Od dluzszego czasu oczekujemy na koniec Wielkiej Depresji Swiata Kapitalistycznego, ktora rozpoczela sie w roku 2001 i trwa do dnia dzisiejszego ze wzrastajaca dokuczliwoscia. Jak juz kiedys pisalem, poprzednie Wiekie Depresje trwaly okolo dziesieciu lat kazda i dlatego moznaby przez analogie wnioskowac, ze i obecna zakonczy sie w najblizszym czasie. Od momentu rozpoczecia kryzysu minelo bowiem wlasnie 10 lat. Wiedzeni byc moze ta analogia albo tez uwiedzeni krotkotrwalymi przebiegami wykresow takich jak srednia cena domow itp niektorzy analitycy/blogerzy oraz wszyscy politycy glosza koniec tego co delikatnie nazywaja "recesja". Niestety ja jestem innego zdania. Trzeba bowiem sie zapytac co wlasciwie jest powodem hossy rynkowej czy dobrej koniunktury gospodarczej i czy takie wlasnie "bodzce" zaczynaja wystepowac obecnie.
Wiadomo, ze potrzeby ludzkie sa niemal niezmienne przynajmniej w skali czasowej sredniego zasiegu (rzedu 100-lecia). Jedzenie, mieszkanie, srodki transportu osobistego, rzeczy modne acz niekoniecznie uzyteczne, rozrywki- te wszystkie dobra powszechnego pozadania moga pobudzic popyt na rynku a w konsekwencji powodowac wzrost produkcji i zatrudnienia.
Ludzie nie kupuja samochodow (przyklad amerykanski) - poczekajmy az ich stare gruchoty odmowia calkowicie posluszenstwa a wtedy zaproponujemy im dogodne warunki kupna nowych. Chwilowo zas panstwo, a wiec obywatele placacy podatki, udziela pozyczek "na przetrwanie" producentom samochodow. Taka taktyka istotnie zaowocowala chwilowym wzrostem popytu na nowe samochody do czasu gdy istniejace bodzce pozwalaly na zakup pojazdu praktycznie po kosztach produkcji. Gdy bodzce zaniknely - zniknal tez popyt. Podobne metody budzenia popytu stosuje sie takze w przypadku innych, drogich, obiektow powszechnych marzen (np domow). Sa to metody nietrwale i w gruncie rzeczy kosztowne. Subsydiowanie rynku zawsze odbywa sie czyims kosztem to zas wywoluje albo wzrost zadluzenia albo wzrost opodatkowania. Obie konsekwencje sa dla gospodarki niekorzystne. Zadluzenie wymaga obslugi, co z kolei podwyzsza faktyczna cene obiektu kupowanego (o oprocentowanie pozyczki). Opodatkowanie zas zubaza ludnosc odbierajac jej "wolne fundusze" (disposable income) , ktore w innym wypadku moglyby powodowac wzrost zakupow a tym samym ozywienie rynku.
Podstawowym warunkiem dzialania dobrego rynku jest dostepnosc dobrze platnego zatrudnienia oraz stablinosc wartosci nabywczej pieniadza. To zas oznacza wymog protekcjonistycznej polityki rynku pracy i towarow w obrebie kraju oraz prymat rynku wewnetrznego na handlem zagranicznym. Nie bedzie nigdy zdrowego rynku w sytuacji gdy priorytetem jest wzrost wydajnosci pracy wyrazajacy sie w minimalizacji ceny wytworczej towaru. Pracownik wynagradzany tak nisko jak to jest mozliwe i majacy dodatkowo ta grozbe, ze moze byc zastapiony jeszcze tansza praca imigrantow nigdy nie bedzie stanowil powaznej sily rynkowej. Rynek i gospodarka narodowa wymagaja pewnej "elastycznosci" popytu aby funkcjonowac w sposob stabilny. Zauwazmy, ze istnieja cale kraje o bogatych zrodlach surowcowych i duzej populacji ( np Meksyk, Indie, Chiny), w ktorych poziom zycia ogolu obywateli jest nadal nizszy niz poziom zycia europejczykow czy obywateli Stanow Zjednoczonych w czasie kryzysu. To wszystko mimo faktu, ze najbogatszy czlowiek swiata jest meksykaninem czy tego, ze istnieja oazy dobrobytu w postaci wydzielonych miast w Chinach Ludowych. Moim zdaniem bieg zdarzen w UE i USA idzie wlasnie w kierunku wytworzenia podobnej sytuacji jaka istnieje w krajach "rozwinietych selektywnie" . Swiadczy o tym poglebiajaca sie dysproporcja zamoznosci w tych krajach.
Na rysunkach przedstawionych wyzej mozemy porownac okresy gospodarczego wzrostu w USA z okresami stabilnosci sily nabywczej dolara.Od poczatku XX wieku okres kryzysu zawsze pokrywal sie z czasem ekspansji pienieznej czyli dewaluacji waluty podczas gdy okres hossy ekonomicznej przypadal na czas stabilnej sily nabywczej dolara mierzony w zlocie. Jest to stala zaleznosc, wystepujaca bez wzgledu na to czy Banki Rezerwy Federalnej usilowaly przeciwdzialac dewaluacji (jak w czasie depresji lat 1920-1935) czy tez wrecz przeciwnie (jak obecnie) zalewaly rynek gotowka. Emisja pieniadza pozwala bowiem uratowac banki i duze koncerny od konsekwencji ich blednych decyzji finansowych ale koszty tej operacji ponosi cale spoleczenstwo, ktorego bogactwo wyrazone w walucie spada wraz ze wzrostem stopnia dewaluacji. Zauwazmy tez, ze nawet jesli banki czy instytucja finansowe dostana zasilek pochodzacy z podatkow i uratuja swoja "plynnosc finansowa" to ekonomiczny powod depresji jakim jest nadmiar pieniadza na rynku nie ulegnie poprawie. Strata finansowa jednego podmiotu jest bowiem zawsze zyskiem drugiego. Jesli syn przegra pieniadze w kasynie i nie ma na zycie , a ojciec mu ta strate wynagrodzi w drodze darowizny, to w efekcie syn nadal jest wyplacalny ale kasyno w dalszym ciagu zatrzymuje jego stawke. Inaczej mowiac zamiast poczatkowej ilosci pieniedzy wypuszczonych (przez syna) na rynek hazardowy mamy teraz ilosc podwojna. W obecnej chwili polityka bankow centralnych czy to w UE czy w USA polega na ratowaniu zagrozonych instytucji finansowych dotacjami w postaci zasilkow w znacznej wiekszosci bezzwrotnych albo o malym prawdopodobienstwie odzyskania. Dla wyjscia z depresji jest to polityka samobojcza. Lepiej by bylo dla rynku gdyby zagrozone instytucje a nawet panstwa oglosily bankructwo i anulowaly swoje zobowiazania wzgledem wierzycieli. Zle badz ryzykowne decyzje finansowe wystepuja zawsze i sa z reguly wynikiem przedsiewziec najbardziej doswiadczonych finansistow i ekonomistow. Ci bowiem bardziej niz drobni inwestorzy posiadaja srodki oraz informacje poufne, ktore wydaja im sie wystarczajaco pewne aby osiagnac zysk nawet w wypadku bardzo ryzykownych operacji. Miesiac temu mielismy wlasnie jeszcze jeden przyklad kolosalnej inwestycji-niewypalu wykonanego przez Bank Chase Manhattan, w ktorej straty byly rzedu kilku miliardow (10^9) USD. Rynek bowiem jest z natury nieprzewidywalny i zadne zabezpieczenia w postaci kolejnych ubezpieczen od strat tego nie wyrownaja. Jesli zabezpieczymy sie wszechstronnie to koszty zabezpieczenia pochlona ewentualne zyski. Gra na gieldzie wlasnie dlatego nazywa sie gra a nie inwestycja bo ma wiecej wspolnego z hazardem niz z racjonalna kalkulacja zyskow i strat. Jesli istotnie chcemy zabezpieczyc system ekonomiczny przed "bablami" rynkowymi to konieczne jest zlikwidowanie gieldy badz przynajmniej zdelegalizowanie handlu derywatywami (opcje itp instrumenty finansowe).
Warto tez pamietac, ze wszystkie te wyrownywane straty oraz odpowiadajace im nieslychane zyski strony wygrywajacej sa udzialem bardzo waskiej grupy finansistow i politykow. To zas powoduje, ze srodki finansowe w nie uwiklane nie sa udzialem szeroko pojetego rynku pracy ale staja sie wlasnoscia stosunkowo drobnej garstki "wlascicieli " USA czy UE. Sa to na ogol ludzie i tak zamozni, ktorych plany zakupowe moga dotyczyc nowego samochodu Rolls Royce czy obrazu Rembranta. Ludzie ci nie sa jednak w stanie ani tez nie maja potrzeby aby ozywic rynek artykulow masowej potrzeby. Bardziej dobroduszni z nich moga marnowac czesc swojego majatku na bezsensowne projekty humanitarne czy ekologiczne. Nie sa to jednak inwestycje, ktore moga zapewnic zatrudnienie i utrzymanie ogolu potencjalnych pracobiorcow. W efekcie, obecnie realizowany system wychodzenia z kryzysu prowadzi do jego dalszego poglebienia.
Zycie na kredyt w skali panstwowej ma wielu zwolennikow i w USA i w Naszej Umeczonej Ojczyznie. Ten model ekonomiczny ma swoj urok dla elity polityczno finansowej zwlaszcza wtedy gdy zamorski producent jest jednoczesnie pozyczkodawca funduszy na zakup wlasnych produktow. Zauwazmy bowiem, ze klasa menadzerska placona jest od obrotu towarem a nie od jego produkcji. Tak jest na przyklad w przypadku relacji Chiny Ludowe -USA czy Polska- Niemcy/Francja. Jednak rozwiazanie takie ma oczywisty problem wynikajacy z tego, ze reszta populacji kraju nie ma praktycznie szansy na dochodowe zatrudnienie na wlasnym terytorium i zmuszona jest zyc albo z zasilkow , na ktore nie ma komu zarabiac, albo udac sie na emigracje zarobkowa i stanowic uciazliwy problem prymitywow-pasozytow dla krajow o wyzszej zamoznosci. Globalistyczny model ekonomii swiatowej ma zreszta tez ten duzy minus, ze predzej czy pozniej wszystkie dobra kredytobiorcy stana sie wlasnoscia wierzycieli a wtedy, oczywiscie, nie ma juz nawet mowy o splaceniu czy obsludze dlugu gdyz wszystkie srodki produkcji beda juz w rekach obcych. Kraje slabsze ekonomicznie (jak Grecja) wlasnie osiagnely ten prog. Ale nie ominie on rowniez innych krajow (jak Polska), w ktorych wartosc importu systematycznie przekracza wartosc dobr eksportowanych. Ekonomia globalistyczna to analog biologicznego tandemu zywiciel-pasozyt. Predzej czy pozniej pasozyt (czyli kraj o dominacji importu) zostanie doprowadzony do smierci ekonomicznej po czym ten sam los spotka kraj eksportujacy. Ten bowiem wpadnie w kryzys nadprodukcji, na odbior ktorej kraje "klienci" nie beda mialy juz srodkow finansowych.
Typowym sygnalem tego, ze kraj wpadl juz w finansowa pulapke bez wyjscia jest sytuacja przerostu miejsc pracy ( i wynagrodzen) w administracji w stosunku do liczby stanowisk pracy w produkcji. Dla przykladu: obecnie w USA administracja panstwowa zatrudnia dwa razy wiecej osob (22.5 mln) niz wszyscy pracownicy zatrudnieni w sektorze wytworczym (11.5 mln). Jest to dokladne odwrocenie sytuacji z roku 1960 kiedy w sektorze administracji panstwowej pracowalo 8. 7 mln ludzi podczas gdy w produkcji mielismy 15 mln. robotnikow. Prace w administracji panstwowej sa tez lepiej wynagradzane i maja wiecej benefitow niz prace w sektorze prywatnym. W roku 2009 pracownik federalny mial srednie wynagrodzenie roczne wynoszace 123 049 USD podczas gdy praca w w firmie prywatnej przynosila tylko polowe tej sumy ( 61 998 USD). Nie wiem jak to wyglada w Naszej Umeczonej Ojczyznie ale przypuszczam, ze jest podobnie. Prace administracyjne sa bowiem latwiejsze do wytworzenia niz prace w sektorze wytworczym a jednoczesnie stanowia wygodne synekury dla czlonkow rodziny oraz znajomych osob decyzyjnych.
Drugim typowym objawem kryzysu bez wyjscia jest tez wzrost liczby osob zyjacych z roznego rodzaju zasilkow i rent spolecznych. W roku 1969 trzy miliony Amerykanow otrzymywalo "food stamps" czyli bony na zakup zywnosci co kosztowalo rzad federalny 270 mln USD/rocznie. Obecnie liczba obywateli USA otrzymujacych ten rodzaj pomocy wzrosla do 43 mln a koszt samego projektu wzrosl do 77 000 mln USD / rocznie. A nie jest to jedyna forma pomocy spolecznej jaka istnieje w USA!
Rok obecny jest rokiem wyboru nowego prezydenta USA. Miejmy nadzieje, ze Amerykanie pojda po rozum do glowy i nie wybiora ponownie Prez. Obamy. Wiemy bowiem czego mozemy sie po nim spodziewac i nie jest to rokowanie pomyslne. W tej chwili powtarzana jest stara metoda wzmacniania kandydatury reelekcyjnej droga stabilizacji wartosci nabywczej dolara. Dzieki temu mamy, na przyklad , obnizke cen benzyny i spadek cen ropy naftowej (ktore to towary maja w przyblizeniu stala cene w zlocie).
Jak to wyglada mozemy zobaczyc na wykresie wartosci akcji GLD (wartosc pojedynczej akcji wynosi 1/10 ceny rynkowej uncji zlota) http://finance.yahoo.com/q/ta?s=GLD&t=5y&l=on&z=l&q=l&p=&a=fs%2Css&c= . Jak widac podobna taktyka zastosowana byla w roku 2008 gdzie probowano ustalic cene zlota na poziomie okolo 800 USD/uncje. Obecnie Obama badz osoby go wspierajace w banku centralnym usiluja utrzymac cene zlota na poziomie okolo 1500 USD/uncje. Robia to sprzedajac spore ilosci zlota wtedy gdy popyt wywola wzrost powyzej ceny progowej (przy okolo 1600 USD/uncja). Metoda ta wykorzystuje istniejacy zawsze dwupoziomowy uklad cen gieldowych (Ask vs. Bid czyli Sprzedam-Kupie) i pozwala na faktyczna stabilizacje wartosci nabywczej dolara (czyli jego wzmocnienie w stosunku do innych walut). Jest to obecny odpowiednik ustalania parytetu zlota. Metoda ta bedzie dzialac tak dlugo jak dlugo osoby zainteresowane posiadaja dostateczne rezerwy zlota, ktore sa gotowe poswiecic dla zaspokojenia popytu. Moim zdaniem USA nie posiadaja wystarczajacych zasobow aby utrzymac ten poziom ceny zlota przez czas nieokreslony. Zatem po wyborach mozemy sie spodziewac dalszego wzrostu cen zlota i spadku sily nabywczej USD. Nie ma mowy o tym aby ceny zlota spadly o ile nie wzrosnie radykalnie (do poziomu 10 % lub wiecej) oprocentowanie podstawowe obligacji i pozyczek.
Jesli chodzi o PLN to NBP dawno juz zrezygnowal z wysilkow stabilizacji naszej narodowej waluty a faktyczna cena uncji zlota w NBP jest obecnie iluzoryczna. Bank ten bowiem zaprzestal sprzedawania monet uncjowych zmuszajac chetnych do kupowania "Orla Bielika" w postaci monet mniejszych (1/10 uncji) , ktore maja nieproporcjonalnie wyzsza cene sprzedazna . Tak na przyklad w dniu dziesiejszym bulionowa moneta (nominal 500 zl) zawierajaca uncje zlota ma cene 6177 PLN podczas gdy 10 monet mniejszych (o nominale 50 zl) kosztuje az 8300 zl.W sytuacji kiedy monet uncjowych bank nie sprzedaja oznacza to znacznie wyzszy od nominalnego stopien dewaluacji PLN.
Sama stabilizacja wartosci nabywczej waluty nie spowoduje jednak ozywienia gospodarczego. Do tego potrzebny jest wzrost zatrudnienia oraz wzrost wynagrodzen pracownikow. Jesli wnioskowac po danych historycznych jedyna metoda na ozywienie ekonomii jest wojna i wyscig zbrojen. Oba te czynniki zmniejsza liczbe bezrobotnych powolujac ich do zaszczytnej sluzby wojskowej oraz wzmoga produkcje na terenie kraju ze wzgledu na niszczenie sprzetu bojowego oraz odciecie importu w wyniku dzialan wojennych. Pozostaje tylko wybrac stosownych antagonistow!
Blog ten prezentuje informacje i wiadomosci dobre lub zle ale zawsze prawdziwe. Brak wolnosci slowa na tym wlasnie polega, ze wolno jest mowic i pisac tylko to co wolno. (T. Kotarbinski)
środa, 27 czerwca 2012
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Jak marnowac okazje...
Pare dni temu powrocila z krotkiej wizyty w Polsce moja znajoma. Dzieki temu mialem okazje zanurzyc sie w orzezwiajacym nurcie polskiej kultury obecnej w postaci paru gazet i tygodnikow zakupionych na lotnisku. Mialem tez sposobnosc by zapoznac sie z jej kilku, zrobinymi na goraco obserwacjami. Jak wiec przedstawia sie Nasza Umeczona Ojczyzna oczom goscia zagranicznego, ktory w niej nie byl od roku czy troche wiecej i ktory doskonale zna jezyk oraz ma rodzine stale tam zamieszkujaca? Pierwsza wrazenie jest pozytywne. Warszawa a potem kilka innych miast odwiedzonych w czasie wycieczki jest czysciejsza (mimo psujacych to wrazenie grafitti sciennych), komunikacja miejska jest punktualna a pojazdy czyste i wygodne (przynajmniej dla osoby w pelni sprawnej fizycznie). Chociaz trudno mi w to uwierzyc podobno zmniejszylo sie nawet zakupczenie chodnikow. Na stan trawnikow znajoma uwagi nie zwrocila. To co odbiegalo od normy to brak udogodnien dla osob niepelnosprawnych (w postaci czynnych wind czy tasmociagow) na dworcach i w przejsciach dwupoziomowych. Na Dworcu Centralnym, w koncu tylko co odnowionym, ruchome schody pozostaly nieruchome co dla osoby z bagazami jest dosyc uciazliwe. Zwlaszcza, ze dawna uprzejmosc Polakow wzgledm przedstawicieli plci pieknej calkowicie zaniknela. Mamy twarde rownouprawnienie co w praktyce oznacza, ze kobieta nie moze liczyc na specjalne wzgledy nawet jesli te mialyby sie ograniczyc wylacznie do wlozenia walizki na polke bagazowa w wagonie.
Polskie feministki zrobily dobra robote i moga sobie pogratulowac! Zdziwila ja tez wymowa i slownictwo Polakow. Trudno obecnie znalezc kogos kto posiada prawidlowy akcent. Wiekszosc posluguje sie wymowa rozciagnieta, w ktorej akcent pada na ostatnia sylabe ( np politkaa zamiast poolityka , akcent jest zaznaczony tu podwojeniem liter). Skad pochodzi ta wymowa tego nie wiem. W powszechnym uzyciu jest grypsera -dawniej jezyk kryminalistow i politykow "nowej fali" (np spoko, sikor, obcinac, siedziec pod cela itp). Owi kryminalisci zreszta ciesza sie popularnoscia nawet w serialach (np "Galeria", rez. R. Zatorskiego) gdzie przedstawieni sa w swietle niezasluzenie pozytywnym. Obraz slownictwa wspolczesnego Polaka bylby niepelny gdybym pominal niebywale wrecz i powszechne prostactwo jezyka codziennego jakim posluguja sie praktycznie wszyscy w towarzystwie i na ulicy. Kurwa, pierdolic, zajebisty .... weszly do codziennego jezyka dzieci, mlodziezy i doroslych a takze do mediow i seriali telewizyjnych. Broni sie jeszcze tylko starsze pokolenie, pamietajace czasy kiedy jezyk i sposob wyslawiania byl wyroznikiem klasy spolecznej.
Znajac moich Szanownych Acz Malomownych Czytelnikow oczekiwalbym tu stwierdzen zrzucajacych wine za powszechny brak kultury u Polakow na wyzyskiwaczy i Panow z II RP a moze nawet wczesniej i wypominajacych mi "obcosc klasowa" i "bagaz drobnomieszczanski". Dlatego tez z przyjemnoscia wspomne, ze podobne konkluzje prezentuje w "Uwazam Rze" z 11-17 czerwca 2012 , Andrzej Milosz , prawnik i byly minister Skarbu Panstwa w artykule "Elegia dla liceow". Pisze on w konkluzji swego, zreszta dyskusyjnego felietonu :" Funkcjonujemy w procesie demokratycznym. Przed nami perspektywa, ze juz niedlugo wiekszosc nie tylko wyborcow, ale takze elit decyzji stanowic bedzie "wyksztalcona"przez wspolczesne szkoly i media horda barbarzyncow, ktora nie wie i nie chce wiedziec, kto to Sofokles czy Jan Zamoyski. Gdy ta mlodziez stanie sie elita decyzji, zmiana nie bedzie juz mozliwa . Ona nie bedzie wiedziec, czego jej brakuje.". Z obserwacji mojej znajomej wynika takze, ze Polak pije na umor przy kazdej socjalnej okazji oraz je jak prosie dzieki czemu tez coraz bardziej przypomina to zwierze, ktore powinno jak najszybciej zastapic przestarzalego orla jako godlo narodowe. Typowa dla wspolczesnych Polakow jest tez obojetnosc i brak zrozumienia dla potrzeby istnienia Panstwa Polskiego jako wspolnego dobra. Powszechne sa opinie wyrazajace nadzieje, ze "wszystko przejma w koncu Niemcy i zrobia porzadek" oraz totalna agresja wobec wszystkich przedstawicieli elity politycznej okreslanej pogodnie jako osly i zlodzieje. Byc moze zreszta jest to opinia, ktora daloby sie uzasadnic na przykladach. Jak jednak nazwac tych, ktorzy w wolnych podobno wyborach takich wlasnie ludzi wynosza do wladzy?
Inna sprawa jak mnie przychodzi na mysl w zwiazku z oplakanym stanem Naszej Umeczonej Ojczyzny jest owa nieslychana zdolnosc do marnowania okazji. Nie wspominam juz o tym, ze dostawszy sie "psim swedem" do pierwszego etapu rozgrywek UEFA nie potrafilismy wykorzystac okazji aby zajac jakies znaczace miejsce w rozgrywkach a tym samym odnowic przyblakla nieco slawe polskiego futbolu. Sport to w koncu margines w funkcjonowaniu organizmu spolecznego a sport zawodowy jest po prostu nonsensem, na ktorym zbijaja majatki zawodnicy i menadzerowie. Rozsadnie rzadzone panstwo powinno dbac o dobry stan fizyczny ogolu obywateli a nie podkreslac znaczenie kilku wybranych osob, ktorych sprawnosc w zadnym stopniu nie wplywa ani nie stanowi miary zdrowia i sprawnosci calosci spoleczenstwa.
Ale spojrzmy, na przyklad, na praktycznie nie istniejacy juz polski przemysl motoryzacyjny. Taka firma jak Polski Fiat byla z nami od czasow II RP , po wyzwoleniu pojawilo sie pare modeli Warszawy (w koncu przystosowanej Pobiedy a wczesniej Forda), Syrena , Maluch , potem Polski Fiat maly i duzy i Polonez . Mielismy wiec tradycje w tej dziedzinie i dosyc chlonny rynek. Obecnie wszystko co istnieje to montownie modeli firm zagranicznych uzaleznione od zewnetrznych decyzji. Porownajmy to z takim w koncu dosyc zacofanym krajem jakim byla Korea po II Wojnie Swiatowej. Po wyniszczajacej wojnie domowej lat piecdziesiatych powstala w 1967 roku ( a wiec w czasach produkcji Warszaw i Syren) Hyundai Motor Corporation, obecnie czwarty pod wzgledem wielkosci na swiecie producent samochodow. Samochody te poczatkowo nie mialy najlepszej reputacji ale dzieki niskiej cenie weszly i utrzymaly sie na rynku amerykanskim. Obecnie zas samochody Hyundai i KIA maja bardzo dobra opinie i cene zblizona do porownywalnych modeli samochodow amerykanskich, niemieckich czy japonskich. Inaczej mowiac koreanczycy podbili rynek amerykanski, najbardziej wymagajacy na swiecie, produktem eksportowym o wysokim stopniu nowoczesnosci technologicznej. Zrobili to wychodzac z punktu wyjscia kraju zniszczonego i zacofanego, bez tradycji motoryzacyjnych i stosownej kadry inzynierskiej. Podobnie jest z przemyslem elektronicznym i telekomunikacyjnym.
Spojrzmy tez na Koree Polnocna rzadzona przez komunistyczna dynastie "Kimow". Niby prymitywy, ale na ulicach ludzie porzadnie ubrani, dzieci zdyscyplinowane a samo panstwo posiada rakiety, reaktory jadrowe i bombe atomowa. Moze i koreanczycy nie potrafia wyzywic swojej ludnosci ale z potencjalem militarnym komunistycznej Korei licza sie same Stany Zjednoczone. Tymczasem po czterdziestu pieciu latach komunistycznej gospodarki i dwudziestu latach podobno wolnej Polski glownymi artykulami eksportowymi Naszej Umeczonej Ojczyzny sa sery i kielbasy.
Cos jest nie w porzadku z mentalnoscia i zdolnosciami zarzadzania Moich Szanownych Rodakow ! Cos co pojawilo sie w kraju o zdrowej gospodarce i racjonalnej strukturze po przyjsciu systemu socjalistycznego a co pozostalo po jego nominalnym obaleniu.
Znajac moich Szanownych Acz Malomownych Czytelnikow oczekiwalbym tu stwierdzen zrzucajacych wine za powszechny brak kultury u Polakow na wyzyskiwaczy i Panow z II RP a moze nawet wczesniej i wypominajacych mi "obcosc klasowa" i "bagaz drobnomieszczanski". Dlatego tez z przyjemnoscia wspomne, ze podobne konkluzje prezentuje w "Uwazam Rze" z 11-17 czerwca 2012 , Andrzej Milosz , prawnik i byly minister Skarbu Panstwa w artykule "Elegia dla liceow". Pisze on w konkluzji swego, zreszta dyskusyjnego felietonu :" Funkcjonujemy w procesie demokratycznym. Przed nami perspektywa, ze juz niedlugo wiekszosc nie tylko wyborcow, ale takze elit decyzji stanowic bedzie "wyksztalcona"przez wspolczesne szkoly i media horda barbarzyncow, ktora nie wie i nie chce wiedziec, kto to Sofokles czy Jan Zamoyski. Gdy ta mlodziez stanie sie elita decyzji, zmiana nie bedzie juz mozliwa . Ona nie bedzie wiedziec, czego jej brakuje.". Z obserwacji mojej znajomej wynika takze, ze Polak pije na umor przy kazdej socjalnej okazji oraz je jak prosie dzieki czemu tez coraz bardziej przypomina to zwierze, ktore powinno jak najszybciej zastapic przestarzalego orla jako godlo narodowe. Typowa dla wspolczesnych Polakow jest tez obojetnosc i brak zrozumienia dla potrzeby istnienia Panstwa Polskiego jako wspolnego dobra. Powszechne sa opinie wyrazajace nadzieje, ze "wszystko przejma w koncu Niemcy i zrobia porzadek" oraz totalna agresja wobec wszystkich przedstawicieli elity politycznej okreslanej pogodnie jako osly i zlodzieje. Byc moze zreszta jest to opinia, ktora daloby sie uzasadnic na przykladach. Jak jednak nazwac tych, ktorzy w wolnych podobno wyborach takich wlasnie ludzi wynosza do wladzy?
Inna sprawa jak mnie przychodzi na mysl w zwiazku z oplakanym stanem Naszej Umeczonej Ojczyzny jest owa nieslychana zdolnosc do marnowania okazji. Nie wspominam juz o tym, ze dostawszy sie "psim swedem" do pierwszego etapu rozgrywek UEFA nie potrafilismy wykorzystac okazji aby zajac jakies znaczace miejsce w rozgrywkach a tym samym odnowic przyblakla nieco slawe polskiego futbolu. Sport to w koncu margines w funkcjonowaniu organizmu spolecznego a sport zawodowy jest po prostu nonsensem, na ktorym zbijaja majatki zawodnicy i menadzerowie. Rozsadnie rzadzone panstwo powinno dbac o dobry stan fizyczny ogolu obywateli a nie podkreslac znaczenie kilku wybranych osob, ktorych sprawnosc w zadnym stopniu nie wplywa ani nie stanowi miary zdrowia i sprawnosci calosci spoleczenstwa.
Ale spojrzmy, na przyklad, na praktycznie nie istniejacy juz polski przemysl motoryzacyjny. Taka firma jak Polski Fiat byla z nami od czasow II RP , po wyzwoleniu pojawilo sie pare modeli Warszawy (w koncu przystosowanej Pobiedy a wczesniej Forda), Syrena , Maluch , potem Polski Fiat maly i duzy i Polonez . Mielismy wiec tradycje w tej dziedzinie i dosyc chlonny rynek. Obecnie wszystko co istnieje to montownie modeli firm zagranicznych uzaleznione od zewnetrznych decyzji. Porownajmy to z takim w koncu dosyc zacofanym krajem jakim byla Korea po II Wojnie Swiatowej. Po wyniszczajacej wojnie domowej lat piecdziesiatych powstala w 1967 roku ( a wiec w czasach produkcji Warszaw i Syren) Hyundai Motor Corporation, obecnie czwarty pod wzgledem wielkosci na swiecie producent samochodow. Samochody te poczatkowo nie mialy najlepszej reputacji ale dzieki niskiej cenie weszly i utrzymaly sie na rynku amerykanskim. Obecnie zas samochody Hyundai i KIA maja bardzo dobra opinie i cene zblizona do porownywalnych modeli samochodow amerykanskich, niemieckich czy japonskich. Inaczej mowiac koreanczycy podbili rynek amerykanski, najbardziej wymagajacy na swiecie, produktem eksportowym o wysokim stopniu nowoczesnosci technologicznej. Zrobili to wychodzac z punktu wyjscia kraju zniszczonego i zacofanego, bez tradycji motoryzacyjnych i stosownej kadry inzynierskiej. Podobnie jest z przemyslem elektronicznym i telekomunikacyjnym.
Spojrzmy tez na Koree Polnocna rzadzona przez komunistyczna dynastie "Kimow". Niby prymitywy, ale na ulicach ludzie porzadnie ubrani, dzieci zdyscyplinowane a samo panstwo posiada rakiety, reaktory jadrowe i bombe atomowa. Moze i koreanczycy nie potrafia wyzywic swojej ludnosci ale z potencjalem militarnym komunistycznej Korei licza sie same Stany Zjednoczone. Tymczasem po czterdziestu pieciu latach komunistycznej gospodarki i dwudziestu latach podobno wolnej Polski glownymi artykulami eksportowymi Naszej Umeczonej Ojczyzny sa sery i kielbasy.
Cos jest nie w porzadku z mentalnoscia i zdolnosciami zarzadzania Moich Szanownych Rodakow ! Cos co pojawilo sie w kraju o zdrowej gospodarce i racjonalnej strukturze po przyjsciu systemu socjalistycznego a co pozostalo po jego nominalnym obaleniu.
niedziela, 10 czerwca 2012
Ten zwariowany kraj Polakow
Wiedziony plocha ciekawoscia zagladam niekiedy na fora innych blogerow aby nie zamykac sie wylacznie we wlasnym swiecie, ktory, jak mnie przekonuje watla i konsekwentnie niechetna reakcja kilku wiernych czytelnikow, najwyrazniej nie odzwierciedla zdrowego i wspolczesnego polskiego ducha. Wielka pomoca w lekturze jest dla mnie czasopismo internetowe "Bibula" (http://www.bibula.com), w ktorym moge polecic artykuly Dr.Ignacego Nowopolskiego (http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl), z ktorego pogladami zgadzam sie niemal zawsze. Jest to zapewne wynik wspolnego nam wyksztalcenia w dziedzinie nauk scislych.
Prawdziwa skarbnica polskiego folkloru jest blog gajowego Maruchy (http://marucha.wordpress.com). Czytam go nie tylko ze wzgledu na tematy tam poruszane, sa to bowiem srodowiska, jak mam wrazenie, ultrakatolickie z silna domieszka zdrowego antysemityzmu, co dla zabawnego towarzystwa tamtejszych komentatorow dajacych mi wglad w umyslowosc typowego Polaka. Gajowemu udalo sie bowiem zebrac menazerie czytelnicza wsrod ludzi, ktorzy nawyrazniej nie skalali sie nigdy nauka a zwlaszcza opanowaniem umiejetnosci wyrazania swoich mysli zgodnie z obowiazujacymi zasadami ortografi i logiki nie mowiac juz o zwyczajnej kurtuazji. Blog tej jest chyba kolejnym wcieleniem witryny polonica.net ma jednak obecnie i ku memu zdziwieniu inklinacje panslawistyczne czy prorosyjskie.
Dzieki TV Polonia ogladam tez polskie Wiadomosci, obecnie praktycznie nie do ogladania ze wzgledu na wszechobecny futbol - rozrywke stosowna dla dzieci w wieku szkolnym oraz dla tych wszystkich, ktorzy zachowali niczym nie skazony umysl i dusze dziecka.Jak sie okazuje do tych ostatnich nalezy znakomita wiekszosc doroslej polskiej populacji. Jak sie wlasnie dowiedzialem z owego dziennika telewizyjnego, prezydent m. st. Warszawy zezwolila na marsz wtorkowy rosyjskich kibicow z okazji Dnia Rosji. Widocznie jakos umknelo to uwagi wspolczesnych Polakow, ze jest to dzien upamietniajacy rzez garnizonu polskiego na Kremlu. W domu powieszonego nie wypada wspominac o sznurze. Jak wiec z tego wynika Rosjanie pojawili sie w roli tego goscia, ktory zaproszony na slub zrobil duza kupe na stole biesiadnym. To zreszta jest calkiem w ich stylu. Gdzie jest jednak zdrowa mysl polityczna u wlodarzy Naszej Umeczonej Stolicy? Jak zwykle przy takiej okazji pojawilo sie wiele komentarzy mowiacych, ze rosyjscy kibice, o twarzach kryminalistow, to zwykle poczciwe owieczki, ktore cos tam kupia, wypija piwo, pomachaja czerwona choragiewka i sobie pojada. Ja zas zaczynam rozumiec komentarz Boy'a , ktory swego czasu napisal, ze "trudno najtezszym krzesiwem iskre wykrzesac z g....". No ale probowac trzeba.
niedziela, 3 czerwca 2012
Kilka refleksji na tematy aktualne
Jest rzecza zabawna, ze obaj najwieksi antagonisci na terenie Europy czyli Wielkie Niemcy i i ZSRR byly jednoczesnie krajami archipelagow "gulag" czyli obozow masowej zaglady przez niewolnicza prace wlasnej i cudzej ludnosci. Jest cos widocznie gleboko wspolnego w mentalnosci wspolczesnych ateistycznych socjalistow-internacjonalistow, co powoduje, ze sklaniaja sie oni do takich wlasnie rozwiazan. Jak sie wydaje ta wspolna cecha jest przyrodzona chec do inzynierii socjalnej polaczona z wiara w teorie ewolucji i darwinizm spoleczny. Jak wygladal w czasie okupacji administracyjny caloksztalt terenow koalicji niemieckiej oraz rozklad obozow koncentracyjno-likwidacyjnych pokazuje na zalaczonej mapie pochodzacej z monografi angielskiego historyka , Richard'a J. Evans'a "The Third Reich at War " , Penguin 2009. Ilustruje ona ogolny poglad politykow niemieckich na pozadany rozklad sil i panstw w Europie. Warto ja tez porownac z mapa radzieckich obozow zaglady dostepna na internecie http://en.wikipedia.org/wiki/File:Gulag_Location_Map.png . Jak widac "obozowa ospowatosc" jest typowa dla imperiow internacjonalistycznego socjalizmu.
Teoretycy i wladcy czy poprawniej wodzowie tych formacji politycznych widza siebie, jak mysle, w roli ogrodnika, ktory oczyszcza powierzana jego pieczy populacje z "chwastow" wystepujacych postaci podludzi, ktorzy zanieczyszczaja swoja obecnoscia terytoria, ktore mozna by rozsadniej zagospodarowac. Kazdy z nas, ktory kiedykolwiek zajmowal sie stanem swojego ogrodka, zna koniecznosc pielenia grzadek i usuwania ostow i mleczy psujacych wyglad eleganckiego trawnika. Takimi wlasnie szkodliwymi roslinami byli dla Niemcow Zydzi, Cyganie i zboczency roznej masci. Nic wiec dziwnego, ze zastosowano w stosunku do nich metody agrotechniki spolecznej uzywajac obozy koncentracyjne jako kompostowniki elementow spolecznie nieuzytecznych. Z owego "narodowego kompostu" Trzecia Rzesza jako panstwo oraz Niemcy jako jego obywatele ciagneli zreszta calkiem konkretne korzysci materialne. Niemcy bowiem z typowa dla tego narodu skrzetnoscia gospodarcza wykorzystywali nie tylko skonfiskowane mienie swoich ofiar ale takze utylizowali zlote zeby, wlosy kobiece, kosci (dla przemyslu nawozowego tzw "bone meal" ) a nawet tluszcz ludzki wytopiony w krematoriach i przetwarzany na mydlo. Logicznie biorac bylo to dzialanie calkiem racjonalne. Hitler i narod niemiecki podjeli kolosalne zadanie sanacji Europy czyli oczyszczenia jej z elementu szkodliwego pod wzgledem mentalnym i rasowym. Zarzuty jakie postawili Zydom i Cyganom a takze pozostalym ludom kolorowym sa aktualne do dzisiaj. Dekadencja moralna, brak dyscypliny, pasozytnictwo spoleczne, lichwa i spekulacja, dzialania kryminalne, .... . To wszystko widzimy i teraz w Anglii, Francji, Niemczech, Wloszech czy w Polsce. W koncu ile razy czytamy w gazetach o malwersacjach finansowych na skale zagrazajaca stabilnosci calego systemu gospodarczego zaraz tez pojawiaja sie nazwiska osob, ktorych pochodzenie rasowe nie ulega watpliwosci.
Oczywiscie wszyscy odzegnujemy sie od uogolnien (chociaz wlasnie na nich polega metoda naukowa) nie mniej Hitler i jego wspolziomkowie po prostu zaatakowali problem, ktory kazdy inny przywodca polityczny tego czasu bal sie podniesc na forum publicznym. Bez tego dzialania, mimo ze zostalo ono przerwane kleska militarna Niemiec, sytuacja obecna bylaby jeszcze gorsza. Pamietajmy bowiem, ze ludzie sklonni sa tolerowac tylko wspolziomkow, ktorzy sa zblizeni do nich wygladem zewnetrznym (a wiec rasa), jezykiem, szeroko rozumiana kultura i religia. Na osoby odbiegajace od stereotypu patrzymy, w najlepszym wypadku, z rezerwa. Ta ksenofobia i rasizm jest cecha zdrowego organizmu spolecznego, swoista reakcja immunologiczna na "obce bialko". Dzieki temu narod broni swojej identycznosci i terytorium jakim dysponuje aktualnie a moze i w przyszlych pokoleniach.
Kazdy narod musi bowiem dbac o utrzymanie i w miare mozliwosci takze o powiekszenie swojej przestrzeni zyciowej. Import szeroko rozumianych "obcych" a zwlaszcza obcych rozniacych sie wyraznie rasa, kultura i religia jest dzialaniem destrukcyjnym jesli chodzi o stabilnosc spoleczenstwa. Mieszanie roznych narodowosci i ras w obrebie tej samej struktury politycznej bylo glownym powodem wewnetrzych tarc prowadzacych w konsekwencji do rozpadu organizmow wielonarodowych. To wlasnie ta roznorodnosc kulturowa i narodowa doprowadzila nie tak dawno do rozpadu Jugoslawi, ZSRR czy wielkich imperiow kolonialnych Wielkiej Brytanii czy Francji. Co gorsza, specjalne stosunki jakie byle mocarstwa kolonialne utrzymuja z ludnoscia tubylcza swoich dawnych kolonii sa powodem napiec i starc wywolanych przez emigrantow na terenie metropolii. Nie mam zadnych watpliwosci, ze prowadzona obecnie polityka poprawnosci politycznej i multikulturowosci w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych bedzie powodem bezposrednim upadku tych imperiow czasow najnowszych.
Na ilustracjach:
Plakat III Rzeszy: "Poza plecami naszych wrogow -Zyd"
Mapa Wielkich Niemiec z czasow okupacji z zaznaczonymi lokacjami obozow koncentracyjnych
poniedziałek, 21 maja 2012
Watpliwosci wspolczesnego Polaka
W ubiegla niedziele (20 maja 2012) udalem sie na wyklad Dr Andrzeja Zawistowskiego "Czy PRl byla Polska?". Wyklad ten odbyl sie w kosciele Swietgo Krzyza w Minneapolis a wykladowca byl dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamieci Narodowej. Mielismy zatem do czynienia z przedstwicielem powaznej instytucji badajacej historie najnowsza Naszej Umeczonej Ojczyzny. Jak mozna sie wiec domyslac problem ulokowania PRLu w historycznej przestrzeni polskich dziejow musi byc zatem tematem pierwszej potrzeby przynajmniej dla specjalistow historykow jesli nie dla calego wspolczesnego pokolenia Polakow.
Na uniwersalne zainteresowanie wskazywac moze to, ze sam dyrektor Biura Edukacji Publicznej postanowil zabladzic pod emigracyjne strzechy Polonii amerykanskiej. Widocznie problem interpretacji dziejow najnowszych (chociaz juz oddalonych o niemal jedno 25-letnie pokolenie) nadal niepokoi sumienia moich szanownych wspolobywateli. Osobiscie mnie to nie dziwi gdyz jak wielokrotnie pisalem, swiadomoscia naszego nadmiernie ludowego narodu nadal rzadzi "trumna Bieruta". Mowiac prosciej, mimo calego 20-lecia III RP mentalnosc wiekszosci Polakow jest typowo wczesno- PRL-owska. Z pewnym rozbawieniem czytuje tutaj wypowiedzi ,( ktore zreszta bardzo cenie jako swiadectwo wspolczesnych czasow), pewnych moich dyskutantow owianych niezlomnym duchem politycznego realizmu i walki klasowej. Tak tez bylo i na tym spotkaniu, na ktorym pojawil sie kwiat emigracji Minneapolis/St. Paul. Jak zazwyczaj, podczas szerszych zgromadzen moich rodakow, tak i tam panowal duch melancholijnej rezygnacji. Ogarnal on nie tylko plebs ale takze i kwiat inteligencji i profesury, ktora sklonila lysiejace glowy nad nieco niezorganizowanymi intelektualnie i faktograficznie wypowiedziami Szanownego Doktora i Dyrektora. Nie bede tu streszczal wykladu, ktory w zasadzie mozna podsumowac jako stwierdzenie, ze Polska z uplywem czasu zmienia swoj ksztalt geograficzny i ludnosciowy glownie dzieki niekorzystnym dla nas interwencjom silniejszych sasiadow oraz mocarstw swiatowych.
Wedlug Dr. Zawistowskiego, Polska byla Polska bardziej za czasow Krolestwa Polskiego niz za czasow PRLu . Jest to teza dyskusyjna ale byc moze nawet prawdziwa przynajmniej jesli chodzi o teren taki jaki do owego Krolestwa nalezal (tzw. rosyjska Polska wedlug niemieckiego nazewnictwa). O tym jednak, ze tak bylo nie decydowala heraldyka panstwowa czy podwojnego nominalu pieniadze ( w zlotych i rublach , 3 rb=20zl) jakie krazyly w obiegu. Nie decydowal o tym namiestnik carski (gen. Zajaczek) ani powstaly wtedy (dzieki inicjatywie ksiecia Druckiego-Lubeckiego) Bank Polski. O polskosci tego skrawka Rzeczpospolitej decydowalo ziemianstwo, podtrzymujace tradycje polskie i jednoczesnie wystarczajaco niezalezne ekonomicznie aby owa polska kulture, sztuke, przemysl i nauki utrzymywac w pewnej niezaleznosci od carskiej administracji. Dlaczego wiec Dr. Zawistowski uwaza PRL za kraj mniej polski niz zabor rosyjski? ( i co z pozostalymi zaborami?) . Argumentem kluczowym jest wedlug niego to, ze Polska w tym czasie byla rzadzona przez agentow radzieckich a jej wojsko bylo calkowicie sterowane przez oficerow Armii Czerwonej przebranych w polskie mundury ale zachowujacych swoje stopnie wojskowe i zwiazanych przysiega wojskowa na wiernosc ZSRR. Obserwacja ta jest zreszta czesciowo trafna. Istotnie wielu Rosjan pelnilo obowiazki Polaka w wojsku, Urzedzie Bezpieczenstwa i administracji panstwowej i partyjnej. Polska byla bowiem polkolonialnym krajem sterowanym, eksploatowanym i rzadzonym zgodnie z interesami ZSRR.
To jednak nie upowaznie do absolucji polskich kolaborantow z wszelkiej winy za zniszczenie rdzenia polskosci na terenie kraju oraz za znieksztalcenie i tak wynarodowianiej swiadomosci polskiego ludu. Tak jak rezim niemieckiego nazizmu byl inspiracja do ludobojstw popelnionych na terenach III Rzeszy i terenach okupowanych, ale sama "praca" byla wykonana rekami poslusznych i dobrych obywateli niemieckich, tak i Polska zostala spacyfikowana, oglupiona i utrzymywana w wiecznym zapatrzeniu sie na Wielkiego Sasiada ze Wschodu dzieki usilnym staraniom polskiego ludu - glownie chlopstwa i proletariatu. Mimo 20 lat nominalnie wolnej Polski te zbrodnie nie zostaly ani potepione sadownie ani wynagrodzone ofiarom czy ich rodzinom. Jest czyms tragicznie-komicznym to, ze w dalszym ciagu wyplacane sa wysokie emerytury katom polskich patriotow a w swiecie polityki, interesu czy kultury i mediow pelno jest nazwisk znanych z nienajlepszej strony dzialaczy politycznych z okresu Polski Ludowej i PRL-u. Polska jest jedynym chyba krajem bylego Obozu Socjalistycznego, w ktorym nie przeprowadzono dekomunizacyjnej czystki a nawet wrecz przeciwnie krajem, w ktorym przedstwiciele komunistycznej nomenklatury (badz ich potomstwo) stanowia rdzen obecnej elity wladzy.
Jest tez symbolem wiecznie aktualnej "trumny Bieruta", rzadzacej mentalnoscia wspolczesnych Polakow to, ze wykladowca jakos nie zauwazyl, ze obecna sytuacja Polski jako kraju nominalnie czlonka UE ale faktycznie polkolonii Niemiec stanowi analogie sytuacji PRL-owskiej. Jedyna roznica jest zmiana zleceniodawcy ze wschodniego na zachodniego. Tymczasem polskie interesy narodowe sa przeciwstawne interesom obu naszych wielkich sasiadow i wszelka uleglosc wobec jednego czy drugiego musi skonczyc sie niedobrze. W polskim interesie narodowym jest stale podwazanie stabilnosci i miedzynarodowej pozycji Rosji i Niemiec i niszczenie obu gospodarczo i politycznie. Pamietajmy bowiem, ze uleglosc wobec ZSRR kosztowala nas polowe terytorium II RP i to terytorium, do ktorego mielismy prawa odwieczne. Sojusz ze Zwiazkiem Radzieckim kosztowal nas tez lata eksploatacji gospodarczej i ograniczen wolnosci slowa i poruszania. Uleglosc wobec Niemiec, ktore sa prawdziwym centrum UE, juz owocuje zniszczeniem polskiego przemyslu i rolnictwa i "europeizacja mozgow" naszego i tak niezbyt rozgarnietego spoleczenstwa. Polska jest obecnie czyms w rodzaju Generalnej Gubernii, z ktorej Niemcy jeszcze nie zdecydowali sie wykroic prowincje, ktore uwazaja za wlasnosc Reich-u czy Panstwa Prus. Wystarczy jednak tylko spojrzec jak wygladalo proponowane (przez Niemcow) terytorium Krolestwa Polskiego w roku 1916 i gdzie przebiegala granica GG w czasie okupacji aby wiedziec jak to ma wygladac w przyszlosci.
Podsumowujac moge tylko powiedziec, ze moje spotkanie z wspolrodakami bylo, jak zawsze, wielkim rozczarowaniem. Ten bowiem, ktory mial cos powiedziec nie mial praktycznie nic ciekawego do powiedzenia a reakcja sali byla reakcja figur woskowych - istnieja ale to wszystko.
Wedlug Dr. Zawistowskiego, Polska byla Polska bardziej za czasow Krolestwa Polskiego niz za czasow PRLu . Jest to teza dyskusyjna ale byc moze nawet prawdziwa przynajmniej jesli chodzi o teren taki jaki do owego Krolestwa nalezal (tzw. rosyjska Polska wedlug niemieckiego nazewnictwa). O tym jednak, ze tak bylo nie decydowala heraldyka panstwowa czy podwojnego nominalu pieniadze ( w zlotych i rublach , 3 rb=20zl) jakie krazyly w obiegu. Nie decydowal o tym namiestnik carski (gen. Zajaczek) ani powstaly wtedy (dzieki inicjatywie ksiecia Druckiego-Lubeckiego) Bank Polski. O polskosci tego skrawka Rzeczpospolitej decydowalo ziemianstwo, podtrzymujace tradycje polskie i jednoczesnie wystarczajaco niezalezne ekonomicznie aby owa polska kulture, sztuke, przemysl i nauki utrzymywac w pewnej niezaleznosci od carskiej administracji. Dlaczego wiec Dr. Zawistowski uwaza PRL za kraj mniej polski niz zabor rosyjski? ( i co z pozostalymi zaborami?) . Argumentem kluczowym jest wedlug niego to, ze Polska w tym czasie byla rzadzona przez agentow radzieckich a jej wojsko bylo calkowicie sterowane przez oficerow Armii Czerwonej przebranych w polskie mundury ale zachowujacych swoje stopnie wojskowe i zwiazanych przysiega wojskowa na wiernosc ZSRR. Obserwacja ta jest zreszta czesciowo trafna. Istotnie wielu Rosjan pelnilo obowiazki Polaka w wojsku, Urzedzie Bezpieczenstwa i administracji panstwowej i partyjnej. Polska byla bowiem polkolonialnym krajem sterowanym, eksploatowanym i rzadzonym zgodnie z interesami ZSRR.
To jednak nie upowaznie do absolucji polskich kolaborantow z wszelkiej winy za zniszczenie rdzenia polskosci na terenie kraju oraz za znieksztalcenie i tak wynarodowianiej swiadomosci polskiego ludu. Tak jak rezim niemieckiego nazizmu byl inspiracja do ludobojstw popelnionych na terenach III Rzeszy i terenach okupowanych, ale sama "praca" byla wykonana rekami poslusznych i dobrych obywateli niemieckich, tak i Polska zostala spacyfikowana, oglupiona i utrzymywana w wiecznym zapatrzeniu sie na Wielkiego Sasiada ze Wschodu dzieki usilnym staraniom polskiego ludu - glownie chlopstwa i proletariatu. Mimo 20 lat nominalnie wolnej Polski te zbrodnie nie zostaly ani potepione sadownie ani wynagrodzone ofiarom czy ich rodzinom. Jest czyms tragicznie-komicznym to, ze w dalszym ciagu wyplacane sa wysokie emerytury katom polskich patriotow a w swiecie polityki, interesu czy kultury i mediow pelno jest nazwisk znanych z nienajlepszej strony dzialaczy politycznych z okresu Polski Ludowej i PRL-u. Polska jest jedynym chyba krajem bylego Obozu Socjalistycznego, w ktorym nie przeprowadzono dekomunizacyjnej czystki a nawet wrecz przeciwnie krajem, w ktorym przedstwiciele komunistycznej nomenklatury (badz ich potomstwo) stanowia rdzen obecnej elity wladzy.
Jest tez symbolem wiecznie aktualnej "trumny Bieruta", rzadzacej mentalnoscia wspolczesnych Polakow to, ze wykladowca jakos nie zauwazyl, ze obecna sytuacja Polski jako kraju nominalnie czlonka UE ale faktycznie polkolonii Niemiec stanowi analogie sytuacji PRL-owskiej. Jedyna roznica jest zmiana zleceniodawcy ze wschodniego na zachodniego. Tymczasem polskie interesy narodowe sa przeciwstawne interesom obu naszych wielkich sasiadow i wszelka uleglosc wobec jednego czy drugiego musi skonczyc sie niedobrze. W polskim interesie narodowym jest stale podwazanie stabilnosci i miedzynarodowej pozycji Rosji i Niemiec i niszczenie obu gospodarczo i politycznie. Pamietajmy bowiem, ze uleglosc wobec ZSRR kosztowala nas polowe terytorium II RP i to terytorium, do ktorego mielismy prawa odwieczne. Sojusz ze Zwiazkiem Radzieckim kosztowal nas tez lata eksploatacji gospodarczej i ograniczen wolnosci slowa i poruszania. Uleglosc wobec Niemiec, ktore sa prawdziwym centrum UE, juz owocuje zniszczeniem polskiego przemyslu i rolnictwa i "europeizacja mozgow" naszego i tak niezbyt rozgarnietego spoleczenstwa. Polska jest obecnie czyms w rodzaju Generalnej Gubernii, z ktorej Niemcy jeszcze nie zdecydowali sie wykroic prowincje, ktore uwazaja za wlasnosc Reich-u czy Panstwa Prus. Wystarczy jednak tylko spojrzec jak wygladalo proponowane (przez Niemcow) terytorium Krolestwa Polskiego w roku 1916 i gdzie przebiegala granica GG w czasie okupacji aby wiedziec jak to ma wygladac w przyszlosci.
Podsumowujac moge tylko powiedziec, ze moje spotkanie z wspolrodakami bylo, jak zawsze, wielkim rozczarowaniem. Ten bowiem, ktory mial cos powiedziec nie mial praktycznie nic ciekawego do powiedzenia a reakcja sali byla reakcja figur woskowych - istnieja ale to wszystko.
piątek, 11 maja 2012
Krugmana widzenie depresji
Pare dni temu nabylem droga kupna nowa ksiazke Paula Krugmana "End this depression NOW!" ("Zakonczmy wreszcie ta depresje!", W.W. Norton &Comp. New York 2012. Autor jest znanym ekonomista i dziennikarzem, profesorem ekonomii w Princetown University, oraz zdobywca ekonomicznej nagrody Nobla.
Jest to wiec czlowiek powazny, reprezentujacy powazna instytucje oraz, jak mozna mniemac, znajacy na wylot swoja dziedzine wiedzy. Pisze to aby wyjasnic dlaczego zdecydowalem sie wydac $25 na ksiazke napisana przez zawodowego ekonomiste a wiec osoby praktykujacej zawod, ktorego w zasadzie nie cenie. Ekonomistow bowiem (a takze doradcow finansowych i brokerow) uwazam za zawodowych zaciemniaczy umyslow i politycznych koniunkturalistow, ktorzy jak to obrazowo powiadaja Amerykanie, nie potrafiliby znalezc swoich posladkow majac rece zwiazane z tylu. Jesli wiec kupilem dzielo Profesora Krugmana to nie dlatego aby dowiedziec sie jaki jest jego poglad na przyczyny obecnej depresji oraz jakie sposoby wyjscia z niej proponuje ale dlatego aby poznac tok myslenia specjalisty uznanego przez srodowisko ekonomistow amerykanskich za pewien autorytet. Moja lektura ma wiec na celu rozpoznanie umyslowosci amerykanskiego ekonomisty a nie zapoznania sie z jego recepta na zakonczenie kryzysu.
Co wiec mowi nam Szanowny Profesor? Wedlug Krugmana obecna depresja rozpoczela sie dopiero w roku 2008 i zostala wywolana peknieciem spekulacyjnego "babla" na rynku nieruchomosci. Ze wzgledu na to, ze budownictwo oraz ulepszanie i modernizowanie domow stanowi bardzo wazny segment gospodarki amerykanskiej, brak popytu w tej dziedzinie oraz spadek wartosci domow spowodowal krach gospodarczy wywolany zubozeniem spoleczenstwa, bezrobociem oraz tak zwana "liquidity trap" czyli brakiem plynnosci finansowej. Dla przywrocenia normalnosci operowania amerykanskiej ekonomii banki Rezerwy Federalnej prowadzily (i prowadza) polityke "latwego pieniadza" czyli obnizyly koszty pozyczek (czyli ich oprocentowanie) dla bankow niemal do zera. Jednoczesnie zas amerykanskie masy przestraszone spadkiem wartosci posiadanych aktywow oraz zadluzeniem zaprzestaly dalszego zadluzania sie. W efekcie , wedlug Krugmana , mamy do czynienia z kryzysem nadprodukcji. Ten zas powoduje dalsza redukcje zatrudnienia i stanowi sprzezenie zwrotne prowadzace do poglebienia kryzysu. Zauwazmy, ze Krugman calkiem blednie umieszcza poczatek depresji w czasie. Jak pokazywalem to niegdys (http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/status-unii-amerykanskiej-czyli.html ) i pokazuje ponownie na zalaczonym rysunku (1)
obecna Wielka Swiatowa Depresja rozpoczela sie w roku 2001. Krugman tego nie widzi gdyz nie bierze, jak wiekszosc ekonomistow, pod uwage dewaluacji dolara ( i innych walut) widzac DJI w postaci http://finance.yahoo.com/q/ta?s=^DJI&t=my&l=off&z=l&q=l&p=&a=&c=
ktora maskuje faktyczny przebieg indeksu. Dzieki swobodnej produkcji dolara banki Fed. Rez. byly w stanie zamaskowac na pewien czas tragiczny bieg wydarzen w ekonomii USA. Bylo to zreszta dzialanie motywowane politycznie. Rok 2008 mial wygladac na triumf gospodarczo-monetarnej polityki Bush'a Jr. i pomoc republikanom w wyscigu do Bialego Domu. Tak zreszta sie nie stalo gdyz rozdzwiek pomiedzy propaganda sukcesu a rzeczywistoscia byl zbyt duzy.
Jest rzecza charakterystyczna, ze w indeksie hasel zamieszczonym na koncu ksiazki takie pojacia jak dewaluacja czy rewaloryzacja (waluty) wogole sie nie pojawiaja. Jak sie wydaje, pojecie wartosci danej waluty (i zlota jako jej miary) zupelnie zniknelo ze swiadomosci wspolczesnych ekonomistow. To samo zreszta widac takze po ocenie wysilkow Fed. Rez. jaka daje Krugman. Wedlug niego zalanie rynku tanim dolarem bylo polityka sluszna ale jej zakres byl zbyt maly dla uzdrowienia sytuacji. Szanowny Profesor jest zwolennikiem interwencjonizmu panstwowego i jako metode wyjscia z kryzysu proponuje zwiekszenie inwestycji panstwowych w projekty publiczne. Inaczej mowiac dalsza dewaluacje dolara oraz powiekszenie zadluzenia publicznego, ktorego stan zreszta ocenia za niezbyt grozny jesli jest liczony wzgledem GDP (patrz rys. 3)
. Tymczasem, jak wielokrotnie pisalem, liczenie zadluzenia wzgledem GDP jest idiotyzmem, ktorego jedyna dobra strona jest to, ze taki stosunek jest wielkoscia bezwymiarowa a wiec niezalezna od dewaluacji waluty w jakiej obie te wielkosci (to jest zadluzenie i GDP) sa wyrazone. GDP ( w Polsce PKB) jest miara obrotu towarow i uslug w kraju. Natomiast jesli chcemy zobaczyc bezwymiarowa wartosc zadluzenia i ewentualnie ocenic jego blachosc czy groze to jako punkt odniesienia (mianownik) powinnismy uzyc wielkosci przychodow panstwowych badz przychodow zmniejszonych o nieredukowalne zobowiaznia (np wyplaty Social Security, Medicare itp). Te bowiem stanowia o mozliwosci obslugi i ewentualnej splaty zadluzenia.
Zreszta o sama splate zadluzenia Krugman sie nie troszczy. Jego recepta jest dewaluacja prowadzaca do praktycznej likwidacji dlugu i nabicia wierzycieli w butelke. To podejscie przypomina mi do zludzenia strategie polskich ekonomistow okresu gierkowskiego, ktorzy takze liczyli na to, ze splacac pozyczke beda w zdewaluowanych dolarach. Jak wiemy ten sposob zawiodl jesli chodzi o ekonomie Gierka i w efekcie spowodowal przewrot, ktorego blogoslawienstwa sa takze watpliwe. Czy takie postepowanie moze sie powiesc w przypadku ekonomii USA jest takze kwestia dyskusyjna. Przyczyny bowiem obecnego rozkladu imperium amerykanskiego leza bowiem zupelnie gdzie indziej. Zarowno "babel" gieldowy jak i "babel" nieruchomosciowy sa tylko objawami znacznie glebszej przyczyny, czy moze szeregu przyczyn, gnicia wspolczesnego amerykanskiego kapitalizmu.
Szanowny filar amerykanskiej ekonomii slusznie argumentuje, ze wezwania zwolennikow finansowej powsciagliwosci i redukcji wydatkow na wszystko co nie jest absolutnie niezbedne (a niezbedne sa oczywiscie tylko wysokie wynagrodzenia administracji federalnej i stanowej) prowadza do poglebienia kryzysu i wzrostu bezrobocia. Istotnie, droga do wyjscia z depresji zalezy od uaktywnienia obecnych rezerw pracy a nie do ich powiekszania. Jednak nie jest bynajmniej oczywiste, ze osiagniemy to dzieki wzrostowi wydatkow panstwowych. Dochody panstwa obecnie to w znacznym procencie podatki od wynagrodzen. Interwencjonizm panstwowy oznaczalby zatem przeznaczenie pieniedzy odebranych jeszcze pracujacym na utworzenie nowych stanowisk pracy. Jednak pieniadze zebrane od pracownikow w formie podatkow stanowia zmniejszenie ich wolnego przychodu a tym samym oslabienie ich zdolnosci do zakupow. To zas prowadzi do oslabienia rynku a nie do hossy nabywczej. Moznaby oczywiscie podwyzszyc podatki dla najzamozniejszych obywateli i korporacji przywracajac poziom opodatkowania dla nich jaki obowiazywal w latach 60-tych (okolo 80%). Zwazywszy jednak na to, ze niemal wszyscy czlonkowie Kongresu i Senatu USA to multimilionerzy taki powrot do przeszlosci ma male prawdopodobienstwo realizacji. W chwili obecnej Ameryka ma deficyt budzetowy, ktory latany jest pozyczkami w formie obligacji skarbowych. Ostatnio okazalo sie, ze 61% tych obligacji zakupuja banki Fed. Rez. co oznacza po prostu dodruk pieniadza.
Recepta Krugmana polega na zwiekszonym jeszcze dodruku pieniedzy na pokrycie funduszy aktywacji zawodowej bezrobotnych i pozostawienia problemu splaty dlugu przyszlym pokoleniom. Nie jest to, moim zdaniem , rozwiazanie na zakonczenie kryzysu. Przeciwnie. Dalsza dewaluacja dolara (czyli wzrost ceny zlota) gwarantuje dalszy spadek wskaznikow takich jak GDP czy DJI itp, liczonych w zlocie a wiec reprezentujacych realny poziom funduszy mierzacych wielkosc tych wskaznikow. Najwyrazniej Krugman, i nie tylko on, nie rozumie, ze spadek sily nabywczej waluty powoduje automatyczny wzrost cen produktow i uslug (chociaz niekoniecznie inflacje - bo ta wystepuje wtedy gdy mamy niedostateczna oferte rynkowa towarow w sytuacji gdy populacja dysponuje funduszami i checia na zakupy - patrz koncowe lata PRLu). Historia mowi nam, ze zakonczenie depresji wystepuje wtedy gdy wartosc dolara ( czy innej waluty) sie ustabilizuje. W sytuacji gdy Fed. Rez. nie buforuje juz ceny zlota (czyli nie gwarantuje wymienialnosci papierowej waluty na zloto po okreslonym kursie) taka stabilizacja moze byc osiagnieta albo przez podniesienie oprocentowania podstawowego albo przez stabilizowanie ceny zlota w pewnych granicach droga interwencyjnych sprzedazy badz zakupow zlota na rykach gieldy metali. Taka metode zastosowano juz raz ( w roku 2008) i stosuje sie ja obecnie ( od wrzesnia 2011) (patrz http://finance.yahoo.com/q/ta?s=GLD&t=2y&l=on&z=l&q=l&p=&a=&c= ) zapewne w celu zwiekszenia szans prez. Obamy na reelekcje. Historia wskazuje, ze popyt na zloto jest ciagle jeszcze jednak wiekszy niz wola sprzedajacych na poswiecenie ich zapasow. Moje wykresy mowia mi, ze nie osiagnelismy jeszcze linii oporu na wykresach indeksow ekonomicznych ( z wyjatkiem realnego wynagrodzenia gdzie ja przekroczylismy " w dol"). Podobnego zdania sa analitycy finansowi banku Goldman and Sachs (finansujacego Obame), ktorzy prognozuja cene zlota pod koniec roku w wysokosci 1800-1900 USD/oz.
Bez ustabilizowania wartosci waluty amerykanskiej nie jest mozliwy wzrost zainteresowania inwestorow gielda akcji przedsiebiorstw, gdyz gielda jest srodkiem na zwiekszanie zyskow kapitalowych droga spekulacji. Ten sposob inwestycji jest jednak bardziej ryzykowny niz po prostu inwestycja w zloto, antyki czy dziela sztuki i dlatego to ryzyko musi sie oplacac. O to zas jest trudno wtedy gdy dolar sie dewaluuje z szybkoscia wieksza niz sredni wzrost wartosci akcji. Podobnie jest zreszta ze sciaganiem kapitalu zagranicznego. Jesli kapital pozyczony dewaluuje sie szybciej niz wzrasta zysk z oprocentowania to faktycznie inwestor traci pieniadze. Tak jest na przyklad ze wszystkimi rachunkami oszczednosciowymi w Polsce. Dzieki oprocentowaniu traci sie troche mniej niz gdybysmy trzymali pieniadze w domowej "swince" ale rozsadniejszym posunieciem bylby zakup zlota w postaci sztabek lub monet.
Podsumowujac, uwazam, ze propozycja Krugmana aby jeszcze wzmocnic interwencjonizm panstwowy i finansowac projekty publiczne droga emisji pieniadza bez pokrycia jest pozbawiona ekonomicznego sensu. Nie znaczy to, ze nie bedzie ona realizowana gdyz takie postepowanie jest bliskie sercu demokratow. Jesli wiec Bog pokara Ameryke przez reelekcje Obamy to zapewne taki scenariusz bedzie realizowany. To zas oznacza dalsze poglebienie depresji. W chwili obecnej, kiedy kryzys w Europie sie poglebia a przed nami mamy realna perspektywe kryzysu azjatyckiego (spowodowanego nadprodukcaj artykulow eksportowych, na ktore brak zapotrzebowania) konieczne sa zdecydowane posuniecia. Takie jak anulowanie wszystkich dlugow populacji ( w stylu abolicji jarzma zadluzenia jaka zarzadzil Hitler, metoda ta zadzialala swietnie ostatnio w Islandii) co uwolni kapital pracowniczy obecnie odsysany z rynku przez banki. Innym rozwiazaniem, ktore jest moim zdaniem rozsadniejsze jest powrot do gospodarki protekcjonistycznej co spowoduje powrot do kraju produkcji artykulow powszechnego uzytku, ktore stanowia rdzen rynku. Jest bowiem gospodarczym idiotyzmem sprowadzanie z duzych odleglosci towarow, ktore kazdy kraj moze produkowac na miejscu. Ideologia ekonomistow-globalistow mowi nam, ze kraje rozwiniete powinny sie koncentrowac na produkcji towarow o wysokiej komplikacji technologicznej (np superkomputery Cray) pozostawiajac gwozdzie, kalesony i koszule itp towary proste do produkcji w krajach trzeciego swiata. Niestety jednak tak juz jest, ze towary wyrafinowane mimo wysokiej ceny jednostkowej nie maja tak szerokiego rynku jak towary podstawowe. W efekcie kraje rozwiniete maja staly deficyt handlu zagranicznego co oznacza tez staly wyplyw bogactwa kraju za granice. W dodatku trzeba zdac sobie wreszcie sprawe z tego, ze wiekszosc populacji nie jest zdolna do wysilku umyslowego jaki jest konieczny do wyrobu towarow wysoko zaawansowanych technologicznie. Ta dominujaca czesc populacji musi miec szanse na zatrudnienia odpowiadajace jej niskim kwalfikacjom umyslowym. Inaczej coraz wieksze sumy beda musialy byc przeznaczane na pomoc socjalna (reaganowskie welfare queens) oraz na rozbudowanie aparatu represji. Pamietajmy, ze obywatele kazdego kraju stanowia jego kapital ale tez i obciazenie. Od elity politycznej zalezy zas to, czy znajdzie ona racjonalne i dochodowe dla kraju zatrudnienie dla swoich obywateli czy tez bedzie ich traktowac jak stonke zjadajaca zasoby wytworzone przez tych , dla ktorych praca jest jeszcze dostepna.
Co wiec mowi nam Szanowny Profesor? Wedlug Krugmana obecna depresja rozpoczela sie dopiero w roku 2008 i zostala wywolana peknieciem spekulacyjnego "babla" na rynku nieruchomosci. Ze wzgledu na to, ze budownictwo oraz ulepszanie i modernizowanie domow stanowi bardzo wazny segment gospodarki amerykanskiej, brak popytu w tej dziedzinie oraz spadek wartosci domow spowodowal krach gospodarczy wywolany zubozeniem spoleczenstwa, bezrobociem oraz tak zwana "liquidity trap" czyli brakiem plynnosci finansowej. Dla przywrocenia normalnosci operowania amerykanskiej ekonomii banki Rezerwy Federalnej prowadzily (i prowadza) polityke "latwego pieniadza" czyli obnizyly koszty pozyczek (czyli ich oprocentowanie) dla bankow niemal do zera. Jednoczesnie zas amerykanskie masy przestraszone spadkiem wartosci posiadanych aktywow oraz zadluzeniem zaprzestaly dalszego zadluzania sie. W efekcie , wedlug Krugmana , mamy do czynienia z kryzysem nadprodukcji. Ten zas powoduje dalsza redukcje zatrudnienia i stanowi sprzezenie zwrotne prowadzace do poglebienia kryzysu. Zauwazmy, ze Krugman calkiem blednie umieszcza poczatek depresji w czasie. Jak pokazywalem to niegdys (http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/status-unii-amerykanskiej-czyli.html ) i pokazuje ponownie na zalaczonym rysunku (1)
obecna Wielka Swiatowa Depresja rozpoczela sie w roku 2001. Krugman tego nie widzi gdyz nie bierze, jak wiekszosc ekonomistow, pod uwage dewaluacji dolara ( i innych walut) widzac DJI w postaci http://finance.yahoo.com/q/ta?s=^DJI&t=my&l=off&z=l&q=l&p=&a=&c=
ktora maskuje faktyczny przebieg indeksu. Dzieki swobodnej produkcji dolara banki Fed. Rez. byly w stanie zamaskowac na pewien czas tragiczny bieg wydarzen w ekonomii USA. Bylo to zreszta dzialanie motywowane politycznie. Rok 2008 mial wygladac na triumf gospodarczo-monetarnej polityki Bush'a Jr. i pomoc republikanom w wyscigu do Bialego Domu. Tak zreszta sie nie stalo gdyz rozdzwiek pomiedzy propaganda sukcesu a rzeczywistoscia byl zbyt duzy.
Jest rzecza charakterystyczna, ze w indeksie hasel zamieszczonym na koncu ksiazki takie pojacia jak dewaluacja czy rewaloryzacja (waluty) wogole sie nie pojawiaja. Jak sie wydaje, pojecie wartosci danej waluty (i zlota jako jej miary) zupelnie zniknelo ze swiadomosci wspolczesnych ekonomistow. To samo zreszta widac takze po ocenie wysilkow Fed. Rez. jaka daje Krugman. Wedlug niego zalanie rynku tanim dolarem bylo polityka sluszna ale jej zakres byl zbyt maly dla uzdrowienia sytuacji. Szanowny Profesor jest zwolennikiem interwencjonizmu panstwowego i jako metode wyjscia z kryzysu proponuje zwiekszenie inwestycji panstwowych w projekty publiczne. Inaczej mowiac dalsza dewaluacje dolara oraz powiekszenie zadluzenia publicznego, ktorego stan zreszta ocenia za niezbyt grozny jesli jest liczony wzgledem GDP (patrz rys. 3)
. Tymczasem, jak wielokrotnie pisalem, liczenie zadluzenia wzgledem GDP jest idiotyzmem, ktorego jedyna dobra strona jest to, ze taki stosunek jest wielkoscia bezwymiarowa a wiec niezalezna od dewaluacji waluty w jakiej obie te wielkosci (to jest zadluzenie i GDP) sa wyrazone. GDP ( w Polsce PKB) jest miara obrotu towarow i uslug w kraju. Natomiast jesli chcemy zobaczyc bezwymiarowa wartosc zadluzenia i ewentualnie ocenic jego blachosc czy groze to jako punkt odniesienia (mianownik) powinnismy uzyc wielkosci przychodow panstwowych badz przychodow zmniejszonych o nieredukowalne zobowiaznia (np wyplaty Social Security, Medicare itp). Te bowiem stanowia o mozliwosci obslugi i ewentualnej splaty zadluzenia.
Zreszta o sama splate zadluzenia Krugman sie nie troszczy. Jego recepta jest dewaluacja prowadzaca do praktycznej likwidacji dlugu i nabicia wierzycieli w butelke. To podejscie przypomina mi do zludzenia strategie polskich ekonomistow okresu gierkowskiego, ktorzy takze liczyli na to, ze splacac pozyczke beda w zdewaluowanych dolarach. Jak wiemy ten sposob zawiodl jesli chodzi o ekonomie Gierka i w efekcie spowodowal przewrot, ktorego blogoslawienstwa sa takze watpliwe. Czy takie postepowanie moze sie powiesc w przypadku ekonomii USA jest takze kwestia dyskusyjna. Przyczyny bowiem obecnego rozkladu imperium amerykanskiego leza bowiem zupelnie gdzie indziej. Zarowno "babel" gieldowy jak i "babel" nieruchomosciowy sa tylko objawami znacznie glebszej przyczyny, czy moze szeregu przyczyn, gnicia wspolczesnego amerykanskiego kapitalizmu.
Szanowny filar amerykanskiej ekonomii slusznie argumentuje, ze wezwania zwolennikow finansowej powsciagliwosci i redukcji wydatkow na wszystko co nie jest absolutnie niezbedne (a niezbedne sa oczywiscie tylko wysokie wynagrodzenia administracji federalnej i stanowej) prowadza do poglebienia kryzysu i wzrostu bezrobocia. Istotnie, droga do wyjscia z depresji zalezy od uaktywnienia obecnych rezerw pracy a nie do ich powiekszania. Jednak nie jest bynajmniej oczywiste, ze osiagniemy to dzieki wzrostowi wydatkow panstwowych. Dochody panstwa obecnie to w znacznym procencie podatki od wynagrodzen. Interwencjonizm panstwowy oznaczalby zatem przeznaczenie pieniedzy odebranych jeszcze pracujacym na utworzenie nowych stanowisk pracy. Jednak pieniadze zebrane od pracownikow w formie podatkow stanowia zmniejszenie ich wolnego przychodu a tym samym oslabienie ich zdolnosci do zakupow. To zas prowadzi do oslabienia rynku a nie do hossy nabywczej. Moznaby oczywiscie podwyzszyc podatki dla najzamozniejszych obywateli i korporacji przywracajac poziom opodatkowania dla nich jaki obowiazywal w latach 60-tych (okolo 80%). Zwazywszy jednak na to, ze niemal wszyscy czlonkowie Kongresu i Senatu USA to multimilionerzy taki powrot do przeszlosci ma male prawdopodobienstwo realizacji. W chwili obecnej Ameryka ma deficyt budzetowy, ktory latany jest pozyczkami w formie obligacji skarbowych. Ostatnio okazalo sie, ze 61% tych obligacji zakupuja banki Fed. Rez. co oznacza po prostu dodruk pieniadza.
Recepta Krugmana polega na zwiekszonym jeszcze dodruku pieniedzy na pokrycie funduszy aktywacji zawodowej bezrobotnych i pozostawienia problemu splaty dlugu przyszlym pokoleniom. Nie jest to, moim zdaniem , rozwiazanie na zakonczenie kryzysu. Przeciwnie. Dalsza dewaluacja dolara (czyli wzrost ceny zlota) gwarantuje dalszy spadek wskaznikow takich jak GDP czy DJI itp, liczonych w zlocie a wiec reprezentujacych realny poziom funduszy mierzacych wielkosc tych wskaznikow. Najwyrazniej Krugman, i nie tylko on, nie rozumie, ze spadek sily nabywczej waluty powoduje automatyczny wzrost cen produktow i uslug (chociaz niekoniecznie inflacje - bo ta wystepuje wtedy gdy mamy niedostateczna oferte rynkowa towarow w sytuacji gdy populacja dysponuje funduszami i checia na zakupy - patrz koncowe lata PRLu). Historia mowi nam, ze zakonczenie depresji wystepuje wtedy gdy wartosc dolara ( czy innej waluty) sie ustabilizuje. W sytuacji gdy Fed. Rez. nie buforuje juz ceny zlota (czyli nie gwarantuje wymienialnosci papierowej waluty na zloto po okreslonym kursie) taka stabilizacja moze byc osiagnieta albo przez podniesienie oprocentowania podstawowego albo przez stabilizowanie ceny zlota w pewnych granicach droga interwencyjnych sprzedazy badz zakupow zlota na rykach gieldy metali. Taka metode zastosowano juz raz ( w roku 2008) i stosuje sie ja obecnie ( od wrzesnia 2011) (patrz http://finance.yahoo.com/q/ta?s=GLD&t=2y&l=on&z=l&q=l&p=&a=&c= ) zapewne w celu zwiekszenia szans prez. Obamy na reelekcje. Historia wskazuje, ze popyt na zloto jest ciagle jeszcze jednak wiekszy niz wola sprzedajacych na poswiecenie ich zapasow. Moje wykresy mowia mi, ze nie osiagnelismy jeszcze linii oporu na wykresach indeksow ekonomicznych ( z wyjatkiem realnego wynagrodzenia gdzie ja przekroczylismy " w dol"). Podobnego zdania sa analitycy finansowi banku Goldman and Sachs (finansujacego Obame), ktorzy prognozuja cene zlota pod koniec roku w wysokosci 1800-1900 USD/oz.
Bez ustabilizowania wartosci waluty amerykanskiej nie jest mozliwy wzrost zainteresowania inwestorow gielda akcji przedsiebiorstw, gdyz gielda jest srodkiem na zwiekszanie zyskow kapitalowych droga spekulacji. Ten sposob inwestycji jest jednak bardziej ryzykowny niz po prostu inwestycja w zloto, antyki czy dziela sztuki i dlatego to ryzyko musi sie oplacac. O to zas jest trudno wtedy gdy dolar sie dewaluuje z szybkoscia wieksza niz sredni wzrost wartosci akcji. Podobnie jest zreszta ze sciaganiem kapitalu zagranicznego. Jesli kapital pozyczony dewaluuje sie szybciej niz wzrasta zysk z oprocentowania to faktycznie inwestor traci pieniadze. Tak jest na przyklad ze wszystkimi rachunkami oszczednosciowymi w Polsce. Dzieki oprocentowaniu traci sie troche mniej niz gdybysmy trzymali pieniadze w domowej "swince" ale rozsadniejszym posunieciem bylby zakup zlota w postaci sztabek lub monet.
Podsumowujac, uwazam, ze propozycja Krugmana aby jeszcze wzmocnic interwencjonizm panstwowy i finansowac projekty publiczne droga emisji pieniadza bez pokrycia jest pozbawiona ekonomicznego sensu. Nie znaczy to, ze nie bedzie ona realizowana gdyz takie postepowanie jest bliskie sercu demokratow. Jesli wiec Bog pokara Ameryke przez reelekcje Obamy to zapewne taki scenariusz bedzie realizowany. To zas oznacza dalsze poglebienie depresji. W chwili obecnej, kiedy kryzys w Europie sie poglebia a przed nami mamy realna perspektywe kryzysu azjatyckiego (spowodowanego nadprodukcaj artykulow eksportowych, na ktore brak zapotrzebowania) konieczne sa zdecydowane posuniecia. Takie jak anulowanie wszystkich dlugow populacji ( w stylu abolicji jarzma zadluzenia jaka zarzadzil Hitler, metoda ta zadzialala swietnie ostatnio w Islandii) co uwolni kapital pracowniczy obecnie odsysany z rynku przez banki. Innym rozwiazaniem, ktore jest moim zdaniem rozsadniejsze jest powrot do gospodarki protekcjonistycznej co spowoduje powrot do kraju produkcji artykulow powszechnego uzytku, ktore stanowia rdzen rynku. Jest bowiem gospodarczym idiotyzmem sprowadzanie z duzych odleglosci towarow, ktore kazdy kraj moze produkowac na miejscu. Ideologia ekonomistow-globalistow mowi nam, ze kraje rozwiniete powinny sie koncentrowac na produkcji towarow o wysokiej komplikacji technologicznej (np superkomputery Cray) pozostawiajac gwozdzie, kalesony i koszule itp towary proste do produkcji w krajach trzeciego swiata. Niestety jednak tak juz jest, ze towary wyrafinowane mimo wysokiej ceny jednostkowej nie maja tak szerokiego rynku jak towary podstawowe. W efekcie kraje rozwiniete maja staly deficyt handlu zagranicznego co oznacza tez staly wyplyw bogactwa kraju za granice. W dodatku trzeba zdac sobie wreszcie sprawe z tego, ze wiekszosc populacji nie jest zdolna do wysilku umyslowego jaki jest konieczny do wyrobu towarow wysoko zaawansowanych technologicznie. Ta dominujaca czesc populacji musi miec szanse na zatrudnienia odpowiadajace jej niskim kwalfikacjom umyslowym. Inaczej coraz wieksze sumy beda musialy byc przeznaczane na pomoc socjalna (reaganowskie welfare queens) oraz na rozbudowanie aparatu represji. Pamietajmy, ze obywatele kazdego kraju stanowia jego kapital ale tez i obciazenie. Od elity politycznej zalezy zas to, czy znajdzie ona racjonalne i dochodowe dla kraju zatrudnienie dla swoich obywateli czy tez bedzie ich traktowac jak stonke zjadajaca zasoby wytworzone przez tych , dla ktorych praca jest jeszcze dostepna.
piątek, 4 maja 2012
Surogat rzeczywistosci czy rzeczywistosc surogatow?
Z pewnym rozbawieniem obserwuje wspolczesne zycie intelektualne w Naszej Umeczonej Ojczyznie i zreszta nie tylko w niej. Mam bowiem wrazenie, ze zyjemy w swiecie coraz bardziej pozbawionym zdrowego rozsadku. Ten zas zastepowany jest surogatami. Mamy wiec surogat kultury - w postaci kultury masowej, surogat zycia politycznego- w postaci systemu demokracji partyjnej (w zasadzie identyczny do tego jaki byl w PRL-u), surogat niepodleglosci - w formie marionetkowego panstwa o statusie niegdysiejszej Generalnej Guberni i idacy lacznie surogat polskiej klasy politycznej- czyli kolaborantow jednego badz drugiego z wiodacych panstw osciennych. Mamy takze surogat ekonomii narodowej - ktora coraz bardziej staje sie ekspozytura firm zachodnich dzialajaca na terenie kolonialnym. Nie sa to zreszta wszystkie surogaty gdyz nie wymienilem jeszcze surogatu najwazniejszego jakim jest aktualny surogat wspolczesnego Polaka czyli umyslowego lump-proletariusza, ktorego haslem jest ubi bene, ibi patria (tam ojczyzna gdzie dobrze). Niestety surogaty maja to do siebie, ze tylko udaja faktyczny desygnat nazwy i z reguly sa znacznie gorsze w uzytkowaniu, komforcie i wygladzie od rzeczy "samej w sobie". Mysl ta zreszta przyszl mi do glowy w momencie gdy usilowalem wepchnac rachunek do koperty zrobionej, jak informuje mnie napis, z materialu recyklizowanego. Koperta taka nie ma ani wygladu ani tez wytrzymalosci koperty zrobionej wedlug receptury klasycznej co powoduje rozdarcia. Te zas wzmacniam tasma Scotch'a, ktorej surogat wystepuje takze w Niemczech i Polsce bedac oczywiscie produktem znacznie nizszej jakosci. Przy sniadaniu czytam zas artykul "Waiting for the sun" (The Economist Apr.28, 2012 str. 73), ktory oznajmia, ze cierpiace na nadmiar naslonecznienia Indie postanowily rozwinac produkcje energii elektrycznej wykorzystujac cale pola baterii slonecznych. Energia tak wyprodukowana jest dwukrotnie drozsza od tej jaka daja tradycyjne elektrownie i bylaby nie do sprzedania gdyby nie dotacje rzadowe, ktore pozornie czynia ja oplacalna dla odbiorcow.
Ten system surogatow, nazywany w Polsce medialnym matrixem (zapewne od stosownego filmu, takze surogatu, filmu science-fiction), istnieje na calym swiecie ale w Naszej Umeczonej Ojczyznie przybral juz rozmiary katastrofalne. Dzieki temu Polska stala sie krajem, w ktorym dominuje swiat pozorow i produktow zastepczych w stylu wyrobow czekolado-podobnych z czasow Gierka. Ta wirtualna swiadomosc spoleczna przenika do osob, ktore z racji swojego stanowiska, powinny byc poinformowane lepiej niz przecietny surogat Polaka. Co wiecej, samo dostojenstwo pozycji spolecznej powinno tu byc hamulcem dla rozpowszechniania opinii nonsensownych acz sluzacych interesom aktualnej elity. Od czasu do czasu czytam bowiem takze blogi prominentow polskiego zycia politycznego w plochej nadzieji, ze zobacze tam jakies mysli glebokie i przemyslane a oparte o znajomosc faktow niedostepnych ogolowi gawiedzi. Mysle tu o blogach pisanych przez ministra finansow (http://rostowski.natemat.pl/12067,leszku-sciagnij-licznik-zagrozenie-minelo) oraz bylego premiera (http://jaroslawkaczynski.salon24.pl/414511,obrona-tymoszenko-to-poparcie-europejskiego-kursu-ukrainy). Sama idea pisania blogu "do wszystkich" w wykonaniu aktualnych aktorow polskiej sceny politycznej jest chwalebna. A raczej bylaby chwalebna gdyby politycy owi nie traktowali swoich czytelnikow jako wylacznie odbiorcow wlasnych tez. Niestety po przejrzeniu paru poprzednich felietonow dochodze do wniosku, ze mam znowu do czynienia z surogatem dyskusji z "ludem". Blogi owe sa czyms w rodzaju przyslowiowej rozmowy Dziada z Obrazem. Reakcji prominenta bowiem nie widac bez wzgledu na to z jakimi komentarzami spotkaly sie wypowiedzi gospodarzy blogu. Mamy wiec najwyrazniej do czynienia z kolejnym oszustwem czy tez guzikiem interwencyjnym, ktory mozna naciskac ale zadnej reakcji na to nie ma.
Czasem zadziwia mnie tez reakcja moich wiernych acz nielicznych czytelnikow. Oto pewien zasluzony dyskutant mowiac o przyczynach upadku Polski (mysle o Rzeczpospolitej Szlacheckiej) wysuwa teze, ze zbuntowane chlopstwo przyczynilo sie do upadku ideii jagielonskiej dlatego, ze nie oplacalo mu sie siedziec cicho i pozwolic polskim panom na racjonalne zagospodarowanie Kresow. Czyzby istotnie obecna polska elita umyslowa uwazala, ze istnienie Panstwa Polskiego musi sie obywatelom oplacac? "Bo jak nie, to niech tu rzadzi Niemiec. Przynajmniej porzadek bedzie.". No, o tym jak to wygladaja porzadki niemieckie wiemy z nie tak dalekiej przeszlosci. Pisze wiemy, ale w gruncie rzeczy, przy obecnym poziomie wyksztalcenia surogatu-Polaka nie jestem pewien czy owe doswiadczenia przodkow doszly do swiadomosci moich wspolczesnych rodakow. Inny zas uczestnik dyskusji zastanawia sie po co nam postulowac odzyskanie Kresow, ziemi biednej i zruszczonej. Jest to znowu kompletne niezrozumienia roli panstwa, ktore obowiazki swoje traktuje powaznie. Do starania sie o odzyskanie ziem obecnie okupowanych przez naszych wrogich nam od wiekow sasiadow zobowiazuje nas nie tylko interes ekonomiczny, chociaz ziemie te byly zrodlem wielkich fortun magnatow kresowych, ale takze takie imponderabilia jak chociazby popularna piosenka " Co nam obca przemoc wziela, szabla odbierzemy". Panstwa powazne maja to do siebie, ze nie pozwalaja bezkarnie odbierac sobie tej czy innej dzialki nieruchomosci. Gdyby bylo inaczej Niemcy nigdy nie starali by sie odzyskac NRD - w koncu tez ziemi bez wiekszej wartosci, w ktorej zreszta wiekszosc infrastruktury natychmiast zdemolowali. Kresy byly w polskim posiadani przez 700 lat i nadal mieszka na nich znaczna liczba naszych rodakow - obecnie teroryzowanych i upokarzanych przez obce administracje. To musi sie skonczyc!
W USA Nasz Wielki Czarny Ojciec z Waszyngtonu wyrazil zdziwienie, ze mimo, iz wszystkie indeksy gieldowe osiagnely czy nawet przekroczyly juz poziom z roku 2000 mamy nadal recesje i bezrobocie. "Trzeba zrobic wiecej!"- mowi Wielki Wodz Wolnego Swiata. W tej ekonomicznej nieswiadomosci przypomina mi tym polskiego ministra finansow, ktory takze uwaza, ze kryzys mamy za nami. Oczywiscie powodem tego hurra-entuzjazmu jest niezrozumienie tego jak dewaluacja pieniadza maskuje faktyczny przebieg procesow ekonomicznych. "Zloto jest przezytkiem!" twierdzi inny dyskutant radzac mi abym operowal srednia kroczaca ceny zlota aby uniknac "manipulacji". Kiedy slysze takie slowa z ust osob, ktore jak prezydent USA, powinny byc dobrze poinformowane o zasadach ekonomii, zastanawiam sie jak ta wogole moze dzialac w sytuacji gdy mamy tyle surogat-ekonomistow na powaznych stanowiskach decyzyjnych. Pierwsza oznaka rozpadu ekonomii panstwowej jest psucie pieniadza i ostatnio wlasnie widze to w USA gdzie najmniejsza obecnie moneta wartosci 1 centa stracila na wadze i zapewne na kompozycji.
Tradycyjny czerwony cent byl wykonany ze stopu miedzi z cynkiem i wazyl 3.11g . Obecny jest lzejszy i wykonany z bronzalu i wazy okolo 2.8 g. Oznacza to, ze cena ilosci miedzi, ktora jest najdrozszym skladnikiem przekroczyla wartosc nominalu monety. Przypomina to malejace rozmiary srednicy zlotowki aluminiowej z czasow poznego PRLu. Koniec jest blisko. Tylko patrzec a powroca duze nominaly banknotow jakie byly w obiego za czasow "prawdziwego dolara". Jeszcze doczekamy czasow gdy butelka Coca Coli bedzie kosztowac 100 USD!
Na ilustracji: Wspolczesne centy "Lincoln" oraz prawdziwy cent z 1900 roku "Glowa Indianina"
Malejace zlotowki ostatnich lat PRLu
Subskrybuj:
Posty (Atom)









