Tuesday, June 17, 2014

Chinczycy trzymaja sie mocno ?

  Ostatnio poswiecilem nieco uwagi porownaniu osiagniec roznych gospodarek swiata w aspekcie historycznym ale ograniczonym do czasow najnowszych czyli w zasadzie do czasow od poczatkow II Wojny Swiatowej  a czesciej jeszcze do czasow po roku 1980. Powodem byl tu zmieniajacy sie stopien fragmentacji Europy oraz powstawanie nowych krajow wycinanych z uprzednio ustalonych w Poczdamie, Jalcie i Teheranie  obszarow imperialnych.  Malo kto zdaje sobie sprawe z tego, ze w Europie trwa ciagle rozpoczeta w 1990 roku, po rozpadzie bloku czy imperium sowieckiego III Wojna Swiatowa prowadzona jak dotad metodami glownie polityczno-ekonomicznymi.  Jest to quasi-wojna, ktorej celem jest utworzenie niemieckiej strefy imperialnej zlozonej z "bantustanow" obejmujacych ludnosc lenna dawnego Imperium Radzieckiego.  W porownaniu do poprzednich wojen swiatowych (ktorych zreszta bylo wiecej niz tylko dwie - bo wojny napoleonskie takze trzeba uwazac za wojne o zasiegu swiatowym rozgrywana zreszta na kilku kontynentach) wojna obecna jest stosunkowo bezkrwawa. Niemcy raczej kupuja elite polityczna krajow podbijanych niz likwiduja ich sily zbrojne i ludnosc. Ma to ta dobra strone, ze cenne nieruchomosci dostaja sie w rece zwyciezcow nieuszkodzone  ale ma to tez ta negatywna strone, ze ludnosc krajow podbitych nie jest fizycznie przerzedzona. Na terenie bantustanow pozostaje ludnosciowa masa roszczeniowa, ktora w perspektywie moze okazac sie trudna do zagospodarowania.  To co mnie w tym interesuje to to, jak owe przemiany odbijaja sie na podstawowych wskaznikach gospodarczych krajow podbijanych badz uczestniczacych w rozgrywce. Aby jednak widziec cechy specyficzne warto jest spojrzec takze na te kraje, ktore w omawianym okresie rozwijaly sie samodzielnie czyli bez nadzoru politycznego obcych imperiow.
    Jednym z takich waznych dla gospodarki swiatowej krajow sa Chiny Ludowe. Jest to mocarstwo olbrzymie o powierzchni 9 560 900 km ^2 i populacji  liczacej 1 347.6 milionow obywateli.  Z tej olbrzymiej powierzchni jednak tylko 11.9% arealu to powierzchnia uprawna. Jest oczywiste, ze jest to powierzchnia niewystarczajaca dla zapewnienia dostatecznego poziomu wyzywienia ( np w Polsce powierzchnia uprawna to okolo 36% arealu a na Ukrainie 56%) . Mimo egzotycznych reportarzy jakie pojawiaja sie w telewizji (np Globtracker) a pokazujacych targi zywnosciowe w Chinach te rogi obfitosci azjatyckiej sa dalekie od zaspokojenia innych niz najprostsze potrzeby zywnosciowe mieszkancow. Owszem, po "otwarciu sie" Chin Ludowych na inwazje kapitalu zagraniczego , glownie amerykanskiego w  latach 90-tych, nomenklatra komunistyczna wygenerowala kilku miliarderow - wlascicieli badz zarzadcow srodkow produkcji rodzimej badz chinsko-zagraniczej. Podniosla sie tez nieco stopa zyciowa menadzerow sredniego szczebla i oficerow rezimowego wojska. Ale poziom zycia mas albo pozostal na poprzednim poziomie albo wzrosl tylko nieznacznie. Co wiecej, wskazniki gospodarcze mowia nam, ze bodziec ekonomiczny jaki dostarczylo Chinom otwarcie na inwazje kapitalu zagranicznego wyczerpal juz swoja moc sprawcza. Nie jest jeszcze oczywiste, czy uzyskany poziom zycia da sie utrzymac czy nie. Moim zdaniem Chiny czeka podobna zapasc gospodarcza jaka stala sie udzialem Polski po przystapieniu do Unii.

    Spojrzmy bowiem na wykres pierwszy pokazujacy wzrost PKB (czy GNP) w latach 1978-2014. Jak niegdys wspomnialem GNP podawany jest najczesciej w USD bez wzgledu na walute uzywana w danym kraju.Jak widac na wykresie po roku 1990 nastapil dosc raptowny wzrost GNP zapewne wywolany "outsourcing" amerykanskich firm na teren Dalekiego Wschodu.  GNP pokazuje nam niemal monotoniczny wzrost w czasie. Taki wykres nie bieze jednak pod uwage tego ze wartosc nabywcza dolara amerykanskiego nie jest obecnie stala (jak to bylo przed 1970 rokiem). Jesli chcemy wiedziec jaki jest realny obrot krajowy Chin musimy wyrazic ten wskaznik w zlocie. Taka zalezosc przedstawiona na rysunku drugim.

 Teraz sytuacja wyglada inaczej - wykres GNP wyglada jak przyblizenie funkcji stopnia Heaviside . Gorny odcinek, przejawiajacy spore fluktuacje mowi nam, ze silnik chinskiej gospodarki osiagnal swoja pelna moc w nowych warunkach ekonomiczno-handlowych. Fluktuacje zas wskazuja, ze mamy do czynienia z "cienkim rynkiem" czyli rynkiem o  malej pojemnosci. Taki rynek posiadaja tez Rosja i Polska . Tutaj drobne wahania koniunktury wplywaja bardzo silnie na obrot narodowy a zmiany GNP nastepuja szybko.

Kolejny rysunek podaje wykres wzrostu populacji Chin w czasie. Jak widzimy przy wspolczynniku umieralnosci k=7.5 x10^-3      i wspolczynniku rozplodu wynoszacym r= 8.8x10^-12       populacja stabilna wynosi okolo N= 850 mln.  Jest ona  nizsza niz populacja aktualna a wiec Chiny czeka w przyszlosci katastrofa demograficzna . O ile oczywiscie nie powiekszy sie wspolczynnika smiertelnosci i nie zmniejszy wspolczynnika rozplodu. 
Pojemosc biologiczna Chin wynosi aktualnie 0.9 a odcisk stopy ekologicznej wynosi 2.2. Oznacza to ze  Chiny Ludowe sa ponad 2.3 raza przeludnione a racjonalnie uzasadniona wielkosc populacji Chinczykow powinna wynosic okolo 600 mln. W jaki sposob doprowadzic do redukcji zbednych obywateli to problem jaki staje przed obecnymi rzadami wielu krajow. W tym Polski.

     Nastepny wykres podaje nam realny GNP Chin liczony na glowe obywatela. Jak latwo zauwazyc wykres ten jest podobny do poprzedniego ale gorny fragment plateau ma tedencje znizkowa. Mimo wzrostu populacji ogolnej GNP osobowy maleje. Zbyt wysoka liczba obywateli- zapewne w wieku nieproduktywnym - dziala hamujaco na wzrost dobrobytu ogolu mieszkancow.
Dla porownania podaje podobny wykres dla Naszej Umeczonej Ojczyzny:

    W ostatnich latach zaczelismy sobie zdawac sprawe z tego, ze dzialalnosc destrukcyjna jest niezbedna dla prawidlowego rozwoju istot zywych. Czy sa to pozary lasow - konieczne dla usuniecia odpadow zmarlej roslinnosci oraz wysiewu nasion dla nowego pokolenia roslin i drzew, czy tez obecnosc drapieznikow a takze odstrzal kontrolowany nadmiaru zwierzat, ktore inaczej zniszczyly by habitat sa to wszystko procesy odwieczne i niebedne dla prawidlowego funkcjonowania biosfery. W przypadku populacji ludzkiej takim odnawiajacym czynnikiem sa wojny. Usuwaja one znaczna czesc nieprodukcyjnej ludnosci, sprzyjaja rozwijaniu ducha i umiejetnosci bojowych a takze stanowia najprostsza i najszybsza metode szybkiego podniesienia stopy zyciowej populacji zwycieskiej. Im szybciej zdamy sobie sprawe z uzyteczosci wojen dla podtrzymwania zywotnosci populacji ludzkich tym lepiej dla nas . Obecna sytuacja poza nasza wschodnia granica wygladalaby dla nas znacznie pomyslniej gdyby Polska dysponowala silna i liczna armia zdolna do opanowania naszych bylych terytoriow wschodnich.

  Patrzac z perspektywy czasu mego zycia widze, ze swiadomosc spoleczna ludzi nie tylko w Polsce ale i w innych krajach opanowal gleboki irracjonalizm. Jest to zjawisko bez precedensu w historii ludzkosci. Niegdys , a mysle tu o czasach nie tak odleglych bo siegajacych polowy wieku dwudziestego, bylo absolutnie oczywiste, ze narody winny bronic swojego habitatu i starac sie go powiekszyc aby zapewnic swojemu potomstwu przestrzen zyciowa oraz niezbedne zasoby naturalne. Wojny byly calkiem naturalnym srodkiem do tego celu a ich celem bylo fizyczne usuniecie konkurenta oraz zagarniecie jego kapitalu. W tej chwili widzimy tendencje calkiem przeciwne: popieranie imigracji organizmow obcych na teren wlasnego habitatu i brak zdecydowania jesli chodzi o likwidacje przeciwnikow. Na przyklad USA przegrywaja kolejna wojne, teraz na Bliskim Wschodzie, tylko dlatego, ze nie zdecdowali sie na zastosowanie skutecznych metod represji w stosunku do sil opozycyjnych a takze na wyslanie dostatecznej wielkosc sil pacyfikacyjnych. Strategia uczy nas, ze dla pelnego opanowania terenu koniczne jest przeznaczenie jednego zolnierza sil okupacyjnych na 100 obywateli kraju podbitego. Takich sil amerykanie nigdy nie mieli na teatrze Malej Azji i dlatego przegrali wojne w Iraku i Afgaistanie. To wszystko mimo przewagi technicznej i masy pieniedzy wydanych na korupcje rzadow marionetkowych w obu tych krajach. Podobnie na Ukrainie trwa "smieszna wojna" czyli pieszczotliwe kontruderzenie Putina na "demokratyczna" agresje Unii. Jak dobrze pojdzie to na naszej wschodniej granicy powstanie permanentny stan zapalny podobny do tego jaki istnieje w Syrii. Naprawde chcialbym doczekac powrotu racjonalnego myslenia zanim sytuacja istotnie stanie sie tak nie do wytrzmania, ze konieczne bedzie zastosowanie terapii nuklearnej..

21 comments:

Inspektor Lesny said...

chcialbym doczekac powrotu racjonalnego myslenia zanim sytuacja istotnie stanie sie
---------------------------------
A, konkretnie, to kto ma wypowiedziec ta wojne,komu, i z powodu jakiego odrzuconego ultimatum?
Wlasciwie, to jakie ultimatum powinno byc postawione, przez kogo i komu?
Czy tez, bez zadan, i byle komu?

Bobola said...

@inspektor
Ja pisze o ekonomii a nie o strategii militarnej czy polityce.
Gdyby to odemnie zalezalo Polska mialaby obowiazkowa sluzbe zasadnicza i stale, 500 000 sily zbrojne.
W tej sytuacji wystarczyloby okolo 400 000 sily wojskowej aby spacyfikowac Ukraine i przywrocic tam i na Bialorusi granice z 1939 roku. Wszystko to w porozumieniu z Rosja (ktora wzielaby Zadnieprze) i pod pretekstem ochrony ludnosci polskiej mieszkaacej na tych terenach.

Jacek Kobus said...

Tyle, że owej "ludności polskiej" na Ukrainie i na Białorusi jest już tyle co kot napłakał i z każdym rokiem coraz mniej - młodzi, jeśli tylko mają okazję, pryskają na Zachód, przy czym Polska jest dla nich na ogół co najwyżej przystankiem w drodze na londyński zmywak, a starzy umierają.

Kto miałby te ziemie pacyfikować i kolonizować, skoro Polaków z każdym rokiem jest coraz mniej..? I tego się żadnym dekretem nie odwróci, bo to nie państwo decyduje o liczbie dzieci, tylko kobiety. A te mają dziś inne aspiracje i niewiele można na to poradzić (nawet radykalne pogorszenie stopy życiowej - a bez tego ani rusz! - nie podniosłoby przyrostu naturalnego tak od razu - bo nie chodzi o to, co one TERAZ mają, ale o to, na co liczą w przyszłości - a z marzeń ludzie rezygnują dopiero po pewnym czasie...).

500 tysięczna armia wymagałaby w tej chwili chyba 6-letniej służby wojskowej - bo nie wiem, czy by się w jednym roczniku wiele więcej niż 100 tysięcy zdolnych do noszenia broni mężczyzn znalazło..?

Generalnie, to matematyka Szanownego Profesora w odniesieniu do zachowań ludzkich bezradna jest...

Bobola said...

@Kobus

Nie ja decyduje o tym co Polska zrobi lub nie w przyszlosci. Bylismy panami Ukrainy/Bialorusi/Litwy gdy cala ludnosc Krolestwa nie przekraczala 8 mln. W tym szlachty 800 000. Obecnie mlodzierz moze nie widziec perspektyw rozwojowych dla siebie i potomstwa.
Ale to by sie zmienilo gdyby stanela przed nimi mozliwosc wzbogacenia sie na zasobach Kresowych.

Inspektor Lesny said...

Bylismy panami Ukrainy/Bialorusi/Litwy g
------------------------------
Nigdy tak nie bylo. Faktycznz wladze mieli personalnie Litwini, ktorzy chetnie nazywali sie Polakami. Gdyz wtedy, to byl wielki obciach byc Litwinem, i mozna bylo byc nie wpuszczonym do salonu, z tego powodu. To juz lepiej bylo byc Polakiem. Wtedy.

Bobola said...

@inspektor
Wiem doskonale, ze Szanowny Inspektor wypowiada sie smialo na tematy, o ktorych nie ma pojecia. Dlatego tylko prostuje, ze Podlasie, Wolyn i Ukraina odstapily od Litwy na wniosek szlachty zamieszkujacej te tereny i przystapily do Korony w roku 1569 , podczas sejmu lubelskiego. Wiecej o tym w Jerzy Ochmanski "Historia Litwy" (str 135 "Ossolineum 1982).

Inspektor Lesny said...

Ten, co nie wie, spi w puchach.A ten, co wie-w lancuchch.

Co zas do wielkosci armmii, to sa wielkosci dynamiczne, nie statyczne. Zalezne od stanu, i tendencji panstw osciennych.
Gdyby Polska byla jako tako zorganizowana, miala np. 0,5mln. wyszkolonych i uzbrojonych zolnierzy, to i kraje sasiednie , z Ukraina wlacznie bylyby zmuszone miec silniejsze armie. A i kto wie, czy by nie zbudowaly (wtedy) jakiejs lini maginota, tuz za Bugiem...

Bobola said...

Oczywiscie- na kazdy atak mozna przygotowac obrone. Problem w tym, ze takie przygotowanie wymaga czasu,
ktorego moze zabraknac gdy jedna ze stron ma pewna przewage (np Niemcy-Polska w 1939r). Dlatego dobrze rzadzacy wladca ma przygotowana armie ale takze przeszkolone rezerwy. Polska mija sie znowu z historyczna szansa na wielkosc tylko dlatego, ze przespala problem zbrojen i szkolenia rezerw w czasie III RP.

Jacek Kobus said...

Dzietność w Polsce spada NIE dlatego, że "młodzi ludzie nie widzą perspektyw", a dlatego, że ich oczekiwania względem materialnej strony życia rosną wielokrotnie szybciej niż realne możlilwości ich ziszczenia.

Należy oczekiwać (przez prostą ekstrapolację tego trendu), że - przynajmniej do pewnych granic - KAŻDY KOLEJNY wzrost zamożności w Polsce tylko by wzmocnił to zjawisko, a więc: dzietność spadłaby jeszcze bardziej.

Odwrócenie trendu byłoby możliwe dopiero wtedy, gdyby ludność, a zwłaszcza kobiety, których zdanie jest tu absolutnie decydujące (jak kobieta nie chce urodzić dziecka, to go nie urodzi - i nic się na to nie poradzi...), straciła "wiarę w lepszą przyszłość", czyli - nadzieję na rychły awans materialny.

A to wymaga raczej długiego okresu biedy i stresu.

Awanturnicza polityka zagraniczna, którą Pan Profesor proponuje, jest oczywiście jak najbardziej przydatnym narzędziem do tego, aby biedę i stres wywołać. Tyle tylko, że to jest eksperyment in vivo, w dodatku na organiźmie, którego zmienne kontrolujemy w nader nikłym stopniu. I Dyabli tak naprawdę wiedzą, co by się stało: a co, jeśli jest już za późno i raptowane pogorszenie warunków życia obecnego pokolenia już nie wyzwoli w nim takiej reakcji samozachowawczej, jakiej byśmy oczekiwali..? Jeśli efektem nie będzie wzrost zaradności i płodności, tylko powszechna rezygnacja i marazm?

Jaruzelskiemu się w pewnym sensie udało: brutalnie rozwiał złudzenie "lepszych czasów" powstałe za Gierka i - pomimo ujemnego salda migracji - zafundował w efekcie Polsce ostatni boom demograficzny w jej dotychczasowych dziejach. Ale nigdzie nie jest powiedziane, że ta recepta będzie działać zawsze...

Bobola said...

@Kobus

Przypominam, ze i w poczatkach III Rzeszy rozpoczal sie raptowny wzrost populacji mimo traumy przegranej wojny i zapasci ekonomicznej rep. weimarskiej. Zrzucenie zadluzenia ludnosci i gospodarka samowystarczalna byly bodzcem do tego. Pewnym czynnikiem byla tez kryminalizacja aborcji i dotacje dla rozwojowych malzenstw.
No i slynne "dzisiaj naleza do nas Niemcy a jutro caly swiat" czyli perspektywa kolonizacji sasiadow.
Te same czyniki beda dzialac w Polsce bo sa to bodzce zgodne z natura ludzka.

Inspektor Lesny said...

Polsce bo sa to bodzce zgodne z natura ludzka.
---------------------------------
No, to z moja "natura" cos nie w porzadku. Nieodczuwam potrzeby wyrzniecia sasiadow, po to, by wszyscy obok mnie byli Polakami, badz Szwedami.
Moge jedynie sie zgodzic w znaczeniu negatywnym. Nie chcialbym zyc wsrod np. Arabow, bo ich troche znam, i wsrod nich sie zle czuje.
Ale-poza tym-caly Swiat nie musi sie skladac, dla mnie przynajmniej, z jednej narodowosci, ktora sie delektuje kiszona kapusta i pierogami-tak jak ja. Zmienilem obywatelstwo, (na jedno,szwedzkie) i nie czuje sie specjalnie przesladowany. Drobne roznice znikna w moich dzieciach, albo wnukach.

Bobola said...

@inspektor
Kochany inspektor nabral juz mentalnosci emigranta i jest zadowolony, ze jego potomstwo sie wynarodowi. To wszystko jest w porzadku ale taka postawa, jesli przeniesie sie do calej populacji oznacza likwidacje narodu a przynajmniej jego ambicji panstwowych. Moja rodzina byla zawsze panstwotworcza czy patriotyczna i wobec tego i ja mysle tak jak pisze. Emigracja jest ucieczka do innej rzeczywistosci i moze co nawyzej okazac sie ciezka (jak czytam w blogu Pasetta o wrazeniach emigrantow polskich w Irlandii czy Anglii) jesli spoleczenstwo rodzime wykaze reakcje odporosciowa zapewne taka z jaka spotkal sie Inspektor w zderzeniu z Arabami. Spoleczestwa kulturalne natomiast wykaza sie "zimna obojetnoscia" wobec nowych przyjezdnych co tez jest nieprzyjemne bo nie ma do kogo geby otworzyc.

Bobola said...
This comment has been removed by the author.
Inspektor Lesny said...

Moja rodzina byla zawsze panstwotworcza czy patriotyczna
---------------------------------
Rodzina , moze, nie wiem, ale Gospodarz? Co najwyzej, verbalnie.

"zimna obojetnoscia" wobec nowych przyjezdnych
--------------------------------
Naturalnie. Zalezy to od tego, co "przyjezdny" ma sam do zaoferowania.
W Polsce tez mnie nikt nie rozpieszczal.

Jacek Kobus said...

Rzesza Niemiecka w latach 30-tych i 40-tych znajdowała się w zupełnie innym punkcie "krzywej wzrostowej" kobiecych ambicji materialnych niż współczesna Polska. Nie da się tego porównywać.

Polska współczesna jest mimo wszystko dużo bliższa współczesnym Niemcom, a nie tym sprzed 80 lat. Jak chodzi o aspiracje, to Polki chcą żyć tak, jak WSPÓŁCZESNE Niemki - i stosownie do tych (całkowicie nierealistycznych, to chyba oczywiste?) oczekiwań, ograniczają swoją płodność, postrzeganą jako przeszkoda w materialnym awansie.

Gdyby ktoś im chciał zaproponować nędzę, jaka panowała w Rzeszy za Pańskiego ukochanego przywódcy - byłby to szok.

Przecież wtedy nie tylko smarfonów i laptopów nie było - ale nawet i telewizja tylko czarno - biała i tylko w świetlicach SS! No i te ówczesne volkswageny - przyzna Pan chyba, że niewiele lepsze od "maluchów"..?

Inspektor Lesny said...

o aspiracje, to Polki chcą żyć tak, jak WSPÓŁCZESNE Niemki - i stosownie do tych
------------------------------
Rozluznienie obyczajow, nieobecnosc stalych i pewnych dochodow, rozpad rodziny rowniez ma wplyw hamujacy tworzenie rodzin z dziecmi. Nie sprzyja temu przeksztalcenie malzenstwa w rodzaj "zwiazku kolezenskiego". W kazdym razie dziecko w Polsce jest wielka odpowiedzialnoscia, przy braku jakichkolwiek gwarancji ze strony spoleczenstwa. Nawet alimenty sa dochodem "pisanym palcem na wodzie". Gdyz sady przyznaja fantazyjne sumy, nie dbajac o egzekwowanie ich. Coz z tego, ze sad przyzna po 500 zet na dziecko, jesli ojciec dwojga dzieci jest najpierw bezrobotny, a za jakis czas bezdomny.
A gdy placi , bo ma prace, to jest to tak duze obciazenie, ze nie jest w stanie zbudowac swego zycia na nowo. Jest wiec zupelnie nieatrakcyjnym kandydatem do nowego zwiazku.
Coz wiec dziwnego, ze zaklada dwiw prezerwatywy, a zalozenia rodziny i dzeci unika jak ognia?

Inspektor Lesny said...

Supplement
Do tego trzeba dodac, ze Niemcy spodziewali sie nowychn terenow, nowych mozliwosci. Dzisiejsi Polacy takich oczekiwan nie maja.
Stad, Polki wzenione w silne rodziny, o strukturze patriarchatycznej, (np. Pakistanczycy w GB)odczywaja oparcie i pewnosc jutra-rodza wiec dzieci. I nie robia przeciez tego by osiagnac ten rodzaj wolnosci im niezaleznosci, ktory stal sie udzialem np. Niemek.

Bobola said...

@Kobus
Szanowny Hodowca ma tendencje sprowadzania wszystkiego do zyczen kobyly. A gdzie wiodaca rola ogiera?
Czyzby w Polsce zostaly same walachy?
A mowiac powaznie to zawsze istnieje pewna roznica zamoznosci i obyczajow panujacych w roznych krajach. Ten komu odpowiada inny porzadek socjalny powinien sie tam przeniesc i odczuc niechec i ostracycm w stosunku do "obcych" aby przekonac sie, ze poziom materialny to nie wszystko.
Ale zawazmy, ze cala dyskusja zeszla na tematy nie majace wiele wspolnego z tym o czym pisze.

Inspektor Lesny said...

iesc i odczuc niechec i ostracycm w stosunku do "obcych" aby przekonac sie, ze poziom
-----------------
Z moich obserwacji wynika, ze wiekszosc tzw. "zycia towarzyskiego" w Polsce odbywa sie w ramach blizszej i dalszej rodziny. Przyjaciol zas , w prawdziwym tego slowa znaczeniu, zdobywa sie w dziecinstwie i mlodosci. Na "swojej" ulicy, w szkole, rzadziej na studiach, i jeszcze rzadziej w pracy. Nie inaczej jest np. w Szwecji. Znajomosci zawarete w wieku 30-50 lat, z natury rzeczy sa powierzchowne, nacechowane ostroznoscia i rezerwa. To jest ta cena (czesc jej) ktora sie placi emigrujac samkotnie.
W Szwecji istnieja co takiegom jak "föreningslivet". Sa to prosto muwiac zwiazki, kolka zainteresowan. Sa takie dla wedkarzy, lekarzy, majsterkowiczow, a i Gospodarz by cos dla siebie znalazl, bo sa i filatelistyczne. Nikt tam nikogo nie traktuje "z gory", badz pogardliwie. Nie bardziej, niz by to zrobiono w analogicznej sytuacji w Polsce. Naturalnie, przyjaciela, ktoremu mozna powierzyc swe zycie, tam nie znajdziemy, ale o inicjalnych wymaganiach co do bloskiej przyjazni, juz wyzej pisalem.
Jesli zas chodzi o codzienne kontakty socjalne, jak np. z sasiadami, to moje sa lepsze tu, niz byly w Polsce.

Jacek Kobus said...

Pozwoliłem sobie na obszerniejszy komentarz tutaj: http://deus-lovult.blogspot.com/2014/06/jak-by-suka-nie-daa.html

Janusz Gorzów said...

Coś na temat Chin:

http://mises.pl/wp-content/uploads/2014/06/DeWeaver_Chinska-gospodarka.pdf

Pozdrawiam.