Dzisiaj mamy kolejne Swieto Dziekczynienia, wydarzenie ktore dla Prawdziwych Amerykanow jest najwazniejszym swietem panstwowym roku. Rownym znaczeniem cieszy sie tylko 4 lipca czyli rocznica Deklaracji Niepodleglosci. Swieto Dziekczynienia ma na celu upamietnienie ocalenia od smierci glodowej pierwszych pielgrzymow z kolonii w Plymouth , Nowa Anglia, przez dzikich tubylcow , ktorzy lekkomyslnie zlitowali nad desantem przybyszow zza morza. Indyk, wtedy dziki, byl jednym z darow, ktorymi Indianie podratowali glodujacych Purytanow. Mial on stac sie nawet panstwowym symbolem Stanow Zjednoczonych gdyz taka byla propozycja kilku Ojcow Zalozycieli. Z perspektywy czasu trudno wyobrazic sobie trafniejszy symbol Amerykanow, niz ow tlusciutki i glupiutki ptak najlepiej w postaci juz upieczonej z obecnie coraz powszechniejsza w populacji, brazowa skorka. Niestety propozycja ta przegrala w walce z imperialnym orlem.
Tylko Indianie maja mieszane uczucia co do Swieta Dziekczynienia gdyz przyjazd gosci co prawda otworzyl im perspektywy na osiagniecie takich dobrodziejstw wyzszej cywilizacji jak woda ognista i zelazne siekiery wojenne ale dobra te niecalkowicie rownowazyly strate pokazniej nieruchomosci, ktora przeszla w rece Wielkiego Bialego Ojca z Waszyngtonu oraz jego wspolplemiencow. Zastanowmy sie zatem czego uczy nas historia tego wydarzenia. Po pierwsze, zauwazmy ze nie ma takiego dobrego uczynku, ktory by nie zostal wykorzystany przez ofiarobiorce aby pognebic wspanialomyslnego gospodarza jesli tylko ten ostatni posiada cos wartosciowego. Po drugie, zauwazmy, ze gdyby zamiast pomoc potrzebujacym najezdzcom dzikusy sprawily im krwawa laznie korzystajac ze swojej ulubionej rozrywki w postaci pala tortur, to byc moze inwazja uleglaby pewnemu zahamowaniu. Po trzecie zas zauwazmy, ze podboj terenu bedacego w posiadaniu slabego wlasciciela nigdy nie ulega zatrzymaniu mimo wszelkich umow o wiecznym pokoju i przyjaznej wspolpracy. Tylko sila i uciazliwosc w obcowaniu moze zatrzymac ow marsz. Inaczej gwaltem lub sposobem wszelkie dobra slabszego stana sie wlasnoscia silniejszego, a podbity narod co najwyzej bedzie mogl sobie pogratulowac jesli pozwoli mu sie zyc w roli sluzacego we wlasnym niegdys kraju.
Blog ten prezentuje informacje i wiadomosci dobre lub zle ale zawsze prawdziwe. Brak wolnosci slowa na tym wlasnie polega, ze wolno jest mowic i pisac tylko to co wolno. (T. Kotarbinski)
czwartek, 25 listopada 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
Wybor mniejszosciowy
Interesujacy wykres rozkladu politycznych sympatii zamieszcza poniedzialkowe wydanie Naszego Dziennika http://www.naszdziennik.pl/photo.php?pict=0bpo03.jpg&dat=20101122&id=po03.txt
Widac wyrazne rozwarstwienie kraju na region uprzednich Prus obecnie zasiedlonych przez autochtonow oraz przesiedlencow oraz teren zamieszkaly przez polskich patriotow. Uczestnictwo w wyborach bylo na poziomie 40% co oznacza, ze 60% populacji jest w opozycji do obecnego systemu rzadow. Z tych 40%, ktore uwazalo, ze maja na kogo glosowac okolo 40% poparlo jedna z partii wiodacych czyli albo PO albo PiS. Oznacza to, ze faktycznie 16% populacji wybiera wladze, ktore beda rzadzic (lokalnie) pozostalymi 84% populacji. Trudno wyobrazic sobie mniej demokratyczny wybor. Nawet w Rzeczpospolitej Szlacheckiej samorzad wybieralo 20% populacji "dobrze urodzonej".
Widac wyrazne rozwarstwienie kraju na region uprzednich Prus obecnie zasiedlonych przez autochtonow oraz przesiedlencow oraz teren zamieszkaly przez polskich patriotow. Uczestnictwo w wyborach bylo na poziomie 40% co oznacza, ze 60% populacji jest w opozycji do obecnego systemu rzadow. Z tych 40%, ktore uwazalo, ze maja na kogo glosowac okolo 40% poparlo jedna z partii wiodacych czyli albo PO albo PiS. Oznacza to, ze faktycznie 16% populacji wybiera wladze, ktore beda rzadzic (lokalnie) pozostalymi 84% populacji. Trudno wyobrazic sobie mniej demokratyczny wybor. Nawet w Rzeczpospolitej Szlacheckiej samorzad wybieralo 20% populacji "dobrze urodzonej".
sobota, 20 listopada 2010
Nasz surrealistyczny swiat
Obserwujac media a zwlaszcza prase i telewizje dochodze do wniosku, ze nasz swiat zmierza do katastrofy nie tylko ze wzgledu na zblizajace sie katastrofalne wyziebienie ale przede wszystkim dlatego, ze stracil on zdrowy i racjonalny sens istnienia pograzajac sie w miazmatach tolerancji i ulud medialnych. Wlasnie czytam, ze konczy sie szczyt NATO, na ktorym omawiano nowy system obrony krajow czlonkowskich przed atakiem niestety tam niesprecyzowanego wroga wolnosci i demokracji. Prezydent Obama chce nawet zaprosic Rosje do wspoldzialania w tym systemie. Nie wiem czy tylko mnie wydaje sie idiotyzmem, ze wglad do planow obronnych Paktu ma miec jego najwiekszy na terenie Europy przeciwnik. W koncu NATO powolane zostalo do tego aby zastopowac i ograniczyc imperialne zamierzenia Rosji. Prawda, ze byla to Rosja komunistyczna ale jej najbardziej zapamietali obroncy , czlonkowie KGB, rzadza ja obecnie a zreszta i Rosja carska byla przez caly okres swojego istnienia zagrozeniem dla Europy i okupantem 80% terytorium I Rzeczpospolitej. Trudno tez wyobrazic sobie kraj rzadzony w mniej demokratyczny sposob jak Rosja. A moze zagrozeniem sa kraje Azji Mniejszej? Persja byla istotnie stalym zagrozeniem pokoju w okresie starozytnosci a Turcja i inne kraje mahometanskiej plagi dziejowej byly dopustem bozym dla europejczykow niemal od poczatku powstania muzulmanskiego poganstwa. Obecnie w Europie i w Ameryce dziala juz sporej wielkosci mahometanska piata kolumna i jesli istotnie te kraje sa zagrozeniem, ktore maja na mysli Nasi Drodzy Wodzowie to pierwsza rzecza jak nalezy zrobic to zlikwidowac owa gangrene zanim obezwladni ona system od wewnatrz. Tymczasem, jak czytam, Unia Europejska wprowadza ulatwienia dla imigracji pogan na teren unijny. Gdziez tu logika? W dodatku dla uzdrowienia sytuacji nie jest potrzebne wiele wiecej jak system obozow zaglady wewnatrz Unii i USA oraz ewentualne uderzenie wyprzedzajace na kraje poganskie w celu zapobiegniecia rozwojowi ich techniki wojennej. Przy okazji moglibysmy tez odzyskac Ziemie Swieta, ktora jeczy pod jarzmem poganskim od czasow podbicia Krolestwa Jerozolimskiego. Jest nie do pomyslenia, ze Grob Zbawiciela jest tak dlugo w rekach pogan, ktorzy bezczeszcza go sama swoje obecnoscia w miejscu swietym! Media rozplywaja sie takze nad koniecznoscia tolerancji. Jest to zapewne tolerancja kwalfikowana bo na przyklad red. Passent poparl zdecydowanie napad pedalow i POlszewikow na patriotyczna i niepotrzebnie pokojowa demonstracje ONR i Mlodzierzy Wszechpolskiej z okazji rocznicy Odzyskania Niepodleglosci (11 listopada). Ale i sama idea tolerancji przypomina mi nieco pomysl przechodzenia z ruchu lewostronnego na prawostronny stopniowo. Jesli bowiem znamy prawde to nie mozemy byc tolerancyjni dla tych, ktorzy tej prawdy uznac nie chca. Czy malec, ktory upiera sie przy pogladzie, ze Ziemia jest plaska nie zasluguje na solidnego klapsa? Pamietajmy niesmiertelne slowa Zbawiciela (Mat. 12:30) "Kto nie jest ze mna jest przeciwko mnie. Ten kto ze mna nie zbiera ten rozrzuca". Obowiazkiem wiernych jest niesc dobra nowine wsrod pogan. Ci jednak, ktorzy ja odrzucaja nie sa godni przetrwania. Czytam uwaznie wypowiedzi Moich Szanownych Czytelnikow i widze w nich czesto ten sam brak kierunku i zdolnosci rozroznienia pomiedzy dobrem a zlem. Kiedy namawiam do wziecia w obrone Naszych Rodakow jeczacych pod jarzmem bialoruskim, ukrainskim, litewskim czy czeskim to slysze wylacznie defetystyczne wypowiedzi postulujace wycofanie Polonii z tych odwiecznie polskich terenow i osiedlenie ich na terenie, ktory jeszcze jest w nominalnym wladaniu Polakow. Tymczasem wlasciwa reakcja bylaby wola wyzwolenia okupowanych obecnie przez naszych wrogow ziem polskich, spacyfikowania lub wypedzenia naszych wrogow i zagospodarowania tych ziem odwiecznie polskich a przywroconych Macierzy. Gdyby podobnie jak moi rozmowcy mysleli tworcy II RP to bylibysmy pod niemiecko-rosyjska okupacja do dnia dzisiejszego! Pora najwyzsza aby obudzil sie w Narodzie duch polski, dzieki ktoremu Polska przetrwala 180 lat rozbiorow i odrodzila sie mocarstwem. Pamietajmy, ze nie tolerancja jest silny Narod ale wola zniszczenia swoich wrogow i niezlomnoscia swoich ambicji.
wtorek, 16 listopada 2010
W przyszlosci: cieplej, zimniej, czy tak samo?


Od czasu do czasu daje sie wciagnac niepotrzebnie w dyskusje z entuzjastami kataklizmicznego ocieplenia klimatu Naszej Drogiej Planety bedacego, jak mniemaja "zieloni", skutkiem wzrostu stezenia dwutlenku wegla ( i innych gazow "cieplarnianych")[ patrz http://bendyk.blog.polityka.pl/?p=850]. Pisze "niepotrzebnie" nie dlatego, ze sam temat jest blachy. Wrecz przeciwnie! Od tego jak zareagujemy na rewelacje ekologicznych entuzjastow zalezy bardzo duzo powaznych ekonomicznych decyzji. Te zas sa podejmowane z reguly przez osoby nie bedace w stanie ocenic zasadnosci naukowej argumentacji i w zwiazku z tym kierujace sie panujacym ogolnie, i ksztaltowanym przez media, pogladem "powszechnym". Jesli wiec pisze, ze taka dyskusja jest niepotrzebna to dlatego, ze wszelkie proby racjonalnego podejscia do zagadnienia sa kwitowane zalewem odsylaczy do prac innych zwolennikow ocieplenia i reakcja emocjonalna. Moge sie oczywiscie dziwic, ze tak reaguja takze osoby , ktore z racji swego wyksztalcenia powinny miec nieco bardziej analityczny umysl niz gawiedz uliczna ale tez nic na to poradzic nie moge. Dla mnie osobiscie jest bez znaczenia fakt ocieplenia czy tez oziebienia klimatu w skali czasowej rzedu 10 000 lat. Jestem bowiem calkiem pewien, ze osobiscie nie doczekam ani przewidywanego przezemnie dramatycznego ochlodzenia ani tez oczekiwanego przez moich oponentow katastrofalnego wzrostu sredniej ziemskiej temperatury. Istotne jest jednak to jak analizujemy obecnie znane dane naukowe i jak je interpretujemy. Tu zas kluczowa jest kwestia tego czy istotnie obserwowany wzrost stezenia dwutlenku wegla i innych gazow "cieplarnianych" (np N2O, CH4 ) jest rzeczywiscie powodem wzrostu sredniej ziemskiej temperatury i czy jest to zjawisko , z ktorym powinnismy walczyc narazajac cale spoleczenstwa na konsekwencje wprowadzania drogich "zielonych" nowych technologi i zrodel energetycznych. Warto bowiem pamietac, ze efekt cieplarniany jest glownym powodem tego, ze Nasza Droga Planeta posiada umiarkowane zmiany temperatur pomiedzy dniem i noca. Bez wplywu gazow cieplarnianych roznice w ogrzewaniu powodowalyby znaczne utrudnienia zycia a byc moze nawet uniemozliwilyby jego rozwoj. Obecnosc pary wodnej, ktora jest glownym i najbardziej rozpowszechnionym gaze cieplarnianym, oraz obecnosc dwutlenku wegla skutkuja nie tylko w zawracaniu w nocy czesci promieniowania podczerwonego emitowanego z powierzchni Ziemi w przestrzen kosmiczna. Te skladniki atmosfery dzialaja takze ochladzajaco w dzien gdyz absorbuja czesc promieniowania Slonca padajacego w naszym kierunku. W ten sposob atmosfera dziala jako filtr energii dostarczanej do Ziemi przez Slonce oraz rezerwuar energii zawracanej potem czesciowo do Ziemi w czasie nocnym. Na planszy pokazany jest wykres mocy promieniowania Slonecznego padajacy na jednostke ziemskiej powierzchni z zaznaczonymi glownymi skladnikami atmosfery, ktore owo promieniowanie absorbuja ( i reemituja pozniej). Jak latwo zauwazyc to wlasnie molekuly wody graja glowna role jesli chodzi o kontrole energii przeplywajacej z i do Ziemi. Dwutlenek wegla jest tutaj stosunkowo malo waznym skladnikiem. Wykresy pochodza z monografii "Atmospheric Chemistry and Physics" autorstwa J. H. Seinfeld i S.N. Pandis , Wiley 2006. Jesli jednak zwolennicy teori globalnego ocieplenia maja racje oskarzajac CO2 o bycie glownym powodem wzrostu globalnej temperatury to powinnismy byc w stanie zauwazyc przyczynowa zaleznosc pomiedzy wzrostem stezenia dwutlenku wegla w atmosferze i wzrostem sredniej globalnej temperatury. W chwili obecnej istnieja wystarczajace dane dotyczace stezenia CO2 oraz sredniej temperatury w latach 1958 -1989 ( a moze i dalej). Mozemy wiec te dwa wykresy polaczyc i wykreslic zaleznosc temperatury jako funkcji stezenia CO2. Jezeli wzrost stezenia dwutlenku wegla istotnie powoduje wzrost temperatury to powinnismy obserwowac monotoniczny wzrost tej ostatniej w miare jak wzrasta stezenie CO2. Wykres taki podany jest na nastepnej planszy. Jak latwo zauwazyc nie ma najmniejszego sladu przyczynowego zwiazku pomiedzy wzrostem stezenia CO2 a wzrostem temperatury. Wszystko co obserwujemy to rosnaca amplitude fluktuacji temperatury wzgledem trendu poziomego jakim jest srednia temperatura w tym okresie czasu (okolo 11.5 stopni Celsjusza). Nie mamy najmniejszych empirycznych podstaw do twierdzenia, ze wzrost stezenia dwutlenku wegla powoduje wzrost sredniej temperatury globu. Co wiecej, zapalczywi klimatolodzy najwyrazniej uwazaja, ze wzrost stezenia CO2 gwarantuje nieograniczony wzrost przyszlej sredniej temperatury Ziemi . Tymczasem jest to niemozliwe bowiem w pewnym momencie nastapi efekt wysycenia zdolnosci absorbcyjnej atmosfery i dalszy wzrost stezenia gazow cieplarnianych nie bedzie juz w stanie zwrocic Ziemi wiecej energii niz ta, ktora z niej zostala reemitowana.Wzrost stezenie gazow cieplarnianych bedzie powodowal ochlodzenie atmosfery i powierzchni Ziemi w dzien dzialajac jako filtr promieniowania slonecznego. W nocy natomiast, w wypadku gdy osiagniemy stezenie dostateczne dla absorpcji promieniowania podczerwonego emitowanego z powierzchni Ziemi w Kosmos, temperatura osiagnie pewna wartosc graniczna, ktora bedzie juz niezalezna od dalszego wzrostu stezenia CO2. Ziemia jest bowiem ogolnie biorac ukladem obdarzonym homeostaza czyli zdolnoscia do przeciwdzialania skutkom roznego typu zaburzen parametrow konstytucyjnych. Na przyklad wzrost stezenia CO2 wywolany spalaniem paliw powoduje przyspieszony wzrost roslin, ktore wcielaja w swojej strukturze szkieletowej wegiel pochodzacy z CO2 i wydzielaja tlen, z ktorego wszyscy korzystamy. Ewentualny wzrost temperatury powierzchni Ziemi powoduje odparowanie wiekszych ilosci wody, ktore powoduja absorpcje promieniowania Slonca i tym samym obnizaja temperature tejze powierzchni. Krotko mowiac mamy tu do czynienia z szeregiem sprzezen zwrotnych, ktorych ogolnym celem jest utrzymanie sytuacji biologicznej na poziomie preferowanym przez Wielkiego Konstruktora. Osobiscie bardzo watpie aby dzialnosc ludzka mogla w sposob nieodwracalny i istotny zaburzyc owe procesy samoregulacyjne ani tez nie wierze aby pomoglo tu ograniczenie zuzycia paliw tradycyjnych przez zastapienie zrodel energii reaktorami jadrowymi, hydroelektrowniami czy wiatrakami. Nie wydaje mi sie takze aby mialy ekonomiczny sens samochody o napedzie czesciowo elektrycznym ani tez szersze uzycie biopaliw gdyz wszystkie te posuniecia tylko odsuwaja na inna plaszczyzne ale nie zmniejszaja zuzycie naturalnych i tradycyjnych paliw. Energia elektryczna musi byc bowiem gdzies wytworzona a to nastepuje na ogol w elektrowniach zuzywajacych paliwo weglowe badz gazowe. Podobnie hodowanie roslin w celu wytloczenia z nich oleju roslinnego czy tez sfermentowania ich dla produkcji alkoholu dodawanego do paliw takze nie jest rozwiazaniem gdyz uprawy obecne wymagaja produkcji nawozow sztucznych. To zas pochlania zarowno energie jak i surowce naftowe. Popularne biodiesle nie sa konkurencyjne cenowo z paliwami pochodzenia naftowego jesli chodzi o koszty wytwarzania. Istnieja na rynku wylacznie dlatego, ze ich produkcja jest dotowana przez panstwo. Jedna z konsekwencji owych "zielonych" technologii paliwowych jest wzrost cen surowcow zywnosciowych gdyz produkty, ktore dawniej byly zuzywane dla celow odzywczych teraz znalazly konkurencyjne zapotrzebowanie w przemysle produkujacym paliwa "ekologiczne". Nie bylbym soba gdybym nie powrocil tutaj ponownie do zamieszczanych juz uprzednio wykresow pokazujacych wynki badan glacjologicznych pozwalajacych oszacowac temperatury, stezenie dwutlenku wegla oraz zapylenie w ciagu ubieglych 450 tysiecy lat. Uwazny czytelnik, ktory zada sobie wysilek przesledzenia owych wykresow stwierdzi, ze w tym czasie mielismy do czynienia z czterema okresami zlodowacenia, trwajacymi okolo 125 tysiecy lat zakonczonymi krotszymi , bo trwajacymi okolo 10 000 lat okresami ocieplenia. Cala nasza cywilizacja, od czasow prehistorycznych do chwili obecnej miesci sie na najnowszym (dla czasu "zero" w przyblizeniu na wykresie) maksimum ocieplenia. Faktycznie jest to tez caly okres istnienia obecnej odmiany czlowieka czyli homo sapiens sapiens. Siedem tysiecy lat temu zostal stworzony obecny swiat wedlug teologow zydowskich i katolickich. Idac glebiej w przeszlosc mamy do czynienia z czlowiekiem neandertalskim i zwierzetami prehistorycznymi. Piecdziesiat tysiecy lat temu w czasie ostatniego solidnego zlodowacenia wymarl czlowiek neandertalski, mamuty oraz inne wielkie zwierzeta prehistoryczne co oczywiscie wiemy wylacznie z "drugiej reki" wnioskujac z wykopalisk i znalezisk. Warto zdac sobie sprawe, ze w calej historii ludzkiej nigdy nie bylismy doswiadczeni przez ochlodzenie tak potezne jakiego doswiadczyli ludzie i zwierzeta prehistoryczne. To co wydarzylo sie za okresu czy okresow lodowcowych przekracza wszystkie doswiadczenia malego okresu lodowcowego wczesnego sredniowiecza czy tez "zim stulecia", ktore od czasu do czasu trapia Nasza Umeczona Ojczyzne oraz Europe. W ciagu historycznego maksimum wahania temperatur srednich nie przekraczaly +/- 1 stopni Celsjusza. To co potrafi dokonac spadek temperatury o - 8 stopni Celsjusza jest dla nas niewyobrazalne. A przed taka perspektywa wlasnie stoimy. Jak mozna zauwazyc na wykresie (drugi rysunek od gory) obecnie jestesmy wlasnie w trendzie malejacych temperatur gdyz maksymalna tempertura Holocenu (czyli okresu w ktorym zyjemy) osiagnieta byla okolo 6000 lat temu. Niemal doskonala periodycznosc historycznych zmian przebiegu temperatury sugeruje, ze mamy do czynienia z ukladem dynamicznym odwracalnym, ktorego normalna dynamika jest jednak zaklocona przez pochodzace z roznych zrodel "szumy" energetyczne. Nie mniej widac wyraznie (przynajmniej dla mnie), ze Ziemia podlega dosyc intensywnym zastrzykom energii pojawiajacym sie co 118.5 tysiecy lat. Taki zastrzyk trwa mniej wiecej 10.5 tysiecy lat po czym uklad ogrzewanie wylacza i relaksuje sie do kolejnego minimum temperatury. Latwo zuwazyc tez, ze temperatury odpowiadajace kolejnym minimom i maksimom sa z z dobra dokladnoscia takie same. Oznacza to, ze uklad zachowuje sie periodycznie w okreslonych przedzialach temperatur. Jak dotad brak jest przekonywujacego wytlumaczenia tego zjawiska . Zwolennicy globalnego ocieplenia ( np. D. Archer " The long thaw" ) lacza periodycznosc obserwowana przez glacjologow ze zmianami orbity Ziemi z kolowej na eliptyczna proponowana przez Milankowicza w latach 20-tych ubieglego stulecia. Nie mniej brak jest racjonalnego wyjasnienia mechanizmu owej zmiany czy raczej sekwencji zmian. Pamietajmy bowiem, ze zmiana trajektorii Ziemi z kolowej na eliptyczna spowoduje zmiany klimatu w skali rocznej a nie 100 tysieczno-letniej a z punktu widzenia mechaniki niebios wymaga ona zmian stalych ruchu dla Ziemi. Tak wiec uwazam, ze to nie globalne ocieplenie jest zjawiskiem, z ktorym powinnismy walczyc. Efekt cieplarniany moze bowiem jeszcze przez jakis czas lagodzic skutki systematycznego schladzania klimatu ziemskiego. Watpie aby byl on dostatecznie silny aby mu przeciwdzialac w duzej skali czasowej. Historia Ziemi widziala juz wyzsze od obecnego stezenia gazow cieplarnianych i podobne do obecnych srednie temperatury. Nie mniej dynamika podstawowa zawsze zwyciezala i nastepowalo katastrofalne ochlodzenie, ktore nieslo z soba calkowiata zaglade panujacej w danym okresie biosfery. Mysle, ze tak bedzie i tym razem. Dzien Sadu Ostatecznego jest zatem juz blisko!
środa, 3 listopada 2010
Bohaterskie Zaolzie musi powrocic do Macierzy
W pazdzierniku minela kolejna 72 rocznica powrotu Slaska Cieszynskiego do Polski. Teren ten zagrabiony Rzeczpospolitej przez oportunistycznych Czechow wykorzystajacych wojne polsko-bolszewicka 1920 roku, powrocil na krotko do Macierzy w 4 pazdziernika 1938 roku dzieki eleganckiej interwencji Polskich Sil Zbrojnych pod wodza Marszalka Rydza Smiglego. Po wybuchu wojny polsko-niemieckiej we wrzesniu 1939 wojska Republiki Slowacji- wtedy juz sojusznika faszystowskich Niemiec, odebraly przywrocone Polsce terytorium a po zakonczeniu II Wojny Swiatowej marionetkowy rzad PRLu zgodzil sie na przywrocenie granicy z roku 1920 jak zwykle zaprzedajac polskie interesy swoim radzieckim sponsorom. Od tego czasu wierna ludnosc polska Zaolzia jeczy pod jarzmem czeskim a polska ziemia jest bezczeszczona przez hordy slowackie. Pora wiec abysmy znowu postawili na forum miedzynarodowym kwestie odzyskania ziem utraconych na Wschodzie i Zachodzie. Do Polski powrocic musza Kresy Wschodnie, jeczace pod jarzmem Moskali oraz zawsze polski Slask Cieszynski gnebiony znowu przez Slowakow. Pamietajmy, ze nikt za nas polskich interesow bronic nie bedzie a wielu zdrajcow pracuje juz nad tym aby Polsce przywrocic status i terytorium Generalnej Guberni.
Na planszy: Eksponat historii poczty : Pocztowka wyslana z Cieszyna w czasie przylaczenia Zaolzia do Macierzy oraz okolicznosciowy znaczek II RP wydany dla uczczenia tego wydarzenia.
Na planszy: Eksponat historii poczty : Pocztowka wyslana z Cieszyna w czasie przylaczenia Zaolzia do Macierzy oraz okolicznosciowy znaczek II RP wydany dla uczczenia tego wydarzenia.
sobota, 23 października 2010
Inflacja, deflacja i dewaluacja
Niekiedy odnosze wrazenie, ze pewne calkiem podstawowe pojecia ekonomii nie sa wystarczajaco utrwalone w spolecznej swiadomosci. Dotyczy to nawet osob prowadzacych blogi ekonomiczne. Korzystajac wiec z okazji, ze zajmowalismy sie ostatnio kwestia wartosci pieniadza chcialbym sprecyzowac co wlasciwie sie kryje pod tymi okresleniami. Co to jest wiec wartosc waluty? Jest to miara wiazaca nominal waluty z wybranym na calym swiecie towarem odniesienia. Tym towarem odniesienia jest tradycyjnie zloto a to dlatego, ze metal ten jest latwo odroznialny, trwaly, i o niewielkim znaczeniu przemyslowym. Tam gdzie stanowi on surowiec produkcyjny, jego cena jest nieznacznym wkladem do ceny pelnego wyrobu lub uslugi. W wypadku gdy waluta oparta jest o standard zlota, banknoty papierowe moga byc wymienione na zyczenie okaziciela na stosowna ilosc kruszcu. Monety zas zawieraja po prostu pewna ustalona ilosc kruszcu proporcjonalna do wybitego nominalu. Jesli zas, tak jak obecnie, wiekszosc walut posiada plynny kurs w stosunku do zlota, wartosc waluty zmienia sie w czasie i przedstawia aktualny zwiazek nominalu z pewna iloscia kruszcu ustalona rynkowo. W praktyce najwiekszym posiadaczem zlota jest bank centralny i to on ustala cene po jakiej ludnosci sprzedaje i za jaka skupuje od niej zloto. Zmiana relacji pomiedzy nominalem i iloscia kruszcu jakiej nominal odpowiada zalezy wylacznie od banku centralnego. Jesli zmiana nastapi w gore, co jest rzadkim ale mozliwym przypadkiem, to mowimy o rewaloryzacji waluty. Zmiana w dol nazywa sie zas dewaluacja. Dewaluacja znana jest nam z prawa Kopernika, ktory slusznie zaobserwowal, ze "gorszy pieniadz wypiera lepszy". Zauwazyl on bowiem, ze wladcy maja tendencje do zmniejszania ilosci zlota i srebra w bitych przez siebie monetach przetapiajac bardziej bogate w kruszec monety na nowe edycje zawierajace mniej szlachetnego materialu, przy pozostawieniu ich nominalu. Byl to prosty, choc niezbyt uczciwy sposob na ilosciowe ale nie jakosciowe wzbogacenie skarbca panstwowego. Sposob ten zreszta jest nadal stosowany przy czym formalne zejscie ze zlotego standardu uczynilo go nawet mniej pracochlonnym. W jaki sposob mozemy dokonac rewaloryzacji waluty? Jest to oczywiscie pytanie stanowiace odmiane interesujacej wszystki kwestii kiedy to nastapi koniec kryzysu. W zasadzie istnieja dwie metody na przerwanie trendu spadkowego waluty , takiego jaki widzimy na przyklad na zamieszczonej planszy. Rysunek ten przedstawia historie obecnej waluty Naszej Umeczonej Ojczyzny, czyli PLN , polskiej nowej zlotowki. Trend spadkowy jest tu opisany wzorem interpolacyjnym przedstawionym takze na planszy. Aby go zahamowac mozemy albo obnizyc cene zlota w banku centralnym czyniac sztabki czy monety bulionowe dostepnymi dla ludnosci po cenie, ktora jest albo stala w czasie (czyli przejscie na standard pelnej wymienialnosci na pewnym poziomie), albo nawet ta cene obnizyc w stosunku do aktualnej. W pierwszym wypadku wartosc waluty sie ustali i dalszy trend bedzie horyzontalny , w drugim wzrosnie do ktoregos z historycznie juz przekroczonych poziomow. Inna metoda jest podniesienie oprocentowania podstawowego oraz oprocentowania obligacji panstwowych do poziomu wyzszego niz obecny stopien dewaluacji. Podstawowe oprocentowanie stanowi faktycznie cene waluty i jesli bedzie mozna zarobic na obligacjach wiecej niz sie traci na dewaluacji to pewna ilosc kapitalu odejdzie od zlota (sprzedajac go i obnizajac tym samym jego cene) i ulokuje sie w obligacjach. Zauwazmy, ze obecny stopien dewaluacji PLN wynosi okolo 12% rocznie ( przecietna od roku 2005). Oznacza to, ze skladajac te pieniadze na rachunek oszczednosciowy czy inna forme lokaty, ktora daje nam oprocentowanie nizsze od stopnia dewluacji (czyli od tych 12%) faktycznie tracimy kapital. Tyle, ze w mniejszym stopniu niz by to bylo gdybysmy pieniadze trzymali po prostu w szufladzie. Zauwazmy tez, ze gdybysmy lokowali nasze oszczednosci w zlocie poczynajac od roku wprowadzenia naszej obecnej waluty to, liczac w PLN, zarabialibysmy przecietnie 12% rocznie bez najmniejszego ryzyka. Jest to zysk trudny do przebicia w spekulacjach gieldowych czy w formie obligacji. Dewaluacja waluty niweczy takze bankowa polityke kredytowa w wyniku czego nikt nie moze uzyskac kredytu. Aby odzyskac swoj kapital i wypracowac nadwyzke bank musi bowiem wymagac oprocentowania pozyczki w wysokosci wiekszej niz stopien dewaluacji. Inaczej bedzie faktycznie tracil kapital i w koncu zbankrutuje. Wysokie oprocentowanie powoduje jednak, ze nawet klienci zamierzajacy inwestowac w uruchomienie wlasnego przedsiebiorstwa beda sie nad tym powaznie zastanawiac gdyz moga miec trudnosci w wypracowaniu zysku na poziomie pozwalajacym na obsluge dlugu. Konsekwencja takiej sytuacji jest brak generacji nowych miejsc pracy. Zauwazmy takze, ze dewaluacja jest zwykla kradzieza owocow pracy wszystkich obywateli. Rodzajem nie ogloszonego podatku liniowego jaki elita naklada na wszelkie zasoby pieniezne ludnosci. Kazdy kto nie dostaje corocznej podwyzki w wysokosci rownej stopniowi dewaluacji staje sie z uplywem czasu pracownikiem coraz tanszym. Uzbierany ciezka praca kapital rozplywa sie jak snieg na sloncu zamiast stanowic rezerwe inwestycyjna badz oszczednosci na stare lata. Zahamowanie dewaluacji wymagaloby zbilansowania budzetu panstwowego oraz bilansu handlowego. Nie jest to niemozliwe i zostalo raz juz w Polsce dokonane w czasie II RP ale nie wydaje mi sie zeby byli to w stanie uczynic ludzie sterujacy obecnie nawa panstwowa. Tak wiec mozna oczekiwac, ze obecny trend spadkowy sie utrzyma a z nim faktyczne ubozenie populacji gdyz mamy co prawda rynek zrownowazony ale towary "luksusowe" stana sie coraz mniej dostepne dla ludnosci, ktorej po prostu nie bedzie na nie stac. Zauwazmy, ze nie mowie tu o inflacji cen. Inflacja jest bowiem cech rynku niezrownowazonego, w ktorym popyt przewyzsza podaz towarow. Mielismy jej przedsmak za czasow poznego Gierka i jego nastepcow kiedy wprowadzono sklepy komercyjne i kartki na zywnosc a wiekszosc towarow mozna bylo dostac tylko za podwyzszone ceny "na lewo" lub za waluty wymienialne. Odwrotna sytuacja, takze charakterystyczna dla rynku niezrownowazonego jest deflacja wywolana przewaga podazy towarow nad popytem. Jest to cecha rynku w ktorym istnieje nadprodukcja towarow, na ktore albo nie ma zbytu (bo np. ludnosci nie stac na zakupy) albo tez pojemnosc rynku jest wyczerpana. Bywa tak z produkcja artykulow zywnosciowych (kleska urodzaju) ale takze w innych dziedzinach (np obecny rynek nieruchomosci). Oczywiscie ceny wyrobow moga spadac tylko do pewnego poziomu gdyz zawsze sa pewne koszty wytwarzania i gdy ten poziom sie osiagnie dalsze kontynuowanie produkcji jest bez sensu ekonomicznego (patrz slynne palenie kawy w USA w latach 50-tych dla utrzymania cen czy niszczenie niezasiedlonych osiedli w Teksasie w latach 80-tych). W wiekszosci wypadkow zarowno inflacja jak i deflacja ustanie samorzutnie jesli zwolni sie pewne "wiezy ekonomiczne" ukladu, ktore sa narzucone ze wzgledow politycznych. Natomiast przeciwdzialanie dewaluacji wymaga decyzji elity politycznej aby zaprzestac tego, co wlasnie robi i co sprawia jej dochod i przyjemnosc. Zauwazmy bowiem, ze elita zawsze skoryguje swoje uposazenia tak aby nie odczuwac niewygody, ktora jest udzialem mniej ustosunkowanych wspolobywateli. Zgodnie ze slusznym stwierdzenie red. Urbana "Rzad sie zawsze wyzywi!". Czasami jednak napiecia spoleczne wzrastaja do tego stopnia, ze przelamanie barier porzadkowych panstwa jest nieuniknione i efektem tego jest rewolucja. Pamietajmy wiec aby nie powtorzyc w przyszlosci bledu rewolucji solidarnosciowej i po dojsciu do wladzy pamietac o tym aby zlikwidowac personalnie elite, ktora do kryzysu doprowadzila oraz ich poplecznikow. Zaniedbanie tej prostej reguly zaowocowalo bowiem tym gigantycznym niewypalem polskiej panstwowosciu jaki wlasnie teraz obserwujemy.
Uzupelnienie:
Jak obliczamy stopien dewaluacji:
Jak wiadomo NBP produkuje i sprzedaje ludnosci ( a takze skupuje od niej) monety bulionowe "Orzel Bielik" zawierajace 1 uncje czystego zlota . W 3 stycznia 2005 roku moneta taka kosztowala 1505.71 PLN.
Ta sama moneta 4 stycznia 2010 kosztowala juz 3617.99 PLN (obecnie, kiedy to pisze , cena wzrosla juz do 4395.88 PLN). W ciagu tych pieciu lat nie powstaly jakies nowe zastosowania dla zlota, nie uzywamy go do produkcji energii (jak uran) ani tez nie wzroslo zainteresowanie wyrobami jubilerskimi (faktycznie to ostatnie nawet spadlo). Zloto nie ma wiec wiekszego zapotrzebowania przemyslowego niz uprzednio. Dlatego zreszta uzywamy je jako miare wartosci. Miara bowiem nie jest nikomu do niczego przydatna z wyjatkiem sytuacji gdy chcemy cos zmierzyc. Dotyczy to rownie dobrze zlota jak linijki. Tak wiec mozemy obliczyc stopien dewaluacji PLN w ciagu pieciu lat ze wzoru
[PLN(4.I.2010) -PLN(3.I.2005)]/PLN(3.I.2005) = [0.000276 - 0.000664]/0.000664 = -0.584 = -58.4%
na piec lat czyli -58.4%/5 = -11.7% rocznie.
Mozemy sie oczywiscie pocieszac, ze zlota nie jemy a inne towary powszechnego uzytku podrozaly mniej. Zazwyczaj sa to nieokreslone blizej towary, znane wylacznie ekonomistom panstwowym, specjalistom od okreslania poziomu inflacji. O dewaluacji nie wspomina nikt! Niestety, wszelkie transakcje pieniezne sa tylko srodkiem do wymiany jednych towarow na inne towary lub uslugi. To zas oznacza, ze dewaluacja predzej czy pozniej odbije sie na cenach towarow powszechnego uzytku chyba, ze rzad powroci do ekonomii nakazowo-rozdzielczej wprowadzajac kontrole cen i kartki na zywnosc.
Uzupelnienie:
Jak obliczamy stopien dewaluacji:
Jak wiadomo NBP produkuje i sprzedaje ludnosci ( a takze skupuje od niej) monety bulionowe "Orzel Bielik" zawierajace 1 uncje czystego zlota . W 3 stycznia 2005 roku moneta taka kosztowala 1505.71 PLN.
Ta sama moneta 4 stycznia 2010 kosztowala juz 3617.99 PLN (obecnie, kiedy to pisze , cena wzrosla juz do 4395.88 PLN). W ciagu tych pieciu lat nie powstaly jakies nowe zastosowania dla zlota, nie uzywamy go do produkcji energii (jak uran) ani tez nie wzroslo zainteresowanie wyrobami jubilerskimi (faktycznie to ostatnie nawet spadlo). Zloto nie ma wiec wiekszego zapotrzebowania przemyslowego niz uprzednio. Dlatego zreszta uzywamy je jako miare wartosci. Miara bowiem nie jest nikomu do niczego przydatna z wyjatkiem sytuacji gdy chcemy cos zmierzyc. Dotyczy to rownie dobrze zlota jak linijki. Tak wiec mozemy obliczyc stopien dewaluacji PLN w ciagu pieciu lat ze wzoru
[PLN(4.I.2010) -PLN(3.I.2005)]/PLN(3.I.2005) = [0.000276 - 0.000664]/0.000664 = -0.584 = -58.4%
na piec lat czyli -58.4%/5 = -11.7% rocznie.
Mozemy sie oczywiscie pocieszac, ze zlota nie jemy a inne towary powszechnego uzytku podrozaly mniej. Zazwyczaj sa to nieokreslone blizej towary, znane wylacznie ekonomistom panstwowym, specjalistom od okreslania poziomu inflacji. O dewaluacji nie wspomina nikt! Niestety, wszelkie transakcje pieniezne sa tylko srodkiem do wymiany jednych towarow na inne towary lub uslugi. To zas oznacza, ze dewaluacja predzej czy pozniej odbije sie na cenach towarow powszechnego uzytku chyba, ze rzad powroci do ekonomii nakazowo-rozdzielczej wprowadzajac kontrole cen i kartki na zywnosc.
niedziela, 17 października 2010
Potega rosyjskiej kultury
Dzieki Netfliksowi ogladam od czasu do czasu filmy produkcji radzieckiej lub rosyjskiej. Jest to zawsze przezycie ciekawe gdyz pokazuja one jak sami tubylcy widza obecnie niedawna przeszlosc ZSRR badz terazniejszosc Rosji i jej republik zwiazkowych. Obejrzalem ostatnio "Burnt by the sun" ("Spalony sloncem") Michalkowa z r. 1994, istotnie bardzo dobry obraz okresu stalinowskiego mowiacy o zyciu radzieckiej elity w latach 30-tych. Teraz zas sprowadzilem "Cargo 200" ("Gruz 200") film Alexieja Balabamowa z roku 2007. Film ten jest ponoc oparty na autentycznym wydarzeniu z roku 1984. Jest to czas zmierzchania ZSRR, czas Andropowa, Czernienki i Gorbaczowa. Konflikty polityczne pozostaja jednak poza filmem sluzac jedynie jako tlo wpostaci nieustannej obecnosci pierwszego sekretarza, ktorego przemowienia transmituje telewizja. Ta zas jest glownym zrodlem rozrywki matki glownego bohatera. Sam zas bohater filmu to radziecki odpowiednik Dirty Harry-ego czyli inspektora Callahan, ktory z kamienna twarza ale z sercem wypelnionym nieodwzajemnionym uczuciem do porwanej corki sekretarza rajkomu w Leninsku zaprowadza porzadek wsrod dekadenckiego srodowiska tego przemyslowego miasta. Ogladajac ten film mozna sie zastanawiac czy rezyser celowo oscyluje pomiedzy watkiem komediowym a tragedia czy tez odbior taki jest wynikiem koncepcyjnego nieporozumienia filmu. Mamy wiec watek dramatyczny gdy glowny bohater defloruje ukochana przy pomocy butelki po ktorym nastepuje moment czarnego humoru kiedy to dostarcza jej on do lozka , jej narzeczonego, bohatera zabitego w Afganistanie, w stanie czesciowo nieswiezym ale za to ze wszystkimi medalami na mundurze specnazu. Zwloki te zas pochodza z przesylki ladunku zwlok (stad tytul filmu) zolnierzy poleglych podczas wojny afganskiej, ktore odsylane sa rodzinom. Mamy tez obraz dowodzacy tego, ze metody likwidacji skazanych , w postaci strzalu w tyl glowy, opracowane w Katyniu, sa stosowane nadal przez prawodawstwo radzieckie w roku 1984. Interesujaca jest takze sceneria filmu z odrapanymi i obszczanymi scianami klatek schodowych i domow oraz zdezelowanymi autami nie tak znowu rozna od tego co widzimy aktualnie w Polsce. Zdumiewajaco podobna jest tez mentalnosc wystepujacych w filmie ludzi radzieckich i obecnej polskiej populacji. Swiadczy to o tym, ze homo sovietikus polonikus przetrwal wszelkie przemiany dziejowe i ma sie doskonale w III RP. Nie bede opowiadal tu konkluzji filmu ale szczerze zachecam do obejrzenia tego dziela kazdego, ktory ma okazje siegniecia do filmoteki radzecko-rosyjskiej. Jest to dzielo jedyne w swoim rodzaju i prawdziwa okazja do odetchniecia prawdziwa sztuka przy obecnym zalewie hollwoodskiego smiecia w naszych kinach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


