Ostatnio nabylem droga kupna ksiazke dwojga znanych amerykanskich dziennikarzy: Donalda L. Barlett'a i James'a B. Steele pod tytulem "The Betrayal of the American Dream" (2012)(czyli "Zdrada Amerykanskiego Mitu"). Tworczosc obu panow byla mi znana wczesniej gdyz problemy amerykanskiego spoleczenstwa oraz gospodarki opisali oni w paru innych znanych mi ksiazkach (np "America:Who Really Pays the Taxes" czy "America: What went Wrong?"). Sa to przedstawiciele dziennikarstwa lewicowego, ktorzy od lat interesuja sie aktualnymi problemami rozwoju USA jako panstwa i kolektywu obywateli. Zwazywszy, ze maja oni dobrze platne zatrudnienie oraz to, ze ksiazki ich przyniosly im zapewne znaczna fortune czytam ich wypowiedzi z uznaniem naleznym kazdemu, ktory wlasna wygode ceni mniej niz okazje do uwypuklenia pewnych problemow spolecznych i ekonomicznych, ktore inni dziennikarze omijaja zdaleka. Podobna sylwetka jest rezyser filmowy Michael Moore- takze czlowiek doskonale ustawiony finansowo ale o zainteresowaniach znajdujacych sie daleko od glownego nurtu sztuki filmowej USA.
"Zdrada Amerykanskiego Mitu" jest ksiazka wazna takze z tego powodu, ze opisuje ona sytuacje USA w chwili obecnej a wiec po czterech latach rzadow demokratycznego rezimu Obamy. W chwili gdy ksiazka pojawila sie w druku nie byla jeszcze znana autorom katastrofalna decyzja Amerykanow o reelekcji prezydenta. Prezydent zostal, co prawda, wybrany glosami tej czesci populacji, ktora nie grzeszy ani inteligencja ani doswiadczeniem (mlodziez, kobiety i ludnosc kolorowa) ale bezmyslnosc demokracji (mimo przewidzianej konstytucja USA mozliwosci unikniecia tyranii polinteligentow) spowodowala zwyciestwo znanego zla nad nieznanym.
Zgodnie z tradycja gaworzenia obowiazujaca w srodowisku dziennikarskim na calym swiecie takze i tu mamy mase aktualnych opowiesci o ludzkich losach ("human stories") ilustrujacych cala ohyde tego co sie obecnie dzieje w USA w stosunkach pomiedzy korporacjami i ludzmi pracy. Jako czlowiek nie cierpiacy na nadmiar czasu do zabicia wolalbym prezentacje bardziej zwiezla a za to obfitujaca w wieksza ilosc wykresow i innych danych liczbowych. Zdaje sobie jednak sprawe, ze wielu z moich czytelnikow podziela usposobienie prez. Clintona, o ktorym mowiono, ze zawsze zajmuje niezlomna pozycje po obu stronach kazdego problemu ("Takes a firm stance on both sides of the issue"). Dzieki tej strategii nigdy nie mozna bylo byc pewnym jakie to wlasciwie stanowisko ow Wielki Czlowiek naprawde popieral.
W ogolnym zarysie autorzy oskarzaja obecna elite polityczno-finansowa o celowe dzialanie zmierzajace do zniszczenia tego co okreslaja jako amerykanska klase srednia (middle class) zdefiniowana jako zbior obywateli, ktorzy na zeznaniu podatkowym w roku 2009 podali swoje roczne wynagrodzenie jako lezace w granicach $35 000 do $85 000. W tym roku mediana dochodu w USA dla rodziny (household) wynosila $ 50 599. Ta klasa srednia liczyla w roku 2009 okolo 34 milionow obywateli i stanowila 30% ogolnej liczby 116 milionow zeznan podatkowych tego roku. Najwieksza grupe podatnikow stanowila jednak "biedota" czyli 58 milionow obywateli (50% ogolu) uzykujaca dochod ponizej $35 000 rocznie. Pozostale 20% to amerykanscy prominenci zarobkowi, z ktorych jednak tylko pare procent (okolo 2%) moglo sie pochwalic wyraznym wzrostem dochodow. Zauwazmy, ze poslugujemy sie tutaj nazewnictwem amerykanskim. Jesli powrocimy do tradycyjnego jezyka europejskiego to tak zwana klasa srednia odpowiada proletariatowi - czyli ludziom, ktorych bytowanie zalezy od posiadania pewnego wyksztalcenia fachowego oraz znalezienia pracy zgodnej z tymze wyksztalceniem (robotnicy wykwalfikowani, inzynierowie, naukowcy, zawody tworcze). Ponizej tej klasy mamy do czynienia z lumpenproletariatem czyli ludzmi bez specjalnych kwalfikacji, ktorzy moga wykonywac prace proste (kelnerzy, sprzedawcy, kierowcy, robotnicy placowi itp) . Do klas wyzszych , stanowiacych 20% amerykanskiego spoleczenstwa nalezy drobna burzuazja (wlasciciele malych firm czy sklepow, lekarze, prawnicy itp) czyli ludzie, ktorzy sa w stanie zagarnac wieksza czesc dochodu w przedsiewzieciach, ktorych sa wlascicielami oraz ludzie rzeczywiscie bogaci, ktorych dochody nie stoja w zadnej zaleznosci od jakosci wykonywanej przez nich pracy (CEO wielkich bankow i korporacji, wysocy urzednicy panstwowi i parlamentarzysci) a takze ludzie "urodzeni ze srebrna lyzka w buzi" czyli dziedzice znacznych fortun, ktorzy faktycznie nie musza nawet pracowac gdyz wystarczajcy dochod zapewnia im posiadany kapital. Obaj autorzy nie sa pozbawieni instynktu klasowego, ktory obserwuje takze wsrod Szanownych Komentatorow. Dlatego tez nie omieszkali oni stwierdzic, ze lata globalizacji byly szczegolnie dobre dla wysokich oficerow korporacji . W roku 1980 przecietne wynagrodzenie CEO (czyli szefa kompanii czy banku) bylo 42 razy wieksze od wynagrodzenia przecietnego pracownika. Obecnie zas CEO moze pochwalic sie wynagrodzeniem juz 325 razy wiekszym niz wynagrodzenie srednie pracownika. Zwolennicy tezy, ze "wszyscy mamy te same zoladki" oczywiscie wiaza tez wzrost wynagrodzen prominentow z zabraniem pieniedzy, ktore moglyby by byc przeznaczone na podwyzszenie stopy zyciowej "ogolu" ludnosci. Ten marksistowski punkt widzenia nie jest bezzasadny ale nie jest tez sluszny jesli uwaza sie dysproporcje placowe za glowny powod obecnych klopotow gospodarczych. W kazdym jednak razie autorzy ksiazki slusznie zauwazaja, ze lata globalizacji (1970-obecnie) usunely wiele istniejacych uprzednio przepisow podatkowych i finansowych przewazajac korzysci finansowe wynikajace z samego funkcjonowania systemu w kierunku zapewniajacym najwieksze korzysci pieniezne osobom najbogatszym oraz wielkim korporacjom przemyslowym i finansowym. Obecna Ameryka jest krajem ludzi bogatych rzadzonym przez ludzi bogatych i w interesie ludzi bogatych ("for the rich and by the rich"). Kazdy kto obecnie nie zarabia wiecej niz $200 000 rocznie praktycznie nie liczy sie ani jako klient ani jako obywatel. Ze wzgledu na to, ze jeden rysunek wart jest podobno tyle co tysiac slow opisu pozwole sobie zamiescic tutaj pare wykresow z ksiazki.
Pierwszy z nich podaje poziom opodatkowania dla 400 najzamozniejszych rodzin w aspekcie historycznym. Jak widzimy w roku 1955 (kiedy USA bylo jeszcze mocarstwem bogatym o nadwyzce budzetowej oraz dodatnim bilansie handlowym) opodatkowanie dochodu tej grupy wynosilo ponad 50%. Ten poziom opodatkowania malal systematycznie aby osiagnac okolo 17% w roku 2007.
Podobnie zmienna jest historia opodatkowania korporacji przedstawiona na rysunku drugim. Co prawda opodatkowanie to bylo niskie w okresie II Wojny Swiatowej (okolo 1% w stosunku do GDP -USA) ale wzroslo ono do poziomu 7% GDP w roku 1945 aby stopniowo malec znowu do poziomu 1% GDP obecnie. Rzecz jasna, ze malenie wplywow podatkowych przy jednoczesnym rozszerzaniu swiadczen socjalnych jest jednym z powodow obecnego rosnacego deficytu budzetowego USA. Podobnie zreszta jest i w Polsce, ktora ekonomicznie trwa wylacznie dzieki nieustannej zebraninie o dotacje z UE czyli praktycznie z Niemiec. Nie mniej to nie zmniejszanie dochodow podatkowych panstwa jest podstawowym powodem obecnego kryzysu. Jest ono jedynie skutkiem przyjetej polityki ekonomicznej. O tym jednak autorzy nie pisza gdyz byc moze nie zdaja sobie oni sprawy ze stopnia komplikacji problemu.
Jako jedna z przyczyn degradacji klasy sredniej w USA autorzy slusznie rozpoznaja postepujaca strate miejsc pracy w sektorze wytwarzania a co za tym idzie redukcje przemyslowej bazy USA. Taka redukcja oznacza bowiem nie tylko strate dobrze wynagradzanych stanowisk pracy dla robotnikow ale takze zanik wielu prac wymagajacych wyzszego wyksztalcenia inzynieryjnego badz naukowego. Konsekwencje tego sa dwojakie. Po pierwsze brak miejsc pracy dla warstwy ludzi wyksztalconych na poziomie uniwersyteckim powoduje zmniejszenie poziomu wynagrodzen dla inzynierow itp w calym sektorze wytwarzania. Duza podaz chetnych i mlodych pracownikow pozwala pracodawcom nie tylko obnizac wynagrodzenia nowo wstepujacych na rynek pracy ale takze zwalniac pracownikow starszych stazem, ktorzy pobierali wyzsze wynagrodzenie aby zastapic ich "mlodszym narybkiem". Po drugie, brak perspektyw dobrze platnego zatrudnienia po ukonczeniu dosc kosztownych studiow uniwersyteckich powoduje, ze zmniejsza sie nabor studentow. To zas wplywa na atrofie szkol wyzszych powodujac nie tylko niedostateczna selekcje kandydatow ale takze redukcje kadr naukowych a nawet zamykanie placowek akademickich.
Autorzy winia za ten stan gospodarke "wolnego rynku" w skali globalnej, ktora przy braku a raczej redukcji istniejacych handlowych ograniczen importowo-eksportowych powoduje ze wszystkie prace, ktore mozna wyeksportowac do krajow trzeciego swiata predzej czy pozniej tam sie znajda. Jako glowny powod chronicznego deficytu handlu zagranicznego USA po roku 1980 podaja oni fakt, ze kraje eksportujace (Chiny, Indie, Japonia itp) utrzymuja pewne bariery importowe chroniac wlasna gospodarke i zatrudnienie przed amerykanska konkurencja. Natomiast USA nie wywiera wystarczajacego nacisku aby te bariery ochronne usunac. To zas hamuje eksport amerykanski i nie pozwala na zrownowazenie bilansu handlowego. Podobna role gra tez manipulowanie oficjalnymi relacjami pomiedzy walutami panstw eksporterow i USA (np ustalanie przez rzad ChRL stalej relacji pomiedzy chinskim jenem a USD ). To wszystko prawda ale nie w tym lezy zrodlo obecnego kryzysu.
Aby zrozumiec gdzie jest pies pogrzebany musimy zastanowic sie nad tym jak dziala prawidlowa ekonomia kazdego spoleczenstwa czy panstwa. W dobrze funkcjonujacej gospodarce wszyscy czlonkowie populacji bedacy w wieku produkcyjnym dokonuja wzajemnej wymiany uslug i towarow. Pieniadz gra tu jedynie role wygodnego posrednika pozwalajacego na zastapienie bezposredniej wymiany towaru (badz uslugi) na towar (badz usluge) pomiedzy dwoma obywatelami czy jednostkami gospodarczymi. Wszystko czego wymagamy od panstwa jako nadzorcy gospodarki to to aby pieniadz emitowany utrzymywal swoja wartosc nabywcza przez dlugi okres czasu. Oczywiscie kazde spoleczenstwo produkuje i zuzywa rozne towary (i uslugi) ale pewna grupa towarow ( i uslug) ma znaczenie podstawowe dla jego funkcjonowania. Sa to towary powszechnego uzytku czyli rzeczy i produkty od ktorych zalezy bezposrednio jakosc naszego bytowania. Jak dlugo podzial pracy w populacji jest taki, ze jej czlonkowie nawzajem zaspakajaja swoje potrzeby bytowe tak dlugo ekonomia tej populacji jest stabilna. W takiej racjonalnej ekonomii handel zagraniczny jest ograniczony wylacznie do towarow ( i uslug), ktorych dane spoleczenstwo nie moze zaspokoic we wlasnym zakresie. Na przyklad w Polsce banany czy owoce cytrusowe nie rosna ze wzgledow klimatycznych i jesli istotnie nie mozna sie bez nich obejsc to musimy je sprowadzic z krajow cieplejszych. To zas oznacza wyplyw kapitalu z obrebu populacji, ktory w racjonalnej ekonomii powinien byc zrownowazony przyplywem uzyskanym ze sprzedazy towarow produkowanych w obrebie populacji na rynkach zewnetrznych. Jesli takiego zrownowazenie nie bedzie to populacja bedzie stopniowo ubozala na korzysc tych populacji, ktore nam owe niezbedne towary dostarczaja. W zdrowej ekonomii swiatowej powinna panowac zasada lokalnej rownowagi pomiedzy podaza i popytem. Wydatek jednego czlonka populacji powinien byc przychodem drugiego. Dzieki temu wytworzony kapital pozostaje wewnatrz populacji i powoduje wzrost zamoznosci spoleczenstwa jako calosci. Jak dlugo USA chronily wlasny rynek przed inwazja tanszych (z roznych powodow) towarow zagranicznych tak dlugo mialy one zbilansowany i handel zagraniczny i budzet panstwowy wykazujacy nadwyzke. Ten ostatni bowiem mial jako podstawowe zrodlo dochodow wplywy wynikajace z cel oraz opodatkowania zyskow korporacji a w mniejszym stopniu takze wplywy z podatku od wynagrodzen. W sytuacji gdy uzyskanie dobrze platnej placy dla obywatela na dowolnym etapie wyszkolenia bylo wzglednie latwe (mowie o latach 1945-1970) wplywajace do skarbu panstwa sumy wystarczaly na potrzeby wewnetrzne a takze na pomoc dla panstw sojuszniczych nalezacych do jednego z amerykanskich sojuszy sanitarnych w stosunku do bloku radzieckiego. Obecnie sytuacja sie zmienila gdyz od 1970 roku zaczeto wprowadzac na szeroka skale gospodarke wolno-rynkowa stopniowo obnizajac bariery celne, dzielace USA jako kraj o wysokiej stopie zyciowej od biedniejszej reszty swiata. W efekcie spadly dochody z cel a umozliwienie importu towarow powszechnego uzytku z krajow o niskiej wartosci sily roboczej spowodowalo erozje zatrudnienia w USA a tym samym wzrost kosztow socjalnych, rosnace bezrobocie oraz malejace wynagrodzenie realne. Jednoczesnie wzroslo opodatkowanie wynagrodzen aby skompensowac sumy utracone w wyniku zniesienia barier celnych. Rozwinal sie tez caly przemysl finansowy probujacy wypracowac zyski pieniezne "z niczego" - droga ryzykownych spekulacji gieldowych, ktorych sukces lub porazka byly tylko w niewielkim stopniu zwiazane z faktycznym biegiem interesow w jednostkach stanowiacych obiekt tych operacji.
Wszystkie te czynniki zmniejszaja chlonnosc amerykanskiego rynku gdyz zubozala populacja nie ma srodkow na podtrzymanie importu. To zas spowoduje kryzys nadprodukcji w krajach -eksporterach. W pewnym wiec momencie caly system musi sie zalamac. Nie mniej nim ow kryzys wystapi i zmusi politykow do szukania wyjscia z sytuacji bez wyjscia bedziemy swiadkami naprawde ciekawych czasow. Ja osobiscie widze tylko dwa mozliwe rozwiazania tego problemu : 1) odejscie od doktryny globalnego wolnego handlu i powrot czesciowy badz calkowity do polityki rynku "komorkowego" w formie jaka istniala przed rokiem 1970 albo 2) wojna swiatowa, ktora zlikwiduje bezrobocie przez powolanie mezczyzn do wojska oraz wymusi odtworzenie wytwarzania produktow na miejscu. Wojna mialaby tez ta dobra strone, ze zlikwidowalaby wystepujacy obecnie nadmiar populacji swiatowej. Swiatowy rozmiar wojny jest niestety konieczny gdyz slabsze konflikty lokalne nie sa w stanie, jak tego dowiodlo doswiadczenie lat ostatnich, wymusic dostatecznego poziomu wysilku wojennego aby przywrocic poziom zatrudnienia i koniunkture na produkty wytwarzane lokalnie. Pamietajmy tez , ze im dluzej bedziemy odwlekac z wprowadzeniem koniecznych korektur do funkcjonowania swiatowej gospodarki tym ciezej bedzie ich dokonac. Moze sie to nawet okazac zupelnie niemozliwe.
Blog ten prezentuje informacje i wiadomosci dobre lub zle ale zawsze prawdziwe. Brak wolnosci slowa na tym wlasnie polega, ze wolno jest mowic i pisac tylko to co wolno. (T. Kotarbinski)
czwartek, 29 listopada 2012
czwartek, 22 listopada 2012
Mile zlego poczatki...
Dzisiaj mamy w USA Swieto Dziekczynienia, ktore to swieto doskonale ilustruje zasade walki o byt pomiedzy populacjami oraz fakt niezwyklej szkodliwosci emaptii wobec organizmow inwazyjnych. Moi znajomi czesto sie dziwia gdy slysza czy czytaja moje opinie na temat szkodliwosci emigracji do w zasadzie dowolnego kraju przeznaczenia. Nie chce im sie wierzyc, ze ja bedac sam emigrantem mam tak ksenofobiczny stosunek do nowych nabytkow populacyjnych. Tymczasem nie ma w tym niczego dziwnego. Moje wlasne doswiadczenie jest tu nawet pomocne bo widze sytuacje z obu punktow widzenia.
Spojrzmy jednak na Ameryke Polnocna we wczesnym etapie jej podbijania przez Niezwyciezonego Bialego Czlowieka. Zamieszczony odnosnik do witryny pokazuje jak wygladal Nowy Swiat przed epoka kolonialna: http://www.emersonkent.com/images/maps/native_american_map.jpg . Nazwy plemion sa naniesione na obecna administracyjna strukture USA. Wedlug szacunkow podawanych przez Indian cale terytorium zamieszkiwalo okolo 30 milionow tubylcow podzielonych na plemiona i wieksze organizmy narodowe. Nawet jesli wezmiemy pod uwage cala niepewnosc tych oszacowan to i tak mamy do czynienia z imponujacym holokaustem gdyz obecnie czystych rasowo Indian prawie nie ma a do przynaleznosci do jednego z nadal istniejacych narodow indianskich przyznaje sie okolo 3 miliony osob. Zmniejszyl sie tez wyraznie ich stan posiadania. W rekach Indian/Metysow jest tylko znikoma czesc terytorium posiadanego niegdys http://en.wikipedia.org/wiki/File:Bia-map-indian-reservations-usa.png . Jest oczywiscie watpliwe aby Indianie, ktorzy na wczesnym etapie spotkania z biala emigracja byli na bliskim gruncie pod wzgledem technologii wojennej, mogli dlugo wytrzymac zbrojne starcie z niezlomna wola bialego czlowieka i jego bojowym ekwipunkiem. Ale jak donosza historycy, poczatkowe fazy zanieczyszczenia terenu biala emigracja byly w wiekszosci pokojowe. Przybysze przywiezli bowiem ze soba interesujace produkty wysokiej technologicznej cywilizacji w postaci paciorkow, siekierek, kocow oraz alkoholu. Za nie to zakupowali spore ale zupelnie bezwartosciowe w oczach tubylcow nieruchomosci np w postaci wyspy Manhattan. Obie grupy wymienily pomiedzy soba takze interesujace choroby przy czym biala emigracja zaspokoila zapotrzebowanie tubylcow na gruzlice a ci zas zrewanzowali sie kilku chorobami wenerycznymi. Moge sobie latwo wyobrazic jak owczesni kacykowie plemienni przekonuja swoich dzikusow do korzysci jak beda ich udzialem dzieki kooperacji z nieproszonymi ale dobrze wyposarzonymi przybyszami: poznamy nowe technologie, bedziemy im sprzedawac ofiary naszych polowan i praktycznie za nic dostaniemy rozne subwencje i fundusze wyrownawcze.... Co szczesliwsi tubylcy odwiedza zas wspaniale siedziby zamorskie naszych nowych przyjaciol a zwlaszcza poznaja Wielkiego Bialego Ojca z Londynu. Juz sama taka perspektywa mogla przekonac najbardziej zdecydowanego tubylczego ksenofoba! Kto mogl przypuszcac, ze "biala" inwazja jak rak zje cale, tak w koncu duze terytorium zamieszkane przez miliony czerwonoskorych a resztki dawnych "dziedzicow" Ameryki zamknie sie w miejscach kulturalnego odosobnienia.
Warto jednak pamietac, ze foruna kolem sie toczy i obecnie to wlasnie "Biala Ameryka" jest populacja zagrozona rekonkwista dzikusow. Mysle tu nie tylko o inwazji metysow latynoskich ale takze o coraz wiekszym zagrozeniu "zoltym niebezpieczenstwem" oraz eksplozja populacji murzynsko-arabskiej. Jak zwykle lokalni kacykowie usiluja rozbroic populacje ideologia wielokulturowosci, ktora zastapila w sposob niewidoczny zasade "amerykanskiego tygla". Znowu trabi sie o empatii, wystarczajacej powierzchni, zapotrzebowaniu na tania sile robocza itp. Wszytko to sa oczywiscie nonsensy gdyz eksport miejsc pracy do Azji oraz automatyzacja produkcji tych towarow, ktore jeszcze sie w USA produkuje spowodowaly, ze rak do pracy jest nadmiar nawet bez ich doplywu z zewnatrz. Dodatkowy doplyw zdesperowanych emigrantow powoduje wylacznie obnizenie poziomu wynagrodzen dla wszystkich Amerykanow bedacych jeszcze na rynku pracy. Juz obecnie stany lezace na pograniczu z Meksykiem skarza sie na deficyt finansowy w sluzbie zdrowia i szkolnictwie a trakze wzrost kryminalnosci wywolany naplywem nielegalnych emigrantow. Obecnie mowienie o tym nie nalezy do dobrego tonu ale inaczej bylo jeszcze nie tak dawno czego odbiciem sa filmy takie jak seria "Death Wish" z Bronsonem czy "Live and Die in LA". W dodatku blok glosow "kolorowych" zaczyna wplywac w sposob decydujacy na przebieg procesow politycznych w USA rozbrajajac kraj od wewnatrz. Dlatego tez nie widze dobrej przyszlosci dla USA gdyz biala cywilizacja najwyrazniej ustepuje wielorasowemu balaganowi a ekonomiczni ignoranci znajdujacy sie obecnie u steru nawy panstwowej sa najwyrazniej ideologicznie inklinowani by wprowadzic ja na rafy. Dobrze, ze ja juz tego chyba nie doczekam.
Spojrzmy jednak na Ameryke Polnocna we wczesnym etapie jej podbijania przez Niezwyciezonego Bialego Czlowieka. Zamieszczony odnosnik do witryny pokazuje jak wygladal Nowy Swiat przed epoka kolonialna: http://www.emersonkent.com/images/maps/native_american_map.jpg . Nazwy plemion sa naniesione na obecna administracyjna strukture USA. Wedlug szacunkow podawanych przez Indian cale terytorium zamieszkiwalo okolo 30 milionow tubylcow podzielonych na plemiona i wieksze organizmy narodowe. Nawet jesli wezmiemy pod uwage cala niepewnosc tych oszacowan to i tak mamy do czynienia z imponujacym holokaustem gdyz obecnie czystych rasowo Indian prawie nie ma a do przynaleznosci do jednego z nadal istniejacych narodow indianskich przyznaje sie okolo 3 miliony osob. Zmniejszyl sie tez wyraznie ich stan posiadania. W rekach Indian/Metysow jest tylko znikoma czesc terytorium posiadanego niegdys http://en.wikipedia.org/wiki/File:Bia-map-indian-reservations-usa.png . Jest oczywiscie watpliwe aby Indianie, ktorzy na wczesnym etapie spotkania z biala emigracja byli na bliskim gruncie pod wzgledem technologii wojennej, mogli dlugo wytrzymac zbrojne starcie z niezlomna wola bialego czlowieka i jego bojowym ekwipunkiem. Ale jak donosza historycy, poczatkowe fazy zanieczyszczenia terenu biala emigracja byly w wiekszosci pokojowe. Przybysze przywiezli bowiem ze soba interesujace produkty wysokiej technologicznej cywilizacji w postaci paciorkow, siekierek, kocow oraz alkoholu. Za nie to zakupowali spore ale zupelnie bezwartosciowe w oczach tubylcow nieruchomosci np w postaci wyspy Manhattan. Obie grupy wymienily pomiedzy soba takze interesujace choroby przy czym biala emigracja zaspokoila zapotrzebowanie tubylcow na gruzlice a ci zas zrewanzowali sie kilku chorobami wenerycznymi. Moge sobie latwo wyobrazic jak owczesni kacykowie plemienni przekonuja swoich dzikusow do korzysci jak beda ich udzialem dzieki kooperacji z nieproszonymi ale dobrze wyposarzonymi przybyszami: poznamy nowe technologie, bedziemy im sprzedawac ofiary naszych polowan i praktycznie za nic dostaniemy rozne subwencje i fundusze wyrownawcze.... Co szczesliwsi tubylcy odwiedza zas wspaniale siedziby zamorskie naszych nowych przyjaciol a zwlaszcza poznaja Wielkiego Bialego Ojca z Londynu. Juz sama taka perspektywa mogla przekonac najbardziej zdecydowanego tubylczego ksenofoba! Kto mogl przypuszcac, ze "biala" inwazja jak rak zje cale, tak w koncu duze terytorium zamieszkane przez miliony czerwonoskorych a resztki dawnych "dziedzicow" Ameryki zamknie sie w miejscach kulturalnego odosobnienia.
Warto jednak pamietac, ze foruna kolem sie toczy i obecnie to wlasnie "Biala Ameryka" jest populacja zagrozona rekonkwista dzikusow. Mysle tu nie tylko o inwazji metysow latynoskich ale takze o coraz wiekszym zagrozeniu "zoltym niebezpieczenstwem" oraz eksplozja populacji murzynsko-arabskiej. Jak zwykle lokalni kacykowie usiluja rozbroic populacje ideologia wielokulturowosci, ktora zastapila w sposob niewidoczny zasade "amerykanskiego tygla". Znowu trabi sie o empatii, wystarczajacej powierzchni, zapotrzebowaniu na tania sile robocza itp. Wszytko to sa oczywiscie nonsensy gdyz eksport miejsc pracy do Azji oraz automatyzacja produkcji tych towarow, ktore jeszcze sie w USA produkuje spowodowaly, ze rak do pracy jest nadmiar nawet bez ich doplywu z zewnatrz. Dodatkowy doplyw zdesperowanych emigrantow powoduje wylacznie obnizenie poziomu wynagrodzen dla wszystkich Amerykanow bedacych jeszcze na rynku pracy. Juz obecnie stany lezace na pograniczu z Meksykiem skarza sie na deficyt finansowy w sluzbie zdrowia i szkolnictwie a trakze wzrost kryminalnosci wywolany naplywem nielegalnych emigrantow. Obecnie mowienie o tym nie nalezy do dobrego tonu ale inaczej bylo jeszcze nie tak dawno czego odbiciem sa filmy takie jak seria "Death Wish" z Bronsonem czy "Live and Die in LA". W dodatku blok glosow "kolorowych" zaczyna wplywac w sposob decydujacy na przebieg procesow politycznych w USA rozbrajajac kraj od wewnatrz. Dlatego tez nie widze dobrej przyszlosci dla USA gdyz biala cywilizacja najwyrazniej ustepuje wielorasowemu balaganowi a ekonomiczni ignoranci znajdujacy sie obecnie u steru nawy panstwowej sa najwyrazniej ideologicznie inklinowani by wprowadzic ja na rafy. Dobrze, ze ja juz tego chyba nie doczekam.
poniedziałek, 19 listopada 2012
Granice wzrostu i inne pytania
Ostatnie wybory prezydenckie w USA dostarczyly mi troche materialu do medytacji na temat przyszlosci Stanow Zjednoczonych oraz tego co moze a czego nie moze dokonac Wielki Wodz Calego Wolnego Swiata. Tak sie niekorzystnie stalo, ze aktualny prezydent zostal wybrany na druga kadencje. Dzieki temu nie bedziemy mieli okazji zobaczyc jakie to nowe podejscie zaproponowalby kandydat republikanow dla rozwiazania problemu deficytu budzetowego oraz negatywnego bilansu handlowego. A problemy stojace przed USA sa bardzo powazne i zreszta nie ograniczone wylacznie do tego kraju. Z jednej strony mamy nadmierny wzrost populacji, ktora przekroczyla juz dwa razy swoj prog ekologiczny (http://www.footprintnetwork.org/en/index.php/GFN/page/trends/unitedstates/). Z drugiej zas strony mamy do czynienia z coraz mniejszym podaza stanowisk roboczych wywolana eksportem wytwarzania dobr powszechnego uzytku do Azji i Ameryki Poludniowej i Centralnej. Konsekwencja tego jest rosnacy deficyt budzetowy gdyz nie pracujaca czesc populacji nie tylko nie placi podatkow ale i wymaga swiadczen socjalnych oraz zwiekszonych wydatkow na policje i wiezienictwo. Rosnie tez negatywny bilans handlu zagranicznego spowodowany tym, ze USA (ale takze Polska) wiecej importuje dobr powszechnego uzytku niz zarabia wlasnym eksportem produktow i uslug.
Wsluchujac sie bacznie w glosy Moich Szanownych Czytelnikow zauwazylem, ze nie zawsze jest jasne na czym polega obciazenie srodowiska (ecological footprint) wywolane nadmiarem ludnosci zyjacym na danym habitacie. Odnioslem wrazenie, ze lacza oni nadmiar populacji z kryzysem zaopatrzenia w zywnosc czy inne dobra. Jest to zwiazane zapewne ze znajomoscia teori Malthusa, ktora mowila, ze liczba ludnosci wzrasta wykladniczo podczas gdy zasoby zywnosci i innych surowcow rosna liniowo z czasem. Tymczasem problem nadmiernej populacji i obslugi jej wymagan jest bardziej zlozony. Zapewnienie wystarczajacej ilosci zywnosci oraz opieki medycznej na terenach, obecnie tego pozbawionych pogorszyloby znacznie sytuacje, ktora i obecnie nie jest najlepsza. W interesie ludzkosci jest zmniejszanie populacji ludzkiej wszystkimi srodkami a nie dostarczanie jej srodkow do dalszego liczbowego rozwoju. W chwili obecnej populacja ludzka na Ziemi stanowi cos w rodzaju zlosliwego nowotworu niszczacego w sposob nieodwracalny swojego gospodarza. Ta nieodwracalna degradacja habitatu jest w znacznym stopniu skutkiem postepu technologicznego. Zyjemy bowiem w coraz wiekszym stopniu w swiecie technologicznym produktow jednorazowych (dissposable items). Sa to niejednokrotnie nawet produkty o wysokiej komplikacji technologicznej, ktore traca jednak swoja wartosc po stosunkowo krotkim czasie i sa wymieniane na odpowiednie towary nowszej generacji. Kto jeszcze pamieta uslugi typu "napelnianie dlugopisow" czy "zaciaganie oczek w ponczochach"? Obecnie kupujemy po prostu nowy dlugopis czy pare rajstop a uszkodzone produkty wedruja do smietnika. W przeciwienstwie do olowka czy ponczoch bawelnianych badz jedwabnych wyrzucone obiekty sa jednak produktami bardzo trwalymi. Ich zniszczenie droga bakteryjna jest praktycznie niemozliwe. Powstaja wiec coraz wieksze zloza odpadow cywilizacyjnych, ktore sa praktycznie dlugowieczne. Problem "wiecznych" ponczoch czy dlugopisow moze sie wydawac dosyc blachy w porownaniu z wygoda poslugiwania sie klasa tego typu latwo zastepowalnych towarow. Rzecz jednak w tym, ze takich nierecyklizowalnych sladow naszej cywilizacji jest coraz wiecej. Nie do zniszczenia sa na przyklad "suche" pieluchy , opakowania sokow (metalizowane wnetrze oraz pokryty plastikiem karton), "reklamowki" czyli plastikowe torby dawane za darmo we wszystkich prawie supermarketach USA a takze "smieciowe" meble wykonane z plyt pilsniowych. Rosnace ambicje populacji powoduja takze niszczenie habitatu na skale gigantyczna przez budowe drog i osiedli mieszkalnych. Tereny tak zabudowane niszcza zasoby rolnicze w sposob nieodwracalny a wiec ingeruja bezposrednio w produkcje zywnosci na terenie habitatu. Ostatni szal budowy autostrad w Polsce jest jednym z lepszych przykladow dewastacji srodowiska naturalnego i to nie tyle dla wygody mieszkancow co dla ulatwienie transportu towarow i wojsk z unijnej metropolii do obrzezy imperium. Krotko mowiac, stworzenia zywe zamieszkujace pewien habitat niszcza go przez sam fakt swojego istnienia proporcjonalnie do liczebnosci populacji. Jesli populacja jest stosownie dobrana do wielkosci habitatu to zniszczenia jakie robi moga sie samorzutnie usuwac (gnicie smieci, odrastanie trawy czy innych roslin itp). Jesli jednak populacja rosnie a habitatu nie porzybywa (np droga wojen zaborczych ) to nastapi nieodwracalna degradacja terenu i populacja albo wymrze albo wyemigruje albo uzalezni sie od dostaw z otoczenia zyjac na coraz wiekszej masie smieci i odpadkow. Obecnie i USA i Polska przekroczyly dwukrotnie swoja pojemnosc biologiczna . Dla porownania : Francja przekroczyla ja 1.7 razy a Anglia 4.2 raza. W takiej sytuacji, ktora jest juz w zasadzie patologiczna, konieczne jest zmniejszanie populacji droga eliminacji osobnikow najmniej wartosciowych a takze zastopowanie imigracji osobnikow przychodzacych na dany teren ze strony habitatow, ktore juz udalo im sie uprzednio zdewastowac. Byl to zreszta problem, ktory dobil szanse wyborcze kandydata republikanow. Rzecz w tym, ze metysi i inni emigranci z Ameryki Lacinskiej stanowia juz niestety znaczny blok wyborczy w USA. W przeciwienstwie jednak do Polakow, ktorzy uciekaja od swoich wspolziomkow i na ogol staraja sie minimalizowac swoj kontakt z nimi na emigracji, Latynosi staraja sie sciagnac swoja liczna rodzine i znajomych do USA. Kazdy kandydat, ktory moglby wiec ukrocic naplyw tego w gruncie rzeczy malo wartosciowego materialu ludzkiego nie moze liczyc na poparcie latynoskiego bloku. To spowodowalo poparcie udzielone prez. Obamie, ktory jako kandydat kolorowy budzi wsrod kolorowej czesci populacji i wsrod kobiet wieksze zaufanie co do tego, ze nie zrobi niczego rozsadnego w celu rozwiazania problemu nadmiaru populacji. To uleganie presji na ogol kiepsko wyedukowanej i slabo rozumujacej wiekszosci populacji jest jednym z powodow, dla ktorych jest tak trudno zrobic cos rozsadnego w spoleczenstwach rzadzacych sie zasadami demokratycznymi.
Warto jednak pamietac, ze sama wielkosc populacji jest czynnikiem zwiekszajacym dewastacja srodowiska ale niekoniecznie czynnikiem niszczacym takze jego ekonomie. Wiecej ludzi to takze powiekszenie sie popytu na towary powszechnego uzytku oraz rozne uslugi. Rzecz w tym, zeby owe produkty powszechnego uzytku byly produkowane wewnatrz populacji a nie importowane . Wowczas bowiem zapotrzebowanie na towary jest jednoczesnie zrodlem dochodu tej czesci populacji ktora jest zatrudniona przy ich wytwarzaniu.
Zrodlem finansowych klopotow USA a takze i Polski jest to, ze potrzeby populacji zaspakajane sa importem towarow wytwarzanych poza granicami kraju. Taka polityka prowadzi do bezrobocia a w efekcie takze do zubozenia rynku i zwiekszenia obciazenia socjalnego i w dalszej konsekwencji do zwiekszenia obciazenia podatkowego tej czesci ludnosci, ktora jeszcze posiada prace badz jakies rezerwy finansowe.
USA sa obecnie dotkniete obiema postaciami patologii populacyjnej i dlatego perspektywy wyjscia z obecnego kryzysu sa znikome. Wybor Obamy, ktory w gruncie rzeczy nie jest prezydentem inteligentnym, zapewnia, ze w ciagu najblizszych czterech lat nic istotnego nie zostanie dokonane przynajmniej tak dlugo jak dlugo zmien nie wymusi III Wojna Swiatowa. W tej chwili udalo mu sie ustabilizowac wartosc USD na pewnym poziomie (cena uncji zlota waha sie od ponad roku w granicach 1500-1700 USD/oz ( patrz http://finance.yahoo.com/q/ta?s=GLD&t=5y&l=on&z=l&q=b&p=&a=fs%2Css&c= ). To zas jest warunkiem koniecznym zatrzymania recesji ale niewystarczajacym dla jej odbicia . Na to aby takie odbicie nastapilo konieczny jest powrot wytwarzania artykulow powszechnego uzytku na teren USA (i Polski) . Jesli nie uczyni sie krokow ograniczajacych dzialanie wolnego rynku to powrot do polityki dewaluacji waluty jest tylko kwestia czasu.
Wsluchujac sie bacznie w glosy Moich Szanownych Czytelnikow zauwazylem, ze nie zawsze jest jasne na czym polega obciazenie srodowiska (ecological footprint) wywolane nadmiarem ludnosci zyjacym na danym habitacie. Odnioslem wrazenie, ze lacza oni nadmiar populacji z kryzysem zaopatrzenia w zywnosc czy inne dobra. Jest to zwiazane zapewne ze znajomoscia teori Malthusa, ktora mowila, ze liczba ludnosci wzrasta wykladniczo podczas gdy zasoby zywnosci i innych surowcow rosna liniowo z czasem. Tymczasem problem nadmiernej populacji i obslugi jej wymagan jest bardziej zlozony. Zapewnienie wystarczajacej ilosci zywnosci oraz opieki medycznej na terenach, obecnie tego pozbawionych pogorszyloby znacznie sytuacje, ktora i obecnie nie jest najlepsza. W interesie ludzkosci jest zmniejszanie populacji ludzkiej wszystkimi srodkami a nie dostarczanie jej srodkow do dalszego liczbowego rozwoju. W chwili obecnej populacja ludzka na Ziemi stanowi cos w rodzaju zlosliwego nowotworu niszczacego w sposob nieodwracalny swojego gospodarza. Ta nieodwracalna degradacja habitatu jest w znacznym stopniu skutkiem postepu technologicznego. Zyjemy bowiem w coraz wiekszym stopniu w swiecie technologicznym produktow jednorazowych (dissposable items). Sa to niejednokrotnie nawet produkty o wysokiej komplikacji technologicznej, ktore traca jednak swoja wartosc po stosunkowo krotkim czasie i sa wymieniane na odpowiednie towary nowszej generacji. Kto jeszcze pamieta uslugi typu "napelnianie dlugopisow" czy "zaciaganie oczek w ponczochach"? Obecnie kupujemy po prostu nowy dlugopis czy pare rajstop a uszkodzone produkty wedruja do smietnika. W przeciwienstwie do olowka czy ponczoch bawelnianych badz jedwabnych wyrzucone obiekty sa jednak produktami bardzo trwalymi. Ich zniszczenie droga bakteryjna jest praktycznie niemozliwe. Powstaja wiec coraz wieksze zloza odpadow cywilizacyjnych, ktore sa praktycznie dlugowieczne. Problem "wiecznych" ponczoch czy dlugopisow moze sie wydawac dosyc blachy w porownaniu z wygoda poslugiwania sie klasa tego typu latwo zastepowalnych towarow. Rzecz jednak w tym, ze takich nierecyklizowalnych sladow naszej cywilizacji jest coraz wiecej. Nie do zniszczenia sa na przyklad "suche" pieluchy , opakowania sokow (metalizowane wnetrze oraz pokryty plastikiem karton), "reklamowki" czyli plastikowe torby dawane za darmo we wszystkich prawie supermarketach USA a takze "smieciowe" meble wykonane z plyt pilsniowych. Rosnace ambicje populacji powoduja takze niszczenie habitatu na skale gigantyczna przez budowe drog i osiedli mieszkalnych. Tereny tak zabudowane niszcza zasoby rolnicze w sposob nieodwracalny a wiec ingeruja bezposrednio w produkcje zywnosci na terenie habitatu. Ostatni szal budowy autostrad w Polsce jest jednym z lepszych przykladow dewastacji srodowiska naturalnego i to nie tyle dla wygody mieszkancow co dla ulatwienie transportu towarow i wojsk z unijnej metropolii do obrzezy imperium. Krotko mowiac, stworzenia zywe zamieszkujace pewien habitat niszcza go przez sam fakt swojego istnienia proporcjonalnie do liczebnosci populacji. Jesli populacja jest stosownie dobrana do wielkosci habitatu to zniszczenia jakie robi moga sie samorzutnie usuwac (gnicie smieci, odrastanie trawy czy innych roslin itp). Jesli jednak populacja rosnie a habitatu nie porzybywa (np droga wojen zaborczych ) to nastapi nieodwracalna degradacja terenu i populacja albo wymrze albo wyemigruje albo uzalezni sie od dostaw z otoczenia zyjac na coraz wiekszej masie smieci i odpadkow. Obecnie i USA i Polska przekroczyly dwukrotnie swoja pojemnosc biologiczna . Dla porownania : Francja przekroczyla ja 1.7 razy a Anglia 4.2 raza. W takiej sytuacji, ktora jest juz w zasadzie patologiczna, konieczne jest zmniejszanie populacji droga eliminacji osobnikow najmniej wartosciowych a takze zastopowanie imigracji osobnikow przychodzacych na dany teren ze strony habitatow, ktore juz udalo im sie uprzednio zdewastowac. Byl to zreszta problem, ktory dobil szanse wyborcze kandydata republikanow. Rzecz w tym, ze metysi i inni emigranci z Ameryki Lacinskiej stanowia juz niestety znaczny blok wyborczy w USA. W przeciwienstwie jednak do Polakow, ktorzy uciekaja od swoich wspolziomkow i na ogol staraja sie minimalizowac swoj kontakt z nimi na emigracji, Latynosi staraja sie sciagnac swoja liczna rodzine i znajomych do USA. Kazdy kandydat, ktory moglby wiec ukrocic naplyw tego w gruncie rzeczy malo wartosciowego materialu ludzkiego nie moze liczyc na poparcie latynoskiego bloku. To spowodowalo poparcie udzielone prez. Obamie, ktory jako kandydat kolorowy budzi wsrod kolorowej czesci populacji i wsrod kobiet wieksze zaufanie co do tego, ze nie zrobi niczego rozsadnego w celu rozwiazania problemu nadmiaru populacji. To uleganie presji na ogol kiepsko wyedukowanej i slabo rozumujacej wiekszosci populacji jest jednym z powodow, dla ktorych jest tak trudno zrobic cos rozsadnego w spoleczenstwach rzadzacych sie zasadami demokratycznymi.
Warto jednak pamietac, ze sama wielkosc populacji jest czynnikiem zwiekszajacym dewastacja srodowiska ale niekoniecznie czynnikiem niszczacym takze jego ekonomie. Wiecej ludzi to takze powiekszenie sie popytu na towary powszechnego uzytku oraz rozne uslugi. Rzecz w tym, zeby owe produkty powszechnego uzytku byly produkowane wewnatrz populacji a nie importowane . Wowczas bowiem zapotrzebowanie na towary jest jednoczesnie zrodlem dochodu tej czesci populacji ktora jest zatrudniona przy ich wytwarzaniu.
Zrodlem finansowych klopotow USA a takze i Polski jest to, ze potrzeby populacji zaspakajane sa importem towarow wytwarzanych poza granicami kraju. Taka polityka prowadzi do bezrobocia a w efekcie takze do zubozenia rynku i zwiekszenia obciazenia socjalnego i w dalszej konsekwencji do zwiekszenia obciazenia podatkowego tej czesci ludnosci, ktora jeszcze posiada prace badz jakies rezerwy finansowe.
USA sa obecnie dotkniete obiema postaciami patologii populacyjnej i dlatego perspektywy wyjscia z obecnego kryzysu sa znikome. Wybor Obamy, ktory w gruncie rzeczy nie jest prezydentem inteligentnym, zapewnia, ze w ciagu najblizszych czterech lat nic istotnego nie zostanie dokonane przynajmniej tak dlugo jak dlugo zmien nie wymusi III Wojna Swiatowa. W tej chwili udalo mu sie ustabilizowac wartosc USD na pewnym poziomie (cena uncji zlota waha sie od ponad roku w granicach 1500-1700 USD/oz ( patrz http://finance.yahoo.com/q/ta?s=GLD&t=5y&l=on&z=l&q=b&p=&a=fs%2Css&c= ). To zas jest warunkiem koniecznym zatrzymania recesji ale niewystarczajacym dla jej odbicia . Na to aby takie odbicie nastapilo konieczny jest powrot wytwarzania artykulow powszechnego uzytku na teren USA (i Polski) . Jesli nie uczyni sie krokow ograniczajacych dzialanie wolnego rynku to powrot do polityki dewaluacji waluty jest tylko kwestia czasu.
niedziela, 28 października 2012
Anihwili Tegonieradze
Postanowilem oderwac sie na chwile od problemow ewolucji populacji oraz przewidywania przyszlosci w sensie ogolnym aby zwrocic sie ku problemom blizszym w czasie. Mam na mysli nadciagajace wybory prezydenckie w USA i zwiazany z tym wybor pomiedzy kandydatami obu najwiekszych partii. W wyborach oczywiscie kandydatow bedzie wiecej ale ze wzgledu na system wyborczy obowiazujacy w Stanach oraz przyzwyczajenie ludnosci mozemy wlasciwie wylacznie wybierac jednego z dwojga.
Tytul esseju jest oczywiscie zarcikiem slownym : Anihwili Tegonieradze pojawia sie bowiem niekiedy jako gruzinski minister policji (wraz prezydentem Grecji Papadupulosem i jego premierem znanym pod nazwiskiem Makutas Posampas). Jesli zas chodzi o obu kandydatow to istotnie nie bardzo jest kogo wybierac. Z jednej strony murzynski populistyczny demagog , marionetka w reku Clintonow i Wall Street z drugiej zas jeden z aferzystow i spekulantow, praktykantow wolnego rynku, ktorzy wzbogacili sie na dywersji amerykanskiej ekonomii oraz rabowaniu obywateli USA. Czy ktoremukolwiek z nich mozna wierzyc, ze rozumie co spowodowalo kryzys i co wiecej, ze wie co musi byc zrobione aby odwrocic katastrofalny bieg wydarzen? W koncu obaj kandydaci doszli do pozycji, w ktorej sie znajduja w wyniku poparcia aktualnej elity USA - czyli ludzi, ktorym jeszcze nigdy nie powodzilo sie tak dobrze jak obecnie.
Przez ostatnie cztery lata prezydentury Obama nie zablysnal niczym. Jego plan powszechnego ubezpieczenia medycznego jest w zasadzie niewypalem i nowym brzemieniem nalozonym na ciagle istniejacy deficyt budzetowy USA. Owszem takie panstwowe powszechne ubezpiecznie zdrowotne podobne do tego jakie istnieje w Wielkiej Brytanii czy Kanadzie bardzo by sie przydalo. Ale powinna byc to organizacja niezalezna od istniejacego systemu ubezpieczen i praktyki medycznej czy dentystycznej "dla zysku" (for profit). Po prostu w USA potrzebny jest system szpitali i przychodni panstwowych (podobny do dzialajcego sprawnie Veteran Administration obslugujacego bylych zolnierzy USA), ktory stanowilby standard dla opieki zdrowotnej na terenie kraju. W takiej wersji jaka przyjal Obama, cala reforma opieki zdrowotnej jest jednym wielkim podarunkiem finansowym dla kompani ubezpieczeniowych. Ja nie postuluje zreszta usuniecia z rynku istniejacego systemu ubezpieczen oplacanych dobrowolnie przez obywateli badz ich pracodawcow. Po prostu pojawienie sie panstwowej sluzby zdrowia wymusiloby obnizenie stawek ubezpieczeniowych w kompaniach ubezpieczen "dla zysku" a jednoczesnie odciazyloby pracodawcow od kosztow ubezpieczen pracownikow. Ci ktorzy chcieliby jakiejs bardziej luksusowej wersji opieki niz ta jaka zapewnia mu panstwowa sluzba zdrowia mogliby wykupic dodatkowe indywidualne ubezpieczenie dopasowane do ich stylu zycia i wymagan.
Mimo przedwyborczych obietnic Obama nie rozwiazal problemu wiezniow walk partyzanckich trzymanych w obozie koncentracyjnym w Guantanamo a jego decyzja wyslania desantu do Pakistanu w celu zamordowania Osama Ben Ladena wskazuje, ze prezydentowi USA brak jest koniecznego na tym stanowisku kregoslupa moralnego. W dodatku wojna w Afganistanie nie idzie najlepiej i prawdopodobnie po wycofaniu korpusu ekspedycyjnego talibowie znowu beda wladcami tego kraju. Obecnie zas nawet zolnierze tubylczy obecnego rezimu okupacyjnego zwracaja czesto bron przeciwko swoim amerykanskim trenerom. Nie ma nawet mowy o stabilizacji politycznej tego regionu o czym trabi Obama w swojej przedwyborczej kampanii.
Na rozwiazanie czekaja takze postepujace w Azji Mniejszej przygotowania do ataku na Iran. Chwilowo niezidentyfkowane blizej sily swiatowej demokracji destabilizuja Syrie probujac usunac panujacy w niej rezim Asadow. Glowna role gra w tym Turcja totez najciezsze walki trwaja na pograniczu skad dostarczana jest bron dla rebeliantow. Kto jednak oplaca cala operacje tego mozna sie tylko domyslac. W koncu bron automatyczna i amunicja kosztuja a sadzac po mieszkaniach rebeliantow, z ktorych czasem telewizaja amerykanska emituje wywiady, tym ludziom sie nie przelewa. Syria jest jednym z niewielu pozostalych lennikow imperium sowieckiego a obecnie Rosji wiec cala akcja jest , po Libii, Iraku i Egipcie , kolejnym krokiem kastrowania odleglych prowincji obozu socjalizmu.
Podsumowujac mozna powiedziec, ze cztery lata prezydentury Obamy dowiodly tego, ze jest on, jako prezydent, kompletnym niewypalem. Moje wykresy mowia mi tez, ze wszelkie kroki ekonomiczne jakie podjal uprzednio w celu stabilizacji systemu finansowego byly niewystraczajace http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/status-unii-amerykanskiej-czyli.html .Banki amerykanskie sa nadal faktycznie niewyplacalne gdyz pozorne zbalansowanie ich zobowiazan zostalo dokonane dzieki oszukanczej sztuczce buchalterskiej. Zamiast wyceniac aktywa po ich cenie aktualnej, jak sie tego domagaly uprzednie przepisy, rzad Obamy pozwolil bankom na podawanie ceny aktywow w czasie zakupu. Wartosc wielu z nich spadla jednak od czasu zakupu radykalnie i obecnie mozna za nie dostac prawdopodobnie jakies 10% ich poczatkowej wartosci. Predzej czy pozniej to zalegalizowane oszustwo wyjdzie na jaw. W dodatku ekonomia USA w dalszym ciagu "nurkuje" a pozytywne odczyty indeksow gieldowych , takich jak S&P, DJI itp, zawdzieczamy wylacznie postepujacej dewaluacji USD. Jak bardzo moze to zafalszowac oglad ogolny ekonomii wskazuje fakt, ze wedlug oficjalnych danych osiagnely one poziom rowny temu jakie mialy w ostatnim roku hossy (czyli w roku 2001). Tylko niezwyklej glupocie amerykanskiego spoleczenstwa oraz jego krotkiej pamieci moze Obama zawdzieczac fakt, ze przyjmuje ona w dobrej wierze jego zapewnienia , ze recesja ma sie ku koncowi. Czy rzeczywiscie ktos moze powaznie twierdzic, ze aktualny dobrobyt spoleczenstwa w chwili obecnej jest rowny temu jaki byl przed kryzysem?
Ogolna indolencja Obamy nie oznacza jeszcze, ze jego alternatywa w formie gubernatora Romney'a rokuje lepiej jesli chodzi o przyszlosc USA. Tak jak Obama jest demagogiem tak Romney jest pragmatykiem i z tego punktu widzenia mozna oczekiwac, ze bedzie on skuteczniejszy we wprowadzaniu swoich zamierzen. Mam jednak wielkie watpliwosci co do tego, czy rozumie on co musi byc zrobione aby wyprowadzic amerykanska gospodarke ze "spirali smierci" w jakiej sie znajduje. Jego dotychczasowy sposob operacji wskazuje na czlowieka bezwzglednego w osiaganiu korzystnych wynikow finansowych dla siebie i kompanii, ktora kierowal. Jest on jednak globalista z przekonania gdyz wlasnie ten typ postepowania doprowadzil go do bogactwa i politycznej prominencji. Tymczasem globalizm jest wlasnie metodyka postepowania ekonomicznego, ktora z kraju ogolnie zamoznego, jakim byla Ameryka gdzies do lat 70-tych, zrobila kraj obecny, ktory coraz bardziej przypomina kraje trzeciego swiata z nieliczna bogata elita i uboga reszta populacji. Uwagi Romney'a, ze 47% spoleczenstwa amerykanskiego nie placi zadnych podatkow i oczekuje od rzadu aby sie nim opiekowal, swiadcza o tym, ze nie zastanawia sie on nad tym dlaczego sie tak dzieje, ze w koncu znaczna czesc spoleczenstwa jest takimi biedakami, ze nie siegnie ich nawet aktywne ramie IRS-u (czyli fiskusa).
Owszem, USA jest przeludnione i zasiedlane przez material ludzki niskiej jakosci w postaci metysow, kreoli , mulatow itp, ktorzy stanowia obciazenie dla funduszy socjalnych i zagrozenie dla bezpieczenstwa publicznego. To istotnie jest glowny trzon elektoratu Obamy. Ale ci ludzie mogliby takze wlaczyc sie do produkcji kapitalu narodowego gdyby tylko nie postawiono ich, i wiekszosci amerykanskiego proletariatu, w sytuacji gdy musza konkurowac z tania sila robocza z Azji, Ameryki Poludniowej czy Afryki. Jesli nie postawi sie tamy eksportowi wytwarzania towarow powszechnego uzytku poza granicami USA to coraz wiekszy procent ludnosci bedzie ubozal i nie mial perspektyw dochodowego zatrudnienia. Kraj jest bowiem bogaty bogactwem jego obywateli. Jesli caly dochod jaki ma wiekszosc obywateli wystarcza im tylko na przetrwanie to nie wytworza oni nigdy wlasnej rezerwy bogactwa. Taka sytuacja jest na przyklad w Meksyku i innych krajach Ameryki Lacinskiej. Jesli istotnie elita USA (i innych krajow) jest tak przywiazana do ideii globalizacji to minimum, ktore powinno byc zrobione to wprowadzenie zasady, ze kazda kompania moze importowac tylko tyle produktow ile wytworzyla w kraju przeznaczenia. To spowoduje, ze wzrosnie znowu popyt na prace w kraju rozwinietym przy jednoczesnym obnizeniu ceny produktu spowodowanym wykorzystaniem taniej sily roboczej poza granicami USA. Inaczej mowiac, nie tylko elita ale i "szary" amerykanian bedzie mial pewien zysk z taniosci pracy w krajach trzeciego swiata. Pisalem o tym dosc dawno temu ale ta Uniwersalna Proteza Powszechnego Zatrudnienia wydaje mi sie nadal jedynym racjonalnym rozwiazaniem problemu "nadmiaru ludnosci nieprodukcyjnej" http://bobolowisko.blogspot.com/2010/03/uniwersalna-proteza-powszechnego.html .
Tym zas, ktorzy nie wierza w czarnowidztwo moich przepowiedni polecam lekture ostatnio wydanej ksiazki dwoch znanych dziennikarzy amerykanskich : Donalda Barlett'a i James'a Steele "The Betrayal of the American Dream", o ktorej jeszcze napisze.
Tytul esseju jest oczywiscie zarcikiem slownym : Anihwili Tegonieradze pojawia sie bowiem niekiedy jako gruzinski minister policji (wraz prezydentem Grecji Papadupulosem i jego premierem znanym pod nazwiskiem Makutas Posampas). Jesli zas chodzi o obu kandydatow to istotnie nie bardzo jest kogo wybierac. Z jednej strony murzynski populistyczny demagog , marionetka w reku Clintonow i Wall Street z drugiej zas jeden z aferzystow i spekulantow, praktykantow wolnego rynku, ktorzy wzbogacili sie na dywersji amerykanskiej ekonomii oraz rabowaniu obywateli USA. Czy ktoremukolwiek z nich mozna wierzyc, ze rozumie co spowodowalo kryzys i co wiecej, ze wie co musi byc zrobione aby odwrocic katastrofalny bieg wydarzen? W koncu obaj kandydaci doszli do pozycji, w ktorej sie znajduja w wyniku poparcia aktualnej elity USA - czyli ludzi, ktorym jeszcze nigdy nie powodzilo sie tak dobrze jak obecnie.
Przez ostatnie cztery lata prezydentury Obama nie zablysnal niczym. Jego plan powszechnego ubezpieczenia medycznego jest w zasadzie niewypalem i nowym brzemieniem nalozonym na ciagle istniejacy deficyt budzetowy USA. Owszem takie panstwowe powszechne ubezpiecznie zdrowotne podobne do tego jakie istnieje w Wielkiej Brytanii czy Kanadzie bardzo by sie przydalo. Ale powinna byc to organizacja niezalezna od istniejacego systemu ubezpieczen i praktyki medycznej czy dentystycznej "dla zysku" (for profit). Po prostu w USA potrzebny jest system szpitali i przychodni panstwowych (podobny do dzialajcego sprawnie Veteran Administration obslugujacego bylych zolnierzy USA), ktory stanowilby standard dla opieki zdrowotnej na terenie kraju. W takiej wersji jaka przyjal Obama, cala reforma opieki zdrowotnej jest jednym wielkim podarunkiem finansowym dla kompani ubezpieczeniowych. Ja nie postuluje zreszta usuniecia z rynku istniejacego systemu ubezpieczen oplacanych dobrowolnie przez obywateli badz ich pracodawcow. Po prostu pojawienie sie panstwowej sluzby zdrowia wymusiloby obnizenie stawek ubezpieczeniowych w kompaniach ubezpieczen "dla zysku" a jednoczesnie odciazyloby pracodawcow od kosztow ubezpieczen pracownikow. Ci ktorzy chcieliby jakiejs bardziej luksusowej wersji opieki niz ta jaka zapewnia mu panstwowa sluzba zdrowia mogliby wykupic dodatkowe indywidualne ubezpieczenie dopasowane do ich stylu zycia i wymagan.
Mimo przedwyborczych obietnic Obama nie rozwiazal problemu wiezniow walk partyzanckich trzymanych w obozie koncentracyjnym w Guantanamo a jego decyzja wyslania desantu do Pakistanu w celu zamordowania Osama Ben Ladena wskazuje, ze prezydentowi USA brak jest koniecznego na tym stanowisku kregoslupa moralnego. W dodatku wojna w Afganistanie nie idzie najlepiej i prawdopodobnie po wycofaniu korpusu ekspedycyjnego talibowie znowu beda wladcami tego kraju. Obecnie zas nawet zolnierze tubylczy obecnego rezimu okupacyjnego zwracaja czesto bron przeciwko swoim amerykanskim trenerom. Nie ma nawet mowy o stabilizacji politycznej tego regionu o czym trabi Obama w swojej przedwyborczej kampanii.
Na rozwiazanie czekaja takze postepujace w Azji Mniejszej przygotowania do ataku na Iran. Chwilowo niezidentyfkowane blizej sily swiatowej demokracji destabilizuja Syrie probujac usunac panujacy w niej rezim Asadow. Glowna role gra w tym Turcja totez najciezsze walki trwaja na pograniczu skad dostarczana jest bron dla rebeliantow. Kto jednak oplaca cala operacje tego mozna sie tylko domyslac. W koncu bron automatyczna i amunicja kosztuja a sadzac po mieszkaniach rebeliantow, z ktorych czasem telewizaja amerykanska emituje wywiady, tym ludziom sie nie przelewa. Syria jest jednym z niewielu pozostalych lennikow imperium sowieckiego a obecnie Rosji wiec cala akcja jest , po Libii, Iraku i Egipcie , kolejnym krokiem kastrowania odleglych prowincji obozu socjalizmu.
Podsumowujac mozna powiedziec, ze cztery lata prezydentury Obamy dowiodly tego, ze jest on, jako prezydent, kompletnym niewypalem. Moje wykresy mowia mi tez, ze wszelkie kroki ekonomiczne jakie podjal uprzednio w celu stabilizacji systemu finansowego byly niewystraczajace http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/status-unii-amerykanskiej-czyli.html .Banki amerykanskie sa nadal faktycznie niewyplacalne gdyz pozorne zbalansowanie ich zobowiazan zostalo dokonane dzieki oszukanczej sztuczce buchalterskiej. Zamiast wyceniac aktywa po ich cenie aktualnej, jak sie tego domagaly uprzednie przepisy, rzad Obamy pozwolil bankom na podawanie ceny aktywow w czasie zakupu. Wartosc wielu z nich spadla jednak od czasu zakupu radykalnie i obecnie mozna za nie dostac prawdopodobnie jakies 10% ich poczatkowej wartosci. Predzej czy pozniej to zalegalizowane oszustwo wyjdzie na jaw. W dodatku ekonomia USA w dalszym ciagu "nurkuje" a pozytywne odczyty indeksow gieldowych , takich jak S&P, DJI itp, zawdzieczamy wylacznie postepujacej dewaluacji USD. Jak bardzo moze to zafalszowac oglad ogolny ekonomii wskazuje fakt, ze wedlug oficjalnych danych osiagnely one poziom rowny temu jakie mialy w ostatnim roku hossy (czyli w roku 2001). Tylko niezwyklej glupocie amerykanskiego spoleczenstwa oraz jego krotkiej pamieci moze Obama zawdzieczac fakt, ze przyjmuje ona w dobrej wierze jego zapewnienia , ze recesja ma sie ku koncowi. Czy rzeczywiscie ktos moze powaznie twierdzic, ze aktualny dobrobyt spoleczenstwa w chwili obecnej jest rowny temu jaki byl przed kryzysem?
Ogolna indolencja Obamy nie oznacza jeszcze, ze jego alternatywa w formie gubernatora Romney'a rokuje lepiej jesli chodzi o przyszlosc USA. Tak jak Obama jest demagogiem tak Romney jest pragmatykiem i z tego punktu widzenia mozna oczekiwac, ze bedzie on skuteczniejszy we wprowadzaniu swoich zamierzen. Mam jednak wielkie watpliwosci co do tego, czy rozumie on co musi byc zrobione aby wyprowadzic amerykanska gospodarke ze "spirali smierci" w jakiej sie znajduje. Jego dotychczasowy sposob operacji wskazuje na czlowieka bezwzglednego w osiaganiu korzystnych wynikow finansowych dla siebie i kompanii, ktora kierowal. Jest on jednak globalista z przekonania gdyz wlasnie ten typ postepowania doprowadzil go do bogactwa i politycznej prominencji. Tymczasem globalizm jest wlasnie metodyka postepowania ekonomicznego, ktora z kraju ogolnie zamoznego, jakim byla Ameryka gdzies do lat 70-tych, zrobila kraj obecny, ktory coraz bardziej przypomina kraje trzeciego swiata z nieliczna bogata elita i uboga reszta populacji. Uwagi Romney'a, ze 47% spoleczenstwa amerykanskiego nie placi zadnych podatkow i oczekuje od rzadu aby sie nim opiekowal, swiadcza o tym, ze nie zastanawia sie on nad tym dlaczego sie tak dzieje, ze w koncu znaczna czesc spoleczenstwa jest takimi biedakami, ze nie siegnie ich nawet aktywne ramie IRS-u (czyli fiskusa).
Owszem, USA jest przeludnione i zasiedlane przez material ludzki niskiej jakosci w postaci metysow, kreoli , mulatow itp, ktorzy stanowia obciazenie dla funduszy socjalnych i zagrozenie dla bezpieczenstwa publicznego. To istotnie jest glowny trzon elektoratu Obamy. Ale ci ludzie mogliby takze wlaczyc sie do produkcji kapitalu narodowego gdyby tylko nie postawiono ich, i wiekszosci amerykanskiego proletariatu, w sytuacji gdy musza konkurowac z tania sila robocza z Azji, Ameryki Poludniowej czy Afryki. Jesli nie postawi sie tamy eksportowi wytwarzania towarow powszechnego uzytku poza granicami USA to coraz wiekszy procent ludnosci bedzie ubozal i nie mial perspektyw dochodowego zatrudnienia. Kraj jest bowiem bogaty bogactwem jego obywateli. Jesli caly dochod jaki ma wiekszosc obywateli wystarcza im tylko na przetrwanie to nie wytworza oni nigdy wlasnej rezerwy bogactwa. Taka sytuacja jest na przyklad w Meksyku i innych krajach Ameryki Lacinskiej. Jesli istotnie elita USA (i innych krajow) jest tak przywiazana do ideii globalizacji to minimum, ktore powinno byc zrobione to wprowadzenie zasady, ze kazda kompania moze importowac tylko tyle produktow ile wytworzyla w kraju przeznaczenia. To spowoduje, ze wzrosnie znowu popyt na prace w kraju rozwinietym przy jednoczesnym obnizeniu ceny produktu spowodowanym wykorzystaniem taniej sily roboczej poza granicami USA. Inaczej mowiac, nie tylko elita ale i "szary" amerykanian bedzie mial pewien zysk z taniosci pracy w krajach trzeciego swiata. Pisalem o tym dosc dawno temu ale ta Uniwersalna Proteza Powszechnego Zatrudnienia wydaje mi sie nadal jedynym racjonalnym rozwiazaniem problemu "nadmiaru ludnosci nieprodukcyjnej" http://bobolowisko.blogspot.com/2010/03/uniwersalna-proteza-powszechnego.html .
Tym zas, ktorzy nie wierza w czarnowidztwo moich przepowiedni polecam lekture ostatnio wydanej ksiazki dwoch znanych dziennikarzy amerykanskich : Donalda Barlett'a i James'a Steele "The Betrayal of the American Dream", o ktorej jeszcze napisze.
poniedziałek, 22 października 2012
Granice wzrostu i co z nich wynika II
Czytam ostatnio jedna z ksiazek pamietnikarskich autorstwa Winstona Churchill'a zatytulowana "The gathering Storm" a opisujaca jak doszlo do II Wojny Swiatowej i jak ewolucja zdarzen wygladala w oczach tego wysoko postawionego polityka angielskiego okresu miedzywojennego.
Tu jednak chcialbym przedstawic tlumaczenie tylko drobnego fragmentu stanowiacego notatke sporzadzona przez Churchill'a z lektury fundamentalnego dziela Adolfa Hitlera "Mein Kampf":
"Glowna teza Mein Kampf jest prosta. Czlowiek jest drapieznikiem; dlatego narod, bedacy spoleczenstwem drapieznikow, jest organizmem walczacym. Kazdy zywy organizm, ktory zaprzestanie walki o swoj byt jest skazany na wymarcie. Panstwo czy rasa, ktore tej walki zaniechaja musza zginac. Walecznosc rasy zalezy od jej czystosci. Z tego zas wynika koniecznosc rafinacji jej z obcych zanieczyszczen. Zydzi, ze wzgledu na ich rozprzestrzenienie, sa z koniecznosci pacyfistami i kosmopolitanami. Pacyfizm jest tu grzechem najwiekszym, bowiem wymaga porzucenia rywalizacji w walce o przetrwanie. Z tego wynika, ze glownym zadaniem panstwa jest mobilizacja patriotyczna mas. Inteligencja indywidualna nie najwazniejsza; liczy sie sila woli i determinacja. Czlowiek, ktory jest naturalnym wodzem jest wiecej wart niz niezmierzone tysiace wspolobywateli, ktorzy sie mu podporzadkuja. Tylko brutalna sila moze dac szanse przezywalnosci rasy; z tego wynika koniecznosc stworzenia struktury militarnej. Rasa musi walczyc o byt; rasa, ktora stara sie tej walki uniknac musi zmarniec i zginac. Gdyby rasa germanska zjednoczyla sie wczesniej to bylaby juz obecnie panem swiata. Nowa Rzesza musi wlaczyc do siebie wszystkie niemieckie elementy osiadle w Europie. Rasa, ktora doznala kleski moze byc ocalona jesli przywroci sie jej pewnosc siebie. Nade wszystko zas armia musi byc umocniona w przekonaniu o swojej niezwyciezonosci. Aby dokonac odnowy narodu niemieckiego jego ludnosc musi byc porzekonana, ze odzyskanie wolnosci droga zbrojna jest mozliwe. Zasada elitarnosci ma znaczenie podstawowe. Intelektualizm jest niepozadany. Glownym zadaniem systemu edukacyjnego jest wyprodukowanie Niemca, ktory moze byc przeksztalcony w zolnierza przy minimalnym treningu. Najwieksze zaburzenia w historii swiata bylyby nie do pomyslenia gdyby nie bylo napedzajacej sily fanatyzmu i histerycznej pasji. Mieszczanskie umilowanie pokoju i porzadku nigdy nie doprowadzi do niczego dobrego. Swiat zmierza obecnie do takiego zaburzenia i nowe panstwo niemieckie musi zadbac o to aby rasa niemiecka byla gotowa do podjecia wazkich decyzji.
Polityka zagraniczna musi pozbyc sie niepotrzebnych skrupulow. Zadaniem dyplomatow nie jest pozwolic aby narod upadl heroicznie, ale raczej dbac o to aby mogl on prosperowac i przezyc. Anglia i Wlochy sa jedynymi mozliwymi sojusznikami Niemiec. Zaden kraj nie wejdzie w sojusz z tchorzliwym i pacyfistycznym panstwem kierowanym przez demokratow i marksistow. Jesli Niemcy nie beda dbac o swoje interesy to nikt inny za nich tego nie zrobi.Odzyskanie ziem utraconych nie spelni sie przez odwolanie sie do Niebios czy religijna wiare w Lige Narodow. Konieczna jest odwolanie sie do sily zbrojnej. Niemcy nie moga powtorzyc bledu i walczyc ze wszystkimi wrogami w tym samym czasie. Musza one zaatakowac swojego najgrozniejszego przeciwnika wszystkimi silami. Swiat przestanie byc anty-germanski wtedy gdy Niemcy odzyskaja swoja pozycje jako rowny partner oraz zajma im nalezne miejsce pod Sloncem. To czego Niemcy potrzebuja to jest zwiekszenia swojego terytorium w Europie. Przedwojenna polityka kolonialna byla bledem i powinna byc zaniechana. Niemcy musza rozprzestrzenic sie w Rosji i w panstwach baltyckich. Wykluczona jest polityka sojuszu z Rosja. Przystapienie do wojny w sojuszu z Rosja przeciwko Zachodowi byloby powaznym bledem gdyz celem Sowietow jest zwyciestwo kosmopolitycznego zydowstwa. "
(W. Churchill op.cit. str 50-51).
Tak wygladaly w odbiorze Churchill'a plany Hitlera wyjawione dlugo przed czasem jego dojscia do wladzy (okolo roku 1924). Uzupelnieniem tego jak wygladaly zamiary i polityka niemiecka w stosunku do Polakow i II RP sa interesujace dokumenty cytowane przez Pania Magdalene Zientek w artykule http://prokapitalizm.pl/leszek-miller-a-spuscizna-adolfa-hitlera.html ,do przeczytania ktorego szczerze namawiam. Moze nas dziwic otwartosc tych wypowiedzi, ktora nie ma precedensu w obecnym politycznie poprawnym slownictwie. Czy jednak obecne zamiary naszych germanskich sasiadow sa istotnie rozne od tych realizowanych uprzednio droga zbrojna podczas II Wojny Swiatowej ?
Przylaczenia dokonywane pod plaszczykiem UE ida dokladnie ta sama droga co militarne podboje III Rzeszy. Niemcy juz znaczaco poszerzyly swoja przestrzen zyciowa. Niestety pojawila sie ona razem z bagazem malo wartosciowej tubylczej populacji i trudno sie dziwic, ze obserwujemy obecnie proby, zreszta udane, jej jak dotad, nie-militarnego zmniejszenia. Do tego sluzy wlasnie miedzy innymi erozja moralnosci mlodego pokolenia Polakow, ktorej wynikiem jest zmnieszenie liczby urodzin i praktyczny rozpad rodziny. Erozja ta jest prowadzona pod przykrywka wyzwolenia kobiet od ich naturalnych obowiazkow wobec Narodu. Sa one bowiem niezastapione tylko jesli chodzi o rozplod. Ich wklad jako pracownic jest najczesciej watpliwy jakosciowo i przy obecnym poziomie bezrobocia, w zasadzie szkodliwy. Stanowia one bowiem okolo 50 % pracownikow co w praktyce oznacza, ze podwyzszaja dwukrotnie podaz pracy. To zas odbija sie natychmiast na poziomie wynagrodzen oraz na trwalosci rodziny. W sytuacji gdy liczba prac jest ograniczona i perspektywicznie malejaca ze wzgledu na stopniowa likwidacje polskiego przemyslu oraz automatyzacje powinnismy powrocic do tradycyjnego modelu rodziny, w ktorym kobieta zajmuje sie domem i dziecmi a jej maz zarabia dostatecznie duzo by moc samodzielnie utrzymac cala rodzine. Ten postulat wydaje sie obecnie nie do przyjecia ale taki wlasnie klasyczny model rodziny dzialal doskonale niemal do polowy lat 60-tych w krajach rozwinietych. Haslo wprowadzenia kobiet na rynek pracy pojawilo sie w tych krajach wylacznie w wyniku potrzeby zwiekszenia wysilku wojennego w czasie II Wojny Swiatowej.
Zdaje sobie sprawe, ze to co pisze idzie wbrew ogolnemu trendowi feminizacji polityki ksztalcenia i zatrudnien. Jednak w sytuacji gdy brak jest srodkow na niemal wszystko, co dotad bylo oplacane z srodkow panstwowych (czyli z podatkow, zyskow przedsiebiorstw panstwowych badz cel), a liczebnosc posad i zwiazanych z nimi wynagrodzen systematycznie maleje trzeba sobie zdac sprawe z tego, ze dobre samopoczucie kobiet wynikajace z ich "meskiego" zatrudnienia ma nikly zwiazek z ich wydajnoscia i przydatnoscia jako pracownikow. Wiekszosc stypendiow wydanych na ich ksztalcenie ulega zmarnowaniu gdyz nader czesto nie podejmuja one (z roznych wzgledow) pracy w wyuczonym zawodzie. Powinnismy tez zdecydowanie postawic tame wzrostowi liczebnosci studentow w szkolach wyzszych zwlaszcza typu humanistycznego. W obecnych warunkach Polska nie jest w stanie wykorzystac wysoko wykwalfikowanych kadr w takiej ilosci w jakiej je dostarczaja obecne szkoly wyzsze. Zamiast inzynierii spolecznej powinnismy raczej skupic sie na selekcji jakosciowej absolwentow szkol srednich (np droga powszechnych jeszcze w latach 60-tych konkursowych egzaminow wstepnych na wyzsze uczelnie). Polsce potrzebna jest stosunkowo nieliczna ale doskonale oplacana elita z wyksztalceniem wyzszym a nie magisterska masowka, dla ktorej potem nie ma pracy.
Drugim ramieniem tej polityki jest wyniszczanie starszej generacji Polakow przez obnizenie jakosci opieki zdrowotnej oraz przedluzenie wieku emerytalnego.
Paradoksalnie, wszystkie te dzialania majace na celu zmniejszenie populacji Polakow sa dobrze uzasadnione z punktu widzenia ekologicznego. Jak pisalem uprzednio, Polska albo musi powiekszyc swoje terytorium dwukrotnie albo zredukowac liczbe obywateli do polowy obecnego stanu. Aby osiagnac stan stacjonarny konieczne jest zwiekszenie smiertelnosci obywateli tak aby w stosunkowo bliskim czasie linia smiertelnosci przeciela (spadajaca obecnie) linie urodzen. Inaczej mowiac nalezy doprowadzic do podobnej systuacji jaka jest obecnie w Szwecji z tym, ze odmiennie do Szwecji, polskie ekologiczne odbicie stopy jest ciagle powyzej biologicznej pojemnosci terytorium. W chwili obecnej przecietna dlugosc zycia obywateli jest zbyt dluga dzieki szerokimu stosowaniu kosztownych medycznych procedur przedluzania zycia (patrz wykresy :http://www.indexmundi.com/g/g.aspx?v=25&c=pl&l=en , http://www.indexmundi.com/g/g.aspx?v=26&c=pl&l=en). Chociaz obecnie szybkosc urodzen ( 9.9/ 1000 obywateli)jest z grubsza rowna ilosci zgonow (10.3 /1000 obywateli) to stan liczebnosci populacji jest ciagle zbyt wysoki w stosunku do pojemnosci biologicznej polskiego habitatu. Aby osiagnac stan rownowagi ekologicznej konieczny jest dalszy wzrost smiertelnosci i obnizenie liczby urodzin przy mozliwie pelnej eliminacji doplywu imigracyjnego.Innym rozwianiem jest tylko powiekszenie stanu ludnosci przez wzrost liczby urodzin i przygotowanie sie do wojny zaborczej z sasiadmi ze Wschodu.
Na zalaczonych ilustracjach pokazane sa zmiany demograficzne wystepujace w trzech rozwinietych i trzech zacofanych krajach. Nie znalazlem niestety podobnych danych dla Polski. Jak z nich wynika spadek swiatowy liczby urodzin na 1000 obywateli rozpoczal sie mniej wiecej od roku 1900 (dla krajow nierozwinietych brak danych dla wczesniejszego okresu). Towarzyszy mu takze spadek liczby zgonow. Czym jest spowodowany spadek liczby urodzen w ciagu ostatnich 100 lat -tego nie wiem. Zmniejszenie liczby zgonow mozna ewentualnie przypisac polepszeniu sie techniki medycznej i wiekszej wiedzy lekarzy na temat infekcji i chorob. Pomocny byl tez zapewne rozwoj przemyslu farmakologicznego. Z krajow rozwinietych, podanych na rysunkach ( pochodzacych z monografii "Beyond the Limits", Meadows et al, 1992) tylko Szwecja ma odcisk stopy ekologicznej znacznie nizszy od jej pojemnosci biologicznej.
Zauwazmy tez, ze slowa Hitlera maja takze wartosc dyrektywy dla narodu polskiego. Jesli zmienimy nazwe Niemcy i niemiecki na Polacy i polski to w zasadzie caly program, z malymi wyjatkami stosuje sie i do nas.
"Glowna teza Mein Kampf jest prosta. Czlowiek jest drapieznikiem; dlatego narod, bedacy spoleczenstwem drapieznikow, jest organizmem walczacym. Kazdy zywy organizm, ktory zaprzestanie walki o swoj byt jest skazany na wymarcie. Panstwo czy rasa, ktore tej walki zaniechaja musza zginac. Walecznosc rasy zalezy od jej czystosci. Z tego zas wynika koniecznosc rafinacji jej z obcych zanieczyszczen. Zydzi, ze wzgledu na ich rozprzestrzenienie, sa z koniecznosci pacyfistami i kosmopolitanami. Pacyfizm jest tu grzechem najwiekszym, bowiem wymaga porzucenia rywalizacji w walce o przetrwanie. Z tego wynika, ze glownym zadaniem panstwa jest mobilizacja patriotyczna mas. Inteligencja indywidualna nie najwazniejsza; liczy sie sila woli i determinacja. Czlowiek, ktory jest naturalnym wodzem jest wiecej wart niz niezmierzone tysiace wspolobywateli, ktorzy sie mu podporzadkuja. Tylko brutalna sila moze dac szanse przezywalnosci rasy; z tego wynika koniecznosc stworzenia struktury militarnej. Rasa musi walczyc o byt; rasa, ktora stara sie tej walki uniknac musi zmarniec i zginac. Gdyby rasa germanska zjednoczyla sie wczesniej to bylaby juz obecnie panem swiata. Nowa Rzesza musi wlaczyc do siebie wszystkie niemieckie elementy osiadle w Europie. Rasa, ktora doznala kleski moze byc ocalona jesli przywroci sie jej pewnosc siebie. Nade wszystko zas armia musi byc umocniona w przekonaniu o swojej niezwyciezonosci. Aby dokonac odnowy narodu niemieckiego jego ludnosc musi byc porzekonana, ze odzyskanie wolnosci droga zbrojna jest mozliwe. Zasada elitarnosci ma znaczenie podstawowe. Intelektualizm jest niepozadany. Glownym zadaniem systemu edukacyjnego jest wyprodukowanie Niemca, ktory moze byc przeksztalcony w zolnierza przy minimalnym treningu. Najwieksze zaburzenia w historii swiata bylyby nie do pomyslenia gdyby nie bylo napedzajacej sily fanatyzmu i histerycznej pasji. Mieszczanskie umilowanie pokoju i porzadku nigdy nie doprowadzi do niczego dobrego. Swiat zmierza obecnie do takiego zaburzenia i nowe panstwo niemieckie musi zadbac o to aby rasa niemiecka byla gotowa do podjecia wazkich decyzji.
Polityka zagraniczna musi pozbyc sie niepotrzebnych skrupulow. Zadaniem dyplomatow nie jest pozwolic aby narod upadl heroicznie, ale raczej dbac o to aby mogl on prosperowac i przezyc. Anglia i Wlochy sa jedynymi mozliwymi sojusznikami Niemiec. Zaden kraj nie wejdzie w sojusz z tchorzliwym i pacyfistycznym panstwem kierowanym przez demokratow i marksistow. Jesli Niemcy nie beda dbac o swoje interesy to nikt inny za nich tego nie zrobi.Odzyskanie ziem utraconych nie spelni sie przez odwolanie sie do Niebios czy religijna wiare w Lige Narodow. Konieczna jest odwolanie sie do sily zbrojnej. Niemcy nie moga powtorzyc bledu i walczyc ze wszystkimi wrogami w tym samym czasie. Musza one zaatakowac swojego najgrozniejszego przeciwnika wszystkimi silami. Swiat przestanie byc anty-germanski wtedy gdy Niemcy odzyskaja swoja pozycje jako rowny partner oraz zajma im nalezne miejsce pod Sloncem. To czego Niemcy potrzebuja to jest zwiekszenia swojego terytorium w Europie. Przedwojenna polityka kolonialna byla bledem i powinna byc zaniechana. Niemcy musza rozprzestrzenic sie w Rosji i w panstwach baltyckich. Wykluczona jest polityka sojuszu z Rosja. Przystapienie do wojny w sojuszu z Rosja przeciwko Zachodowi byloby powaznym bledem gdyz celem Sowietow jest zwyciestwo kosmopolitycznego zydowstwa. "
(W. Churchill op.cit. str 50-51).
Tak wygladaly w odbiorze Churchill'a plany Hitlera wyjawione dlugo przed czasem jego dojscia do wladzy (okolo roku 1924). Uzupelnieniem tego jak wygladaly zamiary i polityka niemiecka w stosunku do Polakow i II RP sa interesujace dokumenty cytowane przez Pania Magdalene Zientek w artykule http://prokapitalizm.pl/leszek-miller-a-spuscizna-adolfa-hitlera.html ,do przeczytania ktorego szczerze namawiam. Moze nas dziwic otwartosc tych wypowiedzi, ktora nie ma precedensu w obecnym politycznie poprawnym slownictwie. Czy jednak obecne zamiary naszych germanskich sasiadow sa istotnie rozne od tych realizowanych uprzednio droga zbrojna podczas II Wojny Swiatowej ?
Przylaczenia dokonywane pod plaszczykiem UE ida dokladnie ta sama droga co militarne podboje III Rzeszy. Niemcy juz znaczaco poszerzyly swoja przestrzen zyciowa. Niestety pojawila sie ona razem z bagazem malo wartosciowej tubylczej populacji i trudno sie dziwic, ze obserwujemy obecnie proby, zreszta udane, jej jak dotad, nie-militarnego zmniejszenia. Do tego sluzy wlasnie miedzy innymi erozja moralnosci mlodego pokolenia Polakow, ktorej wynikiem jest zmnieszenie liczby urodzin i praktyczny rozpad rodziny. Erozja ta jest prowadzona pod przykrywka wyzwolenia kobiet od ich naturalnych obowiazkow wobec Narodu. Sa one bowiem niezastapione tylko jesli chodzi o rozplod. Ich wklad jako pracownic jest najczesciej watpliwy jakosciowo i przy obecnym poziomie bezrobocia, w zasadzie szkodliwy. Stanowia one bowiem okolo 50 % pracownikow co w praktyce oznacza, ze podwyzszaja dwukrotnie podaz pracy. To zas odbija sie natychmiast na poziomie wynagrodzen oraz na trwalosci rodziny. W sytuacji gdy liczba prac jest ograniczona i perspektywicznie malejaca ze wzgledu na stopniowa likwidacje polskiego przemyslu oraz automatyzacje powinnismy powrocic do tradycyjnego modelu rodziny, w ktorym kobieta zajmuje sie domem i dziecmi a jej maz zarabia dostatecznie duzo by moc samodzielnie utrzymac cala rodzine. Ten postulat wydaje sie obecnie nie do przyjecia ale taki wlasnie klasyczny model rodziny dzialal doskonale niemal do polowy lat 60-tych w krajach rozwinietych. Haslo wprowadzenia kobiet na rynek pracy pojawilo sie w tych krajach wylacznie w wyniku potrzeby zwiekszenia wysilku wojennego w czasie II Wojny Swiatowej.
Zdaje sobie sprawe, ze to co pisze idzie wbrew ogolnemu trendowi feminizacji polityki ksztalcenia i zatrudnien. Jednak w sytuacji gdy brak jest srodkow na niemal wszystko, co dotad bylo oplacane z srodkow panstwowych (czyli z podatkow, zyskow przedsiebiorstw panstwowych badz cel), a liczebnosc posad i zwiazanych z nimi wynagrodzen systematycznie maleje trzeba sobie zdac sprawe z tego, ze dobre samopoczucie kobiet wynikajace z ich "meskiego" zatrudnienia ma nikly zwiazek z ich wydajnoscia i przydatnoscia jako pracownikow. Wiekszosc stypendiow wydanych na ich ksztalcenie ulega zmarnowaniu gdyz nader czesto nie podejmuja one (z roznych wzgledow) pracy w wyuczonym zawodzie. Powinnismy tez zdecydowanie postawic tame wzrostowi liczebnosci studentow w szkolach wyzszych zwlaszcza typu humanistycznego. W obecnych warunkach Polska nie jest w stanie wykorzystac wysoko wykwalfikowanych kadr w takiej ilosci w jakiej je dostarczaja obecne szkoly wyzsze. Zamiast inzynierii spolecznej powinnismy raczej skupic sie na selekcji jakosciowej absolwentow szkol srednich (np droga powszechnych jeszcze w latach 60-tych konkursowych egzaminow wstepnych na wyzsze uczelnie). Polsce potrzebna jest stosunkowo nieliczna ale doskonale oplacana elita z wyksztalceniem wyzszym a nie magisterska masowka, dla ktorej potem nie ma pracy.
Drugim ramieniem tej polityki jest wyniszczanie starszej generacji Polakow przez obnizenie jakosci opieki zdrowotnej oraz przedluzenie wieku emerytalnego.
Paradoksalnie, wszystkie te dzialania majace na celu zmniejszenie populacji Polakow sa dobrze uzasadnione z punktu widzenia ekologicznego. Jak pisalem uprzednio, Polska albo musi powiekszyc swoje terytorium dwukrotnie albo zredukowac liczbe obywateli do polowy obecnego stanu. Aby osiagnac stan stacjonarny konieczne jest zwiekszenie smiertelnosci obywateli tak aby w stosunkowo bliskim czasie linia smiertelnosci przeciela (spadajaca obecnie) linie urodzen. Inaczej mowiac nalezy doprowadzic do podobnej systuacji jaka jest obecnie w Szwecji z tym, ze odmiennie do Szwecji, polskie ekologiczne odbicie stopy jest ciagle powyzej biologicznej pojemnosci terytorium. W chwili obecnej przecietna dlugosc zycia obywateli jest zbyt dluga dzieki szerokimu stosowaniu kosztownych medycznych procedur przedluzania zycia (patrz wykresy :http://www.indexmundi.com/g/g.aspx?v=25&c=pl&l=en , http://www.indexmundi.com/g/g.aspx?v=26&c=pl&l=en). Chociaz obecnie szybkosc urodzen ( 9.9/ 1000 obywateli)jest z grubsza rowna ilosci zgonow (10.3 /1000 obywateli) to stan liczebnosci populacji jest ciagle zbyt wysoki w stosunku do pojemnosci biologicznej polskiego habitatu. Aby osiagnac stan rownowagi ekologicznej konieczny jest dalszy wzrost smiertelnosci i obnizenie liczby urodzin przy mozliwie pelnej eliminacji doplywu imigracyjnego.Innym rozwianiem jest tylko powiekszenie stanu ludnosci przez wzrost liczby urodzin i przygotowanie sie do wojny zaborczej z sasiadmi ze Wschodu.
Na zalaczonych ilustracjach pokazane sa zmiany demograficzne wystepujace w trzech rozwinietych i trzech zacofanych krajach. Nie znalazlem niestety podobnych danych dla Polski. Jak z nich wynika spadek swiatowy liczby urodzin na 1000 obywateli rozpoczal sie mniej wiecej od roku 1900 (dla krajow nierozwinietych brak danych dla wczesniejszego okresu). Towarzyszy mu takze spadek liczby zgonow. Czym jest spowodowany spadek liczby urodzen w ciagu ostatnich 100 lat -tego nie wiem. Zmniejszenie liczby zgonow mozna ewentualnie przypisac polepszeniu sie techniki medycznej i wiekszej wiedzy lekarzy na temat infekcji i chorob. Pomocny byl tez zapewne rozwoj przemyslu farmakologicznego. Z krajow rozwinietych, podanych na rysunkach ( pochodzacych z monografii "Beyond the Limits", Meadows et al, 1992) tylko Szwecja ma odcisk stopy ekologicznej znacznie nizszy od jej pojemnosci biologicznej.
Zauwazmy tez, ze slowa Hitlera maja takze wartosc dyrektywy dla narodu polskiego. Jesli zmienimy nazwe Niemcy i niemiecki na Polacy i polski to w zasadzie caly program, z malymi wyjatkami stosuje sie i do nas.
czwartek, 18 października 2012
Granice wzrostu i co z nich wynika
Bardzo sobie cenie dyskusje z, co prawda nielicznym, gronem czytelnikow, ktorzy sa gotowi cos powiedziec na tematy jakie poruszam.
Z drugiej jednak strony otwieraja mi one oczy na roznice w mentalnosci spoleczenstwa polskiego w stosunku do tej jaka dominowala w mojej generacji. Ostatnio wyprowadzilem rownanie opisujace wzrost populacji rozmnazajacej sie droga plciowa. Rownanie to, ktore mozna rozwiazac analitycznie, mowi nam, ze populacja taka posiada krytyczny prog liczebnosci - stan rownowagi niestabilnej, ktory oddziela dwa typy ewolucji. Jesli liczebnosc populacji w czasie poczatkowym jest mniejsza od progu to populacja wymrze nawet wtedy gdy nie przytrafia sie jej jakies dodatkowe katastrofalne czynniki . Ten proces wymierania moze byc powolny ale jest nieodwracalny. Predzej czy pozniej wyginie ostatni trylobit, dinozaur, golab podrozny czy ptak dodo.
Z drugiej strony, jesli poczatkowa populacja jest wieksza od progu to z biegiem czasu jej liczebnosc wzrasta . Teoretycznie do liczebnosci nieskonczenie wielkiej a praktycznie do pojemnosci habitatu. W pewnym momencie bowiem dojdzie do glosu zaleznosc wspolczynnikow smiertelnosci i rozrodu od zasobow srodowiska oraz jego zatrucia odpadami. Jak to wyglada w praktyce widzimy na przykladzie farmy drobiowej z wolnym wybiegiem a wiec dla drobiu hodowanego w sposob humanitarny- nie na typowym tasmociagu drobiarskim, ale w bezposredniej stycznosci z Natura. Problemem jest to, ze ta stycznosc z Natura wyraza sie w skonczonych wymiarach geometrycznych wybiegu i w przypadku umieszczenia tam zbyt duzej liczby stworzen poczatkowo zielona laczka ze smacznymi robaczkami staje sie pustynia obficie zroszona odchodami pensjonariuszy. Jesli gospodarz nie zainterweniuje, redukujac populacje badz przenoszac ja na inne pastwisko to losy kolonii drobiarskiej sa przesadzone. To wszystko w przypadku gdy nie ma konkurencji ze strony, na przyklad, innego rodzaju drobiu, ktory moze sie okazac sprawnieszy badz bardziej bitny jesli chodzi o kwestie zdobywania terytorium i zywnosci. Nastepnym bowiem czynnikiem regulujacym wielkosc populacji jest walka o byt, w ktorej przewage ma populacja o wiekszej plodnosci samic i mniejszej umieralnosci. A takze o lepszej technice walki oraz uzbrojeniu. Jak to wygladalo w praktyce ludzkiej mozemy sie dowiedziec studiujac historie zaglady Indian amerykanskich w starciu z inwazja wyzszej kultury europejskiej. Walke o byt wygrywaja populacje agresywniejsze, zdrowsze, plodniejsze i bardziej bezwzgledne w walce o utrzymanie i powiekszanie habitatu kosztem innych populacji. Ziemia bowiem nie jest z gumy a jej zasoby sa ograniczone.
Jesli spojrzymy na wykres pokazujacy wzrost liczebnosci populacji ludzkiej na Ziemi to zauwazymy, ze poczatkowo niemal liniowy wzrost liczebnosci w latach prehistorycznych, antyku i nowozytnosci od poczatku XX wieku bardzo przyspieszyl . Jest to przypisane wykladniczemu wzrostowi populacji co nie jest calkiem scisle ale moze sluzyc za przyblizenie. Z grubsza biorac populacja podwaja sie co 40 lat. Jej wielkosc 70 tysiecy lat temu byla oszacowana (zapewne niedokladnie z braku stosownych instytucji statystycznych) na 150 tysiecy osobnikow wliczajac wszystkie cztery wtedy istniejace odmiany homoidow. Obecnie populacja ludzka wynosi okolo 7 miliardow (7x10^9) osobnikow, nalezacych do z grubsza czterech ras ludzkich ale nie zawierajaca juz pozostalych trzech odmian. Co sie stalo z wujkiem neandertalem, krasnalem indonezyjskim czy prachinczykiem tego nie wiemy. Biolodzy , w tym biolodzy molekularni, sa notorycznymi hochsztaplerami i dlatego trudno mi uwierzyc, ze badania DNA dowodza, ze pewny odlam wspolczesnych ludzi posiada geny typowe dla czlowieka neandertalskiego. Ale kto wie, byc moze mieszance miedzy-gatunkowe nie byly bezplodne jak to sie najczesciej zdarza (przyklad kon, osiol i mul) i czesc tych genotypow odbija sie czkawka we wspolczesnym Homo Sapiens Sapiens. Trzeba tez wyraznie powiedziec, ze mimo gromkich pohukiwan zwolennikow teorii ewolucji nasza wiedza dotyczaca rozwoju gatunkow a w tym gatunku ludzkiego, jest bardzo niekompletna i niepewna. Jak juz wielokrotnie pisalem (http://bobolowisko.blogspot.com/2010/12/bijace-serce-gei.html ), pomiary glacjologow wskazuja na to, ze Ziemia jest poddawana okresowym zmianom sredniej temperatury nastepujacej z okresem z grubsza 150 tysiecy lat. Amplituda tych wahan temperatury jest rzedu 10 stopni Celsjusza co oznacza, ze zycie na Ziemi musi wytrzymac bytowanie pomiedzy niemal kompletnym zlodowaceniem calej powierzchni a upalem pol-tropikalnym. To co moze zrobic ochlodzenie tak znaczne nie jest dla nas wyobrazalne. Najnizsze temperatury okresu lodowcowego, kiedy pod lodem byla niemal cala Europa i Ameryka Polnocna byly wywolane spadkiem temperatury rzedu 1-3 stopni. Obecnie zas wchodzimy (od paru tysiecy lat- Holocen) w okres kolejnego, katastrofalnego schlodzenia klimatu i powinnismy Bogu dziekowac za efekt cieplarniany, ktory jako tako utrzymuje jeszcze w miare cieply klimat.
Gdyby cala paleobiologia byla istotnie cos warta to powinnismy miec dobrze udokumentowane wlasnie okresowe wielkie wymarcia nastepujace co 150 tysiecy lat. Tymczasem autorytety tej dziedziny gaworza pogodnie o wymarciach w znacznie dluzszej skali czasowej (rzedu 26 000 000 lat) wiazac je zreszta z kataklizmem typu kosmicznego (Raup D.M, "Nemesis Affair") i ignorujac fakt, ze schlodzenia , o ktorych pisze, nastepowaly w znacznie blizszej nam skali historycznej. Owszem wiemy, ze jakies 40 000 - 50 000 lat temu wymarly mamuty i duze zwierzeta takie jak tygrys szablasty czy niedzwiedz jaskiniowy. Ale czy tego typu kleski pojawily sie takze wczesniej, w uprzednim okresie od 300 000 do 150 000 lat temu, o tym nikt nie pisze. A przeciez powinno byc trudniej zachowac szczatki starsze niz te, ktore sa daty wczesniejszej. Nie jest tez bynajmniej oczywiste, czy w czasach gdy dominowaly wielkie zwierzeta prehistoryczne (cala historia ludzkosci to niecale 6000 lat, z ktorych tylko ostatni 1000 lat jest znany wzglednie dobrze) nie istnial tez czlowiek- gigant wspolczesny dinozaurom. Te ostatnie zas podobno wymarly jakies 65 milionow lat temu pozostawiajac po sobie do czasow obecnych tylko ptaki i gady.
Wrocmy jednak do problemu Naszej Umeczonej Ojczyzny i jej populacji. Jak wiemy kwestia panowania nad obszarem dawnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej byla glowna przyczyna obu wojen swiatowych i zapewne bedzie ogniskiem zapalnym przyszlego europejskiego konfliktu. O wlasnosc tego terytorium walcza bowiem nasi sasiedzi: Rosja i Niemcy. Ci ostatni, pod przykrywka Unii Europejskiej usiluja obecnie umocnic swoje przyczolki w krajach przejsciowo obecnie niepodleglych takich jak Bialorus czy Ukraina. To wszystko po odebraniu i anschluss-ie krajow bedacych uprzednio koloniami ZSRR-u, takimi jak Rosyjskie Niemcy (NRD), PRL , Litwa , Lotwa i Estonia , Wegry i Rumunia. Jak wynika z geografii tych, jak dotad bezkrwawych, podbojow mamy do czynienia z kolejna wersja niemieckiego parcia na Wschod w celu zdobycia przestrzeni zyciowej. Czy polska populacja bedzie w stanie utrzymac kontrole nad swoim nominalnie terytorium jest bardzo watpliwe. Pisze nominalnie gdyz obecny rzad i system rzadzenia w III RP imituje administracje polskie panujace nad tym terenem w czasach carskich a potem w okresie tzw Polski Ludowej. Tego typu polityka "niewidocznego" kolonializmu byla juz uprzednio stosowana przez Anglikow w Indiach ( British Raj) czy Rosjan w czasach ZSRR i Socjalistycznego Obozu Narodow Jest to administracja tubylcza realizujaca polityke panstwa osciennego na terytorium jego wroga. Jak zwykle w takich sytuacjach uwaga suwerena jest skupiona na drogach szybkiego przemieszczania wojsk i towarow w kierunku glownego natarcia (czyli obecnie na Wschod) oraz na eliminacji populacji tubylczej i zastapienia ich "osadnikami", ktorych zadaniem jest oslabienie wiezi spolecznych spoleczenstwa tubylczego przez popieranie dywersyfikacji rasowej i religijnej oraz przez anty-wzrostowa propagande populacyjno-gospodarcza.Narod przypomina bowiem krople cieczy, ktorej czasteczki sa przyciagane wzajemnie silami wynikajacymi z identycznej historii, religii, jezyka i rasy. Kropla ta jest oddzielona od kropel innego plynu emulsji narodow warstwa sil powierzchniowych wynikajacych z roznicy pomiedzy tymi charakterystycznymi cechami. Celem kazdego najezdzcy jest albo zmniejszenie kropli przez likwidacje fizyczna czasteczek wchodzacych w jej sklad albo tez obnizenie napiecia powierzchniowego celem rozpuszczenia obcej kropli materii we wlasnym srodowisku. Zamiarem Niemiec jest zrobienie z Unii Europejskiej czegos w rodzaju szamba narodow, w ktorym znajda sie ich historyczni antagonisci. Oni zas beda pelnic role szambelanow rozlewajacych ten ludzki nawoz po calym okupowanym terenie.
Jak juz pisalem uprzednio Nasza Umeczona Ojczyzna jest przeludniona, z grubsza dwukrotnie przekraczajac swoja aktualna pojemnosc bio-ekologiczna. Kazdego dnia jej teren jest zroszony kalem jej obywateli, ktory zebrany razem utworzylby szescian o boku majacym okolo 27 m (czyli bylby to szescienny budynek dziewiecio-pietrowy). Nie wspominam juz o innych odpadkach w postaci smieci, srodkow pioracych i kondomow splukiwanych do kanalizacji. Swoj wklad daje tez oczywiscie zwierzeta, z ktorymi ow habitat dzielimy. Nic dziwnego, ze polskie rzeki przypominaj bardziej kanaly sciekowe niz przezroczyste ruczaje, ktore jeszcze pamietam z czasow mojej mlodosci.
Pewna miare zageszczenia populacji jest jej srednia gestosc powierzchniowa. Dla Polski wynosi ona obecnie (rok 2012) 123 osoby/km^2. Mozemy to porownac z zageszczeniem w roku 1939, ktore wynosilo tylko 89 osob/km^2. Porownajmy ta gestosc z odpowiednimi gestosciami w panstwach osciennych, w roku 2012: Niemcy - 227 osob/km^2 , Ukraina - 74 osoby/km^2, Bialorus - 47 osob/km^2, Rosja - 8. osob/km^2.
Inne kraje dla porownania: Wegry - 107 osob/km^2, Chiny - 140 osob/km^2 (ale Hong Kong - 6480 osob/km^2), Japonia - 337 osob/km^2. Z zestawienia widac wyraznie dlaczego wystepuje systematyczne parcie na Wschod (Drang nach Osten) ze strony Niemiec. Po prostu tereny dawnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej sa w zasadzie jedyna rezerwa habitatu dla przeludnionych Germanow i zachodnio-europejczykow czy europejsow. Oczywiscie sama gestosc powierzchniowa nie mowi nam wszystkiego. Jak widac to na przykladzie Chin rozmieszczenie ludnosci jest na ogol niejednorodne gdyz znaczna czesc habitatu moze sie nie nadawac do zamieszkania (przynajmniej bez znacznych nakladow finansowych). Sa to bowiem pustynie, gory itp, ktore nie sa w stanie ani zapewnic wyzywienia ani dac prace ludnosci. W podobnej sytuacji jest Rosja czy USA.
Inna interesujaca informacje mozemy znalezc w Wikipedii (http://en.wikipedia.org/wiki/File:Poland-demography.png ). Podana jest tam liczebnosc populacji Polski w aspekcie historycznym poczynajac od lat 60-tych do chwili obecnej. Jak widzimy populacja wzrastala niemal liniowo do roku 1995 po czym przeszla przez maksimum (ok. 38.5 mln) aby teraz stopniowo malec od roku 2005. Byc moze jest to naturalny objaw wynikajacy z wyczerpania rezerw naturalnych. Ale mozliwa przyczyna jest tez zwiekszenie dostepnosci srodkow antykoncepcyjnych i poronnych badz zmniejszenie jurnosci polskich mezczyzn. To maksimum koresponduje tez z z osiagnieciem maksimum realnego sredniego wynagrodzenia , ktore wystapilo mniej wiecej w tym samym czasie (patrz http://bobolowisko.blogspot.com/2012/03/aktualny-stan-rzeczpospolitej-2011.html ). Tak czy inaczej dziesieciolecie 1995- 2005 bylo czasem, w ktorym Polska uzyskiwala najlepsze w historii po PRLowskiej wyniki ekonomiczne i demograficzne. Lata pozniejsze to okres stopniowego upadku calego systemu. W roku 2005 pojawil sie takze skokowy spadek szybkosci wzrostu urodzin ( http://www.indexmundi.com/g/g.aspx?c=pl&v=25 ), wystepujacy z przyczyn mi nieznanych (byc moze szersze wprowadzenie pigulki poronnej albo masowa emigracja kobiet w wieku rozplodowym). W tym samym roku wzrosla tez raptownie szybkosc zgonow ( i ta tendencja nadal sie utrzymuje). Czy jest to tylko przypadek, ze rok poprzedzajacy, 2004, jest rokiem przystapienia Polski do UE? .
Cdn.
Z drugiej strony, jesli poczatkowa populacja jest wieksza od progu to z biegiem czasu jej liczebnosc wzrasta . Teoretycznie do liczebnosci nieskonczenie wielkiej a praktycznie do pojemnosci habitatu. W pewnym momencie bowiem dojdzie do glosu zaleznosc wspolczynnikow smiertelnosci i rozrodu od zasobow srodowiska oraz jego zatrucia odpadami. Jak to wyglada w praktyce widzimy na przykladzie farmy drobiowej z wolnym wybiegiem a wiec dla drobiu hodowanego w sposob humanitarny- nie na typowym tasmociagu drobiarskim, ale w bezposredniej stycznosci z Natura. Problemem jest to, ze ta stycznosc z Natura wyraza sie w skonczonych wymiarach geometrycznych wybiegu i w przypadku umieszczenia tam zbyt duzej liczby stworzen poczatkowo zielona laczka ze smacznymi robaczkami staje sie pustynia obficie zroszona odchodami pensjonariuszy. Jesli gospodarz nie zainterweniuje, redukujac populacje badz przenoszac ja na inne pastwisko to losy kolonii drobiarskiej sa przesadzone. To wszystko w przypadku gdy nie ma konkurencji ze strony, na przyklad, innego rodzaju drobiu, ktory moze sie okazac sprawnieszy badz bardziej bitny jesli chodzi o kwestie zdobywania terytorium i zywnosci. Nastepnym bowiem czynnikiem regulujacym wielkosc populacji jest walka o byt, w ktorej przewage ma populacja o wiekszej plodnosci samic i mniejszej umieralnosci. A takze o lepszej technice walki oraz uzbrojeniu. Jak to wygladalo w praktyce ludzkiej mozemy sie dowiedziec studiujac historie zaglady Indian amerykanskich w starciu z inwazja wyzszej kultury europejskiej. Walke o byt wygrywaja populacje agresywniejsze, zdrowsze, plodniejsze i bardziej bezwzgledne w walce o utrzymanie i powiekszanie habitatu kosztem innych populacji. Ziemia bowiem nie jest z gumy a jej zasoby sa ograniczone.
Jesli spojrzymy na wykres pokazujacy wzrost liczebnosci populacji ludzkiej na Ziemi to zauwazymy, ze poczatkowo niemal liniowy wzrost liczebnosci w latach prehistorycznych, antyku i nowozytnosci od poczatku XX wieku bardzo przyspieszyl . Jest to przypisane wykladniczemu wzrostowi populacji co nie jest calkiem scisle ale moze sluzyc za przyblizenie. Z grubsza biorac populacja podwaja sie co 40 lat. Jej wielkosc 70 tysiecy lat temu byla oszacowana (zapewne niedokladnie z braku stosownych instytucji statystycznych) na 150 tysiecy osobnikow wliczajac wszystkie cztery wtedy istniejace odmiany homoidow. Obecnie populacja ludzka wynosi okolo 7 miliardow (7x10^9) osobnikow, nalezacych do z grubsza czterech ras ludzkich ale nie zawierajaca juz pozostalych trzech odmian. Co sie stalo z wujkiem neandertalem, krasnalem indonezyjskim czy prachinczykiem tego nie wiemy. Biolodzy , w tym biolodzy molekularni, sa notorycznymi hochsztaplerami i dlatego trudno mi uwierzyc, ze badania DNA dowodza, ze pewny odlam wspolczesnych ludzi posiada geny typowe dla czlowieka neandertalskiego. Ale kto wie, byc moze mieszance miedzy-gatunkowe nie byly bezplodne jak to sie najczesciej zdarza (przyklad kon, osiol i mul) i czesc tych genotypow odbija sie czkawka we wspolczesnym Homo Sapiens Sapiens. Trzeba tez wyraznie powiedziec, ze mimo gromkich pohukiwan zwolennikow teorii ewolucji nasza wiedza dotyczaca rozwoju gatunkow a w tym gatunku ludzkiego, jest bardzo niekompletna i niepewna. Jak juz wielokrotnie pisalem (http://bobolowisko.blogspot.com/2010/12/bijace-serce-gei.html ), pomiary glacjologow wskazuja na to, ze Ziemia jest poddawana okresowym zmianom sredniej temperatury nastepujacej z okresem z grubsza 150 tysiecy lat. Amplituda tych wahan temperatury jest rzedu 10 stopni Celsjusza co oznacza, ze zycie na Ziemi musi wytrzymac bytowanie pomiedzy niemal kompletnym zlodowaceniem calej powierzchni a upalem pol-tropikalnym. To co moze zrobic ochlodzenie tak znaczne nie jest dla nas wyobrazalne. Najnizsze temperatury okresu lodowcowego, kiedy pod lodem byla niemal cala Europa i Ameryka Polnocna byly wywolane spadkiem temperatury rzedu 1-3 stopni. Obecnie zas wchodzimy (od paru tysiecy lat- Holocen) w okres kolejnego, katastrofalnego schlodzenia klimatu i powinnismy Bogu dziekowac za efekt cieplarniany, ktory jako tako utrzymuje jeszcze w miare cieply klimat.
Gdyby cala paleobiologia byla istotnie cos warta to powinnismy miec dobrze udokumentowane wlasnie okresowe wielkie wymarcia nastepujace co 150 tysiecy lat. Tymczasem autorytety tej dziedziny gaworza pogodnie o wymarciach w znacznie dluzszej skali czasowej (rzedu 26 000 000 lat) wiazac je zreszta z kataklizmem typu kosmicznego (Raup D.M, "Nemesis Affair") i ignorujac fakt, ze schlodzenia , o ktorych pisze, nastepowaly w znacznie blizszej nam skali historycznej. Owszem wiemy, ze jakies 40 000 - 50 000 lat temu wymarly mamuty i duze zwierzeta takie jak tygrys szablasty czy niedzwiedz jaskiniowy. Ale czy tego typu kleski pojawily sie takze wczesniej, w uprzednim okresie od 300 000 do 150 000 lat temu, o tym nikt nie pisze. A przeciez powinno byc trudniej zachowac szczatki starsze niz te, ktore sa daty wczesniejszej. Nie jest tez bynajmniej oczywiste, czy w czasach gdy dominowaly wielkie zwierzeta prehistoryczne (cala historia ludzkosci to niecale 6000 lat, z ktorych tylko ostatni 1000 lat jest znany wzglednie dobrze) nie istnial tez czlowiek- gigant wspolczesny dinozaurom. Te ostatnie zas podobno wymarly jakies 65 milionow lat temu pozostawiajac po sobie do czasow obecnych tylko ptaki i gady.
Wrocmy jednak do problemu Naszej Umeczonej Ojczyzny i jej populacji. Jak wiemy kwestia panowania nad obszarem dawnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej byla glowna przyczyna obu wojen swiatowych i zapewne bedzie ogniskiem zapalnym przyszlego europejskiego konfliktu. O wlasnosc tego terytorium walcza bowiem nasi sasiedzi: Rosja i Niemcy. Ci ostatni, pod przykrywka Unii Europejskiej usiluja obecnie umocnic swoje przyczolki w krajach przejsciowo obecnie niepodleglych takich jak Bialorus czy Ukraina. To wszystko po odebraniu i anschluss-ie krajow bedacych uprzednio koloniami ZSRR-u, takimi jak Rosyjskie Niemcy (NRD), PRL , Litwa , Lotwa i Estonia , Wegry i Rumunia. Jak wynika z geografii tych, jak dotad bezkrwawych, podbojow mamy do czynienia z kolejna wersja niemieckiego parcia na Wschod w celu zdobycia przestrzeni zyciowej. Czy polska populacja bedzie w stanie utrzymac kontrole nad swoim nominalnie terytorium jest bardzo watpliwe. Pisze nominalnie gdyz obecny rzad i system rzadzenia w III RP imituje administracje polskie panujace nad tym terenem w czasach carskich a potem w okresie tzw Polski Ludowej. Tego typu polityka "niewidocznego" kolonializmu byla juz uprzednio stosowana przez Anglikow w Indiach ( British Raj) czy Rosjan w czasach ZSRR i Socjalistycznego Obozu Narodow Jest to administracja tubylcza realizujaca polityke panstwa osciennego na terytorium jego wroga. Jak zwykle w takich sytuacjach uwaga suwerena jest skupiona na drogach szybkiego przemieszczania wojsk i towarow w kierunku glownego natarcia (czyli obecnie na Wschod) oraz na eliminacji populacji tubylczej i zastapienia ich "osadnikami", ktorych zadaniem jest oslabienie wiezi spolecznych spoleczenstwa tubylczego przez popieranie dywersyfikacji rasowej i religijnej oraz przez anty-wzrostowa propagande populacyjno-gospodarcza.Narod przypomina bowiem krople cieczy, ktorej czasteczki sa przyciagane wzajemnie silami wynikajacymi z identycznej historii, religii, jezyka i rasy. Kropla ta jest oddzielona od kropel innego plynu emulsji narodow warstwa sil powierzchniowych wynikajacych z roznicy pomiedzy tymi charakterystycznymi cechami. Celem kazdego najezdzcy jest albo zmniejszenie kropli przez likwidacje fizyczna czasteczek wchodzacych w jej sklad albo tez obnizenie napiecia powierzchniowego celem rozpuszczenia obcej kropli materii we wlasnym srodowisku. Zamiarem Niemiec jest zrobienie z Unii Europejskiej czegos w rodzaju szamba narodow, w ktorym znajda sie ich historyczni antagonisci. Oni zas beda pelnic role szambelanow rozlewajacych ten ludzki nawoz po calym okupowanym terenie.
Jak juz pisalem uprzednio Nasza Umeczona Ojczyzna jest przeludniona, z grubsza dwukrotnie przekraczajac swoja aktualna pojemnosc bio-ekologiczna. Kazdego dnia jej teren jest zroszony kalem jej obywateli, ktory zebrany razem utworzylby szescian o boku majacym okolo 27 m (czyli bylby to szescienny budynek dziewiecio-pietrowy). Nie wspominam juz o innych odpadkach w postaci smieci, srodkow pioracych i kondomow splukiwanych do kanalizacji. Swoj wklad daje tez oczywiscie zwierzeta, z ktorymi ow habitat dzielimy. Nic dziwnego, ze polskie rzeki przypominaj bardziej kanaly sciekowe niz przezroczyste ruczaje, ktore jeszcze pamietam z czasow mojej mlodosci.
Pewna miare zageszczenia populacji jest jej srednia gestosc powierzchniowa. Dla Polski wynosi ona obecnie (rok 2012) 123 osoby/km^2. Mozemy to porownac z zageszczeniem w roku 1939, ktore wynosilo tylko 89 osob/km^2. Porownajmy ta gestosc z odpowiednimi gestosciami w panstwach osciennych, w roku 2012: Niemcy - 227 osob/km^2 , Ukraina - 74 osoby/km^2, Bialorus - 47 osob/km^2, Rosja - 8. osob/km^2.
Inne kraje dla porownania: Wegry - 107 osob/km^2, Chiny - 140 osob/km^2 (ale Hong Kong - 6480 osob/km^2), Japonia - 337 osob/km^2. Z zestawienia widac wyraznie dlaczego wystepuje systematyczne parcie na Wschod (Drang nach Osten) ze strony Niemiec. Po prostu tereny dawnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej sa w zasadzie jedyna rezerwa habitatu dla przeludnionych Germanow i zachodnio-europejczykow czy europejsow. Oczywiscie sama gestosc powierzchniowa nie mowi nam wszystkiego. Jak widac to na przykladzie Chin rozmieszczenie ludnosci jest na ogol niejednorodne gdyz znaczna czesc habitatu moze sie nie nadawac do zamieszkania (przynajmniej bez znacznych nakladow finansowych). Sa to bowiem pustynie, gory itp, ktore nie sa w stanie ani zapewnic wyzywienia ani dac prace ludnosci. W podobnej sytuacji jest Rosja czy USA.
Inna interesujaca informacje mozemy znalezc w Wikipedii (http://en.wikipedia.org/wiki/File:Poland-demography.png ). Podana jest tam liczebnosc populacji Polski w aspekcie historycznym poczynajac od lat 60-tych do chwili obecnej. Jak widzimy populacja wzrastala niemal liniowo do roku 1995 po czym przeszla przez maksimum (ok. 38.5 mln) aby teraz stopniowo malec od roku 2005. Byc moze jest to naturalny objaw wynikajacy z wyczerpania rezerw naturalnych. Ale mozliwa przyczyna jest tez zwiekszenie dostepnosci srodkow antykoncepcyjnych i poronnych badz zmniejszenie jurnosci polskich mezczyzn. To maksimum koresponduje tez z z osiagnieciem maksimum realnego sredniego wynagrodzenia , ktore wystapilo mniej wiecej w tym samym czasie (patrz http://bobolowisko.blogspot.com/2012/03/aktualny-stan-rzeczpospolitej-2011.html ). Tak czy inaczej dziesieciolecie 1995- 2005 bylo czasem, w ktorym Polska uzyskiwala najlepsze w historii po PRLowskiej wyniki ekonomiczne i demograficzne. Lata pozniejsze to okres stopniowego upadku calego systemu. W roku 2005 pojawil sie takze skokowy spadek szybkosci wzrostu urodzin ( http://www.indexmundi.com/g/g.aspx?c=pl&v=25 ), wystepujacy z przyczyn mi nieznanych (byc moze szersze wprowadzenie pigulki poronnej albo masowa emigracja kobiet w wieku rozplodowym). W tym samym roku wzrosla tez raptownie szybkosc zgonow ( i ta tendencja nadal sie utrzymuje). Czy jest to tylko przypadek, ze rok poprzedzajacy, 2004, jest rokiem przystapienia Polski do UE? .
Cdn.
środa, 10 października 2012
Matematyczna teoria walki o byt
W poprzednim wpisie
wprowadzilem nowe rownanie opisujace wzrost populacji rozmnazajacych sie droga plciowa. Rownanie to posiada analityczne rozwiazanie ktore , opisuje jaki los czeka populacje w przypadku roznych wzajemnych stosunkow wspolczynnikow wymieralnosci i reprodukcji. To co jednak jest wazne, a jak widze nie znane matematycznej biologii, to fakt, ze populacje rozmnazajace sie droga plciowa sa zawsze niestabilne i posiadaja prog przetrwalnosci. Jesli liczebnosc takiej populacji jest nizsza od wartosci progowej to z biegiem czasu populacja wymrze nawet jesli nie dotkna jej jakies dodatkowe czynniki stresujace (np infekcje, katastrofy kosmiczne czy rywalizacja z innymi gatunkami). Z drugiej zas strony, jesli populacja osiagnie wielkosc wieksza niz progowa to nastapi lawinowy wzrost jej liczebnosci. Ten lawinowy wzrost moglby sie utrzymac jedynie w przypadku gdyby habitat przez nia zajmowany byl nieograniczony. Tak jednak nie jest w warunkach ziemskich i konsekwencja tego jest przeciazenie biosfery i wymarcie gatunku tym razem wywolane po prostu wyczerpaniem zasobow. Tak bowiem juz urzadzil Najwyzszy, ze zycie ludzkie , a takze zycie wiekszosci innych zwierzat, jest sekwencja wypelnien i wyproznien. Obie zas czynnosci zuzywaja produkty dostepne i zanieczyszczaja habitat czyniac z czasem nieodwracalna jego dewastacje.
Wyjasnia to trudny uporzednio do wytlumaczenia fakt, ze mimo iz ewolucja powinna produkowac organizmy coraz lepiej przystosowane do srodowiska i tym samym majace wieksze szanse przetrwania , to obserwacje paleobiologiczne tej cechy nie potwierdzaja. Jak twierdzi wielu paleobiologow 99.9% organizmow, ktore powstaly na Ziemi do chwili obecnej uleglo juz wymarciu. Nie widac natomiast powstawania nowych gatunkow, przewidywanych przez neo-darwinizm. Wiele z tych wymarlych juz gatunkow mialo wielomilionowo-letni okres trwania a wiec bylo, jak sie wydaje, w stanie poradzic sobie z roznymi dopustami losu. Nie mniej, z przyczyn zagadkowych, opuscily one ten podol lez i obecnie stanowia nierozwiazna zagadke, nad ktora glowia sie watle umysly przyrodnikow. Dotyczy to takze gatunku ludzkiego czyli Homo Sapiens. Ten, jak twierdza zwolennicy teorii ewolucji (do ktorych ja nie naleze) pojawil sie na Ziemi jakies 100 000 lat temu. Jeszcze 40 000 lat temu, w czasie ostatniego wielkiego ochlodzenia klimatu, ktore nastapilo z przyczyn takze nieznanych ale wystepujacych okresowo (wlasnie stoimy przed nastepnym wielkim schlodzeniem), istnialy na Ziemi cztery odmienne gatunki Homo. Homo Sapiens -europejski, Neandertalczyk - takze w Europie, maluch (hobbit) indonezyjski i ciagle malo znana kreatura nazwana Denisovanem w Azji Centralnej (patrz The Economist, "Ask the family", Aug. 11, 2012 p. 70). Obecnie pozostal na placu boju tylko potomek Homo Sapiens. Wymieranie populacji ludzkich wiec nastepowalo nawet wtedy gdy gestosc zaludnienia byla niska (ponizej miliona ludzi na calej powierzchni Ziemi).
Kluczowa role w ewentualnym przetrwaniu gatunku gra wielkosc progowa bedaca stosunkiem wspolczynnika wymieralnosci populacji do wspolczynnika reprodukcji. W interesie przetrwania powinnismy miec albo bardzo niski wspolczynnik wymiaralnosci, czyli zdrowa i dlugowieczna populacje, albo tez bardzo wysoki wspolczynnik reprodukcji, czyli plodne samice. Wowczas bowiem prog przezywalnosci ma wartosc niska i populacja ma szanse aby wejsc na niestabilnosc wzrostowa. Inaczej mowiac, male ale niezbyt zdrowe badz niezbyt aktywne seksualnie populacje zgina w sposob naturalny. To wlasnie jest mechanizm wymierania tzw "starych rodow", ktore znikaja z populacji nawet wtedy gdy nie sa aktywnie niszczone przez wspolmieszkancow.
Jesli spojrzymy teraz na to co sie dzieje z populacja ludzka a zwlaszcza z populacja polska obecnie to widzimy, ze obecne trendy spoleczno-polityczne sprzyjaja niszczeniu narodu polskiego. Kobiety zamiast zajmowac sie rodzeniem dzieci i troska o dom i meza rozpoczynaja kariere zawodowa i prowadza nader czesto swobodne zycie seksualne korzystajac z dostepnych srodkow antykoncepcyjnych i poronnych. Jest to styl zycia narzucony nam swiadomie przez zachodnich sasiadow, ktorzy zamierzaja w ten sposob obezwladnic narod polski zanim przejma na wlasnosc kontrole nad jego habitatem. W koncu to wlasnie o teren bylej Rzeczpospolitej Szlacheckiej toczyly sie dwie wojny swiatowe! Inna metoda jest ulatwiona emigracja przedstawicieli mlodszego pokolenia do krajow zachodnich. Za chlebem oczywiscie, gdyz ktos zadbal o to aby zniszczyc polski przemysl i rolnictwo. Emigracja jednak nie jest niczym innym jak praktycznym zwiekszeniem wspolczynnika umieralnosci. Z emigracji bowiem wraca sie rzadko, zwlaszcza gdy nie ma do czego, a dzieci poddane szkolnictwu w krajach-gospodarzach ulegaja wynarodowieniu. W tym samym czasie propaguje sie w swiadomosci spolecznej akcje utrzymywania przy zyciu za wszelka cene potomstwa posiadajacego wady genetyczne badz smiertelne choroby. To zas oslabia genotyp spoleczenstwa i obciaza budzet przeznaczony na ochrone zdrowia obywateli. W dodatku na emigracje zdobywaja sie osobnicy ponad przecietnie aktywni co powoduje drenaz spoleczenstwa polskiego z elementu wartosciowego, ktory moglby pracowac z pozytkiem dla kraju. Oczywiscie gdyby na tym obecnym polskim wladzom naprawde zalezalo.
Inna kwestia jest jednak pytanie czy istotnie Nasza Umeczona Ojczyzna potrzebuje wzrostu populacji czy tez raczej likwidacja pewnej jej czesci jest wskazana ze wzgledow ekologicznych. Tu pewnej odpowiedzi moze nam udzielic miara obciazenia habitatu znana jako "Odcisk ekologicznej stopy" dla danej populacji. Miara ta zostala wprowadzona przez Matiasa Wackernagel'a i jest dostepna na witrynie http://www.footprintnetwork.org/ .Jak z niej wynika Polska powinna miec obecnie 2 razy wieksze terytorium aby byc w stanie zregenerowac uszkodzenia jakie populacja czyni srodowisku w ciagu jednego roku. Inaczej mowiac Nasza Umeczona Nami Ojczyzna potrzebuje solidnego upustu krwi i straty polowy obecnej populacji jesli nie mamy zdewastowac kompletnie jej aktualnego obszaru. Innym rozwiazaniem jest oczywiscie wojna zaborcza o odzyskanie ziem straconych na wschodzie. W gorszej niz my sytuacji sa Niemcy co zapewne wyjasnie ich szybka odbudowe wschodniej czesci dawnego imperium pruskiego oraz parcie na Rosje. Tam bowiem ciagle jeszcze istnieja rezerwy. Odcisk ekologicznej stopy dla Federacji Rosyjskiej jest ciagle jeszcze nizszy niz jej bio-ekologiczna pojemnosc.
Spojrzmy teraz na sytuacje w ktorej o to same terytorium rywalizuja dwie populacje oznaczone indeksami "1" i "2". W rownaniach opisujacym ewolucje obu populacji pojawia sie wtedy dodatkowy czlon opisujacy wzajemna likwidacje rywalizujacych populacji.Wspolczynnik likwidacji , z(i), wyraza sprawnosc usuwania poszczegolnych czlonkow zaznaczonej populacji w wyniku starcia z czlonkiem populacji przeciwnika
Mamy wiec rownania:
dN(1,t)/dt = -k(1) N(1,t) +p(1) N(1,y)^2 - z(2) N (1,t) N(2,t)
dN(2,t)/dt = -k(2) N(2,t) +p(1) N(2,y)^2 - z(1) N (1,t) N(2,t)
gdzie dodatnio okreslone wspolczynniki k(i), p(i) i z(i) dla i=1 lub 2 sa odpowiednio wspolczynnikami wymieralnosci, prokreacji i zabijalnosci dla danych populacji.
Rownania podane wyzej stanowia moje uogolnienie strategicznych rownan Lanchestera , o ktorych juz kiedys pisalem (http://bobolowisko.blogspot.com/2010/02/kinetyka-zabijania-czyli-rownania.html) .
Jak latwo zauwazyc obecnosc przeciwnika walczacego z nami o ten sam habitat przejawia sie w efektywnym zmodyfikowaniu progu przezywalnosci. Zamiast progu k(1)/p(1) obowiazujacego dla pojedynczej populacji dostajemy teraz prog efektywny , podwyzszony dzieki destrukcyjnej dzialnosci przeciwnika
[k(1) + z(2) N(2,t)]/p(1)
i podobnie dla drugiej populacji. Oznacza to, ze zaatakowana populacja, ktora sama w sobie byla bezpiecznie ulokowana powyzej progu wymieralnosci k/p w obecnosci konkurenta moze spasc do poziomu gwarantujacego jej likwidacje gdyz straty wywolane wymieraniem oraz mordem nie beda juz skompensowane narodzinami. Tak bylo na przyklad z populacja Zydow zamieszkalych w Polsce w czasie okupacji niemieckiej. Przed II Wojna Swiatowa populacja ta rosla niebezpiecznie a wiec byla najwyrazniej powyzej progu naturalnej wymieralnosci. Pojawienie sie agresora niemieckiego spowodowalo podwyzszenie progu przezywalnosci mniejszosci zydowskiej i jej postepujaca likwidacje. Podobny skutek mialo nadmierne polowanie na pewne gatunki zwierzyny (np tura czy zubra), ktore wymarly wskutek zbyt duzej przewagi oreza ludzkich mysliwych.
Wyjasnia to trudny uporzednio do wytlumaczenia fakt, ze mimo iz ewolucja powinna produkowac organizmy coraz lepiej przystosowane do srodowiska i tym samym majace wieksze szanse przetrwania , to obserwacje paleobiologiczne tej cechy nie potwierdzaja. Jak twierdzi wielu paleobiologow 99.9% organizmow, ktore powstaly na Ziemi do chwili obecnej uleglo juz wymarciu. Nie widac natomiast powstawania nowych gatunkow, przewidywanych przez neo-darwinizm. Wiele z tych wymarlych juz gatunkow mialo wielomilionowo-letni okres trwania a wiec bylo, jak sie wydaje, w stanie poradzic sobie z roznymi dopustami losu. Nie mniej, z przyczyn zagadkowych, opuscily one ten podol lez i obecnie stanowia nierozwiazna zagadke, nad ktora glowia sie watle umysly przyrodnikow. Dotyczy to takze gatunku ludzkiego czyli Homo Sapiens. Ten, jak twierdza zwolennicy teorii ewolucji (do ktorych ja nie naleze) pojawil sie na Ziemi jakies 100 000 lat temu. Jeszcze 40 000 lat temu, w czasie ostatniego wielkiego ochlodzenia klimatu, ktore nastapilo z przyczyn takze nieznanych ale wystepujacych okresowo (wlasnie stoimy przed nastepnym wielkim schlodzeniem), istnialy na Ziemi cztery odmienne gatunki Homo. Homo Sapiens -europejski, Neandertalczyk - takze w Europie, maluch (hobbit) indonezyjski i ciagle malo znana kreatura nazwana Denisovanem w Azji Centralnej (patrz The Economist, "Ask the family", Aug. 11, 2012 p. 70). Obecnie pozostal na placu boju tylko potomek Homo Sapiens. Wymieranie populacji ludzkich wiec nastepowalo nawet wtedy gdy gestosc zaludnienia byla niska (ponizej miliona ludzi na calej powierzchni Ziemi).
Kluczowa role w ewentualnym przetrwaniu gatunku gra wielkosc progowa bedaca stosunkiem wspolczynnika wymieralnosci populacji do wspolczynnika reprodukcji. W interesie przetrwania powinnismy miec albo bardzo niski wspolczynnik wymiaralnosci, czyli zdrowa i dlugowieczna populacje, albo tez bardzo wysoki wspolczynnik reprodukcji, czyli plodne samice. Wowczas bowiem prog przezywalnosci ma wartosc niska i populacja ma szanse aby wejsc na niestabilnosc wzrostowa. Inaczej mowiac, male ale niezbyt zdrowe badz niezbyt aktywne seksualnie populacje zgina w sposob naturalny. To wlasnie jest mechanizm wymierania tzw "starych rodow", ktore znikaja z populacji nawet wtedy gdy nie sa aktywnie niszczone przez wspolmieszkancow.
Jesli spojrzymy teraz na to co sie dzieje z populacja ludzka a zwlaszcza z populacja polska obecnie to widzimy, ze obecne trendy spoleczno-polityczne sprzyjaja niszczeniu narodu polskiego. Kobiety zamiast zajmowac sie rodzeniem dzieci i troska o dom i meza rozpoczynaja kariere zawodowa i prowadza nader czesto swobodne zycie seksualne korzystajac z dostepnych srodkow antykoncepcyjnych i poronnych. Jest to styl zycia narzucony nam swiadomie przez zachodnich sasiadow, ktorzy zamierzaja w ten sposob obezwladnic narod polski zanim przejma na wlasnosc kontrole nad jego habitatem. W koncu to wlasnie o teren bylej Rzeczpospolitej Szlacheckiej toczyly sie dwie wojny swiatowe! Inna metoda jest ulatwiona emigracja przedstawicieli mlodszego pokolenia do krajow zachodnich. Za chlebem oczywiscie, gdyz ktos zadbal o to aby zniszczyc polski przemysl i rolnictwo. Emigracja jednak nie jest niczym innym jak praktycznym zwiekszeniem wspolczynnika umieralnosci. Z emigracji bowiem wraca sie rzadko, zwlaszcza gdy nie ma do czego, a dzieci poddane szkolnictwu w krajach-gospodarzach ulegaja wynarodowieniu. W tym samym czasie propaguje sie w swiadomosci spolecznej akcje utrzymywania przy zyciu za wszelka cene potomstwa posiadajacego wady genetyczne badz smiertelne choroby. To zas oslabia genotyp spoleczenstwa i obciaza budzet przeznaczony na ochrone zdrowia obywateli. W dodatku na emigracje zdobywaja sie osobnicy ponad przecietnie aktywni co powoduje drenaz spoleczenstwa polskiego z elementu wartosciowego, ktory moglby pracowac z pozytkiem dla kraju. Oczywiscie gdyby na tym obecnym polskim wladzom naprawde zalezalo.
Inna kwestia jest jednak pytanie czy istotnie Nasza Umeczona Ojczyzna potrzebuje wzrostu populacji czy tez raczej likwidacja pewnej jej czesci jest wskazana ze wzgledow ekologicznych. Tu pewnej odpowiedzi moze nam udzielic miara obciazenia habitatu znana jako "Odcisk ekologicznej stopy" dla danej populacji. Miara ta zostala wprowadzona przez Matiasa Wackernagel'a i jest dostepna na witrynie http://www.footprintnetwork.org/ .Jak z niej wynika Polska powinna miec obecnie 2 razy wieksze terytorium aby byc w stanie zregenerowac uszkodzenia jakie populacja czyni srodowisku w ciagu jednego roku. Inaczej mowiac Nasza Umeczona Nami Ojczyzna potrzebuje solidnego upustu krwi i straty polowy obecnej populacji jesli nie mamy zdewastowac kompletnie jej aktualnego obszaru. Innym rozwiazaniem jest oczywiscie wojna zaborcza o odzyskanie ziem straconych na wschodzie. W gorszej niz my sytuacji sa Niemcy co zapewne wyjasnie ich szybka odbudowe wschodniej czesci dawnego imperium pruskiego oraz parcie na Rosje. Tam bowiem ciagle jeszcze istnieja rezerwy. Odcisk ekologicznej stopy dla Federacji Rosyjskiej jest ciagle jeszcze nizszy niz jej bio-ekologiczna pojemnosc.
Spojrzmy teraz na sytuacje w ktorej o to same terytorium rywalizuja dwie populacje oznaczone indeksami "1" i "2". W rownaniach opisujacym ewolucje obu populacji pojawia sie wtedy dodatkowy czlon opisujacy wzajemna likwidacje rywalizujacych populacji.Wspolczynnik likwidacji , z(i), wyraza sprawnosc usuwania poszczegolnych czlonkow zaznaczonej populacji w wyniku starcia z czlonkiem populacji przeciwnika
Mamy wiec rownania:
dN(1,t)/dt = -k(1) N(1,t) +p(1) N(1,y)^2 - z(2) N (1,t) N(2,t)
dN(2,t)/dt = -k(2) N(2,t) +p(1) N(2,y)^2 - z(1) N (1,t) N(2,t)
gdzie dodatnio okreslone wspolczynniki k(i), p(i) i z(i) dla i=1 lub 2 sa odpowiednio wspolczynnikami wymieralnosci, prokreacji i zabijalnosci dla danych populacji.
Rownania podane wyzej stanowia moje uogolnienie strategicznych rownan Lanchestera , o ktorych juz kiedys pisalem (http://bobolowisko.blogspot.com/2010/02/kinetyka-zabijania-czyli-rownania.html) .
Jak latwo zauwazyc obecnosc przeciwnika walczacego z nami o ten sam habitat przejawia sie w efektywnym zmodyfikowaniu progu przezywalnosci. Zamiast progu k(1)/p(1) obowiazujacego dla pojedynczej populacji dostajemy teraz prog efektywny , podwyzszony dzieki destrukcyjnej dzialnosci przeciwnika
[k(1) + z(2) N(2,t)]/p(1)
i podobnie dla drugiej populacji. Oznacza to, ze zaatakowana populacja, ktora sama w sobie byla bezpiecznie ulokowana powyzej progu wymieralnosci k/p w obecnosci konkurenta moze spasc do poziomu gwarantujacego jej likwidacje gdyz straty wywolane wymieraniem oraz mordem nie beda juz skompensowane narodzinami. Tak bylo na przyklad z populacja Zydow zamieszkalych w Polsce w czasie okupacji niemieckiej. Przed II Wojna Swiatowa populacja ta rosla niebezpiecznie a wiec byla najwyrazniej powyzej progu naturalnej wymieralnosci. Pojawienie sie agresora niemieckiego spowodowalo podwyzszenie progu przezywalnosci mniejszosci zydowskiej i jej postepujaca likwidacje. Podobny skutek mialo nadmierne polowanie na pewne gatunki zwierzyny (np tura czy zubra), ktore wymarly wskutek zbyt duzej przewagi oreza ludzkich mysliwych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







