencji i komunistycznej polityce spolecznej. Niestety to nie w Polsce powstaja nowoczesne pojazdy, komputery czy srodki lacznosci!
Nie jestesmy nawet potega jesli chodzi o przemysl wlokienniczy czy produkcje odziezy. W USA z polskich produktow widze wylacznie zywnosc, ktorej jakosc zreszta pozostawia sporo do zyczenia. Nawet w dziedzinie oprogramowania komputerowego, czyli w tej czesci nowoczesnej technologii gdzie konieczna jest tylko pomyslowosc i dostep do komputerow nie widze jakos osiagniec polskiej mysli technicznej.

    W tej sytuacji widze jedyne wyjscie w obnizeniu przez dewaluacje wartosci PLN w stopniu wyzszym niz nastepujace rownolegle zmiany dewaluacyjne w euro i USD (np dewaluujac PLN rocznie z szybkoscia 14% zamiast obecnej szybkosci dewaluacji wynoszacej 7%) badz pojscie za przykladem Chin Ludowych i zwiazanie PLN z euro w stala relacja np 1 EC= 6 PLN bez wzgledu na szybkosc dewaluacji euro (wynoszaca takze 7% rocznie).  Kraje strefy euro sa odbiorcami 84% polskiego eksportu  i zrodlem 75% polskiego importu. Potanienie pracy w Polsce spowoduje wzmocnienie eksportu i otwarcie nowych miesc pracy gdyz polskie koszty pracy beda niskie w porownaniu z panujacymi na terenie innych krajow Unii. Jednoczesnie oslabienie PLN spowoduje zmniejszenie importu co ulatwi zbilansowanie handlu zagranicznego oraz bedzie bodzcem do otwarcia nowych miejsc pracy wytwarzajacych towary, ktore uprzednio importowano.

9 comments:

Inspektor Lesny said...

produkcyjnym , kobiety niepracujace, osoby duchowne o

Generuja , generuja ten "kapital narodowy"
Te pierwsze w postaci serwisu dla swych mezow, rodziny. Ci drudzy zajmujac sie zyciem duchowym spoleczenstwa. Gdyby im odmowic produktywnosci, to trzeba zrobic to samo z lekarzami, psychologami, autorami ksiazek kryminalnych, filmow, no i znakomota wiekszoscia profesorow fizyli, a juz na pewno astronomii...

Bobola said...

@inspektor
Jest kwestia sporna czy uslugi istotnie powiekszaja kapital narodowy mimo, ze wlicza sie je (jesli nie sa typu domowego) do PKB.
Na przyklad sama naprawa butow nie zwieksza ilosci obuwia tylko przedluza sluzbe juz wyprodukowanych (co w zasadzie przeciwdziala wzrostowi produkcji nowych). Podobnie jest z leczeniem. Autorzy ksiazek (w tym naukowych) przyczyniaja sie do wzrostu PKB tylko wtedy gdy sa je w stanie sprzedac z zyskiem. Co zas sie tyczy naukowcow teoretycznych, aktorow i aktywistow kultury to sa oni wylacznie ekonomicznymi pasozytami. Ogolnie biorac uslugi jedynie przekladaja juz istniejacy kapital z kieszeni jednego kontrahenta do kieszeni drugiego. Najbardziej zas szkodliwe sa uslugi finansowe gdyz te tylko podwyzszaja koszty docelowe projektu finansowanego o prowizje bankowcow.

Marek M said...

Szanowny Gospodarzu,

czytam Pana blog już od dluższego czasu (grubo ponad rok, o ile dobrze pamiętam), no i wreszcie przełamałem lenistwo i postanowiłem zacząć komentować.

Po pierwsze - zgadzam się z tym, że Polska powinna być krajem o taniej sile roboczej. Jest to jedyna droga do bogactwa. Jednak skokowa dewaluacja rodzi pewne konsekwencje - jeszcze większą presję na emigrację (w tym i najzdolniejszych), problemy z kredytobiorcami w walutach obcych (może chociaż najpierw ustawa o bankructwie konsumenckim?).

Druga sprawa - wyniki badań średniego IQ, które Pan wcześniej przytaczał, nie są dla Polaków złe (punkt poniżej Niemców, dużo lepiej od innych krajów słowiańskich). (Zgadzam się, że bardziej liczy się wariancja - "nawis" w postaci najmniej bystrych będzie z nawiązką rekompensowany przez wybitnie zdolnych). Jednocześnie wątpi Pan w zdolności rodaków. Można spytać - skoro jesteśmy głupi, to o co walczyć? Przyjdzie zdolniejsza nacja, zintegruje wyżyny, a resztę wyeliminuje.

Jeśli chodzi o IT i wkład Polaków - wiem z dobrych źródeł, że Polacy są cenieni i robią kariery w USA i Europie zachodniej. Wykształcenie zdobyte na czołowych polskich uczelniach technicznych ciągle coś znaczy. Sam mam wielu kolegów i informacje z pierwszej lub drugiej ręki. Jednocześnie zgadzam się z tym, że jakoś produktów i firm z Polski nie widać. Dlaczego? Całości zagadnienia nie ogarniam, ale wytłumaczenie niskimi zdolnościami jest chyba nietrafne. Jakiś czas temu pracowałem w firmie produkującej bardzo zaawansowane rozwiązania (sprzęt + oprogramowanie). Firma przędła cienko, główny odbiorca - wojsko - nie miało kasy, kontraktów zagranicznych jakoś nie udawało się zdobyć. Po pewnym czasie firmę kupiła firma z USA, oferująca podobne, choć prostsze rozwiązania. Potem ściągała kolegów do siebie w roli konsultantów (na czarno, nawiasem mówiąc). Okazało się, że polski inżynier zna się na wszystkim, a amerykański ma luki sięgające programu polskiej szkoły podstawowej. Koledzy wracali w ciężkim szoku - jak to jest, że to Amerykanie ich kupili, a nie na odwrót? Hipoteza robocza sprowadzała się do chłonności rynku - w USA można zrobić biznes na dowolnym produkcie zaspokajającym jakieś potrzeby, w Polsce jest trudniej. Z różnych przyczyn.

Bobola said...

@Marek M

Poruszyl Pan kilka interesujacych zagadnien wartych kolejnego omowienia. Po pierwsze, nie jestem entuzjasta minimalizowania kosztow pracy gdyz pracownicy stanowia takze rynek i gdy nie stac ich na zakupy czegokolwiek poza minimum utrzymania to tego rynku nie ma. W takiej sytuacji sa obecne Chiny gdzie istnieje nadmiar na rynku nieruchomosci, na ktore tubylcow nie stac. To zas oznacza zamrozenie kapitalu i mozliwosc bankrutstwa firm budowlanych.
Dlatego proponuje tylko ubozenie relatywne w stosunku do w walut takich jak USD czy EC a to w celu ukrocenia naduzyc importowych oraz wyjazdow rekreacyjnych do odleglych (ale dewizowych) krajow oraz dla wzglednego potanienia kosztow inwestycji w Polsce dla inwstorow zagranicznych.
Obecny "rog obfitosci" istnieje ze wzgledu na koszty pokojowego podbicia kraju przez Niemcy pod pokrywka UE. Przy obecnych trudnosciach wewnatrz strefy euro glowny sponsor stara sie wymigac od podtrzymywania wyzszej stopy zycia w Polsce ale ciagle jeszcze nie chce antagonizowac ludnosci. Jest to sytuacja podobna do tej w Grecji i na Cyprze.
Takie rozwiazanie ma skutki negatywne w postaci wiekszej emigracji i byc moze bedzie kosztowne dla kredytobiorcow pozyczajacych w walutach obcych. Oba problemy sa jednak do opanowania. Ilosc prac dobrze platnych za granicami jest niewielka gdyz kraje UE same maja problem z bezrobociem a w zasadzie Polacy nie powinni dostawac i brac kredytow w walutach obcych. Jesli to robia to jest to tylko ich wlasne ryzyko.

Bobola said...

@Mark M

Warto pamietac, ze nie srednia inteligencja populacji decyduje o osiagnieciach kraju tak jak nie wyszkolenie szeregowca nie decyduje o wygraniu wojny. Co wiecej inteligencja przywodcy (kraju, firmy czy majatku) nie jest jedynym czynnikiem decydujacym o powodzeniu przedsiewziecia. Potrzebne sa takze zdolnosci przywodcze, sumiennosc i obowiazkowosc oraz zdolnosc do podjecia odpowiedzialnosci za cala grupe pracownikow (badz narod). Znam wiele osob inteligentnych i dobrze wyksztalconych, ktorzy nie sa w stanie dowodzic czymkolwiek. Nie maja do tego ochoty, wytrwalosci w dazeniu do celu oraz umiejetnosci zjednywania sobie podwladnych.
Polityka spoleczna Polski Ludowej wykastrowala pare (25-letnich) pokolen Polakow z nosicieli potrzebnych genow. W efekcie mamy do czynienia nie z ludzmi z inicjatywa ale z ludzmi z mentalnoscia pracownika najetego, ktorzy sa "stawiani" na stanowiska decyzyjne i ktorzy zawsze ogladaja sie na swoich sponsorow.
W Polsce wreszcie brak jest kapitalu wlasnego gdyz ten jest z reguly pozyskiwany droga dziedziczenia majatku przodkow. Rzadko sie zdarza aby ktos byl self-made man i w drodze legalnej zdobyl fundusze wlasne dla sfinansowania bardziej zlozonej inwestycji przemyslowej. Jest to trudne zreszta nawet w USA gdzie powinno byc latwiej uzyskac kapital rozwojowy dla jakiegos dlugoterminowego projektu.

Inspektor Lesny said...

Rzadko sie zdarza aby ktos byl self-made man i w drodze legalnej zdobyl fundusz

Tak, o wiele bezpieczniej jest ustanowic prawa, ze, np. chlopi zadnych praw nie maja, a potem komfortowo lupic ich przez 300lat.
I juz nie trzeba byc self-made, tylko wystarczy miec pod dostatkiem grubych kijow...

Bobola said...

@Inspektor lesny

Niewolnictwa w Polsce nie bylo a karta cielesna byla normalna i skuteczna metoda utrzymywania populacji w ryzach. W USA niewolnictwo bylo przez dlugi czas uznana forma posiadania "kapitalu roboczego" a jego zniesienie spowodowalo upadek gospodarczy Stanow Konfederacji i pogorszenie sie jakosci zycia poludniowej czarnej populacji w porownaniu ze stanem sprzed wojny domowej.

Nie mam niestety wystarczajacych danych rzeczowych aby powiedziec jakie byly poczatki majatkow obecnych "najbogatszych Polakow" . Faktem jednak bylo to, ze z czasow socjalizmu malo kto wyniosl jakis kapital wypracowany w PRLu. Przeszkadzaly temu glodowe pensje oraz pozniejsza raptowna dewaluacja starej zlotowki. Dlatego watpie aby poczatki majatku Kulczyka czy Solarza nie wspominajac juz o Grobelnym byly calkiem ponad podejrzeniami. Najprawdopodobniej pewna role graly tu ich powiazania z SB czy wywiadem.

Inspektor Lesny said...

Drogi Gospodarzu,
wszystkie prawie istniejace, badz przeszle majatki mialy swe poczatki w zbrodni, kradziezy, rabunku, nawet gdy ustawodawstwo tam nie istnialo. Gdyz oszustwo czy morderstwo jest oszustwem i morderstwem, nawet sie to dzieje w nieobecnosci tlumu prawnikow.
Gdyz niewielu tylko ludzi potrafilo nie tylko wymyslic ale i sprzedac dynamit. tak jak to zrobil Alfred Nobel.
Powody dla ktorych w Polsce nic bardziej zlozonego nie dziala, sa inne. Tradycyjny balagan i korupcja, majace swe korzenie w Polsce szlacheckiej, lenistwo spoleczenstwa spowodowane wiekowymi doswiadczeniami, brak zaufania do wladz i urzedow, nieobecnosc infrastruktury, niemozliwosc wyekzekwowania swych praw, (tez Poska szlachecka)
zlodziejstwo od drobnego (z marynarki w szatni znika ...dlugopis!)az po milionowe...
Czyz nie dla tego gospodarz wolal sie dzielic swa wiedza ze studentami w Minnesocie?

I moze jeszcze jedno. Nygus lezacy na plazy JEST ubogi. Wystarczy popatrzyc na nygusow na plazach afrykanskich, czy tez w dorzeczu Amazonki. Niestety, zyc orzechami kokosowymisie nie da. Nie zbyt dlugo. Manna z nieba tez nie. Jest to rzecz na chwile, a zycie trwa kilkadziesiat lat. Nie mowiac juz o tym, ze pozostaja jeszcze dzieci...

Bobola said...

@inspektor
Szanowny kolega nie zauwaza takich czynnikow jak styl zycia. Tak sie zlozylo, ze mialem okazje obserwowac zycie w Argentynie gdzie trafil po wojnie moj wuj , w czasie wojny oddelegowany do sluzby w armi brytyjskiej jako oficer wojsk kolonialnyhc. Argentyna to kraj kapitalistyczny od lat a wiec przyzwyczajony do systemu, ktorego istnienie w Polsce bylo przerwane po roku 1945. Nie mniej jest tam i byla plaga "maniana" czyli odkladanie wszystkiego na jutro. W ten sposob dzialay nie tylko przedsiebiorstwa prywatne (innych nie bylo) ale takze urzedy panstwowe. Oczywiscie pewna role odgrywala takze korupcja ale nawet lapowki niewiele tylko przyspieszaly zawodowa aktywnosc tubylcow.
Lenistwo mieli w genach tak jak to ma zapewne miejsce w przypadku murzynow. Moje obserwacje wskazuja na to, ze podobny czynnik bezmyslnego lenistwa i braku odpowiedzialnosci istnieje w Polsce. W koncu wszyscy kiedys czytali w szkole "Satyre na leniwych chlopow".