Tuesday, February 2, 2016

Czasy sie zmieniaja i my zmieniamy sie z nimi -czyli dawnych wspomnien czar III

   Wiek podeszly a jakim sie znajduje ma jedna dobra ceche a mianowicie to, ze pozwala mi na patrzenie na rozne aktualne i przeszle zdarzenia z pewnej perspektywy. Widze to obserwujac reakcje moich, zapewne mlodszych, czytelnikow na to co pisze ale takze  obserwujac istniejaca wokol mnie swiadomosc wspolobywateli polskich czy amerykanskich. Za czasow mojej wczesnej mlodosci i zapewne takze w moim pokoleniu istnialo glebokie przekonanie o wyzszosci bialej rasy w stosunku do ras kolorowych oraz wyzszosci Polakow w stosunku do mieszkancow krajow osciennych. Chodzilo glownie o Rosjan i Rusinow, ktorych okreslalismy pogodnie jako tepych i prymitywnych kacapow ale pelna wyzszosci niechec mielismy takze do Czechow czy Niemcow.
    Byly to czasy stalinowskie, ksiegarnie byly pelne literatury mlodziezowej tlumaczonej z rosyjskiego, ksiazki byly bardzo tanie a i lektury obowiazujace w szkole podstawowej i liceum sklanialy nas ku poznawaniu "czlowieka radzieckiego" w takiej postaci w jakiej nasi rosyjscy okupanci chcieli abysmy przyjeli za prawde objawiona. Czytalem wiec np Ostrowskiego "Jak hartowala sie stal", Fadiejewa "Mloda gwardie", Rybakowa "Kordzik" , Polewoja "Opowiesc o prawdziwym czlowieku", i wiele innych ksiazek radzieckich pisarzy dla dorastajacej mlodziezy, ktorych tytulow ani autorow juz nie pamietam. Czy ktos jeszcze pamieta lub czyta te indoktrynujace dziela i pamieta glownych prominentow sowieckiej literatury tego czasu? O ile wiem jedynie Rybakow dokonal zwrotu ideowego i zaistnial na Zachodzie dzieki trylogii "Dzieci Arbatu", "Strach" i "Pyl i popiol" odkrywajac "prawdziwa twarz" sowietow. Jedna z konsekwencji komunistycznego "potopu" jest wiec takze wieloletnia  czarna dziura kulturalna powstala po niektualnych obecnie dzielach literatury, filmu czy sztuki. Nie mowiac juz o uszkodzeniach mentalnosci, ktore obserwuje do dzisiaj.

      Dzieki rodzinnej bibliotece moglem tez czytac przygodowe i nie wydawane wtedy w PRLu powiesci podrozniczo-przygodowe Karola Maya i liczne nowelki Jacka Londona czy powiesci z czasow podboju Ameryki Fenimore'a Cooper'a. Ten ostatni znany jest zapewne mlodszej generacji z filmu "Ostatni Mohikanin". Powiesci  Rudyard'a Kiplinga oraz  Edgara AllanaWalace'a dopelnialy wyksztalcenia jesli chodzi o "obowiazek bialego czlowieka" (white men burden") w stosunku do ludow kolorowych.

     Literatura polska to w pierwszym rzedzie Sienkiewicz -"Trylogia", "Krzyzacy" i w "Pustyni i w puszczy", oraz liczne ksiazki Kornela Makuszynskiego i Arkadego Fiedlera. Co jednak wydaje sie istotne a czego nigdy nie widzialem w omowieniach tego okresu to nastawienie jakie pisarze, a zapewne i reszta mlodszego spoleczenstwa, mieli do relacji biali-kolorowi. Bylo w tym cos podobnego do stosunku pana do psa.  Pewna sympatia polaczona z dobrze ugruntowanym poczuciem wyzszosci.  Widzimy to na przyklad w nowelkach Londona z morz poludniowych. Niezwyciezony bialy czlowiek wspina sie na maszt z zasobem amunicji i karabinow aby oczyscic z czarnych kanibali zaatakowany przez nich kuter ("Syn Slonca"). Anglik-plantator samotnie utrzymuje w ryzach buntujacych sie czarnych dzikusow, ktorzy podpisali kontrakt do pracy na plantacji (orzechow kokosowych czy kopry) a teraz usiluja go zamordowac i umknac na rodzinna wyspe ("Przygoda"). I wiele innych opowiesci o realiach zycia na poczatku 19 wieku na terenach oddalonych od cywilizacji gdzie wlasnie powstawaly nowe kapitalistyczne fortuny i tworzono podwaliny pod kolonialne imperia. Szczerze namawiam wszystkich moich czytelnikow do przeczytania owych, obecnie niekiedy trudno dostepnych na rynku ksiegarskim perelek. Sa to interesujace dokumenty czasu przeszlego - obecnie nieakceptowane ze wzgledu na obowiazujaca od stosunkowo niedawna (od lat 60-tych) polityke politycznej poprawnosci.

    Chociaz obecnie obowiazujaca swiadomosc spoleczna wpajana pokoleniom mlodszym kaze nam pomijac wlasnosci ras i ich klasyfikacje przydatnosci to nie oznacza to automatycznie slusznosci owego "anty-rasistowskiego" pogladu. Natomiast propagowanie zasady niekwalfikowanej rownosci ludzi rozmaitych ras i klas spolecznych pozbawia nas a zwlaszcza przedstawicieli rasy bialej uzytecznego narzedzia wartosciowania ludzi. Jesli bowiem oceniamy roznych osobnikow populacji  pod tym czy innym wzgledem to istotne nie sa trywialne cechy wspolne ale wlasnie roznice. Cywilizacja globalna, w ktorej zyjemy jest dzielem rasy bialej. Od niej pochodza  nie tylko zdobycze techniczne XX i XXI wieku  ale takze osiagniecia kultury i nauki i ogolna swiadomosc tego co jest pozadane. Wklad ras kolorowych do rozwoju cywilizacji swiatowej jest minimalny. Owszem istnieja one jako  zleceniobiorcy-wykonawcy  manualni  a takze jako sily destrukcyjne ale poza tym swiat niewiele by stracil gdyby ich wogole nie bylo. Rozejrzyjmy sie wokol wsrod naszych sprzetow, ksiazek czy innych rzeczy powszechnego uzytku. Czy widac tam jakikolwiek wplyw  produktow czy idei wywodzacych sie z Chin, Indii czy Ameryki Lacinskiej nie mowiac juz o krajach afrykanskich?  Owszem, dzieki idiotycznej polityce wolnego rynku - globalizacji wiekszosc towarow powszechnego uzytku wykonywana jest wlasnie tam. Ale zleceniodawcy oraz projektanci naleza do krajow, w ktorych jeszcze niedawno dominowala rasa i kultura bialego czlowieka. Moi Szanowni Czytelnicy nie musza zreszta przyjmowac moich opinii "na wiare". Wystarczy zajrzec do dziel pisanych przez specjalistow z dziedziny historii kultury (np Charles Murray, "Human Accomplishments", 2004) aby znalezc zgrupowane argumenty potwierdzajace moje tezy.
    Ponizej zamiescilem skan wykresu znajdujacego sie we wspomnianej wyzej ksiazce. Przedstawia on liczbe postaci, ktore wlozyly istotny wklad do nauki i technologii w latach od 800 BC  do 2000 AD. Niebieskim kolorem zaznaczeni sa Europejczycy, czarnym reszta swiata "Zachodu" zas szarym cala reszta globu (str 248).











Na osi poziomej zaznaczony jest rok. Podobny wykres odnosi sie do sztuk pieknych (str.249) oraz osiagniec naukowych i politechnicznych. Jak udowadnia Murray 97 % swiatowych odkryc naukowych i technicznych powstalo w Europie lub Ameryce Polnocnej.Autor ten wspanialomyslnie nie wspomina o tym, ze owe "europejskie"osiagniecia ograniczaja sie do habitatow w Europie Zachodniej, ktore sa zasiedlone przez rase biala typu R1b zaznaczona kolorem czerwonym na wykresie nizej
 
https://dnaexplained.files.wordpress.com/2013/01/haplogroups-of-the-world-y.png
badz kolorem niebieskim na mapie https://en.wikipedia.org/wiki/Haplogroup#/media/File:World_Map_of_Y-DNA_Haplogroups.png
    To wlasnie przedstawiciele tej rasy "ciagna do przodu" zycie umyslowe calego globu zapewne od roku 12000 BC. Co bylo przedtem tego nie wiemy. Niestety Slowianie a wiec i prawdziwi Polacy naleza do rasy R1a o ktorej nie mozemy powiedziec zbyt wiele dobrego.
   Co cechuje rasy wywodzace sie z innych habitatow? Podstawowa cecha wspolna laczaca Indian, Slowian, Murzynow czy Arabow jest to, za tworza one spoleczenstwa stabilne i dostatnie tylko wtedy gdy dominujaca forma ustrojowa jest tam dyktatura  badz monarchia. Widac to zreszta wyraznie na wydarzeniach lat ostatnich. Afganistan, Irak, Egipt czy Libia byly oaza spokoju i dobrobytu w czasach gdy panowaly tam rzady silnej reki.  W momencie gdy Amerykanie wraz z wspolnikami zaczeli wprowadzac tam demokracje zapanowal chaos a zycie gospodarcze po prostu zapadlo sie. Obecnie oaza spokoju i dobrobytu pozostaly te kraje arabskie jak Arabia Saudyjska, Kuweit , Emiraty gdzie panuja monarchowie.
Podobne zjawisko widzimy w Ameryce Poludniowej i Centralnej. Panstwa takie jak Meksyk,  Brazylia czy Argentyna sa prawdziwymi imperiami terytorialnymi, ktore jednak znajduja sie w stalych klopotach gospodarczych mimo obfitosci bogactw mineralnych i rozleglych pastwisk.  Moim zdaniem jest to bezposrednim wynikiem tego, ze element rodzimy, tzw Native Americans czyli Indianie zostali skutecznie przetrzebieni w Ameryce Polnocnej ale pozostawieni w duzej liczbie na terytoriach  zamorskich bylego Imperium Hiszpanii czyli krolestwa Kastyli i Aragonu oraz na ziemiach portugalskich. To niedopatrzenie spowodowalo czesciowe ocalenie dusz rodzimych pogan przez Nasz Swiety Kosciol Katolicki ale wrodzone genetycznie czynniki destrukcyjne tych ras uniemozliwiaja rozwoj gospodarczy i polityczny panstw, ktore powstaly na tych terytoriach.
   Nie inaczej jest zreszta w Afryce -  gdzie kolonializm byl jedyna nadzieja na rozwoj tego regionu. Niestety dekolonizacja wspomagana przez Imperium Sowieckie jako srodek na oslabienia "Zachodu" spowodowala przerwanie tego procesu. Rowniez kraje azjatyckie - glownie opanowane przez Chinczykow - Chiny ludowe, Taiwan, Singapore , Burma , Syjam itp dzialaja jako tako tylko dlatego, ze sa rzadzone "silna reka".
     Czynnikiem destrukcyjnym, ktory zapewne zniszczy istniejace tam organizmy panstwowe jest nadmierna plodnosc populacji. Pamietajmy bowiem, ze na kazdym etapie rozwoju gospodarczego danego panstwa powstaje tylko skonczona liczba stanowisk pracy  . Jesli mamy nadmierna liczbe stanowisk pracy w stosunku do podazy pracobiorcow to koszty wytwarzania rosna gdyz potencjalni pracownicy beda oczekiwac wyzszego wynagrodzenia. Jesli jest odwrotnie to wynagrodzenie maleje a z tym maleje takze popyt na wytwarzane produkty i w efekcie maleje liczba stanowisk pracy.

   W obecnym czasie mamy do czynienia z erozja zarobkow pracobiorcow na calym swiecie gdyz podaz pracy jest wieksza niz popyt na nia. Zawodowo nieczynna czesc populacji stanowi obciazenie gospodarki panstwa gdyz wzgledy humanitarne oraz obawa przed rozruchami wymuszaja wydatki socjalne na poziomie pozwalajacym osobom nawisu pracobiorczego badz zwyczajnym leniom na przetrwanie. Te obciazenia socjalne powoduja koniecznosc opodatkowania jeszcze zatrudnionej czesci populacji (wynoszacej okolo 50% calosci populacji istniejacej). To zas zmniejsza popyt na towary nie-zywnosciowe i hamuje rozwoj gospodarki a zatem i wzrost zatrudnienia. Sytuacje pogarszaja jeszcze dwa czynniki: eksport stanowisk pracy do krajow o nizszej cenie pracy oraz erozja ilosci zatrudnien oraz placy wywolana naplywem emigrantow z zewnatrz.
     Jesli chodzi o USA czy kraje Europy Zachodniej to emigranci pojawiajacy sie tam w alarmujaco duzych ilosciach naleza w wiekszosci do ras destrukcyjnych. Ich emigracja jest zreszta z reguly spowodowana tym, ze uprzednio udalo im sie zniszczyc wlasny habitat do tego stopnia, ze nie moga w nim juz wytrzymac. Nastepnym krokiem jest oczywiscie degradacja habitatu do ktorego emigruja co zreszta obserwujemy juz w Europie i USA.  Czy ludnosci bialej zamieszkujacej obecnie owe terytoria uda sie powstrzymac nadchodzacy potop ludnosciowy ras nizszych tego  nie wiem. Obecna polityka imigracyjna jest irracjonalna tak zreszta jak i polityka ludnosciowa i medyczna polityka ochrony zdrowia prowadzaca do pogorszenia genotypu.






 

28 comments:

mm2290007 said...

Ciekawy wpis, jak zawsze. Tak na marginesie - liczba miejsc pracy wg mnie nie jest ograniczona, rośnie wraz z populacją.

Ale ja chciałem się odnieść do czegoś innego. Czytam właśnie książkę D. Landesa "Bogactwo i nędza narodów. Dlaczego jedni są tak bogaci, a inni tak ubodzy". Autor pokazuje, że same zdolności populacji nie wystarczą do sukcesu (mam tutaj na myśli Pana wcześniejsze rozważania o IQ ras). Potrzebne są jeszcze odpowiednie warunki, w tym szeroko pojęta wolność gospodarcza. Przykładem są Chińczycy, których wiele wynalazków (m.in. zegary wodne) zostało później zapomnianych. Babilończycy i Egipcjanie również stworzyli imponujące cywilizacje techniczne, a przecież nie byli Europejczykami. Podsumowując - ten wykres w przyszłości może się zmienić. Innymi słowy - przydatność ras (niektórych) może podlegać dynamicznym zmianom. Inne po prostu są mało zdolne i nigdy niczego nie wniosą.

Słowian wrzucił Pan do jednego kotła z "resztą". Co do Polaków (i Rosjan) - na pewno mamy ludzi zdolnych, nie wiem jak dużo, ale chyba wystarczająco, co widać choćby w IT. Jeździłem swego czasu na dobre konferencje - Polacy się zdarzają, choć nie zawsze reprezentują Polskę; murzyni w zasadzie tylko w zespołach, Arabowie b. rzadko, na mniej prestiżowych konferencjach, z reguły z b. słabymi pracami (widocznie jakość nie jest jedynym kryterium kwalifikacji). Polacy złamali Enigmę, a wcześniej uczyli Japończyków łamania szyfrów bolszewickich. Przynajmniej na tym i na moich obserwacjach opieram nadzieję, że jednak Polacy coś istotnego kiedyś wniosą. Niestety, niewykluczone, że jako pracownicy amerykańskich i niemieckich firm. To tak w największym skrócie.

Bobola said...

Wzrost populacji nie powoduje wzrostu liczby stanowisk pracy chociaz moze byc on bodzcem do ich tworzenia. Po warunkiem, ze wzrastajaca populacja posiada srodki na wywolanie popytu na towary. To co decyduje o ilosci powstalych stanowisk pracy to liczba kapitalistow-przedsiebiorcow (wlaczajac skarb panstwa), ktorzy beda widzieli swoj interes badz obowiazek w zaspakajaniu potrzeb rosnacej populacji.

Inspektor Lesny said...

Kilka uwag na marginesie-odnoszacych sie do artykulu i kommentarzy.
..............
Osiagniecia , zaslugi narodu sa prawie zawsze dzielem dzielem wolnych obywateli. W przypadku Polski 10-12% szlachty, badz tych, co sie za szlachte uwazaja. Tak wiec, artykul z ktorego sie w glownymi zarysami sie zgadzam, potwierdza moje spostrzezenia dot. stosunkow spolecznych w polsce, i kondycji jej elity.
-----------------
Co do obecnosci polskich przedstawicieli w nauce, konferencjach, itp, to pragne przypomniec, ze zaslugi polskie moga byc jedynie liczone gdy sa inicjowane i przeprowadzone przez sily polskie. Tzn. Polak na amerykanskim uniwerstecie jest amerykanskim naukowcem, Polak inzyniet po MIT jest amerykanskim inzynierem.
Kardynalnym, i smiesznym prawie przykladem jest Maria Sklodowsa-Curie. W Polsce blednie czczona jako... polska noblistka. Urodzila sie w Polsce, z polskich rodzicow, ale wyksztalcenie zdobyla na Sorbonie. Prace naukowa, badania, prowadzila tamze, w interakcj z Francuzami. W Polsce nie miala nawet z kim prowadzic dyskusjina ten temat. I jej maz, i kochanek byli Francuzami. Wyniki oglosila we Francji. Pensje na utrzymanie otrzymywala we Francji. Osobiste zas jej sentymenty nie determinuja "narodowosci" jej osiagniec. Wszystko wskazuje, ze byla naukowsem, badaczem, experymentatorem francuskim, urodzonym w Polsce, pochodzenia polskiego.
-------------------------------------------------------------
Czesi sa wyjatkiem wsrod Slowian. I ich osiagniecia zarowno kolektywne, jak i indywidualne stawiaja ich na rowni z uznanymi nacjami. Jak Anglicy, Niemcy czy Szwedzi.Sa roiwniez pzrez nich(Zachod) uznawani, w przeciwienstwie do np. Polakow czy ukraincow.
--------------------------------------------------------------------
Rozjanie nie sa Slowianami. To raczej odrebna grupa, i nalezalo by ich zwac wlasnie tylko Rosjanami. To, (genetycznie) 10% Skandynawow, 50% Slowian, 30% Azjatow (roznej masci) i 10 % wszystkich mozliwych, od Turkow, przez Niemcow do Innuitow.
IL.

mm2290007 said...

> Co do obecnosci polskich przedstawicieli w nauce, konferencjach, itp, to pragne przypomniec, ze zaslugi polskie moga byc jedynie liczone gdy sa inicjowane i przeprowadzone przez sily polskie.

Mnie chodziło raczej o zdolności populacji, tzn. dyskusję, czy Polacy są mało zdolni, czy o niewielkim wkładzie w cywilizację zadecydowały inne czynniki.

Co do Czechów - moje osobiste doświadczenia sa takie, że spora reprezentacja Czechów na jakiejś konferencji była mocno skorelowana z jej słabym poziomem, prezentowane prace również były kiepskie. Na dobrych konferencjach Czechów nie zauważałem. Ale to tylko moje własne obserwacje.

HansKlos said...

Zauważyć Waszmościowie wypada, że zdolności mózgowe danego osobnika wynikają li tylko z jego genów i chemii organizmu zbudowanego na bazie tych genów. Wykorzystanie tych zdolności to już kwestia organizacji. Generalnie Słowianie, a w tym Polacy mają geny dobre i zasoby mózgowe też na jednym z najwyższych poziomów. Problem jednak w tym, że mamy ekspansywną kulturę opartą na wolności, która nie znosi autorytetów. Tym samym cieżko jest nam w warunkach nieautorytarnych tworzyć zespołowo, natomiast jako jednostki jesteśmy wybitni. Przykładami słowiańskich odkrywców/naukowców może być zarówno Ulam, jak i Kopernik czy Tesla.

Przy okazji warto zauważyć, ze tzw. Zachód nie jest zainteresowany promowaniem pamięci o polskich odkrywcach i naukowcach, bo to obala mit o ich supremacji, natomiast chętnie się nam jakąś łatę przyczepia, ot choćby "polskie" obozy zagłady, które to określenie zgrabnie ukrywa niemieckie zbrodnie, jak i anglosaską hipokryzję. W końcu to nie Polacy, czy Rosjanie wymyślili obozy koncentracyjne, ale Belgowie i ich król Leopold, a na większą skalę po raz pierwszy zastosowali Brytyjczycy w wojnach burskich.

Ot i co!

Bobola said...

@Hansd Kloss
O ile wiem Ulam byl obywatelem II RP ale Zydem z pochodzenia.

Inspektor Lesny said...

a, że zdolności mózgowe danego osobnika wynikają li tylko z jego genów i chemii organizmu
--------------------------------------------------------------------------------
To jest redukcyjne spojrzenie na rzecz. Gdy mowimy o intelekcie narodu- Polakow, nie pojedynczego Polaka, zmuszeni jestesmy spojrzec hollistycznie. Indywidoalnie, to i Arabowie, i Murzyni potrafia blyszczec-sam takich spotkalem. Coz z tego, ze blyszcza, niczym atomy platyny, skoro podobnie jak i platyna, nie wchodza w wiezi z innymi , wokol nich krazacymi jednostkami. Inteligencja narodu, to kompleks wielu wlasciwosci, nie tylko indywidualna umiejetnosc rozwiazywania krzyzowek.
Moim zdaniem, brak istotnych elementow w swiadomosci dzisiejszego spoleczenstwa polskiego, ma swe zrodla w destrukcyjnych, wielowiekowych stosunkach spolecznych w Polsce.
--------------------------------------------------
Zachód nie jest zainteresowany promowaniem pamięci o polskich
..........................
Blednie uwazamy, ze Zachod jest z Polska w opozycjii "konkuruje"z nia. Zachod ma w nosie Polske, Polska powinna byc przedmiotem troski Polakow, w pierwszym rzedzie tych, co tam mieszkaja.
........................
a, ot choćby "polskie" obozy zagłady, które t
-------------------------------------------------------
To jest demagogiczna, nie na miejscu uwaga. Uderzenie w wielki dzwon. te "polskie obozy" sa dzielem niemieckich i zydowskich pismakow, politykierow. Celem jest ochrona ich partykularnych interesow.
Tu, dodac trzeba, ze w prawie wszyskich nacjach egzystuje zlosliwe obgadywanie i deprecjonowanie sasiadow. Anglicy widza same wady u Francuzow, Francuzi u wszystkich innych, Szwedzi nie moga sie nadziwic glupocie Norwegow, prostactwu Finow, Dunczycy obludzie Szwedow...
To jednakze nie ma nic wspolnego z mozliwymi do mierzenia i liczenia walorami ludzi czy narodow.
IL.

Inspektor Lesny said...

Suplement
Poza tem, w nauce, wynalazczosci, czy w przedsiebiorczosci istnieje potezna nadmiarowoc. Podobnie jak w naturze, z tysiecy nasion, wszystkich zdolnych do stworzenia doroslego drzewa, w koncu powstaja dwa moze egzemplarze, tak i w zyciu na tysiac teorii naukowych, wynalazkow, czy tez przedsiewziec biznesowych do skutku,i z pozytkiem dla zainteresowanego, i czasem-byc moze-narodu, ostaje sie jedna. Tak wiec, nie starczy Kopernik, Wroblewski z Olszewskim, by sie to przelozylo na osiagniecia narodu. Musi to byc dosc powszechne, przynajmniej wsrod grupy wiodacej, tak jak to bylo w Anglii, Niemczech, Szwecji Czy Ameryce. Polska zas elita doprowadzila do perfekcji gre w karty i wizyty w burdelach, problemy zas dnia codziennego rozwiazujac coraz to grubszym kijem na chopski grzbiet.
IL.

Krzysztof Galos said...

Przedstawiona przez Pana interpretacja danych dostarczonych przez Murraya pozostawia moim zdaniem wiele niedociągnięć i niepopartych dowodami ekstrapolacji, podobnie zresztą jak same dane przez niego uzyskane. W jaki sposób można obiektywnie ocenić, jakie osiągnięcia są ważniejsze od innych? Na jego liście znajdują się takie postaci jak Zygmunt Freud, którego współcześnie uważa się za oszusta, a jego psychoanaliza ma się tak do psychoterapii, jak astrologia do astronomii.

1. Murray opiera się na encyklopediach i źródłach, które wyrosły z kultury białego człowieka, siłą rzeczy istnieje tutaj ryzyko dużego biasu kulturowego.

2. Wyższy poziom osiągnięć białych mężczyzn może wynikać z łutu szczęścia. Pan, jako fizyk, powinien doceniać znaczenie przypadkowości w tak złożonych zjawiskach, jak rozwój społeczeństw. Na ten fakt zwrócił uwagę np. Diamond w "Guns, Germs & Steel". Pokazał on, że jednymi z głównych czynników umożliwiających rozwój Europejczykom było m.in. przypadkowe, korzystne rozmieszczenie geograficzne, wraz z występowaniem korzystnej flory i fauny (zwięrzęta domowe, zboże, etc.).

3. Na wysoki poziom osiągnięć Europejczyków mógłby też pozwolić np. "ekspansywny temperament". Europejczycy zajmowali wszystkie lądy i zniewalali tubylczą ludność, przy okazji niszcząc naukę, którą ci ludzie zgromadzili, choćby przywołując tutaj zniszczone zbiory pism azteckich, uznane za bluźniercze. Znów pomógł łut szczęścia - wierzenia Amerykanów o przyjściu bogów, technologia stali i prochu (wynalezionego bodajże przez... Azjatów).

4. Mógłbym argumentować, że Europejczycy w skali historycznej właściwie opóźnili rozwój nauki, uniemożliwiając prawdziwie inteligentnym grupom ludzi jej rozwijanie. Np. kobiety - wskaźnik encefalizacji kobiet jest średnio większy niż EQ mężczyzn, czyli mają one większy mózg w stosunku do masy ciała, niż mężczyźni. Wielkość mózgu jest skorelowana z jego kognitywnym potencjałem. Wiele podobnych wskazówek sugeruje, że kobiety mają większy potencjał intelektualny od mężczyzn, długo by się tutaj rozpisywać. Jeżeli europejscy mężczyźni (ale nie tylko), przez swoją większą agresję nie dopuszczali kobiet do uniwersytetów i praktycznie czynili z nich służące, to tylko opóźniali tym samym prawdziwy rozwój nauki i techniki.

Podobnie ma się rzecz z Żydami aszkenazyjskimi, których średnie IQ jest o całe odchylenie standardowe większe od średniej dla populacji. Bodajże ponad 40% noblistów i noblistek ma korzenie żydowskie. Jak Europejczycy potraktowali Żydów w XX wieku nie trzeba przypominać.

Podsumowując: nie sądzę, aby wysoki poziom osiągnięć Europejczyków był wynikiem ich większej inteligencji. To raczeje konglomerat przypadku i ekspansywnych zapędów tychże.

Bobola said...

@Krzysztof

Nikt nie twierdzi, ze ludy kolorowe nie mialy swoich wybitnych postaci. W monografi Murraya jest zreszta takze tabela owych "wyjatkow". Ale nie bylo ich tyle ile pojawilo is w rasie R1b1 czyli zachodnio-europejskiej. Oczywiscie podczas podbojow zniszczono wiele zabytkow rodzimej kultury- np zakazano Aztekom religijnego wyrywania serca dla zalagodzenia boga Slonce (przez co czekamy z niepokojem na koniec swiata) albo zainterweniowano brutalnie w kulinarne obyczaje murzynow zabraniajac kanibalizmu (o ile wiem niecalkiem skutecznie). Nie mniej to wlasnie Hiszpanie, Portugalczycy, Anglicy, Francuzi i Niemcy spacyfikowali dzikusow i zapedzili ich do uzytecznej pracy a nie stalo sie odwrotnie. A i obecnie naukowcy rowniez polscy staraja sie publikowac w czasopismach anglosaskich a nie w narodowych czy to polskich czy rosyjskich nie mowiac juz o arabskich czy latynoskich.

Janusz Gorzów said...

"Za czasow mojej wczesnej mlodosci i zapewne takze w moim pokoleniu istnialo glebokie przekonanie o wyzszosci bialej rasy w stosunku do ras kolorowych oraz wyzszosci Polakow w stosunku do mieszkancow krajow osciennych."

Coś Pan pokręcił. Powinno to brzmieć tak:
"Nasza rasa jest Rasą Panów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras tak, jak one od insektów. Faktycznie, porównując do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, bydło w najlepszym wypadku..."

Inspektor Lesny said...

oraz wyzszosci Polakow w stosunku
-------------------------------------
Tu, to by sie przydalo troche blizsze wyjasnienie-jakich to Polakow. Ponoc byly rozne rodzaje.
Wprawdzie felieton(Gospodarza) raczej neguje wyzszosc jakichkolwiek Polakow nad sasiadami, lecz coz... serce swoje, umysl swoje...
IL

Bobola said...

@Janusz
Pisze jak bylo w czasach przed polityczna poprawnoscia. Mozna to zreszta obserwowac na znaczkach i calostkach z czasow II RP, ktore juz raz pokazywalem: http://bobolowisko.blogspot.com/2012/09/filatelistyka-czasow-wyjatkowych.html
http://bobolowisko.blogspot.com/2013/10/projekt-mniejszosciowy.html
Nawet w czasach okupacji niemieckiej wydawnictwa podziemne emitowaly znaczki domagajace sie kolonii w Afryce - aby dorownac innym mocarstwom swiatowym do ktorych owczesni Polacy sie porownywali.

To zreszta, ze rasy maja rozna wartosc pod wzgledem umiejetnosci tworzenia organizmow panstwowych widac wyraznie gdy porownany osiagniecia gospodarcze krajow Ameryki Lacinskiej z krajami, w ktorych jeszcze dominuje rasa biala typu R1b. Nie bylo tam wiekszych wojen (przynajmniej w wieku XX) , ustroj kapitalistyczny krolowal przez caly czas a mimo to gospodarka jak lezala tak lezy.
Postep pojawial sie tam tylko wtedy gdy istniala dyktatura i trwal tak dlugo zanim nie przyszla demokracja (Brazylia, Argentyna, Chile) . Podobnie jest w Polsce, Rosji czy Chinach. Po prosty rasy te nie maja poczucia indywidualnej dyscypliny i odpowiedzialnosci za swoje dzialania.

Janusz Gorzów said...

...dla jasności, mój wpis to sarkazm. Wystarczy wygooglować Kogo cytowałem.
Przypomnę, że już pisałem, że nie podzielam pańskich poglądów na temat ras, jak i protekcjonizmu w gospodarce.
Co do ras, fart białego Człowieka skończył się mniej więcej wraz z bitwą pod Cuszimą.
Teraz nadchodzi czas pokuty.
Co do gospodarki, chronić to trzeba Dzieci i Ludzi ułomnych, a nie Dorosłych.
Dorośli mają walczyć, inaczej się degenerują, wystarczy przyjrzeć się Osobom na cycku budżetu, by wyrobić sobie zdanie do czego doprowadza życie na cudzy koszt.

Inspektor Lesny said...

tarczy przyjrzeć się Osobom na cycku budżetu,
--------------------------------------------
Miejsce siedzenia determinuje kat spojrzenia.
Co by nie powiedziec o Karolu Marxie, to to spostrzezenie jest trafne.
Nasz Gospodarz cale zycie wisial u cycka panstwa. Najpierw polskiego, pozniej amerykanskiego. I, podobnie jak francuscy "filozofi" z 68 roku, co tez jak i on tak wisieli,jest przekonany, ze wie lepiej jak Swiat urzadzic.
Nakoszt innych...
IL.


Bobola said...

@Janusz

Powodzenie w przedsiewzieciach rasy bialej zalezy od woli jej przedstawicieli i od swiadomosci, ktora przyjma za swoja. Nadmierny humanitaryzm w stosunku do ras nizszych ale takze i klas nizszych spolecznie powoduje zanik ducha wyzszosci. To zas rozbraja spoleczenstwo i tworzy postawy roszczeniowe.
Zycie na cudzy koszt jest obecnie norma nie dlatego, ze ktos pracuje dla rzadu czy panstwa. Te funkcje istnieja i istnialy zawsze. Nie ma potrzeby aby wszyscy byli rolnikami i wytwarzali produkty wlasnymi rekami z wlasnego terenu. Kazdy pracownik najemny (w tym IL) zyje z czyjejs laski.Moze nia byc pracodawca prywatny ale nie tylko. Ja osobiscie wole pracowac dla panstwa i tak sie skladalo, ze pieniadze na prace naukowa czy dydaktyczna na wyzszej uczelni przychodza a kieszeni panstwowej. Tylko w malym stopniu korzystalem z funduszy badawczych dostarczanych przez przemysl. Mozna oczywiscie sprywatyzowac uniwersytety i wtedy wszystkie koszty beda musieli pokrywac nasi klienci czyli studenci. To zas naturalnie ograniczy dostep do wyksztalcenia. W sytuacji gdy w Polsce ale i w USAjest coraz mniejsze zapotrzebowanie na ludzi z wykszatlceniem wyzszym byc moze jest to przyszlosc.

Inspektor Lesny said...

i tak sie skladalo, ze pieniadze na prace naukowa czy dydaktyczna na wyzszej uczelni przychodza a kieszeni panstwowej. T
-------------------------------------------
NIe, nie. Nie "sklada sie tak". Tylko pewne grupy, coz, na ogol sprytniejszych, tworza takie struktury, w ktorych pozniej zyja jak paczki w masle. Typ, kosciol, partie polityczne, zwiazek adwokacki, czy tez zamkniete i strasznie wazne sluzby. Mundurowe i bez munduru i bez wgladu do nich. Czy tez nawet tak trywialne organizacje jak Koleje Polskie. W ktorych kasjerka tez uwaza sie za maszyniste parowozu, ichce isc na emeryture 10 lat wczesniej. Nie inaczej, a nawet gorzej jest z tzw. "srodowiskiem naukowym". Ktore wiecznie zada przywileji od spoleczenstwa, zas wgladu do swej dzialalnosci swym platnikom odmawia-nie zrozumia-mowi...
IL.

Inspektor Lesny said...

Kazdy pracownik najemny (w tym IL) zyje z czyjejs laski.Moze nia by
------------------------------------------------------------------------
Slusznie. Ale IL nie zabiera sie sie do urzadzania Swiata w/g wlasnego widzimisie,na cudzy koszt.
IL.

Bobola said...

Nie chce przedluzac dyskusji bo widze, ze nie prowadzi do logicznych wnioskow. Przywileje jakimi ciesza sie pewne grupy zawodowe nie pojawily sie z ich woli ani nawet z ich nacisku ale grupy te zostaly nimi obdarzone przez panstwo czy elite rzadzaca. Dlaczego? Bo uwazalo/a ono , ze sa pewne funkcje jakie musza byc w tym panstwie pracujace. Wojsko i policja dla ochrony calego organizmu, nauka - dla rozwoju wiedzy a takze jako zaplecze produkcji i dla prestizu swiatowego, kolejnictwo i inne - dla zabezpieczenia mozliwosci przemieszczania sie ludzi i towarow itd.
Mozna z nich rezygnowac i pozostawiac je w rekach prywatnych ale za czasow PRLu model panstwowy byly taki a nie inny i panstwo bylo wszech-obejmujace wszystkie dziedziny zycia. W USA zas takze pieniadze na badania (i utrzymanie naukowcow) nie ida "z laski". Trzeba sie o nie starac w trybie konkursowym i rozliczac z wynikow. Sa tez pewne projekty, zbyt kosztowne aby zechcieli je finansowac dobrodzieje prywatni (np ostatnio glosny aparat do wykrywania obecnosci fal grawitacyjnych - po co to komu?) i konieczne jest fundowanie ich z kasy panstwowej - o ile senat USA zatwierdzi taki wydatek. Co wcale nie jest pewne i na co naukowcy maja tylko wplyw inicjujacy wniosek. Decyzja jest w innych rekach.

Inspektor Lesny said...

Wojsko i policja dla ochrony calego organizmu, nauka - dla rozwoju wiedzy a
------------------------------------------------------------------------------
Ja tez nie chce przedluzac. Nikt tu nie postuluje sprywatyzowania np. wojska. Choc w USA tak wlasnie zrobiono. Nie sadze , ze to dobry pomysl, jednak argumeny za sa dosc silne. Nauka , wojsko, przywileje chetnie biora, a potem 99% procent siada na laurach. I zada coraz to wiekszych przywilejow. Nic w zamain nie dajac, a czasem nawet szkodzac.
Zamkniecie oczu na wynaturzenia tego systemu jest cecha osob korzystajacych owego porzadku rzeczy, lecz niewiele wnoszacych do swych dziedzin.
Ludzie zas prestujacy wysokie jakosci rzadko zastanawiaja sie nad formalnie im przyslugujacymi przywilejami. Moga bowiem istniec dzieki swoim meritiom, bez potrzeby podpierania sie paragrafami i przepisami.
IL.


Inspektor Lesny said...

Supplement
Cozas do nowatorow, odkywcow, naukowcow, to proponuje pogooglac " Paolo Macchiarini "
Przydarzyl sie w miejscu pracy mojej zony, i niezle ilustruje "cenne wielkie jednostki" I, kosztowne, oczywiscie.
--
http://www.sciencemag.org/news/2016/02/karolinska-institute-vice-chancellor-resigns-wake-macchiarini-scandal


--

http://www.vanityfair.com/news/2016/01/celebrity-surgeon-nbc-news-producer-scam


--
I, wiele innych...

Bobola said...

@Inspektor
Pierwsze slysze aby w USA wojsko bylo sprywatyzowane. Istnieja firmy "ochroniarskie" - to prawda ale nie maja one statusu wojska ani tez nie podlegaja rzadowi. Jest to cos w rodzaju wzmocnionej detektywistycznej Agencji Pinkertona. Jesli zas chodzi o benefity grupy zawodowej do ktorej nalezalem to wysokosc mojego wynagrodzenia byla decydowana poza mna. W PRLu istniala "siatka plac", ktora nie byla tworem naukowcow ale administracji panstwowej i Sejmu. W USA wynagrodzenie ustala Uniwersytet oraz instytucje udzielajace dotacji na badania w czesci przeznaczonej na czas badan. Sam zainteresowany ma male szanse na negocjowanie wynagrodzenia- chyba ze Uniwersytet jest bardzo zainteresowany jego zatrudnieniem np ze wzgledow prestizowych.
Skandale wywolane przez naukowcow hohsztaplerow zdarzaja sie wszedzie ale rzadziej niz w innych dziedzinach ludzkiej aktywnosci. Wyniki bowiem sa dokladnie sprawdzane przez nieprzyjaznie nastawionych recenzentow.

Inspektor Lesny said...

Pierwsze slysze aby w USA wojsko bylo sprywatyzowane. Istnieja firmy
-------------------------------------------------------------------------
To Gospodarz niewiele slyszal. Od kilkunastu lat spora-coraz to wieksza czesc wysilku wojennego przejmuja firmy ochroniarskie. Najpierw zajely sie kuchnia wojskowa, potem szpitalem,logistyka, a ostatnio, dla zachowania praw i przepisow, idzie na zadania wojenne pieciu zolnierzy, a wspiera ich piedziesieciu "ochroniarzy" i "servisowcow". Ktorzy zwyczajnie strzelaja, zakladaja miny, biora do niewoli i przesluchoja jencow. Ot, zolnierze najemni.
----------------------


Wyniki bowiem sa dokladnie sprawdzane przez nieprzyjaznie nastawionych recenzentow.
--------------------------------------------------------------------------------------------

Gdyby Gosp. rzucil okiem na linki ktore podalem, to zauwazylby, ze srodowisko jest zamkniete, i poklekuje sie nawzajem po plecach.
Paolo Macchiarini nie jest chyba oszustem w pelnym tego slowa znaczeniu. Jego dzialania pokazuja, ze chyba sam wierzyl w bzdure, z medycznego punktu widzenia. Wierzyli w nia tez niektorzy czlonkowie Komisji Noblowskiej. Przynajmniej na poczatku-pozniej nie wiedzieli jak sie z tego wycofac, nie tracac twarzy.
Nota. Pracownicy , badz wspolpracujacy z KI, KS, maja rowniez i inne funkcje, m.inn. w Komisji Noblowskiej.

...
em to wysokosc mojego wynagrodzenia byla decydowana poza mna. W P
----------------------------------------------------------------------
To znany wybieg. Srodowisko ma wielki wplyw na swe przywileje, a potem zaslania sie "odgornymi przepisami".
IL.

Inspektor Lesny said...

W linkach Gospodarza (Bobola) znalazlem ciekawy artykul. Czy Gospodarz, jako osoba niejako "siedzaca w temacie", moglby sie do niego ustosunkowac?
Oto fragment:
"O tym ze Bolensa jest sterowany wiedziała niemiecka Stasi i rumunska Securitate.
Media mowiac o Tajnych Wspolpracownikach klada akcent na aspekt konfidencki czyli na doniesienia agenturalne. Jest jednak rzecz wazniejsza. Aparat terroru kreował falszywe autorytety. W PRL o tym kto otrzyma tytuł profesorski decydowała SB i partia a nie osiagniecia merytoryczne. Był to proces kreacji z miernot i przygłupow perwersyjnego kapitalu spolecznego."


...
Oraz link do aktualnego artykulu:
"http://matusiakj.blogspot.se/2016/02/najgorszy-sort.html"



Bobola said...

@inspektor

Istotnie PZPR i jej wodzireje mieli istotny wplyw na awanse profesorskie. Merytoryczny dorobek liczyl sie do osiagniecia stopnia docenta ale powyzej tego stanowiska (administracyjnego) istotna byla opinia POP a zapewne takze resortow represyjno-wywiadowczych. Nie wiem jak to bylo na Uniwersytetach ale w Akademi Nauk istnieli urzednicy SB zapelniajacy etaty d/s osobowych i wspolpracy z zagranica.
Ich znaczenie bylo jednak ograniczone. Najwazniejsze stanowiska nomenklaturowe zajmowali bowiem czlonkowie PZPR (rektorzy, sekretarz PAN itp) i ich zdanie co do awansow bylo decydujace. Trudno mi sie zgodzic z opinia M., ze byli oni wylacznie miernotami.Mieli oni pewien dorobek naukowy (np Prof. Prof. Adam Schaff czy Michal Smialowski) ale decydujaca byla ich przynaleznosc partyjna.
Nie wiem kim jest p. Matusiak wiec nie moge ocenic czy jego oskarzenia co do TW sa prawdziwe. Moze on znac te sprawy lepiej niz ja.

zdzkoz said...

O ile wiem Ulam byl obywatelem II RP ale Zydem z pochodzenia
...
Kardynalnym, i smiesznym prawie przykladem jest Maria Sklodowsa-Curie. W Polsce blednie czczona jako... polska noblistka. Urodzila sie w Polsce, z polskich rodzicow, ale wyksztalcenie zdobyla na Sorbonie. Prace naukowa, badania, prowadzila tamze, w interakcj z Francuzami. W Polsce nie miala nawet z kim prowadzic dyskusjina ten temat. I jej maz, i kochanek byli Francuzami. Wyniki oglosila we Francji. Pensje na utrzymanie otrzymywala we Francji. Osobiste zas jej sentymenty nie determinuja "narodowosci" jej osiagniec.

Czy nie większym błędem byłoby nie zauważać osiągnięć Polki, zmuszonej szukać szczęścia na paryskim bruku

zdzkoz said...

"... ktore sa zasiedlone przez rase biala typu R1b zaznaczona kolorem czerwonym na wykresie nizej....
To wlasnie przedstawiciele tej rasy "ciagna do przodu" zycie umyslowe calego globu zapewne od roku 12000 BC. Co bylo przedtem tego nie wiemy. Niestety Slowianie a wiec i prawdziwi Polacy naleza do rasy R1a o ktorej nie mozemy powiedziec zbyt wiele dobrego."

Oj widzę, że Pan Gospodarz nie miał okazji zapoznać się z opiniami dokładnie przeciwnymi. Pewnie dlatego, że do niedawna nie miały one najmniejszych szans przebić się nie tylko na międzynarodowe forum, ale nawet w krajach słowiańskich były (i nadal są) ordynarnie tępione. Przykładów jest wiele, choćby zacięty spór między autochtonistami i allochtonistami w kwestii pochodzenia i roli dziejowej Słowian. Autochtoniści w Polsce, mimo wsparcia udzielanego przez władze przedwojenne, nadal są w mniejszości. Prym wiodą "nałkofcy" zapatrzeni w Herr Kossina i jego wielkoniemieckich sponsorów, którzy bronią zajadle bagien Prypeci, jako kolebki Słowiańszczyzny, i wieku V n.e. jako początku Słowian na arenie dziejów. Podobnie dzieje się w innych krajach Słowiańskich, od Rosji po maleńką Słowenię Warto poczytać, co o tym sądzi amerykański uczony, językoznawca, Czech z pochodzenia i mąż Słowenki, Petr Jandaczek - łatwo można znaleźć w internecie. Właśnie - na szczęście - dzięki internetowi ww. opinie (i badania, za nimi stojące) są coraz łatwiej dostępne i zaczynają przebijać się "do świata". Zapewne m.in. dzięki nim i badaniom genetycznym można zaobserwować śmieszne manewry czynione przez Niemców w kwestii pochodzenia i roli "Germanów" (już nie R1b, no bo jacyż z nich Niemcy, lecz I1 i I2, jako Protogermanie). Bowiem okazało się, że nie było żadnych plemion germańskich, a w tej liczbie w szczególności wschodniogermańskich, t.j.Gotów, Wandalów i Longobardów.Były tylko ludy "staroeuropoejskie", właśnie I1 i I2, Słowiańskie R1a, a duuużo później Celtyckie R1b, wraz z niejakimi Baskami, którzy (a to pech) okazują się nie być indoeuropjczykami. I wszystkie historyczne koncepcje Niemców (i nie tylko) okazały się niewypałem. Okazali się "Kreolami", którym do Ariów najdalej ze wszystkich w Europie. A ich język "germański" - językiem kreolskim, zbudowanym na podstawie zasobów leksykalnych i gramatycznych języka słowiańskiego na substracie (podkładzie) I1/I2, z wtrętami pierwotnego języka późniejszych Celtów. Bo właśnie clue sprawy tkwi, skąd się wzięła "indoeuropejskość" języków zachodnieuropejskich. Oczywiście wszyscy zachodni "nałkofcy" wiedzą od 18 stulecia (ze szlachetnymi, trzeba przyznać, wyjątkami), że z języka protoindoeuropejskiego, choć takiego nigdy nie było. Były natomiast, i to w centrum obszaru indoeuropejskiego, liczne języki słowiańskie, najbliżej spokrewnione z sanskrytem, i stanowiące wraz z nim rdzeń "indoeuropejskości".

zdzkoz said...

Powyższe wyjaśnia, dlaczego Zachód tak rozpaczliwie próbuje deprecjonować Wschód już co najmniej od kilku stuleci (i prawie im się udało). Po prostu nie chcą, by ujrzała światło dzienne brutalna prawda, że wszystko (szczególnie Niemcy) mają kradzione od Słowian: nazwę, ziemię, ludzi, język, rolnictwo, rzemiosło, tylko kapusty i ogórków nie zdążyli się nauczyć kisić.
Powyższe - jak znam życie - potraktuje Pan Gospodarz zapewne jak bredzenie "oszołoma" lub - co najwyżej - pobożne życzenia biednego, zakompleksionego Polaczka, któremu się wielkości zachciało, przynajmniej w odległej przeszłości. Mam jednak nadzieję, że będzie tak tylko w pierwszym odruchu. Bo dowodów naprawdę wiele można już znaleźć w "necie". Poza Jandaczkiem, polecam np. blog Wspaniała Rzeczpospolita. Nawet (fuj) Wikipedia zmuszona była przyznać, że tzw. żmijowe wały na Ukrainie (i częściowo w Polsce), drugie po wielkim murze chińskim obiekty na Ziemi, musiało zbudować jakieś potężne państwo słowiańskie, bo jacyś biedacy znad Prypeci absolutnie doń nie dorastali liczebnością i organizacją. Ale za tym idzie, czego już trudno szukać w Wikipedii, dlaczego "wielki" (i zdecydowanie przereklamowany) Rzym nigdy nie przekroczył Dunaju, a już na pewno Karpat, choć "pchał się" nie wiedzieć po co do Szkocji, jeszcze dalej na Północ.
A najciekawsze znalazłem na dziwnym portalu (https://spacezilotes.wordpress.com/2011/07/06/the-pelasgians-the-history-of-etruria-a-ture-1a/), gdzie niejaka Mrs Hamilton Gray już w 1839 roku wykryła "niebezpieczne" związki rodowodowe pomiędzy Ariami (sanskryt, Wedy, Persja, Awesta), a więc (czego biedna nie wiedziała) także Słowianami, i Etruskami, od których wszystko z kolei ukradli przereklamowani Rzymianie (nawet Rzym, o języku i całej kulturze materialnej nie wspominając